wtorek, 31 maja 2016

Rozdział 12

Shino

Nie mogłem się uspokoić przez kolejne dwie godziny, Rey od tamtego zdarzenia się do mnie nie odzywał. Ja tylko nie chciałem żeby coś mu się stało, dlaczego jej to zrobiłem?! Nie chciałem jej zabić...! Szedłem korytarzem w pewnym momencie zakręciło mi się w głowie i obiłem się o ścianę, zatrzymałem się opierając się o nią. Co chwilę słyszałem głosy w głowie "Siostrobójca", "To penie chodzi o dzieciczenie tronu co? Specjalnie ją zabiłeś!", "Morderca!"
- Zamknij się! Cicho! - Krzyknąłem padając na kolana i zatykając sobie uszy jakby to miało w czymś pomóc. Głowa zaczęła mnie boleć a wszystko przed oczami się rozmazywało. Widziałem tylko jak ktoś do mnie podchodzi i przy mnie kuca ale nie zdążyłem zobaczyć twarzy gdyż straciłem przytomność. Gdy zdołałem otworzyć oczy byłem w tym ciemnym pomieszczeniu, wstałem i zacząłem się rozglądać za drugim mną
- Po co mnie tu znowu ściągnąłeś?! - Krzyknąłem ale usłyszałem tylko własne echo, dopiero po chwili pojawił się tuż za mną, był wściekły. Podszedł do mnie i mnie uderzył - Wiesz że teraz praktycznie uderzyłeś samego siebie?
- Nie obchodzi mnie to! Jak mogłeś to zrobić! Zabiłeś ją! Dlaczego!
- Nie chciałem tego zrobić!
- Chodź za mną - powiedział jeszcze trochę wkurzony
- Co? Gdzie i po co?
- Nie gadaj tylko chodź - syknął, miałem złe przeczucia ale podszedłem za nim. Nie wiem dokąd mnie prowadził ale krajobraz w ogóle się nie zmieniał, nadal wszystko wokół było ciemne. W jednym momencie wszystko rozbłysło i pojawiła się wielka łąka z jednym wielkim drzewem po środku - Pamiętasz to miejsce? Gdy byliśmy wszyscy w sierocińcu Arthur znalazł to miejsce, zawsze po szkole przychodziliśmy tu we trójkę a opiekunką mówiliśmy że stawaliśmy na zajęciach dodatkowych - powiedział i chwilę później na łące pojawiły się dzieci, byłem to ja, Shay i Arthur - Widzisz ten piękny uśmiech na twarzy Shay... Przez ciebie już nigdy nie będzie dane nam go oglądać
- Zamknij się! Nie chciałem jej zabić!
- Ale to zrobiłeś! - znowu wszystko stało się wokół czarne - dla ciebie może i była tylko siostrą, ale dla mnie... dla mnie była kimś, kogo kochałem! Nie jak krewnego, ale jak ukochaną! A ty ją zabiłeś, żeby uratować lisa, który w dodatku nie był tego warty!
- Dla mnie on jest ważny!
- Przejrzyj w końcu na oczy! On ciebie nie kocha, tylko się bawi tym ciałem, zaspokaja swoje potrzeby ale nigdy cie nie kochał! Za kogoś takiego zabiłeś własną siostrę!? Dobrze że twój stan psychiczny jest słaby. Czas wziąć sprawy w swoje ręce, przywrócę Shay do życia za wszelką cenę - oznajmił i przejął władzę nad ciałem. Otworzyłem oczy i leżałem na kanapie w salonie, niedaleko siedział lis i czytał jakąś gazetę, gdy zauważył że się obudziłem oderwał wzrok od czasopisma
- Wszystko w porządku?
- A co miałoby być?
- No nie wiem, przechodzę sobie korytarzem a ty drzesz się na pół domu i mdlejesz
- Nic mi nie jest - odparłem ozięble, wstając z kanapy lekko się zachwiałem ale udało mi się złapać równowagę i żeby nie tracić czasu poszedłem do biblioteki i zacząłem szukać jakiś ksiąg które mogły by mi się przydać - Nic się z tego nie dowiem, jednak zakres czarnej magi jest bardzo ograniczony w tej bibliotece - zacząłem mamrotać sam do siebie rozglądając się jeszcze po półkach. Myśl kto może mieć dużo takich ksiąg? Jak na razie pierwszą taką osobą która przychodzi mi do głowy jest Natan, jednakże nadal nie wiemy gdzie się ukrywa i gdzie mógłby trzymać te księgi.



Shayren



Wszystko było trochę monotonne... Te same korytarze, pokoje, zadania. Po zrobieniu tego, co miałam chodziłam po ogrodzie. Wydawało mi się, że to najciekawsze miejsce, które znajdowało się w całym tym "wymiarze". Niedaleko słoneczników dostrzegłam wysoką postać. Miałam pewne podejrzenie, kto to mógł być. Ostrożnie i powoli podeszłam do postaci, aby mieć pewność. Jak się okazało był to Tansu. Szczęśliwa podbiegłam do chłopaka i przytuliłam go z całych sił od tyłu. Widocznie się tego nie spodziewał, ponieważ przerażony podskoczył. Zaśmiałam się lekko z jego reakcji, której się nie spodziewałam.
-Huh? Shay? Co ty tu robisz? Wstęp do tego miejsca dostaniesz dopiero, gdy zostaniesz koronowana, albo...-nie skończył. Przerażony patrzył mi w oczy, a ja się uśmiechałam.
-Masz rację. Zmarłam, a raczej zostałam zabita.-odparłam nadal się szczerząc.
-Co?! Niby kto normalny by to zrobił?!
-Egh... Sh... Shino...-mruknęłam, tym razem zesmutniałam.
Tansu przyciągnął mnie do siebie i przytulił dość mocno. W oczach pojawiły mi się łzy. Przez nie obraz miałam dość zamazany. Robiłam jednak wszystko, aby tego nie zauważył. Nadal byłam jednak za słaba, aby ukryć jakiekolwiek uczucia i emocje. Zaczęłam szlochać. Staliśmy tak może 10 minut.
-Może wejdziemy do środka? Słyszałem, że mają pyszne kremówki.-zaproponował.
-K.. Kremówkiiii?-powtórzyłam ostatnie słowo z gwiazdkami w oczach.
-Tak, kremówki. To jak? Chciałabyś je zjeść?-zapytał.
-Tak! Chcę!-powiedziałam głośno i rozchmurzyłam się.
Mężczyzna złapał mnie za rękę i zaczął prowadzić w stronę twierdzy. Weszliśmy do pokoju bez łóżka, za to z dużą kanapą, stołem z metalu, przykrytym obrusem i dwoma fotelami. Na ścianach wisiały zdjęcia serafinów i walkirii. Do tej pory mogłam oglądać jedynie swój pokój i korytarze. No i ewentualnie główną salę... Usiedliśmy naprzeciwko siebie.
-Jak ci się podoba w twoim królestwie?-zapytał nagle.
-Moim? Jak to?-odparłam nieco zaskoczona.
-Zostaniesz koronowana na "Królową Niebios" a twój brat na "Króla Piekieł", a Ziemią będziecie rządzić wspólnie.-wyjaśnił.
-Więc o to chodzi?... A ty? Mieszkasz w tej posiadłości? I czemu? Z tego, co widziałam inni mieszkają w dworkach...-końca pytań nie było widać.
-Jak pewnie wiesz, byłem dość wysoko postawionym hrabią a moja matka była powiernikiem twoich rodziców.-odpowiedział spokojnie.
-Hę? Znała ich i nic mi nie powiedziała?...
-Gdyby ci to wyznała, zmarłaby. Z resztą, próbowała a wieczorem przypłaciła za to życiem. Nie mogliście się dowiedzieć przedwcześnie. Musieliście zostać bezpieczni a ona także tego chciała.
-Czyli, że zginęła przez nas?...
-Nie do końca. Wiedziała, z czym wiąże się powiedzenie prawdy, więc się o to nie martw, Shaa-chan.-powiedział głaszcząc mnie po dłoni. Czerwona spuściłam wzrok. Lyn nigdy nie traktował mnie zbyt ciepło, mimo, że to on się za mną uganiał.
-Shaa-chan? Coś się stało?-Tansu wyglądał na zmartwionego.
-To... to nieco przyziemne sprawy. Nic ważnego...-chłopak nie dał się nabrać i ciągle o to pytał. W końcu dałam za wygraną.
-Lyn mnie zdradził...-powiedziałam cichutko.
Na twarzy mężczyzny malowało się zaskoczenie i wkurzenie.
-Demony są okropną, podrzędną rasą, nie przejmuj się.-odparł czule.
Znów się zaczerwieniłam. Jego głos i wzrok były takie ciepłe... A Lyn? On to totalnie inna bajka...
Tansu chciał jeszcze coś powiedzieć, ale nie zdążył jak przyniesiono ciasto i herbatę. Zaczęłam jeść nie bacząc na te wszystkie maniery i zasady przy stole. Chłopak jednak jadł spokojnie i bez pośpiechu. Zjadłam dużo wcześniej przed nim i oblizałam wargi. Naprawdę bardzo mi zasmakowało. Gdy odłożyłam łyżeczkę chłopak wstał, zbliżył swoją twarz do mojej i polizał mi policzek. Przerażona i czerwona jak burak odsunęłam się nerwowo.
-C-cc--ccooo?-mruknęłam.
-Miałaś krem na twarzy. Zasmakowało ci, prawda?
-Bardzo! Było pyszne!
-Znam coś pyszniejszego i słodszego?
-E? Niby co?
-Ciebie...
Nie wiem, czy można być jeszcze bardziej czerwonym, niż byłam po akcji z kremem, ale chyba można. Tansu przyklęknął. Zerknęłam na jego twarz. Miał przymrużone oczy i lekki uśmiech.
-Podobałem ci się kiedykolwiek?...
Nerwowo bawiłam się kokardką na sukience. Przytaknęłam delikatnie po chwili.
-Cieszę się. Poprosić o jeszcze jedno, czy nie?
-Nie ma takiej potrzeby...
Usiadł na swoje miejsce i spokojnie skończył jeść, a ja zaczęłam pić herbatę. Czułam się przy nim swobodnie, mimo zawstydzenia...

piątek, 27 maja 2016

Rozdział 11

Shino

Nie trzaeba było jakoś szczególnie węszyć żeby wiedzieć że coś się dzieje. Z tego co wiem Shay nawet nie przepada za towarzystwem Reya'a więc nie wiem czemu teraz stara się go znosić. Jak zaobserwowałem Lyn'owi również się to nie spodobało. Nie dość że jak sam powiedział byłem jego zabawką, to jeszcze poczułem się jakby zainteresował się mną tylko dlatego że wyglądam podobnie do mojej siostry. Dosyć mnie to przygnębiało. Dowiedziałem się że dziś popołudniu ma ktoś tutaj przyjechać, ale w sumie mnie to nie interesuje, z tego co wiem to ktoś do Lyna. Po skończonym śniadaniu wyszedłem do ogrodu i usiadłem w altance wpatrując się w jedno miejsce. Wpatrywałem się tak przez jakiś czas, wróciłem myślami na ziemię dopiero gdy ktoś mnie dźgnął
- Wszystko w porządku? - usłyszałem nieznany głos. Moim oczom ukazał się chłopak z zielonymi włosami i z jednym okiem brązowym a drugim niebieskim, prawdopodobnie mógł być ode mnie trochę starszy - Wybacz, wyglądało to trochę niepokojąco jak tak siedziałeś bez ruchu - dodał po chwili
- Tylko się trochę zamyśliłem. Wszystko w porządku, powiedzmy
- Co się stało? - spytał na co spojrzałem na niego pytająco - przepraszam spytałęm odruchowo. Nie musisz mi mówić, nawet mnie nie znasz
- Pomijając to wydaje się że ciebie też coś gryzie
- Aż tak bardzo widać? Cóż ostatnio zmarła moja siostra i jeszcze do końca się z tym nie pogodziłem. A były chłopak mojej świętej pamięci siostry uparł się żebym tu z nim przyjechał
- No tak, słyszałem że ktoś ma przyjechać do Lyn'a
- Wyraźnie też widać że ciebie coś trapi. Jeżeli to miałby ci pomóc mogę cię wysłuchać
- T... To nic, na prawdę... Po prostu, osoba w której się zakochałem jak widać woli kogoś innego
- Można powiedzieć że po części wiem co czujesz... A tak w ogóle to się nie przedstawiłem, Muzai Shino - przedstawił się zielonowłosy
- Ja jestem Aoiki, też mam na imię Shino...
- Co za zbieg okoliczności - powiedział z lekkim uśmiechem - Coś się stało? Mam coś na twarzy? - spytał po chwili bo chyba zbyt długo się na niego patrzyłem bez słowa
- Przepraszam Muzai-san. Po prostu nigdy jeszcze nie widziałem na żywo osoby z heterochromią. Te oczy są, niesamowite - nawet nie wiem czemu to powiedziałem ale na prawdę zafascynował mnie wygląd tych oczu
- "Muzai-san"? Nie jestem na tyle starszy od ciebie żeby się do mnie tak zwracać, możesz mówić mi po imieniu... A tak poza tym to dziękuję
- Jak powinienem do ciebie mówić... Shin-chan?
- Nie przesadzaj znowu w drugą stronę...
- Ale jakoś tak pasuje ci - rzuciłem półżartem
- Niech już będzie "Shin-chan" - zaśmiał się zielonowłosy. Całkiem przyjemne mi się z nim rozmawiało. Po jakimś czasie wstaliśmy I zaczęliśmy się przechadzać po dość sporym ogrodzie kwiatowym
- Prócz ciebie, siostry i rodziców mieszka tu ktoś jeszcze, Shino-kun? - spytał spoglądając w stronę rezydencji
- Jeszcze brat mojej siostry z rodziny zastępczej i jego kuzyn... A rodzice... Od kiedy się tu przenieśliśmy nie widziałem ich ani razu. Z resztą już prędzej nazwę   rodzicami ludzi którzy mnie wychowali niż tych którzy urodzili... nie lubię rozmawiać na ten temat
- Przepraszam
- Nic się nie stało, z resztą sam zszedłem na ten temat... - oznajmiłem, właśnie przechodziliśmy obok różanki gdy zielonowłosemu zadzwonił telefon
- Przepraszam - powiedział odpisując chyba na SMSa. Jakiś kocur naglę przebiegł mu pod nogami przez co zachwiał się i upuścił telefon prosto w róże. Próbując go wyciągnąć skaleczył dłoń kolcami w kilku miejscach. Z rany przy kciuku momentalnie pojawiła się krew. Nawet nie myśląc, chwyciłem jego ranną dłoń  i zlizałem cieknącą krew. Chłopak patrzył na mnie pytająco
- E... Etto... Ja... - Dlaczego ja to zrobiłem?! Na dodatek on prawdopodobnie nie ma pojęcia że jestem wampirem. Puściłem momentalnie jego dłoń i odsunąłem się cały czerwony. Chłopak chwycił mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie, po czym pocałował. Jego spojrzenie w tej chwili się różniło od tego jeszcze parę chwil wcześniej, jakby stała przede mną zupełnie inna osoba. Odskoczyłem odrobinę od chłopaka ale ten cały czas trzymał mnie za nadgarstek. Ponownie mnie do siebie przyciągnął, zachowywał się zupełnie inaczej niż przed chwilą. Ponownie przybliżył swoją twarz do mojej gdy naglę zielonoowłosego ktoś odciągnął, jak się okazało był to Rey
- Nikt cię nie nauczył że nie można dotykać czyiś rzeczy - burknął szarowłosy
- "Rzeczy"? - powtórzył, po czym spojrzał na mnie i chyba się zorientował o co mu chodziło. Po chwili złotooki pchnął go w krzewy róż
- Rey! Odrobinę przesadziłeś! - krzyknąłem i pomogłem chłopakowi wstać, był cały poraniony od kolców. Najwyraźniej Rey się mocno wkurzył, chwycił mnie za nadgarstek i szarpnął za sobą. Zaciągnął mnie do losowego pokoju gościnnego i pchnął na łóżko - Rey! - miałem zamiar się na niego drzeć ale nie zdążyłem gdy mnie przyszpilił do materaca
- Nie będzie mi jakiś kotołak kradł mojej zabawki - oznajmił w tym czasie rozpiął moją koszulę - A ty jeszcze pozwalałeś się dotykać temu dachowcowi... - dodał ściągając moje spodnie z bielizną - Zapamiętaj sobie że ja jestem twoim właścicielem i tylko ja mam prawo do dotykania cie... A teraz powiedz "Tak, rozumiem Touro-san" - kontynuował wkładając w tym momencie we mnie swoje palce
- Hę?
- Do tamtego kocura zwracałeś się jako "~san". Więc do mnie tym bardziej powinieneś się tak zwracać - oznajmił wrednym tonem głosu - powtórz "Tak, rozumiem Touro-san" - powiedział ponownie i włożył we mnie kolejny palec, przez co cicho jęknąłem. Im dłużej zwlekałem z powiedzeniem tego, wpychał je coraz głębiej
- T...Tak, rozumiem, To...Touro-san - wydukałem, chwilę po tym wyciągnął ze mnie palce
- Grzeczny chłopiec... Od teraz zawsze podczas seksu masz się do mnie zwracać "Touro-san"- Siłą ściągnął mnie z łóżka tak żebym klęczał na podłodze. Stanął tuż przede mną rozpinając swoje spodnie. Gdy zsunął spodnie miałem opory by to zrobić ale złotooki "pomógł" mi a raczej przyciągnął moją głowę do jego krocza. Gdy już mu się znudziło odwrócił mnie do siebie tyłem, oparł mnie o łóżko po czym we mnie wszedł, co chwilę przyśpieszał ruchy i wchodził coraz głębiej
- Jak chcesz to dalej się na mnie zaciskaj ale później nie narzekaj że cię boli - Co chwilę z jego ust padały jakieś zawstydzające mnie komentarze. W pewnym momencie natrafił w środku na jakieś wrażliwe miejsce, przez co zacząłem niekontrolowanie głośniej jęczeć - Czyżbym znalazł twój punkt G? Jest dosyć głęboko - powiedział cwaniacko - jest ci przyjemnie gdy tak robię? - niech już skończy z tą "narracją", czuję się wtedy jeszcze dziwniej - Czekam na odpowiedź - dodał po chwili, kiwnąłem tylko twierdząco głową - Więc, chcę to usłyszeć
- T...Tak, jest mi p...przyjemnie - dlaczego muszę to wszystko mówić, zaraz spalę się ze wstydu!
- Zapomniałeś chyba o czymś
- Touro-san...
- Właśnie, na przyszłość pamiętaj o tym bo nie będę ci za każdym razem o tym przypominał a za każdy błąd będę cię karał. Rozumiesz?
- Tak, Touro-san - mruknąłem po czym złotooki kontynuował to co przed chwilą. Przy każdym moim głośniejszym jęku słyszałem jak cicho się śmieje. Gdy już w końcu doszedł i wyszedł ze mnie ledwo mogłem ruszyć moimi biodrami, z resztą i tak czuję że jeżeli się ruszę to wszystko ze mnie wypłynie
- Chyba pierwszy raz nie doszedłem przede mną. Mógłbym cie doprowadzić do orgazmu moimi ustami ale spouchwalałeś się z tym kocórem więc nie zasługujesz na nagrodę - powiedział wciągając mnie na łóżko, coś jeszcze mówił ale zasnąłem w trakcie. Gdy otworzyłem oczy było w pokoju ciemno, przewróciłem się na drugi bok i zobaczyłem siedzącego Reya, jego twarz oświetlał ekran telefonu na którym coś przeglądał. W pewnym momencie spojrzał na mnie gdy się lekko podniosłem - Obudziłeś się
- Która jest godzina? - spytałem jeszcze zaspanym głosem
- 2 w nocy - oznajmił szarowłosy. No tak jak mnie tu zaciągnął była około 3 po południu a od razu po "tym" zasnąłem
- A... Co ty tu robisz? Zwykle jak się budziłem nie było ciebie obok, czemu zostałeś
- Kiedy chamsko zasnąłeś kiedy do ciebie mówiłem do pokoju wszedł Lyn, chciał sprawdzić pokój gościnny żeby Kin mógł tu nocować gdyż mieszka dosyć daleko. Ale zastał w nim nas. Powiedziałem mu o wszystkim, a że nie było żadnych innych pokoi gościnnych, powiedziałem żeby dał Kin'owi mój pokój, tak więc musiałem zostać tutaj. Bo inaczej musiałbym cię przenieść do twojego pokoju a nie chciałoby mi się nieść przez pół domu nagiego faceta
- Powiedziałeś mu o "wszystkim"?! Czyli o czym?!
- Po prostu. Że uprawialiśmy seks - oznajmił, w jaki sposób on może mówić o tym z takim spokojem?! Położyłem z powrotem głowę na poduszkę - O co znowu chodzi?
- Hę?
- Zawsze masz taką minę jak masz jakiś problem
- Mam taką minę zawsze - burknąłem
- Jasne... Mam tylko nadzieję że nie jesteś chory bo nie będę mógł się tobą bawić
- Mógłbyś przestać traktować mnie przedmiotowo!
- Czyli jednak o to chodzi. Jaki masz dokładnie z tym problem że jesteś moją własnością? Sam przyznałeś że było ci przyjemnie gdy byłem w tobie. Z resztą nie możesz również narzekać że nie dbam o ciebie, bo gdyby tak było nie interesowało by mnie to kto i w jaki sposób cie dotyka - powiedział i w tym momencie moje serce zabiło szybciej, tylko pozostaje pytanie czy na prawdę jestem dla niego "kimś ważnym" czy po prostu samolubnie broni swojej zabawki?



 Shayren



Nadal w stanie "połowicznym" przemieszczałam się po domu. Nie spałam całą noc, przemierzając korytarze. Wszystkie były takie same... ale nudaa... w końcu się znudziłam i poszłam na śniadanie. Stojąc przy stole zauważyłam, że nie ma Shina i Rey' a. Rozejrzałam się, i zauważyłam czarnowłosego.
-Wiesz może, gdzie oni są?...-zapytałam.
-Hm? Wydaje mi się, że pokój 73... a, i lepiej uważaj. Widocznie nieźle się bawili...
-"Bawili"?...
-Współżyli.
Na tym się skończyło. Rozwścieczona zmierzałam w stronę wskazanego pokoju. Uchyliłam delikatnie drzwi. Demon to zauważył.
-Ej? Kim jesteś i czego tu chcesz?
-Kim jestem?... Kimś, kogo zraniłeś, dupku.
Na jego twarzy malowało się zaskoczenie.
-S...Sha...Shay?...
-Dopiero teraz zauważyłeś? Ktoś taki jak ty ma czelność besztać ciało Księcia?... Czy ty nie wiesz, że za to jest kara śmierci? Którą osobiście i z dziką chęcią sama wykonam!!-krzyknęłam, wyciągnęłam sztylet i próbowałam zaatakować chłopaka, ale zasłonił go mój brat. Na szczęście przewidziałam to i nacięłam tylko skórę.
-Co ty wyrabiasz? Jeżelibym nie zareagowała, straciłbyś życie, Shin-czan...-mruknęłam.
Białowłosy spojrzał na mnie. W jego oczach widziałam nienawiść. Prychnęłam, odskoczyłam i zaczęłam się nagle śmiać.
-Tsk... nie obchodzi co o mnie pomyślisz, gdy go zabiję... ktoś, kto bawi się członkami Rodziny Królewskiej nie ma prawa żyć!-znów szykowałam się do ataku, ale postanowiłam najpierw odciągnąć Shina. Stworzyłam łańcuchy, które go skuły. Teraz nic nie stało mi na przeszkodzie. Szarowłosy wstał z łóżka i klęknął na ziemi. Czyżby pogodził się ze swoim losem?
-Wiem, co za to grozi. Rób co chcesz...-syknął.
Uśmiechnęłam się, ukazując rządek morderczych, ostro zakończonych zębów.
-Jesteś tylko małą, prawie martwą pchłą...-burknęłam po czym poczułam dziwny impuls.
Stałam się Bestią. Czystą bestią. Porozciągałam się. Jelenie rogi, lisie uszy, wilczy ogon, wzrok węża, łuski na nogach i krew na rękach. Forma przerażająca, co zauważyłam, gdy patrzyłam na przerażoną minę Reya.
-A więc? Touro Rey, demoniczny lisie klasy C? Czy jesteś gotowy na przyjęcie kary za zbesztanie Księcia?-zapytałam. Mój głos stał się głęboki.
Mężczyzna kiwnął głową. W moich dłoniach pojawiły się miecze. Zamachnęłam się, by strącić jego głowę, ale coś mnie przebiło. Coś ostrego. Spojrzałam w dół. Ktoś mieczem przeszył mi serce. Była to broń Shina.
-A więc chcesz mnie zabić?... Trzeba było powiedzieć, że chcesz mojej śmierci... -mruknęłam słabo i osunęłam się na ziemię. Krew wypływała ze mnie, tworząc krwawy wodospad.
-Ty kretynie! Trafiłeś w serce! Ona na pewno umrze!-szarowłosy nagle wstał.
-W...wido...widocznie tak... tak miało być...-odparłam. Głos mi zanikał.
Nagle zaczęłam płakać.
-Wybaczcie mi... wybaczcie mi...
Shin zalany łzami upuścił miecz i mnie przytulił. Nie miałam nawet sił, by także to zrobić. Nagle zamknęłam oczy i ocknęłam się na polanie pełnej kwiatów. Były białe i piękne. Żaden nie miał ani jednej plamki. Były doskonałe w swej prostocie. Usiadłam i rozglądnęłam się. Oznaki Bestii zniknęły. Byłam w zwykłej, człowieczej formie. Ale?... gdzie ja jestem?... Wstałam w końcu i otrzepałam się. Nagle zerwał się porywisty wiatr, i płatki można powiedzieć, że tańczyły miotane przez siłę. Gdy opadły, z dala zauważyłam czyjąś sylwetkę. Niewiele myśląc pobiegłam w jej stronę. Był to mężczyzna. Ten sam, który pojawił się w ogrodzie.
-Panienka Shayren? Co panienka tu robi?-zapytał.
-Ja... ja nie... wiem...-wydukałam.
-Muszę cię zmartwić. Jeżeli jesteś w tym ogrodzie, to... bardzo mi przykro, ale nie żyjesz.-odparł.
-Eh?-mruknęłam tylko.
To niemożliwe! Nic nie pamiętam! Nie przypominam sobie, by ktoś mnie zabijał!
Chłopak machnął ręką i pod naszymi stopami ukazała się pewna scena. Widziałam Shina, Rey' a i... moje ciało?! Obok niego leżała broń brata. Była na niej krew. Czy to możliwe?...
-Nie... on by nie mógł...-burknęłam przerażona.
-Naprawdę bardzo mi przykro... Ale teraz... teraz jesteś w swoim królestwie. Czekaliśmy na ciebie.-odparł i podał mi rękę. Nie miałam nawet wyboru. Chwyciłam ją i w momencie byłam gdzie indziej. Wszędzie było pełno aniołów. Więc tak miała wyglądać moja przyszłość? Zaczęłam podążać za mężczyzną, w stronę błękitnej twierdzy. Po wejściu zauważyłam swoich rodziców. Zdziwili się widząc mnie.
-Shay? Jakim cudem tu weszłaś?-zapytali równocześnie.
Nie wiedziałam, co im powiedzieć. Naprawdę...
-Shin... Shin mnie... zabił...-wydukałam.
Na ich twarzach malowało się przerażenie. Zabrali mnie do pokoju, w którym zginęłam. Matka położyła dłonie na ustach.
-Co tu się stało?...-zapytała, jakby nie dowierzając.
Białowłosy miał twarz zalaną łzami. Zapewne zrobił to instynktownie. Powoli zbliżyłam się do niego.
-Shin, nie martw się... Nic się nie stało.-starałam się go uspokoić.
-Nie! Nie masz racji! Zabiłem cię! Stałem się mordercą własnej siostry! Po tylu latach, gdy w końcu cię znalazłem!-krzyczał.
Starałam się go przytulić, ale przechodziłam przez niego. No tak... nie byłam w formie materialnej. Uśmiechnęłam się.
-Przepraszam, Shin. Gdy nas adoptowano obiecałam sobie, że tym razem to ja ochronię ciebie, ale widocznie nie pozwolono mi na to... Proszę, nie pozwól, by ktoś cię zabił. Przetrwaj...-nawet nie skończyłam, jak wizyta na ziemi skończyła się. Stałam w miejscu.

sobota, 21 maja 2016

Rozdział 10

Shino

Shay w ogóle nie chciała wychodzić z pokoju, zaczęło mnie to trochę martwić i zastanawiać co jest tego głównym powodem. Lyn i Rey kazali mi iść do Shay i dowiedzieć się co dowiedziała się wczoraj od facet, ze względu że tylko mnie wpuszcza do środka. Zapukałem i powoli wszedłem do środka. Siostra cały czas leżała w łóżku, podniosła jedynie lekko głowę by zobaczyć kto wszedł. Podszedłem do łóżka i usiadłem na brzegu materaca
- Wszystko w porządku? - spytałem na to siostra lekko kiwnęła twierdząco głową. po chwili się podniosła do siadu - Kazali ci przyjść odebrać informacje o Natanie?
- Dowiedziałaś się czegoś?
- Tak. Okazało się że ten koleś to był Natan - oznajmiła
- Przez cały czas?! Ale, jakim cudem nie rozpoznał ciebie?
- Przecież z nim rozmawiałeś wcześniej, był na tyle pijany że nawet mnie nie rozpoznał - powiedziała, dopytałem się jeszcze paru istotnych rzeczy, lecz wciąż nie dawało mi spokoju to że Shay jest taka przygnębiona
- Na pewno wszystko w porządku? - spytałem a ona ponownie jako odpowiedź kiwnęła głową a następnie się do mnie przytuliła. Początkowo wyglądała jakby to ją odrobinę uspokoiło ale po chwili zaczęła wąchać mój podkoszulek - C...Co ty robisz? - spytałem patrząc na nią pytająco
- Nie ważne - odparła i puściła moją koszulkę. Wstałem z materaca
- Jakbyś czegoś potrzebowała, postaram się pomóc - oznajmiłem i wyszedłem z pokoju. Jakiś czas później przechadzając się usłyszałem głosy siostry i Rey'a. Sam nie wiem czemu ale zacząłem podsłuchiwać i podglądać ich rozmowę
- Co ty zrobiłeś mojemu bratu?!
- Nie mam zielonego pojęcia o czym mówisz
- Nie udawaj głupiego, wyczułam od niego twój zapach!
- Ah, o tym mówisz - odparł szarowłosy po czym parsknął śmiechem
- Najpierw przystawiasz się do mnie a jak w końcu dotarło do twojej bani że nie interesują mnie twoje zaloty to wziąłeś się za mojego brata?!
- Spokojnie. Nie bulwersuj się tak. Dobrze wiesz że demony potrzebują czasem trochę się zabawić. A wiedząc że twój braciszek jest gejem i się we mnie zakochał tylko z tego kożystam - z tego co on powiedział wynikało że jestem jego prywatną dziwką
- Nie mam pojęcia co mój brat może w tobie widzieć, mimo wszystko jak śmiesz go tak wykorzystywać?! - Sahy była wkurzona jak mało kiedy, lecz Rey'owi to w ogóle nie przeszkadzało by ją przyciągnąć do siebie i pocałować. Nie wiem czemu ale widząc to zamarłem. Czułem się dziwnie, mimo że wiedziałem że Rey nie darzył mnie żadnym szczególnym uczuciem, poczułem ból w piersi. Jak tylko odzyskałem władzę w nogach pobiegłem w kierunku mojego pokoju i zamknąłem drzwi na klucz. Jak ja teraz spojrzę Shay w twarz gdy wie teraz o wszystkim, jak ja teraz wyglądam w jej oczach. Usiadłem na łóżku i podkuliłem kolana. Nawet nie wiem kiedy, w moim pokoju pojawił się złotooki
- Jak ty tu... Zamknąłem drzwi na klucz!
- Jestem demonem - odparł ironicznie - A dlaczego się zamykałeś na klucz, próbujesz mnie unikać? - powiedział i się do mnie niebezbiecznie zbliżył i przyłożył rękę do mojego policzka
- Nie dotykaj mnie! - krzyknąłem i odtrąciłem jego rękę odwracając wzrok. Momentalnie złotooki chwycił mój nadgarstek i powalił mnie na łóżko
- Co, już ci się nie podoba jak cię dotykam - powiedział dotykając mnie w różnych wrażliwych miejscach
- P... Przestań! - krzyknąłem próbując się wyrwać a nawet przez przypadek go uderzyłem, co nie za specjalnie się spodobało Reyowi.  Chwycił moją drugą rękę i całkowicie mnie unieruchomił
- Myślisz że interesuje mnie co masz do powiedzenia? Jesteś moją własnością i nie masz prawa się mi sprzeciwiać bo inaczej za każdym razem będę zmuszony cię ukarać - powiedział rozpinając moje spodnie.
- Tak po prostu całujesz sobie moją siostrę, mówisz ze spokojem że nic dla ciebie nie znaczę a po chwili znowu się do mnie dobierasz?!
- Niegrzecznie jest podsłuchiwać czyjeś rozmowy. To co robię z innymi nie powinno cię obchodzić, jak już mówiłem jesteś wyłącznie moją zabawką, niczym więcej - powiedział to z obojętnością w głosie. Mimowolnie w moich oczach pojawiły się łzy lecz za wszelką cenę starałem się nie wypuścić ich nazewnątrz. W jego wzroku w tym momencie było coś co mnie przerażało mimo że z pozoru patrzył na mnie jak zwykle. Złotooki zdjął moje spodnie razem z bielizną i odwrócił mnie do siebie tyłem i włożył we mnie swoje dwa palce, jęknąłem i nie mogłem dłużej utrzymać łez. Czemu ja wogóle płaczę? Od samego początku wiedziałem że mnie nie kocha ale mimo wszystko... Czy ja go nadal kocham? Czy wogóle kiedykolwiek to uczucie można było tak nazwać? W czym się zakochałem? W wyglądzie? W jego sposobie bycia? Nie wiem. Wtedy gdy pomógł mi w klubie przez chwilę pomyślałem że naprawdę mu na mnie zależy, ale on tylko samolubnie bronił "jego własności", jak dziecko któremu próbuje się zabrać jego ulubioną zabawkę... Szarowłosy po chwili dodał kolejny palec po czym ponownie jęknąłem - Całe twoje ciało drży, a wśrodku jesteś jeszcze ciaśniejszy i cieplejszy niż kiedykolwiek. Czyżby to przez to że cię "zdenerwowałem"? W takim razie chyba zacznę częściej to robić - oznajmił cwaniako powoli wyciągając palce. Zdjął swoje spodnie po czym momentalnie we mnie wszedł. Robił coraz gwałtowniejsze ruchy gdy naglę usłyszeliśmy krzyk Shay dobiegający z jej salonu. Szarowłosy przestał, zapiął spodnie i poszedł sprawdzić co się stało, ja nawet jakbym chciał, nie mogłem się ruszyć. Mogłem jedynie położyć się na bok i przykryc się cały kołdrą. Zamknąłem oczy a gdy je otworzyłem siedziałem w ciemnym pomieszczeniu... "drugi ja" już dawno mnie nie ściągał, po chwili również on się pojawił ale ja nie mogłem się podnieść z podłogi jakbym był do niej przyczepiony
- Biedny, mały, słabiudki Shinuś. Jak mało wystarczyło żeby doprowadzić cię do takiego stanu - powiedział kucając przedemną
- Czego znowu chcesz? - spytałem na co "drugi ja" się uśmiechnął
- Po to że jest to dla mnie dosyć rzadka szansa
- "Szansa"?
- Od czasu kiedy oddałeś mi kontrolę w rezydencji Natana, zaklęcie rodziców dosyć mnie osłabiło na pewien czas, ale przez cały ten czas gdy odzyskiwałem siły myślałem jak przejąć nad tym ciałem kontrolę. Teraz gdy ty jesteś w takim stanie będzie to niesamowicie proste, chyba podziękuję Reyowi zo to co powiedział bo to przeważyło szalę - powiedział po czym śmiejąc mnie rozczochrał moje włosy - Teraz moja kolej - dodał i po chwili przejął kontrolę nad ciałem. Ciało było odrobinę obolałe ale dało się to znieść - No dobra, czas sprawdzić co się stało mojej siostrze - podniosłem się z łóżka i ubrałem spodnie. Gdy skierowałem się w stronę salonu zauważyłem Shay siedzącą na podłodze pod ścianą, czarnowłosy próbował ją objąć ale go odepchnęła. Rey stał nieopodal i również próbował ją uspokoić. Po chwili siostra wstała i pobiegła w kierunku swojego pokoju. Lyn również udał się w inną stronę, za to gdy Rey się odwrócił i mnie zauważył, podszedł
- Czyli nadal miałeś siły się ruszyć? Co powiesz na powtórkę? - powiedział cwaniacko
- Nie śpiesz się z tym tak lisie. To ciało nie jest twoją własnością jak to ująłeś wcześniej
- Czyżbyś próbował być asertywny? Nawet nieźle ale pamiętaj co powiedziałem o tym gdy mi się będziesz sprzeciwiał
- Pf... Dlaczego miałbym się ciebie bać, ze względu że jestem mieszańcem posiadam mnustwo zdolności będące wstanie pokonać demona tak niskiej rangi jak ty. Zastanowiłbym się kto tu kogo powinien słuchać - odparłem a złotooki spojrzał na mnie pytająco a zarazem podejrzliwie. Jeżeli chcę pozostać w tym ciele na tyle długo by urosnoś w siłę muszę uwarzać żeby nikt mnie nie zdemaskował, w każdym razie będę musiał uwarzać przy Shayren gdyż ten debil powiedział jej o mnie. Poszedłem do biblioteki żeby poszukać ksiąg które mogłyby być przydatne w zwiększeniu mojej siły by druga osobowaść nie mogła mnie odciąć od kontroli, do puki jest słaby ja muszę rosnąć w siłę lecz bez przerwy śledził mnie ten przeklęty lis. Mogłem się spodziewać że zacznie coś podejrzewać po tym co powiedziałem.


 Shayren


Zaczęłam niespodziewanie tracić nad sobą kontrolę. A do tego to dziwne przeczucie, że coś jest nie tak... Siedziałam w pokoju nie pozwalając nikomu do niego wejść, gdy poczułam dziwny impuls. Byłam niemal pewna, że druga jaźń Shina znów postanowiła sobie pozwiedzać świat, jak ona chce. Poderwałam się z miejsca i zaczęłam "węszyć" za bratem. Cicho zakradłam się do biblioteki, gdzie najprawdopodobniej był. Wślizgnęłam się do pomieszczenia i znalazłam chłopaka w dziale panowania nad ciałem. Można się było tego spodziewać. Wściekła podleciałam do niego i kopnęłam w szczękę.
-Shay? Co ty robisz?!-najwidoczniej próbował mnie zmylić.
-Nie jesteś moim bratem! Oddawaj mi go! TERAZ!-krzyknęłam.
Postać podniosła się i zaczęła śmiać.
-Nie zapominaj, że także jestem bestią, kochana siostro. Nie chcę cię skrzywdzić, bo jakby nie patrzeć także jestem twoim bratem, czyż nie? Aczkolwiek jego częścią...-oznajmił.
Kiwałam głową na boki po czym znów go zaatakowałam. Zdążył zrobić unik a ja wleciałam w ścianę krusząc ją. Nie przebiłam się jednak "na wylot". Otrzepałam się z pyłu.
-Ty cholerny gnoju! Oddawaj mi Shina!-wrzasnęłam.
-Nie rozumiesz? Jestem jego częścią. A ty za chwilę się przemienisz w kanibala. Chcesz tego? Chcesz stać się mordercą, Shay?-zapytał.
Ciało zaczęło mi drżeć. Miał rację. Czułam nieopanowaną chęć zjedzenia czegoś. A raczej kogoś. Jakiegoś człowieka. Opadłam na kolana. Ten cholerny ból... Czułam go w klatce piersiowej. "Instynkt" kazał mi "to" wyrwać. Drapałam skórę, potem mięśnie stojące mi na przeszkodzie do serca. Na dłonie i sukienkę lała mi się krew. Dużo krwi. Z nerwów zaczęłam płakać nadal drapiąc ranę. To właśnie moje serce było źródłem problemów.
-Przestań. Chcesz się zabić?...-zapytał.
Zacisnęłam oczy i zęby. Kiwnęłam głową, by to potwierdzić. Chłopak klęknął naprzeciwko mnie.
-Oddaj mi mojego brata... proszę...-wydukałam zaciskając dłonie ja jego klatce piersiowej.
-Aż tak ci na tym zależy?
Wtuliłam się w niego próbując zwalczyć ból. Westchnął.
-No dobrze. Oddam ci go.-powiedział.
Po może pięciu minutach Shin odsunął mnie lekko od siebie. Z przerażeniem patrzył na ranę. Ryknęłam jeszcze większym płaczem. Białowłosy wpatrywał się we mnie ślepo. Przełknęłam ślinę i odkryłam szyję. Bez chwili wahania się w nią wpił. Syknęłam z bólu. Z każdym łykiem, który chłopak robił czułam, że postać ghoula, którą przybrałam odpuszcza. Po chwili przestał. Osunęłam się na podłogę ze zmęczenia. Najwidoczniej straciłam przytomność, ponieważ ocknęłam się w swoim pokoju. Na ranie zauważyłam bandaż. Ruch trochę bolał. I ten ciągły zapach krwi... Stałam przed lustrem. Szukałam jeszcze innych zadrapań lub śladów. Prócz tej na sercu miałam jeszcze po ugryzieniu Shina. Ubrałam luźną bluzkę i spodnie. Minęło może 10 minut jak do pomieszczenia wszedł Rey. Nie byłam zbyt szczęśliwa z jego odwiedzin.
-Czego tu chcesz?...-zapytałam.
Nie odpowiedział, tylko zbliżał się do mnie. Cofałam się do momentu, gdy plecami dotknęłam ściany.
-Z tego co wiem, to ci się podobałem. Mylę się?
-PODOBAŁEŚ! Kiedyś!
-A teraz nie?
-Stanowczo nie!
Chłopak zignorował, co powiedziałam i pocałował mnie. Próbowałam go odepchnąć, ale ten był stanowczo za silny.
-Wiesz, że jestem w stanie się dla ciebie zmienić, prawda Shi-chan? Dlaczego nie chcesz mnie pokochać? Czekaj... ty nie chcesz zrozumieć swojej miłości do mnie.
-N... nie gadaj głupot!
Rey objął mnie w talii i podniósł. Zaczęłam wierzgać nogami.
-Postaw mnie!! POSTAW MNIE!-krzyknęłam.
Chłopak zaśmiał się i zrobił to, co mu kazałam, ale nadal nie śniło mu się, by mnie puścić.
-Najpierw zabawiasz się z moim bratem, a teraz próbujesz mnie podrywać?...-syknęłam.
-Zostawię twojego brata w spokoju, ale zgodzisz się być moja. Co ty na to?
-N... niech... niech ci będzie...-mruknęłam.
Szarowłosy podniósł mi twarz i znów mnie pocałował. Tym razem trwało to dłużej i było namiętniej, gdy skończył przetarłam usta rękawem. Rano, śniadanie jedli wszyscy przy stole. Obok mnie musiał siedzieć Rey. Starałam się go ignorować, ale ten nie pozwalał na to. Ciągle mnie zaczepiał, ale zdenerwowałam się, gdy położył łapę na moim udzie. Wstałam nerwowo i wyszłam z pomieszczenia. Nie byłam dumna ze swojej decyzji. Znowu miałam dziwne przeczucie. Tym razem o wiele silniejsze. Położyłam się na chwilę, próbując zasnąć, ale nie mogłam. Dałam sobie spokój i wstałam. Na ziemi znów zauważyłam walające się wszędzie włosy. Jak ja do cholery miałam to kontrolować? Za bardzo nic się nie zmieniło, ale stałam się wyższa i "bardziej kobieca". A do tego te znaki na brzuchu... Zmuszona byłam do tego, aby "pożyczyć" z szafy matki jakiś strój, ponieważ moje były stanowczo za małe... Wzięłam jakąś białą sukienkę i wyszłam pozwiedzać posiadłość.

czwartek, 19 maja 2016

Rozdział 9

Shino

Nie do końca podobał mi się pomysł żebyśmy "mieszkali" w osobnych częściach domu, co jeżeli Shay coś się stanie jak ja będę tutaj nie zdążę przebiec tak szybko na drugi koniec domu. Zacząłem wyjmować z plecaka rzeczy które wziąłem ze sobą. Naglę poczułem intensywny zapach krwi, po czym po chwili do pomieszczenia weszła siostra. Jej rękawy były poplamione krwią. Podszedłem do niej szybkim krokiem, chwyciłem ją za rękę i odwinąłem rękaw, jej ręce były całkowicie zakrwawione. Zdałem sobie spraw jak dawno już nie piłem krwi ale za wszelką cenę próbowałem się powstrzymać. Złapałem jakieś moje stare koszulki i owinąłem jej ręce
- Co ci się stało?
- T... To nic takiego - odparła półgłosem
- Ty to sobie zrobiłaś? - spytałem ale siostra milczała, jedyne co zrobiła to się we mnie mocno wtuliła ze łzami w oczach - Shay. Co się stało? - mogłem sobie pytać do woli ale i tak nie dostałem odpowiedzi. Próbowałem ją uspokoić i dowiedzieć się czegoś chodź w najmniejszym stopniu ale się nie udało. Gdy siostra się odrobinę uspokoiła zaczęliśmy rozmawiać, oczywiście zawsze jak się jej pytałem co się stał zmieniała temat. Naglę zaczęła się przyglądać mojej szyi, zupełnie zapomniałem że mam tą malinkę
- Tak jak myślałam. To zdecydowanie nie jest siniak. Nie chcę być wścibska ale, jak ona ma na imię? - spytała naglę
- Hę?
- No ta która zrobiła ci tą malinkę
- Etto... To nie tak... Ja... - nie wiedziałem co powiedzieć... Przecież nie powiem jej że to przez Rey'a a podobnych znamion mam jeszcze więcej w okolicach klatki piersiowej. Naglę do pokoju weszła pokojówka i nalegała żeby Shay wróciła na swoją stronę, siostra z grymasem na twarzy zrobiła to. Minęło parę dni, podczas posiłków zauważyłem że między Shay i Lynem jest jakiś "konflikt", jak wcześniej rozmawiali dosyć często to teraz nie odzywali się do siebie, w każdym razie Shay do Lyna, gdy czarnowłosy odzywał się do siostry ta po prostu go ignorowała. Nie chciałem się wtrącać więc siedziałem cicho. Siedzieliśmy tu już kilka dni i ani razu nie widziałem tutaj naszych prawdziwych rodziców, nie licząc dnia przyjazdu w to miejsce. Wieczorem kierowałem się w stronę mojego pokoju gdy w pewnym momencie zatrzymał mnie Lyn. Mówił coś że znalazł gościa który może wiedzieć gdzie teraz znajduje się Natan
- Po wizycie w jego rezydencji, cały budynek opustoszał zaledwie w kilka dni. Znam dane osobowe faceta który może coś wiedzieć gdzie ta szuja się kryje. Niestety bez twojej pomocy się nie obejdzie
- Mojej? Co masz na myśli? - nie wiedziałem czego mogę się spodziewać więc wolałem się zapytać
- Nic wielkiego, po prostu wykorzystamy cię jako przymęte, odegrasz swoją "małą rolę" i spróbujesz coś od niego wyciągnąć
- Chyba nie jestem w tym dobry
- Damy ci mikrofon i małą słuchawkę, w razie czego będziemy ci podpowiadać
- Nie możesz z Reyem po prostu wpaść do domu tego kolesia, pogrozić mu tymi waszymi płomieniami?
- W tym rzecz że nie możemy. Koleś ma również wtyki w ministerstwie istot nadprzyrodzonych, jeżeli coś mu się stanie szybko się tym zainteresują a jak nic mu nie zrobimy na pewno na nas doniesie a szczerze mówiąc ministerstwo za nami nie przepada. To jak zgadzasz się?
- Shay wie o tym?
- Jakoś ostatnio nie rozmawiamy, są między nami "spięcia"
- "spięcia"?
- Nie ważne. Gdybym mógł wziąłbym o pomoc Shay lepiej by się nadawała do tej roli... Więc jaka jest twoja decyzja
- No dobra postaram się pomóc
- Świetnie. Chodź - oznajmił naglę
- Ale teraz? Dochodzi ósma
- Chcesz się dowiedzieć gdzie jest Natan czy nie - powiedział lekko zirytowany. Niechętnie poszedłem za nim, przed domem stał samochód do którego wsiedliśmy. Czułem się odrobinę głupio nie mówiąc ani słowa Shay. Zatrzymaliśmy się pod niewielkim domem gdzie już czekał Rey. Weszliśmy do środka po czym szarowłosy wręczył mi jakąś papierową reklamówkę
- Przebierz się w to - oznajmił, poszedłem do łazienki i wyciągnąłem ubrania z torebki
- CO TO JEST! - krzyknąłem i wyszedłem z łazienki rzucając na podłogę damskie ubrania - Nic nie mówiłeś o tym!
- Oczywiście że nie, bo byś się nie zgodził
- Jedyną znaną nam słabością tego kolesia to fakt że ma słabość do młodych dziewczyn
- Dlatego też powiedziałem że Shay lepiej by się nadawała do tej roli
- Czyli według waszego planu mam się przebrać za dziewczynę?!
- Z tego co wiemy koleś co miesiąc chodzi do pewnego klubu. A jak jakaś urocza dama go o coś poprosi zrobi wszystko, zwłaszcza po paru głębszych. Nie chcemy mieszać w to Shay więc nie mamy żadnej dziewczyny by to zrobiła, a twoja sylwetka jest najbardziej zbliżona do kobiecej
- Chcecie mi powiedzieć że mam łazić po jakimś klubie przebrany za dziewczynę i wydobyć informacje od pijanego faceta
- Tak, dokładnie - odparli równocześnie
- Nie musisz się o nic martwić. Jak coś zacznie iść nie po naszej myśli, zainterweniujemy
- To jak? - spytał czarnowłosy. Następna okazja na zdobycie informacji może się tak szybko nie zdarzyć. Podniosłem ubrania z podłogi i z powrotem wróciłem do łazienki. Miałem lekkie opory przed włożeniem tych ubrań. Gdy wyszedłem z łazienki już przebrany Lyn i Rey powstrzymywali się od śmiechu. Po tym Lyn zawołał jakąś kobietę która dopięła mi sztuczne włosy i zrobiła makijaż
- Gdybym nie wiedział że jesteś facetem nigdy bym tego nie powiedział. Ta kraciasta spódniczka ci pasuje - oznajmił Rey, powiedział to zapewne żeby mnie jeszcze bardziej wkurzyć, ale jeżeli ma to pomóc w zdobyciu jakichkolwiek informacji jakoś to przecierpię. Weszliśmy we trójkę do samochodu i ruszyliśmy w stronę klubu. Lyn podał mi jeszcze niewielką słuchawkę i broszkę w której miała być kamerka z mikrofonem
- W ten sposób będziemy widzieli i słyszeli to samo co ty i ewentualnie będziemy mogli ci podpowiadać - oznajmił czarnowłosy. Gdy już byliśmy na miejscu rozdzieliliśmy się
~ Słyszysz nas? - zabrzmiał głos Rey'a w słuchawce
- Tak, wszystko działa - powiedziałem przykładając telefon do ucha żeby nie wyglądało jakbym mówił do siebie
~ Pamiętaj że grasz dziewczynę, spróbój mówić wyższym głosem
- Jasne - odparłem próbójąc mówić jak Rey mi radził
~ Pięknie, maleńka
- Zamknij się - odparłem zirytowany - w każdym razie, jak wygląda ten koleś?
~ Widzisz tego blondyna przy barze? To on... - podszedłem bliżej baru, facet wyglądał mniej więcej na 31 lat,  ilość szklanek przy nim oznaczała że już trochę wypił więc chyba mogłem wkroczyć do akcji, Usiadłem obok i zacząłem rozmowę ale wydobycie coś z pijanego człowieka było strasznie trudne
- Gdzie moje maniery, może panienka się czegoś napije, ja stawiam
- Nie dziękuję, nie piję alkoholu. Wracając do tematu...
- Bez przesady, jeden mały drink nie zaszkodzi - mimo kolejnej mojej odmowy mężczyzna i tak zamówił jakiś drink. Nienawidzę już samego zapachu alkoholu a co dopiero to pić, z resztą mam dopiero 16 lat. Ponownie próbowałem nawiązać temat by dowiedzieć się coś o Natanie ale mężczyzna ponownie odpowiadał nie na temat
~ Wydaje mi się że specjalnie unika tego tematu, zdecydowanie coś wie - usłyszałem głos Reya w słuchawce - Prosto z mostu zaoferuj mu że jeżeli udzieli ci informacji pójdziesz z nim do łóżka
- Co?! - powiedziałem na głos zapominając że koleś jest tuż obok mnie, który w tej chwili patrzył na mnie pytająco
~ Idiota! - syknął szarowłosy. Po chwili komórka mężczyzny zadzwoniła
- Wybacz muszę odebrać - oznajmił i oddalił się od baru. Uznałem że może to być istotne kto do niego dzwoni więc postanowiłem pójść za nim. Lecz po drodze jakaś dziewczyna mnie potrąciła, dopiero po chwili zorientowałem się że nie mam przy sobie broszki a w słuchawce słychać było co chwilę szum
- Nie jest dobrze - powiedziałem sam do siebie i starałem się znaleźć broszkę
- Coś zgubiłeś? - naglę usłyszałem znajomy głos. Odwróciłem się i zobaczyłem Shay ubraną w jakąś białą sukienkę z głębokim dekoltem
- C...Co ty tu robisz?! I w co ty jesteś ubrana?!
- Mogłabym zadać ci to samo pytanie odnośnie ubioru gdybym nie wiedziała co Lyn i Rey planują. Jednak chyba nie przewidzieli że jesteś beznadziejny w wydobywaniu informacji
- Skąd wiedziałaś o wszystkim?
- Słyszałam twoją rozmowę z Lyn'em. Okazało się że Arthur o wszystkim wiedział i był na tyle miły by mi o wszystkim powiedzieć
- A przyszłaś tutaj w celu...?
- Czy to nie oczywiste? Idę cię zastąpić, z pewnością dowiem się więcej przez 5 minut niż ty przez pół godziny. To idę bo go jeszcze zgubię - oznajmiła i zaczęła iść w przeciwną stronę
- Czekaj, Shay! - chciałem ją zatrzymać ale szybko ją zgubiłem w tłumie ludzi - Cholera - burknąłem. Próbowałem przez parę minut ją jeszcze znaleźć, może są z powrotem przy barze... Zmierzałem w stronę baru lecz ktoś mnie zatrzymał
- Hej maleńka, szukasz kogoś? - spytał jeden z dwójki facetów może odrobinę starszych ode mnie
- Em, t... tak. Jestem tutaj z siostrą więc lepiej do niej już wrócę
- Na pewno nie będzie się złościć jak zostaniesz trochę z nami, prawda - powiedział cwaniacko drugi i chwycił mnie za nadgarstek - Może się odrobinę zabawimy w trójkę, co mała? - dodał po chwili
- Zabierajcie swoje śmierdzące łapska od mojej własności - ni stąd ni zowąd za nimi pojawił się Rey z nieciekawą miną
- "jego własności"? - burknąłem pod nosem. Złotooki stanął obok mnie i objął jedną ręką
- Jeżeli jeszcze raz któryś z was jeszcze raz chociaż palcem dotknie Shino połamię mu rękę jak gałązkę - dopiero w tym momencie chłopak puścił mój nadgarstek i się odrobinę cofnął. W spojrzeniu Reya było coś co mówiło że nie żartuje. Z grymasami na twarzach oddalili się a ja odetchnąłem z ulgą - Mógłbyś skupić się na swoim zadaniu a nie wyrywaniu facetów?
- Dobrze wiesz że to oni mnie zaczepili... Tak w ogóle to dzięki że mi pomogłeś
- Taa, to było oczywiste że sobie nie poradzisz
- Może od razu mi powiedz że niczego nie potrafię - burknąłem
- Z resztą jak już mówiłem, nie lubię gdy ktoś bierze moje rzeczy bez pozwolenia
- Nie jestem przedmiotem, wiesz!
- W każdym razie, tracimy czas, musimy wydobyć z niego jak najwięcej informacji o Natanie a ty jeszcze zgubiłeś kamerkę
- Właśnie a propo tego faceta, jest mały problem... Shay tu jest, wie o wszystkim i uznała że mnie zastąpi
- Idiota! Czemu jej nie zatrzymałeś?!
- Próbowałem ale zgubiłem ją w tłumie!
- Naprawdę jesteś bezużyteczny... Ja poinformuję Lyna a ty spróbuj ją znaleźć - oznajmił, tylko kiwnąłem głową i poszedłem szukać siostry...


 Shayren


Znalezienie blond-pijaczyny nie było trudne. Wykłócał się z kimś przez telefon. Gdy skończył podeszłam do niego powoli.
-Dobry wieczór. Pan tutaj tak sam?...-zapytałam stojąc obok niego.
-Ouh... jak widać już nie. A panienka czeka na kogoś?
-Tak się składa, że nie... Mogłabym zadać panu pytanko?
-Oczywiście, ale mi coś obiecasz.
-A cóż takiego miałabym obiecać?
-Mały drink i romantyczną kolację.
-Hm... brzmi kusząco.-na tym się skończyło. Usiadłam z nim przy barze, po czym zamówił białe wino. Upewniłam się jeszcze, że nic nie ma w napoju. Rozmawiałam z nim o różnych, nieistotnych rzeczach. Minęło może 20 minut jak zebrał się, i oznajmił, że zabiera mnie w tym momencie do restauracji. Mimo zalanym w trzy dupy okazał się gentleman' em. Pomógł mi w ubraniu płaszcza po czym wyszliśmy. Wiedziałam, że Lyn, Rey i Shino nas śledzą, ale nie mogłam się ich wyzbyć. Pijaczyna widocznie był bogaty, ponieważ weszliśmy do jednej z najdroższych i najbardziej luksusowych kawiarenek. Kelner pokazał nam miejsca.
-Możesz zamawiać, co zechcesz, ale teraz twoje pytanie. Jak ono brzmi?-zapytał z uśmiechem, lekko czerwony. Pewnie od alkoholu.
-Ah, wie pan... Szukam niejakiego Natana Sutosu. Zna go pan może?
-Ależ oczywiście! To ja nim jestem. Czasami wychodzę pić, aby się odprężyć... No wie panienka... żona zmarła lata temu a teraz zamordowali mi syna...
-To bardzo przykre... mogę coś dla pana zrobić?
-Wydaje mi się, że spacer wystarczy.
Spędziliśmy dość miłą godzinę, po czym zabrał mnie na spacer do pobliskiego parku. Fontanna była pięknie oświetlona. Mężczyzna trochę się rozmarzył. Pobyłam z nim jeszcze chwilę po czym przeprosił i odszedł. Odetchnęłam z ulgą. Spojrzałam na zegarek, który więc krzyczał, że muszę wracać do domu. Droga przebiegła bez problemu. Gdy przekroczyłam główny próg zauważyłam całą wściekłą trójkę.
-Mogło ci się coś stać! Wiesz, że bym sobie tego nie darował?!-Lyn zaczął na mnie wrzeszczeć.
-A co mnie to obchodzi? Wracaj do tej swojej dziewczyny...-syknęłam i podreptałam do pokoju.
On nie widział swojego błędu? Zapomniał o nim czy jak?... Zamknęłam za sobą drzwi na klucz i skuliłam się pod nimi. Smutek i złość wylewała się ze mnie. Oczy zaczęły puchnąć, a do tego nie mogłam spać... Tuliłam się przez całą noc do poduszki a rano nikt nie mógł wygonić mnie z pokoju, nawet z łóżka się nie dało. Wstawałam tylko do toalety. Koło 11 wszedł Shino z dużym ciastkiem. Usiadł obok i podał mi je.
-Jakoś nie za bardzo mam ochotę...-burknęłam.
-No to zjesz potem...-powiedział.
Porozmawiał ze mną chwilkę i dał jakąś reklamówkę.
-Musisz ją otworzyć, a tym czasem spadam, bo mam coś do zrobienia.-oznajmił i zniknął.
Głęboko westchnęłam i wyciągnęłam z torby dużą, czarną bluzę z napisem "BOOM!!". Od razu przypomniała mi się scena związana z nią. Pamiętam jak Lyn był w nią ubrany i wtedy zapytał mnie, czy będę jego miłością. Były to czasy 2 gimnazjum. Założyłam rzecz i skuliłam się na środku łóżka. Serce tak cholernie mnie bolało...
-Tęsknię za tobą debilu...-mruknęłam cicho i w końcu zasnęłam.

poniedziałek, 16 maja 2016

Rozdział 8

Shino

Lyn rano wyruszył szukać Shay, wrócił razem z nią po kilku godzinach. Mimo że jej ubrania były w kilku miejscach splamione krwią, ulżyło mi że nic jej nie jest. Nie mam pojęcia co się stało później w rezydencji Natana gdyż straciłem przytomność ale wiem że Tansu nie żyje i to raczej przeze mnie, a raczej "drugiego mnie", nie mogłem przez to spojrzeć siostrze w oczy więc po chwili wyszedłem z pomieszczenia i usiadłem na werandzie. Po pewnym czasie, Shay już w swojej "normalnej formie" podeszła do mnie i usiadła niedaleko
- Shino, wszystko w porządku? - spytała po chwili ciszy
- Tak... Można tak powiedzieć... Udało ci się wrócić do poprzedniej formy - powiedziałem żeby zmienić temat, nadal patrząc się w horyzont
- Lyn założy mi tymczasową pieczęć blokującą moją moc. Sama nie dałabym rady - oznajmiła po czym nastała niezręczna cisza - Czuję że coś cię gryzie... Co się stało?
- Nic... naprawdę
- Obwiniasz się za śmierć Tansu? - powiedziała, poczułem się dziwnie, jakby mi czytała w myślach
- To wszystko moja wina
- Nie prawda, to nie byłeś prawdziwy ty! Musiał cię opętać jakiś zły duch i...
- Żaden zły duch... - niechętnie ale zacząłem opowiadać o wszystkim siostrze, o "drugim mnie", czułem że jej mogę zaufać - Już raz się nabrałem na jego "dobre intencje" a jak debil ponownie oddałem mu kontrolę
- Czyli, puki nie pozwolisz mu kontrolować twoim ciałem on nic nie może zrobić... Więc być może również możesz go odciąć od tej kontroli gdy coś będzie szło nie tak
- To tylko tak łatwo powiedzieć, próbowałem ale to chyba tak nie działa
- Wróćmy do początku, w jaki sposób wróciłeś do poprzedniej formy za pierwszym razem
- Gdy cię zraniłem mieczem a za drugim razem "rodzice' musieli interweniować - odparłem przerwano nam naszą rozmowę, gdyż Lyn zawołał Shay, siostra bez chwili wahania pobiegła w stronę czarnowłosego. Cóż w tej chwili nie jestem jej jedynym bratem, odrobinę mnie to przygnębia, ale mimo wszystko cieszę się że przez te lata Shay miała kogoś u swojego boku kto się o nią tak martwi jak ja a może nawet bardziej. Zaczęło robić się ciemno i chłodno więc wróciłem do środka, Lyn rozmawiał z Shay coś na temat jej pieczęci, nie chciałem im przeszkadzać więc udałem się do "mojego pokoju" na piętrze. Gdy przekroczyłem próg pomieszczenia zauważyłem siedzącego na parapecie Rey'a, patrzącego się przez okno
- Przepraszam ale chyba pomyliłeś pokój - powiedziałem po czym spojrzał w moją stronę
- Wcale nie. Długo każesz na siebie czekać - burknął schodząc z parapetu
- Chciałeś ze mną porozmawiać? Wystarczyło do mnie podejść, byłem cały czas na werandzie
- Wcale mi nie chodziło o rozmowę - oznajmił podchodząc do mnie, po czym chwycił mnie za nadgarstki i powalił na łóżko
- H...Hę?!
- Co żeś taki znowu zdziwiony - powiedział oschle
- Wcześniej powiedziałeś że "to że to robiliśmy nie czyni z nas kochanków"
- Bo nie czyni... Demony mają po prostu od czasu do czasu taką "potrzebę"
- To znaczy że musisz tą "potrzebę" zaspokajać na mnie? - odparłem lekko zirytowany, z tego co powiedział miało wynikać że jestem jego "zabawką"
- Skoro jesteś w pobliżu to dlaczego nie, przecież mnie kochasz... Z resztą nie lubię chodzić do klubów, tamtejsze kobiety śmierdzą wieloma innymi facetami, a ty "pachniesz" jak na razie tylko mną... Cóż jestem dosyć samolubny nie lubię jak ktoś "dotyka moje rzeczy bez pozwolenia" - powiedział z wrednym uśmieszkiem na twarzy... Czy on właśnie nazwał mnie "swoją rzeczą"?!
- Nie traktuj mnie przedmiotowo! - krzyknąłem, chciałem się wyrwać z jego uścisków ale był zbyt silny . Gdy już się zmęczyłem próbami wyrwania się, złotooki rozpiął moją koszulę i wśród jeszcze niektórych niezagojonych blizn robił nowe malinki, każdy dotyk jego ust mojego ciała ciała przyprawiał mnie o dreszcze, mimo że każdy z nich zostawiał po sobie bolesny ślad, nie chciałem żeby przestawał, jedną ręką w dalszym ciągu przytrzymywał mój nadgarstek a drugą opuszkami palców jeździł po moim brzuchu. Po dłuższej chwili demon zdjął moje spodnie razem z bielizną po czym obrócił mnie do siebie plecami, chwycił mnie za brzuch i podniósł mnie lekko ku górze. Wszedł we mnie bez żadnego przygotowania, ledwo powstrzymałem się od krzyku, w porównaniu do posiadłości Arthura ten dom jest nie za duży i jeżeli będę zbyt głośno jęczał reszta może wszystko usłyszeć. Z każdym szybszym ruchem Rey'a starałem się powstrzymywać od kolejnych jęków lecz demon wydawał się robić wszystko żeby mi się to nie udawało. Złotooki zaczął dotykać mnie w okolicach kroku, opierając się dłońmi o materac coraz mocniej zaciskałem pościel w pięściach, w pewnym momencie moje moje ręce zaczęły drżeć
- Podoba ci się gdy cię tu dotykam? - spytał drwiącym głosem. Nie dałem już rady się dłużej podpierać, dochodząc starałem się stłumić jęk chowając twarz w poduszce ale wątpię że to cokolwiek dało - Znowu doszedłeś przede mną a dopiero co zaczęliśmy, aż tak ci ze mną dobrze? - powiedział w podobny sposób co poprzednio. Rey, kontynuował puki sam nie doszedł, gdy już wreszcie ze mnie wyszedł znów tak jak poprzednio nie mogłem się ruszać, niemal od razu moje oczy się same zamknęły i zasnąłem. Gdy się obudziłem było już jasno a Rey'a nie było w pokoju, spojrzałem na zegarek, dochodziła już dziewiąta. Ubrałem się zszedłem do kuchni zrobić sobie śniadanie, przy stole już siedziała Shay w jednej ręce trzymając kanapkę a w drugiej jakąś książkę. Podczas gdy robiłem sobie śniadanie, nagle moja wstała i podeszła do mnie
- Coś się stało? - spytałem
- Masz jakiś ślad na szyi - oznajmiła przyglądając się znamieniu
- Ślad na szyi? - powtórzyłem po siostrze, dopiero po chwili dotarło do mnie co może być tym "śladem". Momentalnie zasłoniłem to miejsce dłonią - A to, to nic takiego... To tylko... siniak
- Siniak...?
- Taaa, siniak... - powiedziałem z lekko drżącym głosem i szczerząc się jak debil
- Jakim cudem udało ci się zrobić siniak w takim miejscu, z resztą wydawało mi się że siniaki mają inny kolor - powiedziała podejrzliwym tonem głosu
- Lyn cię chyba wołał
- Nic nie słyszałam
- Ja słyszałem. Może to być coś ważnego - siostra tylko pokręciła głową i wyszła z pomieszczenia. Szybkim krokiem poszedłem do łazienki by w lustrze zobaczyć jak duże jest znamię. W tym momencie w progu stanął Rey
- Długo masz zamiar jeszcze się przeglądać w tym lustrze?
- Nie mogłeś sobie darować tej malinki na szyi? Rzuca się w oczy od razu, jak ja mam to niby tłumaczyć? - powiedziałem nieco zirytowany
- Jak to "jak"? Wstydzisz się mnie? - rzucił półżartem złotooki. Naburmuszony wyszedłem z łazienki, nawet nie kończąc śniadania wróciłem do swojego pokoju.



Shayren



Czyżby znalazł sobie dziewczynę? Ulżyło mi trochę, jeżeli miałam być szczera. W spokoju zjadłam i wzięłam się za czytanie. Skończyłam na stronie 159, jak rodzice niezwłocznie chcieli porozmawiać. Shino już siedział w salonie. W sumie wszyscy tam byli. Usadowiłam się obok brata.
-Chcieliśmy oznajmić, że zabieramy swoje dzieci do ich domów.-odparła nasza matka.
Przyjęłam to ze spokojem, ale białowłosy najwidoczniej tego nie chciał.
-Niby dlaczego mielibyśmy z wami pójść?!-krzyknął.
-Niby po to byście opanowali moc. Chyba nie chcesz znów zabić, prawda?-do dyskusji wtrącił się nasz ojciec.
-Um... a czy... czy Lyn... mógłby jechać z nami?...-zapytałam stojąc na przeciwko nich ze spuszczoną głową. Usłyszałam tylko westchnięcie. -Jeżeli musi...-mężczyzna chyba nie był za szczęśliwy. Grunt, że się zgodził. Musieliśmy jeszcze tego samego dnia się spakować. W drodze do posiadłości spałam, więc miałam dość dużo energii. Wychodząc z auta zaniemówiłam widząc dom, a raczej zamek. Nie, nie... pałac. Właśnie. Pałac. Jedna strona była śnieżnobiała, z błękitnym dachem, a druga z czerwonych cegieł i czarnymi dachówkami. Zmuszeni byliśmy zamieszkać w osobnych częściach. W salonie pożegnaliśmy się i rozeszliśmy. Obok mnie szedł Lyn. Pokojówki widząc go krzywiły się. Albo miały aniele skrzydła, albo skrzydła wróżki. Jedna z nich zaprowadziła mnie i chłopaka do pokoju. Duży, jasny z dwoma łóżkami. Pewnie i tak będę spać z nim... Pomógł mi się wypakować po czym podniósł i przytulił.
-Uroczaaaa jesteeeś...-mruknął i postawił mnie na ziemi.
Czerwona spuściłam delikatnie wzrok. Czarnowłosy zniszczył mi fryzurę. Odgoniłam jego rękę i jeszcze bardziej zawstydzona cofnęłam się. Ten jednak nie dał za wygraną i zaczął korzystać z mojej słabości - łaskotek. Śmiejąc się na cały głos prosiłam go, by przestał. Lyn odpuścił po 30 minutach. Został zmuszony do wyjścia, ponieważ mój ojciec chciał go widzieć. Wyszedł, a potem czekałam może dwie godziny. Zaczęłam troszkę się martwić, więc wyszłam aby go poszukać. Zauważyłam go, jak przyciśnięty do ściany całował się z jakąś dziewczyną. Wiem, że czasem musi iść i się "zabawić", ale nigdy z żadną się nie "lizał"... Zdruzgotana zaczęłam płakać. Gdy to zauważył było za późno. Pobiegłam w stronę drzwi na tyłach domostwa. Wbiegłam do ogrodu i usiadłam w altance na samym środku. Starałam się uspokoić, ale jak miałam to zrobić? Jak?... Po chwili jednak wokół mnie zabłysł jakiś proszek i przede mną pojawił się mężczyzna. Zmuszona byłam, by stwierdzić iż był przystojny. I to bardzo... Ubrany w książęcy strój, kasztanowłosy o srebrnych oczach. Ukłonił się delikatnie, ujął moją dłoń i pocałował. Jeszcze bardziej się rozpłakałam.
-Panienko... powiesz mi jaki jest powód twego smutku?-zapytał siadając obok mnie.
-Mój... mój chłopak.. on...-wybełkotałam zalana łzami.
Nieznajomy pogłaskał mój policzek i uśmiechnął się ciepło. -Obiecuję ci... Przyrzekam... Pomogę.-oznajmił. W jedną chwilę postać zamieniła się w srebrny pierścionek. Wzięłam go delikatnie. Odetchnęłam po czym poszłam na spotkanie z bratem... Nie chciałam mu mówić, co zaszło, ale pewnie by zauważył. Powodem były rany, które pojawiły się samowolnie na moich dłoniach. Mocno krwawiły.

niedziela, 1 maja 2016

Rozdział 7

Shino

Shay momentalnie straciła przytomność, nie miało to w tym momencie szczególnej przyczyny ale medyk oznajmił że to nic poważnego i wkrótce powinna się obudzić. Siostra została przeniesiona do swojego pokoju, po jakimś czasie uznałem że pójdę zobaczyć czy z Shay wszystko dobrze. Gdy otworzyłem drzwi i przekroczyłem próg pokoju nikogo w środku nie było, okno było otworzone a na łóżku leżała karteczka z niedługim tekstem "Wasz czas się skończył, nie wykorzystaliście go jak należy. Teraz pora na mój ruch". Bez chwili wahania mogłem stwierdzić że to sprawka Natana. Nie wiem czemu ale pierwszymi osobami do których poszedłem byli Lyn i Rey
- Zabiję go - burknął Lyn trzymając kartkę w rękach
- Jak na razie musimy go znaleźć co nie będzie takie proste. Nawet jeżeli wyślę moje lisie płomienie na poszukiwania może to zająć dosyć długo - oznajmił Rey, w tej chwili zaczęło kręcić mi się w głowie, oparłem się o ścianę i osunąłem się osunąłem się na ziemię, wszystko wokół zamilkło a przed oczami znów mi się zaczęło robić ciemno, już to raz miałem... Wtedy gdy spotkałem się z tym drugim mną. Tak jak wcześniej pojawiłem się w tym samym ciemnym pomieszczeniu i ponownie ujrzałem "drugiego mnie"
- No co jest, nie rób takiej miny... - oznajmił jak tylko się odwróciłem w jego stronę
- Oszukałeś mnie! Nie chodziło ci o uratowanie Shay tylko o przejęcie władzy nad moim ciałem
- Przyznaj, zrobiłem z niego większy użytek niż ty do tej pory... A zwłaszcza to z Rey'em
- Hę?!
- No co ty, myślisz że skoro nie mogę nic zrobić to niczego nie widzę?
- Wracając do tematu. Po co znowu mnie tu ściągnąłeś?
- Czy to nie oczywiste? Znajdę za ciebie Shay
- Co? Nie ma mowy. Ostatnim razem wbiłeś w jej plecy miecz!
- Gdyby tylko ten Lyn się nie wtrącił nic by się jej nie stało, celowałem w niego. W każdym razie Shay jest dla mnie naprawdę ważna i nie chcę żeby coś się jej stało, a przyznaj że sam nie potrafisz w pełni wykorzystać swoich umiejętności
- Zapomnij! Nie ufam ci, znowu skończy się tak jak ostatnio
- To że zniszczę część jakiegoś budynku? Jakbym zniszczył dom Natana to nie byłoby tragedii
- Powiedziałem coś
- Ale jesteś uparty. Niech ci będzie... Ale znajdź Shay, inaczej znajdę sposób żeby przejąć twoje ciało i sam ją znajdę - powiedział po czym wszystko rozbłysło. Początkowo słyszałem tylko czyjeś głosy odbijające się echem
- Shino...
- A weź mu przyłóż to się ocknie - taa... Dobrze rozpoznaję ten głos Lyna. Dopiero teraz całkowicie się "ocknąłem" a przede mną ujrzałem Lyna i Reya
- Co się stało?
- Wyglądało jakbyś w ogóle nie kontaktował
- Siedziałeś bez ruchu i gapiłeś się przed siebie nie reagując na nic
- Długo tak siedziałem?
- Jakąś minutę... Wszystko w porządku? - spytał Rey ale jego obojętny ton głosu mówił " tak na prawdę mnie to nie obchodzi, pytam z grzeczności"
- Tak, w porządku - odparłem i wstałem z ziemi, w tym momencie przed oczami miałem pierścień który Shay ma po matce, chwilę później słyszałem jakiś wewnętrzny głos który mówił mi w którą stronę iść - Chyba wiem gdzie jest Shay - powiedziałem naglę
- Niby skąd
- Nie wiem jak to wytłumaczyć ale jakby wyczuwam gdzie jest pierścień który ma ze sobą Shay
- Cóż, miejmy nadzieję że masz rację. Rey, wyślij lisie płomienie na wszelki wypadek na zwiady. A jak na razie pójdziemy sprawdzić  miejsce o którym mówi Shino
- Macie zamiar tam pójść sami?!
- No i z tobą ale ty będziesz tylko naszym GPS'em
- To jest nie możliwe żebyśmy dali radę pokonać Natana, już sam fakt że potrafi zrobić tak idealną iluzję musi wskazywać że jest dość potężny a co dopiero...
- A kto powiedział że będziemy z nim walczyć. Oczywiście że nie damy rady z nim w walce, więc wykradniemy Shay tak samo jak on to zrobił, po cichu
- Weźmy se zobą przynajmniej Arthura jakby coś miało się chrzanić
- A po co... Z resztą Arthur ma małe problemy z radą po tym jak bez pozwolenia wykonał rytuał odzyskiwania ciała Shay... W każdym razie, nie ma czasu do stracenia - powiedział Lyn po czym obaj wzbili się w powietrze
- Jest tylko mały problem... Ja sam z siebie nie potrafię latać - oznajmiłem po czym Rey wylądował objął mnie wokół pasa i znowu wzbił się w powietrze, w tej chwili próbowałem tylko się nie zaczerwienić
- No to, w którą stronę? - z zamyśleń wyrwał mnie głos Lyna. Jakoś się skupiłem i dotarliśmy na miejsce. Byliśmy pod dość sporą rezydencją
- Wyczuwam pierścień z najwyższego piętra, trzecie okno od lewej - oznajmiłem po czym Lyn wleciał w to okno rozwalając je
- Debilu miało być po cichu! - syknął Rey wlatując ze mną za nim. Pierścień leżał na komodzie  a obok na łóżku siedziała Shay
- Shay, wszystko w porządku? - chciałem już do niej podejść gdy Lyn mnie powstrzymał
- Nie ciesz się tak prędko. Coś tu jest nie tak
- Hę?
- Nie uważasz że to dziwne. Wleciałem tutaj wybijając szybę a ona nawet się nie wzdrygnęła mimo że tuż obok niej leżą kawałki szkła... - oznajmił, cóż to prawda ale jeden z kawałków szkła leżał jej na kolanach jak widać ten musiał zranić ją w rękę, a przez iluzji nic by się nie stało. W tej chwili do pokoju wszedł młody mężczyzna mniej więcej w naszym wieku. Chwycił dłoń Shay i zaczął zlizywać z niej krew, zachowywał się jakby nas w ogóle tutaj nie było
- Teme, nie waż się jej dotykać! - krzyknął Lyn, chciał go zaatakować lecz gdy tylko się do niego zbliżył odrzuciło go na drugi koniec pokoju - stosuję jakąś silną formę pola siłowego, nie będzie łatwo - syknął podnosząc się z podłogi
- Nie przypominam sobie żebym was zapraszał do mojej rezydencji - po chwili w końcu zwrócił się do nas - Cóż mój ojciec przewidywał że będziecie próbowali ją "odbić". Mimo wszystko nie pozwolę wam zabrać mojej przyszłej żony - "ojciec"? Mówi o Natanie? Chwila moment czyli to musi być Tansu
- Prędzej umrę niż pozwolę żeby Shay została żoną kogoś takiego jak ty! - krzyknął ponownie Lyn
- To da się zrobić, zginiecie na własne życzenie - oznajmił, a mnie znowu zrobiło cię ciemno przed oczami i ponownie znalazłem się w tym ciemnym miejscu
- Co ty wyprawiasz?!
- Zluzuj  odrobinę... Nadal uważasz że nie mnie nie potrzebujesz? Jeżeli teraz się nie zamienimy cała wasza trójka na prawdę może zginąć
- Na jakiej podstawie mam ci tym razem wierzyć
- Na takiej że jeżeli dasz się zabić jak debil ja również umrę! Jeżeli tak strasznie ci na tym zależy to obiecuję że spróbuję nikogo nie zabić oprócz Tansu. I tak wątpię że zdołam go zabić, najwyżej chwilowo go unieszkodliwię co da nam czas na uratowanie Shay i ucieczkę!
- Ale natychmiast po tym masz oddać władzę nad ciałem mi
- Agh... Zgoda - powiedział dosyć niezadowolony i wyciągnął w moją stronę dłoń którą uścisnąłem. Momentalnie wróciłem "do rzeczywistości" i tak samo jak za pierwszym razem mogłem tylko obserwować. Przyłożyłem dłoń do twarzy i zacząłem się cicho śmiać, Lyn i Rey patrzyli się na mnie jakbym ześwirował
- Jesteś tego pewny? Jedyną osobą która dziś umrze, będziesz ty - powiedziałem odsłaniając twarz i z moich pleców pojawiły się czarne skrzydła - Pożałujesz że chociaż tknąłeś moją siostrzyczkę - dodałem po czym w mojej ręce pojawił się ten sam czarny miecz. Kilkukrotne trzepotanie moimi skrzydłami sprawiło że pokój zaczął się cały trząść przewracając parę mebli, komoda z pierścieniem również się przewróciła, podniosłem biżuterię z podłogi i schowałem do kieszeni. Zamachnąłem się mieczem "fala uderzeniowa"rozwaliła ściany i miotnęła Tansu kilka pomieszczeń dalej. Zrobiła się wielka chmura kurzu przez którą ciężko było cokolwiek dostrzec. Poszedłem do Shay, w dalszym ciągu była unieruchomiona, odłożyłem miecz na podłogę i wyciągnąłem z kieszeni pierścień, drygą ręką chwyciłem jej dłoń. "Drugi ja" najwyraźniej chciał jej go z powrotem założyć ale zanim to zrobił pocałował Shay prosto w usta. Założył pierścień na jej palec, po czym siostra już normalnie mogła się ruszać. Podniosłem miecz zacząłem iść w stronę Tansu
- Shino, nie! Nie zabijaj go! - usłyszałem zza plecami głos Shay ale "drugi ja" ignorował to - Lyn, Rey, proszę powstrzymajcie go - powiedziała błagalnym głosem. Obaj próbowali mnie zaatakować z dwóch różnych stron ale udało mi się uniknąć ciosów i falą uderzeniową przygwoździłem ich do podłogi - Co ty robisz!? Oni są po naszej stronie!
- Dlaczego kazałaś im mnie zaatakować?
- Co? Nie ja tylko...
- Posyłasz demony na własnego brata...
- Nie jesteś moim bratem! Shino się tak nie zachowuje! Natychmiast oddaj ciało mojemu bratu! - krzyknęła po czym poczułem okropny "ścisk" w głowie, ból był nie do zniesienia, trzymając się za głowę upadłem na kolana, nagle wszystko wokół zrobiło się ciemne i chyba straciłem przytomność.




 Shayren




Po zajściu w rezydencji pojawili się ludzie, podający się za rodziców mnie i Shina. Wprowadzili go w stan snu, by był nieszkodliwy. Tak prawdopodobnie musiało być. Podczas ich opiekowania się białowłosym, przez gruzy dostałam się do miejsca, gdzie znajdował się ledwo żyjący Tansu. Powoli wykrwawiał się trzymając za ranę dłońmi. Na mój widok na jego twarzy zagościł lekki, może i nawet wymuszony uśmiech. On nigdy nie był zły. W dzieciństwie uważałam go za swojego rycerza. Przyklęknęłam obok niego i chwyciłam za ramię. Jego koniec był bliski.
-Ja tylko chciałem byś była szczęśliwa. Pragnąłem zabrać cię z tego miejsca i ukryć przed innymi, abyś mogła być bezpieczna. Żebyś nie miała trosk...-powiedział dusząc się krwią.
-Proszę cię... nic nie mów...-wydukałam przez łzy.
Oczy zaczęły mu się zamykać, ale walczył. Nadal walczył. W momencie, w którym nie dał już rady i głowa mu się lekko osunęła na ramię zacisnęłam dłonie i przytuliłam go. Wiedziałam, że to nie była wina Shina, ale w takim razie kogo? Zrozpaczona dałam upust swoim mocom i wokół mnie pojawiła się biała poświata. Na rękach miałam pióra gdzieś do połowy ramienia, włosy się wydłużyły i plątały się po ziemi, na plecach miałam 3 pary szarawych skrzydeł. Na ciele widniały znaki i zaklęcia zapisane w łacinie. Ubrana byłam w srebrną zbroję i tunikę. Stój był lekki. Chwiejnie wstałam podpierając się oszczepem. Westchnęłam, a z moich ust wydobyła się mrożąca mgiełka.
- Pacis innocentis cruore maculatur (Spoczywaj w spokoju, niewinny, krwią splamiony. ).-powiedziałam cicho i machnęłam ręką nad jego ciałem. Obok truchła pojawił się duch mężczyzny. Uśmiechnął się radośnie, ukłonił i rozpłynął. Na palcu zauważyłam srebrny pierścień z lazurem. Widocznie zdobyłam ułamek jego serca. Skierowałam głowę w stronę osób, które stały nad Shinem. Wyglądali na przerażonych. 
-Shay... ty...-wydukała kobieta.
Rozłożyłam ręce.
-Tak. Przemieniłam się. I nie jestem Shayren... nie w tym ciele... 魂のコレクタ(Tamashī no korekuta / zbieracz dusz), tak brzmi me imię, w skrócie Tamash. Nie wiedzieliście o tym? Oh, to głupie. Jasne, że wiedzieliście. Tego się właśnie baliście? Mnie? Własnej córki? Przepraszam, ale aktualnie jestem zajęta. Widocznie nie zajęliście się tymi pluskwami, żerującymi na ludzkich uczuciach? Przez to ja muszę zbierać te śmieci. Do zobaczenia-odparłam, machnęłam włócznią i przeniosłam się do dużego zamku. Jakaś kobieta podbiegła do mnie.
-Tak się cieszę, że jesteś! Proszę, pomóż! Mój mąż...-nie dałam jej skończyć. Zaprowadziła mnie do jego pokoju. Mężczyzna szamotał się na nim i śmiał się dziko. Podeszłam do niego.
-Witaj. Przybyłam, by ci pomóc.-odrzekłam po czym położyłam dwa palce na jego czole. Demon zmarł, a opętany był wolny.
-Moja praca się tutaj kończy. Proszę się nie martwić. Będzie spał może dwa, trzy dni.-oznajmiłam. Kobieta nie wiedziała jak mi się zrewanżować, więc poprosiłam o nocleg. Zdziwiła się. Pewnie spodziewała się czegoś więcej. Przytaknęła i zaprowadziła mnie do pokoju. Skinęłam głową i podziękowałam jej. Zdjęłam pancerz zostawiając tunikę. Usiadłam po turecku na łóżku i patrzyłam na widok za oknem. Nie zabrałam ze sobą swojego pierścienia, więc nie odnajdą mnie tak szybko. Rano obudziłam się równo o piątej słysząc przerażające krzyki na dziedzińcu. Wstałam i zauważyłam czarną szkaradę trzymającą w ręku głowę jakiejś młodej kobiety. Prychnęłam, zebrałam się i wyskoczyłam z okna na kreaturę. Niemiłosiernie krzyczał. Wbiłam oszczep w jego serce. Rozpłynął się w powietrzu a ja podeszłam do głowy kobiety, wzięłam ją do rąk, znalazłam ciało i ożywiłam ofiarę. Zdawała się przerażona, ale po uspokojeniu się dziękowała mi dobrą godzinę. Ukłoniłam się delikatnie i wyszłam z miasteczka. Czułam ulgę i radość. Na koniec zesłałam na mieszkańców i ich domostwa specjalny urok, chroniący ich od zła. Odwróciłam się i dalej szłam w swoją stronę. Będąc w górach usłyszałam jak spadają skały. Śledzono mnie. Za sobą zauważyłam ciągnące się pasmo włosów, gdy je obcięłam zniknęły one. Znalazłam jakąś jaskinię i schroniłam się w niej. Przysnęłam i obudziłam się w pokoju o srebrnych ścianach, delikatnych, różowych zdobieniach i błękitnych meblach. Musiał należeć do kogoś bogatego. Nie mógł być to człowiek. Rozglądnęłam się po pokoju. Zbroja leżała na krześle, a oszczep był oparty o toaletkę.
-Jaki okropny zboczeniec musiał mnie znaleźć?-mruknęłam.
Zwlokłam się z łóżka po czym dotknęłam uszu. Były one elfie, długie o ostrych zakończeniach. Powoli podeszłam do lustra i zaczęłam przeglądać się w nim. Ktoś musiał mnie przebrać. Sukienka była długa, bez dekoltu z zakrytymi ramionami, wykonana z grubej bawełny. Zauważyłam jeszcze list wciśnięty między szafki. Postanowiłam go odczytać dużo później. Pragnęłam rozejrzeć się po rezydencji. Jak się okazało, była to akademia, i nie taka zwykła. Uczyło się w niej wiele ras, prócz ludzi. Patrzyli na mnie jak zahipnotyzowani. Udałam się w stronę gabinetu dyrekcji. Zapukałam delikatnie i weszłam. Mężczyzna był młody i przystojny. Długie, kasztanowe włosy przysłaniały srebrzyste oczy. Spoglądał na mnie zasłaniając twarz dłonią.
-Mam nadzieję, że nie zaznałaś dyskomfortu. Dobrze ci się spało?-zapytał.
-Dziękuję za troskę.-odparłam i usiadłam na fotelu przed nim.
-Ile tak spałam?
-Dwa dni.
-Jak mnie znaleźliście?
-Wysłaliśmy zwiad.
-Działacie na czyjeś polecenie?
-Działam sam, teraz ja mam pytanie. Uciekłaś z domu?
-Może.
Na tym się skończyło. Przedstawił się jeszcze prowadząc mnie na stołówkę. Krew dało się wyczuć już z daleka.
-Jestem Sazuu Aki.-odparł i otworzył drzwi.
Uczniowie grzecznie siedzieli przy stolikach, nie hałasując zbytnio. Widocznie akademia była prestiżowa. Mężczyzna zaprowadził mnie do sali, gdzie jedli nauczyciele. Było ich może z 40. Wyglądali na zaciekawionych. W spokoju zjadłam i udałam się znów do pokoju. Musiałam obmyślić gdzie następnie pójdę. Plany niweczyły mi jednak myśli o Lynie. Próbowałam się ich wyzbyć, ale nie mogłam tego zrobić. Nie umiałam. Przez to siedziałam nad mapą zdenerwowana, próbując się skupić. Minęło 30  minut i do pomieszczenia wszedł srebrnooki. Usiadł obok mnie i przytulił. Pogadał ze mną, doradził po czym puścił wolno. Mogłam się zebrać i wyruszyć. W drodze do miasta Bath ktoś naskoczył na mnie. Po chwili nad głową przeleciały mi kule ze srebra. Postać podniosła się. W momencie rozpoznałam w niej Lyn'a.
-Nic ci nie jest? Zabierajmy się stąd. Polują tutaj na wilkołaki, widocznie pomylili cię z jednym.-odparł, złapał mnie za rękę i zaczął prowadzić w stronę dużego domostwa. W środku był mój brat. Przeraził się na widok ciemnoczerwonej krwi. Musiałam jej nie zmyć po poprzedniej walce...