Shino
Naglę kontakt z Shiro mi się urwał. Nagle w którymś momencie obudziłem się w znajomym pokoju, gdy się rozejrzałem rozpoznałem że to pokój Mikado. Nie musiałem czekać długo jak czarnowłosy się pojawił w pokoju, niósł w ręce szklankę z jakimś pół przeźroczystym płynem który mi podał
- Co to jest?
- Eliksir wzmacniający. Nie byłeś w najlepszym stanie...
- A co z moją siostrą i Rey'em?
- Nic im się nie stało... Wypij to, będziesz się czuł lepiej - powiedział po czym przytaknąłem i zacząłem pić eliksir, nie był za bardzo smaczny ale po kilku łykach rzeczywiście czułem się lepiej
- Skąd się wzięła ta maź? Są w okolicy jeszcze inni czarodzieje prócz ciebie?
- No tak... Ale skąd wiesz że ta maź jest dziełem czarodzieja? - spytał niebieskooki. Zapomniałem że Mikado nie wie o Shiro i że jestem dziedzicem zaświatów, ale jemu chyba mogę o tym powiedzieć, może nie znam go długo ale wydaje mi się godny zaufania
- Etto... Ja ci nie powiedziałem wszystkiego o sobie... Nie jestem tylko wampirem... Może nie jest to jakoś istotne ale z pokolenia na pokolenie moja rodzina krzyżowała się coraz to bardziej z innymi rasami więc do końca nie wiem jak nazwać siebie... Jestem również, dziedzicem tronu zaświatów. A w moim ciele również zamieszkuje dusza Shiro, Króla Zaświatów z przed ponad 1000 lat który - Mikado tylko przyłożył dłoń do mojego czoła - Co ty robisz?
- Sprawdzam czy nie masz gorączki
- To nie zabawne, mówię prawdę! Naprawdę jestem dziedzicem, a Shiro mi powiedział o tej mazi
- Trochę mi się nie chce wierzyć że jesteś dziedzicem... Moim zdaniem jesteś zbyt "delikatny" by nim być. Król zaświatów każdemu kojarzy się z bezlitosnym władcą śmierci a ty muchy byś nie skrzywdził - oznajmił, nie chcę mu mówić że już praktycznie zabiłem dwie osoby, nieświadomie - Skoro jesteś dziedzicem to może, nie wiem pokażesz jakąś swoją moc czy coś?
- Etto... Nie potrafię sam ich używać... Za to mogę przekazywać władzę nad moim ciałem Shiro
~ Nie potrzebnie tracisz czas mówiąc to wszystko temu chłopakowi i tak ci nie uwierzy
- Właśnie przekaże władze nad ciałem Shiro to on ci wszystko powie - oznajmiłem, chłopak trochę pokręcił głową że w dalszym ciągu mi nie wierzy ale się zgodził
~ Chwila. Co? Ja nie wyraziłem zgody! - usłyszałem ale go w zignorowałem
- Shino... Twój kolor oczu się zmienił... Są fioletowe...
- Zamknij się sierściuchu! Niech ten bachor w końcu nauczy się sam załatwiać sprawy. Jak on niby chce zostać królem jak nic nie potrafi zrobić - zaczął mówić do siebie nie zwracając uwagi na to że Mikado był obok
~ Wiesz że wszystko słyszę Shiro - zaczął mnie ignorować i po prostu wstał z łóżka
- Shino...? - powiedział niepewnie Mikado
- Nie jesteś taki łatwo wierny co? Taka cecha może ci się w życiu przydać... Może byśmy wrócili do tematu tego "zamachu". Trochę wiem o czarodziejach więc dobrze wiem że ta maź nie pojawiła by się tam samoistnie... Znasz może jakiś czarodziejów z wysokim stopniem alchemii?
- Jestem jeszcze dosyć młody i nie znam wielu czarodziejów, moja rodzina się tym sławi ale raczej to nie mogli być oni
- Twoja rodzina powiadasz... A propo wiem co dodałeś wtedy do herbaty ale nie powiem tego Shinowi
~ Chwila moment... O czym ty mówisz
- Zamknij się Shino tylko ty tu jesteś teraz potrzebny, oddałeś mi władzę więc teraz przynajmniej siedź cicho
- Możecie się kontaktować myślami?
- Tak ale działa to tylko w jedną stronę, by on usłyszał co chcę mu przekazać muszę to powiedzieć na głos ... A co, jednak uwierzyłeś?
- Shino prawdopodobnie nie wiedziałby nic o czarodziejach również tego że ta maź jest ich wytworem... Ale ja mu nic do herbaty nie dodawałem - powiedział na co Shiro tylko pokręcił głową
- Ale ja nie powiedziałem do czyjej herbaty...
- Taaa... ty na pewno nie możesz być Shinem... Jesteś za bardzo wkurzający
- Skoro sobie porozmawialiśmy to "my" będziemy się już zbierali... Jeżeli mógłbyś sprawdź listę alchemików... O ile to możliwe - oznajmił na co czarnowłosy przytaknął... Shiro skierował się w stronę wyjścia. Będąc już na ulicy z powrotem "przełączyłem się" na siebie. Zacząłem iść w stronę przystanku i przyłożyłem telefon do ucha żeby nie wyglądało jakbym mówił do siebie
- Mogłeś być odrobinę milszy
~ Po co mam być miły dla takich ludzi
- Może dlatego że uratował nam życie
~ Mimo wszystko nie lubię go. Czarodzieje są dosyć podstępni więc mu nie ufam...
- A czy w ogóle istnieje osoba którą lubisz, nie licząc Shay
~ W tych czasach, prócz twojej siostry nie ma takich ludzi. Ciebie jeszcze toleruję ale często cholernie mnie denerwujesz
- Kiedy widziałem cię w tej retrospekcji nie wyglądałeś na osobę która tak marudzi
~ Weź pod uwagę to że byłem w towarzystwie mojej wtedy przyszłej żony i przyjaciela więc nie miałem powodów narzekać
- Przyjaciela? To istniała osoba która była w stanie z tobą wytrzymać?
~ Zabawne... - odparł sarkastycznie. Całą drogę rozmawiałem w ten sposób z Shiro. Gdy już byłem blisko domu zauważyłem jak jakiś facet wszedł na teren posiadłości. Nie podobało mi się to więc przyśpieszyłem. Ale gdy dotarłem na miejsce było już za późno. Tajemniczy mężczyzna trzymał przerażoną Shay
- Zostaw ją! - krzyknąłem i pobiegłem w jego kierunku ale mężczyzna można powiedzieć "wyrwał jej serce" a właściwie rubin. Shrio bez żadnego słowa przejął kontrolę nad moim ciałem i z czarnym mieczem zaczął biec w stronę mężczyzny. Ten w międzyczasie jakby roztrzaskał rubin w na "proch". Gdy już milimetry dzieliły ostrze miecza od napastnika, mężczyzna po prostu jakby wyparował.
Shayren
Otworzyłam oczy i rozejrzałam się, ale za czym? Wszędzie jest ciemno. A może jednak nic nie ma...? Znajdowałam się gdzieś, między trzema światłami; białym, czerwonym i niebieskim. Próbowałam dotknąć chociaż jednego, ale nie potrafiłam. Były tak odległe... Jak ja się tu znalazłam? Co to za miejsce? Umarłam? Nie... gdybym zginęła byłabym w swoim królestwie. Poczułam nagle, jak coś cieknie mi po lewej stronie ciała. Zerknęłam na nogę. Leciała po niej strużka krwi. W miejscu serca miałam wyrwę, na wylot. Ktoś najwidoczniej pozbawił mnie rubinu. Musiałam także stracić duszę, ale jeśli by się tak stało to nie utknęłabym tutaj. Czyli może jest jakiś kawałek, który ocalał? Z oczu pociekły mi łzy. Nie mogłam krzyczeć, nikt by mnie nie usłyszał. Może jednak warto spróbować?...
-Pomocy!-wrzasnęłam.
Dźwięk odbił się echem, jakby były tu ściany. Jeszcze intensywniej zaczęłam płakać.
-Niech mi ktoś pomoże...-szepnęłam.
Zamknęłam oczy. Czułam bezradność. Po chwili usłyszałam, jak ktoś mówi moje imię. Przed oczami zauważyłam Lyna. Siedział w swoim pokoju na łóżku i miał wzrok wbity w podłogę. Obok niego stał Shin. Czarnowłosy w ręce trzymał mój pierścień, a kamień, który go zdobił zaczął niespodziewanie świecić. Widać było ich zdziwienie. Chłopak wstał i razem z białowłosym szybko wyszli. Jak zjawa podążałam za nimi. Po schodach otworzyli jakieś ogromne drzwi. Z głośnym zgrzytem i toną kurzu udało im się. Kurczę, ile w tym domu jest korytarzy?... Wszędzie pełno pajęczyn i robali. Bleee... Na szczęście nie dotykałam ich. Minęło z 5 minut i weszli do ogromnego pomieszczenia. Styl średniowieczny... Nie wiem, czy było tam dużo tlenu. Pewnie tak, bo wszędzie było pełno świec i pochodni, ale na szczycie znajdowało się okno. A raczej dziura... Na środku znajdowało się wielgachne łoże. Jak się okazało ja w nim leżałam. A raczej moje ciało. Lyn złapał jakby moją dłoń, co wyraźnie poczułam.
-Kiedyś ja byłem chłodny dla ciebie, teraz role się odwróciły...-powiedział przez łzy, może nieco żartobliwie.
Shin poklepał go po ramieniu i po chwili zostawił samego. Mężczyzna padł na ziemię.
-Przepraszam... tak cholernie mi cię brak... Shay, otwórz oczy, proszę. Nie musisz mi wybaczać. Wystarczyło by, żebyś na mnie zerknęła. Nazwała sukinsynem... cokolwiek...
Chciałam go przytulić. Nawet bardzo tego chciałam. Nie mogłam jednak nic zrobić. Lewitowałam nad ziemią ze zwieszoną głową. Tęskniłam za nim. Mimo, iż mnie zranił. Zaczęłam krzyczeć, a mój głos odbijał się echem. Nagle "dziura" zaczęła się świecić, jakimś złotawym promieniem i nagle otworzyłam oczy. Żyłam. Ja... ja żyłam! Oddychałam! Szybko przytuliłam czarnowłosego. Prawie go udusiłam... Śmiał się i płakał. Był strasznie szczęśliwy... w pewnym momencie wybiegłam poszukując brata. Naszłam do od tyłu i naskoczyłam na niego. Trochę się wystraszył, ale gdy tylko mnie zobaczył także mnie przytulił....