poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Rozdział 6

Shino

Gdy przyszedłem do pokoju siostry, spała. Usiadłem na krześle obok i czekałem aż się obudzi, gdy tylko sobie przypomnę co się wtedy działo... Byłem jak obserwator tych wszystkich wydarzeń lecz nic nie mogłem zrobić, zraniłem Arthura i o mało co nie zabiłem Shay... Ten "drygi ja" mnie oszukał, nie wiem co wtedy zmusiło mnie bym mu zaufał. W każdym razie osoby podające się za naszych rodziców zniknęli ale coś czuję że nie odpuszczą i mogą dosyć szybko wrócić... Siedziałem z opuszczoną głową i z każdą chwilą przemyśleń dołowałem się coraz bardziej. Kątem oka zauważyłem jak Shay się obudziła, spojrzałem w jej stronę a ona w moją
- Shino? - powiedziała prawie bez głośnie, po tym wszystkim pewnie dosyć ciężko było jej mówić
- Shay... Ja przepraszam. Nie chciałem ci zrobić krzywdy - powiedziałem drżącym głosem
- Nic się nie stało. Poza tym to nie byłeś prawdziwy ty
- Niby skąd masz tą pewność...?
- Jesteś moim bratem. Jak byliśmy mali nie skrzywdziłbyś nawet muchy a wątpię że się przez ten czas na tyle zmieniłeś żeby z zimną krwią atakować innych - powiedziała, najwyraźniej próbowała mnie podnieść na duchu. Wymusiłem lekki uśmiech po czym zauważyłem we włosach Shay jeden ciemnozielony kosmyk, nie przypominam sobie żeby miała taki wcześniej. Posiedziałam z siostrą jeszcze parę minut po czym musiałem już iść. Przechodziłem wzdłuż korytarza gdy naglę jedne z drzwi się otworzyły i ktoś mnie wciągnął do środka, czułem jak ktoś mnie przycisnął do ściany, dopiero po chwili otworzyłem oczy. To był Rey, trzymał mnie za nadgarstki i był stanowczo za blisko, moje serce zaczęło znacznie szybciej bić. Myślałem że znowu mu chodzi o to że zraniłem Shay i za chwilę będzie chciał mnie zamordować. Ku mojemu zaskoczeniu pocałował mnie, po chwili przeniósł pocałunki na moją szyję
- Rey... Dlaczego ty...
- Nie mów że ci się nie podoba - przerwał mi, uśmiechnął się cwaniacko a następnie wrócił do poprzedniej czynności. Po pewnym czasie pocałunki zamieniły się w malinki, będąc przy moim obojczyku przygryzł moją skórę zbyt mocno przez co zaczęła mi lecieć krew, Rey po zobaczeniu tego zaczął zlizywać ciecz. Po tym pchnął mnie na łóżko i zawisł nade mną, zaczął ściągać ze mnie ubrania. Zacząłem się odrobinę sprzeciwiać lecz demon wydawał się mnie nawet nie słuchać. Zdjął moją bieliznę, gwałtownie we mnie wszedł przez co dosyć głośno jęknąłem, z każdą chwilą szaro-włosy przyśpieszał. Moje ciało było sparaliżowane, jedyne co mogłem teraz robić to powstrzymywać się od kolejnych jęków lecz nawet to nie było proste - Już doszedłeś? - spytał lekko drwiącym głosem - Mimo wszystko nie myśl sobie że cię puszczę puki ja również nie dojdę - oznajmił i zaczął ponownie obkładać moją klatkę piersiową malinkami. Zamknąłem oczy, objąłem jego plecy i z bólu wbiłem w nie paznokcie. Po dłuższym czasie gdy już doszedł, wyszedł ze mnie i położył się obok, nie miałem nawet ziły się podnieść, po chwili moje oczy same się zamknęły i zasnąłem. Gdy się obudziłem byłem sam w pokoju, jak tylko wstałem z łóżka poczułem potężny ból w biodrach i upadłem kolanami na podłogę... Nie tak wyobrażałem sobie mój pierwszy raz. Znalazłem moją bieliznę po czym ją ubrałem i podszedłem do dość sporego lustra który stał na drugim końcu pokoju, większość mojej klatki piersiowej była w bliznach po malinkach plus jedna gojąca się rana - W końcu się obudziłeś - usłyszałem głos Rey'a, rozglądnąłem się po pokoju lecz nigdzie go nie było, odwróciłem twarz z powrotem w stronę lustra lecz tym razem ujrzałem w nim wystającą głowę Rey'a przez co lekko się przestraszyłem i odskoczyłem. Demon całkowicie wyszedł ze zwierciadła po czym na mnie spojrzał - Mógłbyś się ubrać, nie jesteś u siebie w domu - powiedział i rzucił we mnie jakieś ubrania - Pośpiesz się za chwilę wyjeżdżamy. Mamy coś jeszcze do załatwienia a przez twój głęboki sen nie dało się ciebie wcześniej obudzić - powiedział ignoranckim tonem głosu. Chciałem się zapytać czemu to zrobił lecz nie do końca wiedziałem jakiej odpowiedzi mam się po nim spodziewać więc wolałem to przemilczeć szaro-włosy zatrzymał się i obrócił w moją stronę zanim otworzył drzwi - To że uprawialiśmy seks nie czyni nas kochankami, jasne. Niech ci się to zakoduje w tym twoim małym móżdżku - oznajmił ozięble - Aha jeszcze jedno... Miałeś dosyć gorzką krew jak na prawiczka - dodał drwiącym tonem głosu i wyszedł a ja zrobiłem się cały czerwony, jakim cudem wiedział o tym że to był mój pierwszy raz...?! Ubrałem ciuchy które przyniósł mi Rey, były to czarna koszula, białe spodnie i ciemnoczerwona marynarka. Wyszedłem przed budynek gdzie sali już Rey i Lyn. Naglę pod budynek podjechała karoca - Na co czekasz wsiadaj - powiedział złotooki
- Karoca? Gdzie my właściwie jedziemy? I dlaczego nie możemy pojechać samochodem?
- Teme... Zadaje za dużo pytań. Wkurza mnie to - syknął ozięble Lyn... Nie trudno było stwierdzić że tych dwoje są ze sobą spokrewnieni
- Nie gadaj tylko wsiadaj - powiedział Rey, zrobiłem jak powiedział. W powozie panowała niezręczna cisza
- Tak więc, mógłby mi ktoś wytłumaczyć gdzie i po co jedziemy
- Potrzebujemy wydobyć z pewnego kolesia informacje ale zgodził się nas przyjąć pod warunkiem że również przyjdziesz ty lub Shay... Ze względu na to że twoja siostra nadal źle się czuje nie masz nic do gadania. Im mniej wiesz tym lepiej - oznajmił szaro-włosy
- Mimo wszystko nie podoba mi się fakt że nalegał by jeden z nich przybył do jego posiadłości. Zatrzymaliśmy się pod jakąś wielką rezydencją wysiedliśmy i szedłem tuż za demonami w stronę wejścia. Drzwi były zamknięte a na pukanie czy dzwonek do drzwi nikt nie odpowiadał, skończyło się na tym że Lyn wykopał drzwi z zawiasów
- Jakże nieuprzejmie, karzą gościom czekać - burknął przekraczając próg - Co to za maniery, żadnego przywitania - powiedział rozglądając się po ogromnym przedsionku lecz nikogo nie było widać - Chodźmy szukać tego dziwaka, lepiej się nie rozdzielać - oznajmił i najpierw poszliśmy w stronę sali balowej. Otwierając drzwi dowiedzieliśmy się czemu nikt nie reagował na nasze przybycie. Mężczyzna jak i jego służba leżeli na posadce cali we krwi. Lekko się odsunąłem od progu drzwi, zwykle bez problemu jestem wstanie wyczuć zapach krwi, lecz teraz z jakiegoś powodu nie czułem nic mimo że przede mną leżało kilkanaście martwych, krwawiących ciał. Po chwili ktoś zaczął iść w naszym kierunku z drugiej części sali
- A spodziewałem się swojej starej zabawki... gdzie ukryliście moją Shay? - Z cienia wyłonił się Natan, osoba która znęcała się nade mną i Shay w sierocińcu. Za rękę trzymał małą dziewczynkę wyglądającą jak Shay w wieku 6 lat - Ile to już minęło od kiedy się ostatni raz widzieliśmy... Już jakieś 10 lat, mam rację? Bardzo się cieszę że zareagowaliście na zaproszenie które wysłałem i go przyprowadziliście, nie musiałem się fatygować żeby sam go szukać
- Do czego oni są ci niby potrzebni? - burknął szaro-włosy
- Zabawny jesteś demonie. Myślisz że jak idiota odpowiem ci na każde twoje pytanie? - powiedział drwiącym głosem. Lis posłał w jego kierunku kilka ognistych kul lecz ten zdołał wszystkie z nich uniknąć, lecz w momencie gdy puścił rękę dziewczynki. Zniknęła jak i również leżące na podłodze zwłoki
- To wszystko było iluzją
- Oczywiście że tak... Myślicie że zabiłbym tak przydatnego człowieka jakim jest Mazu Ise? Informacje tego człowieka jeszcze mi się przydadzą więc nie pozwoliłbym mu od tak kopnąć w kalendarz... Haha, jak ja uwielbiam tą mieszaninę przegranej i złości na cudzych twarzach. Doprawdy ta gra nigdy mi się nie znudzi aż szkoda jest ją kończyć. Gdybym teraz wziął ze sobą Shino grę można by było uznać za zakończoną
- Jaka gra, o czym on mówi - powiedziałem półszeptem sam do siebie
- Lecz na szachownicy prócz króla znajduje się również królowa.
- Takie pierdolenie mnie jeszcze bardziej wkurza - syknął Lyn
- Pf... Typowe zachowanie demonów już nie robi na mnie wrażenia... Znajdzie moją dobroć, dam wam jeszcze czas na wasz ruch, wykorzystajcie go dobrze - powiedział po czym uniósł się wokół niego czarny pył i zniknął... Wracając do powozu słyszałem jak Lyn co chwilę coś przeklinał pod nosem a podczas drogi powrotnej panowała niezręczna cisza...


 Shayren


Powrót do zdrowia zajął mi 4 dni, przez ten czas nie widziałam Lyna, Rey' a i Shino... zaczęłam się nawet o nich martwić. Codziennie kilka razy pytałam Arthura, czy nie wrócili. Zawsze słyszałam negatywną odpowiedź i to, abym się nie zamartwiała... Nie mogłam jednak od tak zignorować ich nieobecności, więc zaczęłam siedzieć na parapecie od okna, zwróconego w stronę głównej bramy. Jakoś tak mi się przysnęło, a gdy się obudziłam zauważyłam ich idących w stronę drzwi. Zerwałam się, ubrałam kapcie i pognałam w stronę chłopaków. Myślałam, że zaraz popłaczę się ze szczęścia. Kuśtykając podeszłam do brata i wtuliłam się w niego. Po wejściu do budynku nie mieli zbyt dobrych wieści.
-Najwidoczniej ten dupek czegoś od ciebie chce, ale nie mamy pojęcia czego...-syknął czarnowłosy.
Przypomniałam sobie coś, w momencie, gdy to powiedział. Nie chciałam ich jednak martwić i przemilczałam to. Weszliśmy wszyscy do sali bankietowej. W oczy rzuciła mi się para, która podawała się za naszych rodziców. Obok opiekunowie zarówno Shina jak i moi. Wyglądali na smętnych. Uśmiechnęli się ciepło, gdy nas zauważyli. Z bratem podbiegłam do nich. Wyjaśnili nam zaistniałą sytuację. Czyli nie kłamali, ale jak mamy im zaufać? Teraz, po tylu latach?
-Shay, zrobiliśmy to dla waszego dobra, więc proszę...-odezwała się kobieta, która śmiała nazwać się moją "matką".
Złość zaczęła się we mnie gromadzić, po czym wybuchnęła.
-Nie! Nie wybaczę wam! "Dla naszego dobra"?! Wy w ogóle wiecie, co przeżywaliśmy?! Wy nic nie wiecie o naszym życiu! NIC! Myślice, że możecie sobie od tak przychodzić i mówić to wszystko?! Jak dla mnie, to równie dobrze mogliście nigdy się nie zjawiać!-krzyknęłam. Dałam w końcu upust swoim nerwom, i trochę się uspokoiłam, ale poczułam nagłe zawroty głowy. Była to tylko chwila, ale czułam, jakby trwało to wieczność. Ocknęłam się w ciemnym pokoju. Zaczęłam tego żałować po tym, gdy zauważyłam Natana stojącego w przejściu.
-Obudziłaś się w samą porę, by poznać swojego przyszłego męża.-odparł.
Po tym usiadłam nerwowo na łóżku i zaczęłam się cofać. O czym on gadał? Męża?
-Twoi rodzice mi coś obiecali... Jak pewnie pamiętasz, mam syna. Bardzo dobrze się dogadywaliście... Mam nadzieję, że kojarzysz Tansu? Powinien za chwilkę tu być, a tym czasem...-urwał i znalazł się przede mną. Nie byłam w stanie się ruszyć, a po tym nawet czegoś powiedzieć. Mężczyzna się zaśmiał.
-Byłaś, jesteś i pewnie długo będziesz lalką... A teraz, wstań.-powiedział. Mimowolnie zrobiłam to. Wezwał kogoś i wyszedł. Minęło może 5 minut i w pokoju znalazła się pokojówka, która pomogła mi się przebrać. Usadowiła mnie na łóżku. Znów musiałam czekać, tym razem dłużej, bo może godzinę.W myślach błagałam o pomoc...

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Rozdział 5

Shino

Na moich oczach skuli siostrę, Shay się szarpała i błagała żeby ją puścili. W tym momencie w mojej głowie zabrzmiał głos "Co za okropieństwo, jak oni mogą? Oni nie mogą być waszymi rodzicami. Chcą wam zrobić krzywdę, tobie i Shay. Powinieneś coś z tym zrobić. Ochroń swoją siostrzyczkę!". Naglę przed oczami zrobiło mi się ciemno, w tej chwili zamiast klęczeć w moim pokoju byłem w jakimś ciemnym pomieszczeniu, za mną ktoś stał, obróciłem się i ujrzałem osobę która wygląda zupełnie jak ja
- Kim ty jesteś?!
- Jestem tobą idioto
- Co? Ale...
- Jestem jakby to powiedzieć... Twoją potężniejszą stroną - oznajmił, nie miałem zielonego pojęcia co tu się dzieje
- Gdzie my jesteśmy?
- Trudno to wytłumaczyć ale "w twojej głowie"... W każdym razie, skończmy pogaduszki i przejdźmy do konkretów. Jesteś wściekły na tych ludzi prawda? Sprawiają cierpienie naszej siostrzyce. Wystarczy że podasz mi dłoń a rozprawię się z tymi oszustami za ciebie, co ty na to? - zaproponował i wyciągnął dłoń w moją stronę
- Na jakiej podstawie mam ci ufać...
- Jestem tobą, czy to ma oznaczać że nie ufasz samemu sobie? Myślisz że rodzice tak traktują swoje dzieci? To oczywiste, to oszuści... Wystarczy że podasz mi rękę a uratuję Shay - powiedział, nie wiem co mnie do tego zmusiło ale podałem mu dłoń, wszystko rozbłysło i wróciłem do pokoju, zdawało się jakby nie było mnie tu tylko parę sekund, wszystko widziałem ale jakby nie mogłem nic zrobić z własnej woli. Naglę z moich pleców pojawiły się wielkie krucze skrzydła. Mężczyzna próbował mnie zaatakować lecz momentalnie zrobiłem unik, znikąd w mojej dłoni pojawił się czarno srebrny miecz, jednym jego machnięciem ściany i sufit uległy zniszczeniu. Kobieta szybko podbiegła do mężczyzny który leżał pod gruzami
- Cholera, jest jeszcze gorzej niż myśleliśmy - syknął. Poszedłem do siostry i rozkułem jej kajdany
- Nikomu nie pozwolę cię zranić - powiedziałem pomagając jej wstać
- Shino... Twoje oczy, robią się czarne - powiedziała z lekkim przerażeniem w głosie, chwilę później do pokoju, a raczej do reszek pokoju wpadli Lyn, Rey i Arthur. Demony próbowały mnie obezwładnić ale w tym momencie wbiłem się w powietrze
- Idioci, atakujecie niewłaściwą osobę!
- Czyżby, jak na razie to ty rozjebałeś 1/5 budynku - powiedział sarkastycznie Rey. Naglę z pleców Arthura pojawiły się śnieżno białe skrzydła a w ręce pozłacany łuk. Wystrzelił w moją stronę jedną strzałę ale z łatwością udało mi się ją uniknąć
- Co na tyle cie stać paniczyku!? - powiedziałem drwiącym głosem. Chłopak wzbił się w powietrze a łuk zmienił się w włócznię
- Shino, to nie jesteś prawdziwy ty, ocknij się
- A co jeżeli ja jestem tym prawdziwym a tamten idiota mnie tylko osłabia! - nie zdążyłem dokończyć jak Arthur zaczął mnie atakować. Zamachnąłem się mieczem co sprawiło że niebieskowłosy oberwał w skrzydło i spadł na ziemię. Spojrzałem w stronę Shay, ten demon Lyn chwycił ją za rękę i gdzieś prowadził
- jeżeli będzie trzeba, zabiję każdego kto mi się narazi - powiedziałem półgłosem. Leciałem w stronę demona lecz w ostatniej chwili
- Uważaj! - Shay krzyknęła i zasłoniła Lyna przez co mój miecz zamiast w demona wbił się w siostrę. Upadłem na podłogę i poczułem straszliwy ból głowy. Obydwie moje osobowości chciały teraz "dowodzić" czułem się jakby coś mnie w głowie od środka rozdzierało. Naglę wszystko zaczęło robić się ciemne i prawdopodobnie straciłem przytomność...



Shay



Ból. Krew. Dźwięk pękania. O dziwo nadal byłam świadoma, ale nie byłam w stanie tego znieść... Miecz zniknął a rany nie było, ale czułam, że się rozpadam. Dosłownie. Na ziemi widziałam odłamki "skóry". Ciężko było mi zaczerpnąć powietrza. Do tego najmniejszy ruch cholernie mnie bolał.... Nie byłam w stanie nawet krzyczeć. Spojrzałam na swoje ręce, ich kolor zmienił się. Wydawać by się mogło, że zgniły. Z ust leciała mi dziwna, ciemno czerwona ciecz. Gęstsza od krwi. W końcu padłam i obudziłam się w jakimś dziwnym pomieszczeniu. Było ono białe z niebieskimi meblami, pościelą i złotymi zdobieniami. Na przeciwko łóżka znajdowało się ogromne lustro. Widziałam w nim siebie. Straciłam połowę "powłoki" z twarzy. Gdy jej dotykałam, ktoś wszedł. Patrzyłam w stronę przejścia. W progu stał Lyn. Przerażona zakryłam twarz kołdrą. Nie mógł mnie takiej zobaczyć... Usłyszałam skrzypienie podłogi, a potem materaca.
-Shay, pokaż się...-powiedział i chwycił mnie za rozlatującą się dłoń.
-N... nie... nie chcę... nie w tym stanie...-wydusiłam przerażona.
Chłopak nie dał za wygraną i odsłonił mnie. Łzy leciały mi ze szklanych oczu strumieniem. Pewnie myśli, że jestem szpetna, i jak on mógł zakochać się w kimś takim jak ja? Dręczyłam się tymi myślami do momentu, gdy mnie pocałował. Odepchnęłam go delikatnie.
-Nie kochasz mnie?-zapytał.
Drżałam z rozpaczy.
-B... błagam... zakochaj się od nowa. Znajdź kogoś innego... proszę...-szepnęłam.
-Nie... Nie. NIE!-chłopak widocznie się zdenerwował. -Nie chcę innej, nie pokocham innej. Nawet jeżeli umrzesz będę nadal cię kochał, jasne?!-wrzasnął. Spojrzałam na niego. Powstrzymywał się od łez. Wtuliłam się w niego delikatnie. On także uważał, by mnie nie skrzywdzić. Minęło może 10 minut jak do pomieszczenia wszedł Arthur.
-Shay, pora zacząć.-odparł. Chwila... co niby zacząć? Mimo tak wielu obaw wstałam i wolnym krokiem skierowałam się za nim do ogromnej sali balowej. Na środku było namalowane słońce z różnymi znakami. Kazał mi w nim usiąść. Odczekałam dwie minuty i obok mnie położono ciało. Moje ciało. Wzdrygnęłam się przerażona.
-Spokojnie, nic ci nie będzie. Chcemy zwrócić ci prawdziwe ciało. Dzięki temu twoje serce będzie stabilniejsze.-odparł chłopak. Trzęsąc się jak galareta przytaknęłam. Po raz pierwszy poczułam taki rodzaj lęku. Nie umiałam go opisać... W momencie jednak przed oczyma zrobiło mi się ciemno i jedyne co widziałam, to dziewczyna o takiej samej budowie co ja, ale miała zielone włosy.... Stała do mnie plecami.
-K... kim ty jesteś?-zapytałam.
-Kimś, kogo możesz zabić, jeżeli się przemienisz. Kimś, kto opuści to ciało po ceremonii, ale wiedz, że dam o sobie znać.-odparła.-Twoje włosy, będą po części mieć mój kolor. Proszę, nie zrań mojej rodziny.-skończyła po czym odwróciła się do mnie. Jej brzuch... był rozpruty... Jedyne, co mogłam zrobić, to się zgodzić. Za bardzo przypominała mi mnie. Przytaknęła lekko, po czym wydałam z siebie krzyk. Ocknęłam się i szybko usiadłam nerwowo patrząc wokoło. Wszystko wróciło do normy. Prawie. Na grzywce zauważyłam ciemno zielony kosmyk. Spojrzałam na poprzednie ciało. Rozkładało się szybciej niż wcześniej. Poczułam nagle głód. Na szczęście był to ten... "normalny". Odetchnęłam z ulgą i chwiejąc się na wszystkie strony wstałam. Nogi delikatnie mi zadrżały, ale to wystarczyło, bym się przewróciła. W mgnieniu oka obok zjawił się Lyn. Wyglądał na szczęśliwego.
-Shay...-szepnął.
Tak cholernie chciałam go przytulić, ale nie mogłam. Jakbym nie miała władzy w ciele. Podszedł do nas dużo starszy mężczyzna z wielkimi, srebrnymi skrzydłami.
-Krew z rubinu musi dotrzeć we wszystkie zakamarki ciała... to potrwa 4-5 dni. Do tego czasu musisz leżeć i odpoczywać.-oznajmił i można powiedzieć, przeniósł mnie i czarnowłosego do poprzedniego pokoju. Leżałam w łóżku. Było trochę zimno, więc chciałam się przykryć, ale za nic mi się nie udawało... Lyn to zauważył i zarzucił na mnie kołdrę, gdy ją poprawiał z mojego żołądka rozległ się dźwięk burczenia. Zaśmiał się cicho i wyszedł. Wrócił z tacką pełną jedzenia. Jednak musiał mi on pomagać. Jak widać sprawiło mu to dużo zabawy. Wieczorem położył się obok mnie. Bez problemu usnęłam, ale w nocy usłyszałam skrzypienie. Patrzyłam na chłopaka.
-Znowu do nich idziesz?...-zapytałam słabo.
-Przecież wiesz, że muszę, a nie chcę cię skrzywdzić. To by podchodziło pod gwałt. Wiem, że tego nie chcesz.-odparł. Nim się obejrzałam już go nie było. Obiecałam sobie, że się nie zakocham, a tu proszę. Poczułam dziwny uścisk w sercu i z trudem zasnęłam. Rano obok siedział Shino.

sobota, 16 kwietnia 2016

Rozdział 4

Shino

Rodzina Arthura organizowała jakiś bankiet a ze względu że się przyjaźniliśmy postanowił nas też zaprosić. Po pewnej chwili chłopak podszedł do mnie
- Shino, jak miło cię znowu widzieć - powiedział z uśmiechem niebieskowłosy
- Ciebie również - Zaczęliśmy rozmawiać lecz po chwili jego "rodzice" go zawołali, za to moi zaczęli rozmawiać z innymi gośćmi za czym nie bardzo przepadałem. Stanąłem przy ścianie opierając się o nią, naglę zacząłem słyszeć puls każdej osoby która obok mnie przeszła - Znowu? Tylko nie teraz - powiedziałem sam do siebie. Czułem się coraz gorzej, myślałem że za chwilę stracę kontrolę, spróbowałem wyjść z budynku niezauważony
- Shino, gdzie idziesz? - spytał Arthur przechodząc obok drzwi
- Muszę na chwilę wyjść, strasznie tu duszno. Nie za dobrze się czuję w takich tłumach. Za chwilę wrócę
- Nie ma sprawy - odparł z uśmiechem i się oddalił a ja wyszedłem na zewnątrz. Dom był tuż obok niewielkiego lasku więc postanowiłem się tam przejść i się uspokoić. W pewnym momencie się zatrzymałem i oparłem o drzewo.
- Znowu nie możesz nad sobą panować? - naglę na przeciwko mnie pojawił się Ray - Pomijam już że miałeś się nie zbliżać do Shay ale jeżeli tak dalej pójdzie staniesz się dosyć niebezpieczny
- W takim razie na co czekasz! Zabij mnie i będzie z głowy! Przynajmniej zrobisz przysługę ludzkości! - nawet już nie wiedziałem co mówię. Rey do mnie podszedł złapał mnie za koszulę i przycisnął do drzewa
- Ty jesteś jakimś idiotą?! Wcale nie o to chodzi! Z resztą jeżeli zabiję cie bez powodu Shay może mnie za to znienawidzić. Mógłbyś się w końcu ogarnąć i uczyć się nad tym panować a nie poddawać się bez walki! - krzyknął. Łatwo mu było mówić "naucz się nad tym panować". Złotooki w dalszym ciągu trzymał mnie za koszulę, był za blisko, stanowczo za blisko, gdy to sobie uświadomiłem moje serce znacznie zaczęło przyśpieszać - Hmmm... Nie wiedziałem że wampiry mają puls, na dodatek taki szybki... - powiedział po czym go od siebie odepchnąłem czerwieniąc się - Zrobiłeś się czerwony jak pomidor. Co się stało, chyba się we mnie nie zakochałeś - Powiedział drwiącym głosem, zaniemówiłem
- Zamknij się! - krzyknąłem po chwili
- Czyli co, jednak? Jesteś masochistą czy jak? - odparł tym samym tonem głosu co przed chwilą
- Zamknij się. Po co tu w ogóle za mną przyszedłeś?!
- Żeby upewnić się że znowu nie zrobisz czegoś idiotycznego. Zamiast mi podziękować zachowujesz się jak bachor. Wracajmy już - powiedział po chwili gdy nagle obaj zauważyliśmy zbliżającą się w naszym kierunku Shay - Co ty tutaj robisz?
- Przyszłam was poszukać, wyszliście bez żadnego słowa - oznajmiła po czym potknęła się o coś i upadła, z jej kolana zaczęła cieknąć krew, momentalnie wyczułem ten zapach i znów zacząłem tracić kontrolę, co Rey najwyraźniej zauważył
- Niech to szlag - mruknął szarowłosy, chłopak chciał mnie obezwładnić, nie wiem jakim cudem moje zwykłe machnięcie ręką odrzuciło go na kilka metrów - co jest kur...? - syknął nie mogąc się podnieść z ziemi. Spojrzałem w stronę Shay, dziewczyna się podniosła i próbowała uciec, jednakże byłem szybszy i przyszpiliłem ją do jednego z drzew, nawet nie słyszałem co teraz do mnie mówi, byłem jak w transie, nawet gdybym próbował się powstrzymać nic by to nie dało, po prostu wbiłem w jej szyję kły, ta krew była inna niż ta którą wcześniej piłem, nie mogłem a raczej nie chciałem przerywać, nie dość że jej krew była dobra to jeszcze jakby odczuwałem "przyjemność" że piję jej krew. Kątem oka zauważyłem że "lis" gdzieś zniknął. Odsunąłem się i zacząłem się rozglądać za demonem, Shay upadła na ziemię, odwróciłem się w jej stronę i straciłem czujność, w tym właśnie momencie zauważyłem trzy ogniste kule lecące w moją stronę, dwie z nich udało mi się ominąć ale trzecia mnie trafiła po czym straciłem przytomność.


 Shayren


Miałam mroczki przed oczami i czułam się naprawdę słabo. Nie chciałam rozwodzić się nad tym, dlaczego Shin mnie ugryzł. Chciałam tylko, by ktoś mnie stamtąd zabrał. Starałam się nie zemdleć i czekać na pomoc. Siedziałam na ziemi może 5 minut do momentu, gdy jakiś mężczyzna podniósł mnie. Chciałam zobaczyć jego twarz. Momentalnie przypomniałam sobie o bracie i niemo wypowiedziałam jego imię. Obudziłam się w jakimś pokoju. Rany zostały zabandażowane. W rogu łóżka siedział Lyn. Szturchnęłam go opuszkami palców. Odwrócił się po czym mnie objął.
-Martwiłem się...-szepnął.
Milczałam, ponieważ nadal nie mogłam mówić. Po chwili przyniesiono obiad. Chciałam zapytać o Shina, ale ten pojawił się w przejściu do pokoju. Ulżyło mi. Momentalnie wstałam z łóżka i podreptałam w jego stronę. Miał lekko przypalony policzek. Niedaleko przeszedł Rey.
-Nie pamiętasz, co jej zrobiłeś?-syknął. Białowłosy spuścił głowę i odepchnął mnie delikatnie.
-Shay, on ma rację.-odparł. Nie chciałam o tym słyszeć. Zaczęłam kręcić głową i bezgłośnie płakać. Nie chciałam, żeby mnie zostawiał, ten jednak odszedł bez słowa. Zacisnęłam dłonie w pięści.
-Jeśli odejdziesz nie wybaczę ci! Słyszysz?! Nie wybaczę ci!!-krzyknęłam. Nie zwrócił na mnie uwagi i zniknął. Siąknęłam nosem. Nie wiem czemu, ale krzyknęłam z rozpaczy. Chcieli mnie powstrzymać, ale mimo to powoli zmierzałam w stronę pokoju chłopaka. Otworzyłam cicho drzwi i weszłam. Siedział na krześle plecami do mnie.
-Shin?... Ja... ja nie chcę, żebyś mnie unikał...-powiedziałam cichutko płaczliwym głosem.
-Nie rozumiesz? Mogę cię nawet zabić... Błagam wyjdź...
-Ale ja nie chcę...
-Gówno mnie to obchodzi! Jeśli chcesz żyć to wypieprzaj!-krzyknął. Wystraszyłam się i wybiegłam. Wróciłam do swojego pokoju i nikogo nie zastałam. Na toaletce siedział pluszak, był to ten sam, którego zrobił mi brat. Wzięłam go delikatnie do rąk i przytuliłam. Poczułam po chwili jak coś spływa mi po policzku. Nie zdążyłam sprawdzić co to, gdy ktoś mnie skuł. Nie mogłam się oswobodzić. Przed oczami stanęła mi starsza ode mnie kobieta. Wyglądała jak ja, prócz tego, że była wyższa i dostojniejsza. Klęknęła.
-Odnalazłam cię w końcu... gdzie Shin?-zapytała opiekuńczo.
-Kim ty?... Kim ty jesteś?...-wymamrotałam wystraszona.
-Nie pamiętasz mnie? Shay, jestem twoją matką... Dostałaś ode mnie pierścień.-oznajmiła.
Nie mogłam za specjalnie jej uwierzyć.
-Daj dowód, że nią jesteś...
-Ah... masz ranę na plecach, i ciało lalki... Shay... uwierz mi!-poprosiła. Nie odpowiedziałam, ponieważ usłyszałyśmy hałas. Uwolniła mnie, po czym pobiegłyśmy do pokoju Shina. Siedział na podłodze a nad nim stał mężczyzna podobny do mnie i brata. Chłopak miał siniaki na policzkach. Podbiegłam do niego.
-Shay, odejdź.-syknął "nieznajomy".
-Nie! Nie pozwolę ci tak poniewierać moim bratem potworze!-krzyknęłam. Poczułam ból w okolicach łopatek. Nie minęła sekunda a poczułam jakby coś mi je rozerwało. Nie był to ból. Wręcz przeciwnie. Czułam błogość. Chciałam wstać, ale znów mnie skuli... Szarpałam się do momentu, gdy zauważyłam czarne, duże skrzydła wyrastające z pleców brata...

wtorek, 12 kwietnia 2016

Rozdział 3

Shino

Nauczycielka najwyraźniej była zainteresowana tym pierścieniem z jakiegoś powodu, z tego co pamiętam to chyba był pierścień naszej matki i była to jedyna rzecz która nam pozostała po rodzicach, musieliśmy go chować w sierocińcu by opiekunki go nie skonfiskowały. Nauczycielka w końcu odpuściła i kontynuowała lekcję. Po skończonych zajęciach przy szatni usłyszałem rozmowę trzech dziewczyn
- Słyszałyście co ostatnio stało się w centrum? - zaczęła blondynka
- Tak, podobno w mieście grasuje wampir, dziewczynie cudem udało się uciec - odparła się niebieskowłosa
- A ja tam nie wierzę w te bajki. Gdyby naprwdę ją napadł wampir nie miałaby szans na ucieczkę - wtrąciła się trzecia dziewczyna
- Podobno uratowała ją jakaś dziwna kula światła
- Ha! Większej bzdury w życiu nie słyszałam
- Mimo wszystko ja się teraz boje sama chodzić po mieście - po tym oddaliłem się. Muszę zacząć być ostrożny inaczej to kim jestem może się wydać. W każdym razie nie mogę przestać myśleć nad tym że Rey mnie wtedy uratował ... "Chciałem pomóc tej biednej dziewczynie żeby nie stała się ofiarą pijawki" z tego na co wychodzi Rey jest demonem, więc nie powinien go obchodzić człowiek. Wróciłem do domu, mogłem trochę odetchnąć gdyż zaczął się weekend. Następnego dnia wieczorem postanowiłem się przejść w godzinach wieczornych, nie czułem się dobrze bo znów pragnienie dawało się we znaki, krew Rey'a wystarczyła na stanowczo mniej niż myślałem, nagle zauważyłem że jakiś koleś zaciąga młodą kobietę w jakąś uliczkę, nie mogłem patrzeć na to bezczynnie, podbiegłem tam, chciałem odciągnąć faceta le zapomniałem że mam również super siłę i miotnęło nim o mur, kobieta podniosła torebkę z ziemi
- Dziękuję- rzekła i pobiegła, nie widziała mojej twarzy bo moje spojrzenie utkwiło w jednym miejscu. Kiedy facet uderzył w ścianę prawdopodobnie rozbił sobie czaszkę bo z całej części potylicznej leciała krew… Tak dużo krwi… Byłem jakby w transie podszedłem i przykucnąłem, już przy zwłokach mężczyzny. Starałem się powstrzymać ale wbiłem w niego kły i bez żadnych zahamowań zaczynałem wypijać jego krew, nawet przez myśl mi nie przeszło żeby przestać, dopiero oderwałem się od tego gdy usłyszałem głos
- Co tam się dzieje?- spojrzałem w tamtą stronę… Policja, o kurwa… Gdy zobaczył krew na moich ustach, spanikowany wyciągnął pistolet i wymierzył we mnie, wstałem, nie wiedziałem co zrobić. Strzelił ale mi nic się nie stało, jakby kula mnie minęła, strzelił jeszcze parę razy ale za każdym razem udało mi się zrobić unik, sięgnął po krótkofalówkę
- Przyślijcie posiłki na- spanikowałem i zaatakowałem policjanta. Gdy już padł cały blady na ziemię słyszałem wozy policyjne. Biegnąc w przeciwną stronę wzdłuż uliczki udało mi się uciec. Rano włączyłem telewizję leciały wiadomości
- Na miejscu zbrodni znaleziono 2 zwłoki z obu spuszczona była krew. Jeden z ofiar był to poszukiwany przez policję Goro Koguchi za wiele gwałtów, za to drugi to policjant Hideo Ina. Napastnik został uchwycony na kamerach ulicznych lecz obraz został zniekształcony co bardzo utrudnia w ustaleniu tożsamości sprawcy. Niedoszła ofiara Koguchi'ego zeznała że uratował ją jakiś mężczyzna z nad ludzką siłą, nie jesteśmy pewni co do zeznań kobiety gdyż kiedy ją odwiedziła policja miała kilka promili alkoholu we krwi. Na ofiarach nie znaleziono żadnych odcisków paców co jeszcze bardziej utrudnia dochodzenie... - Po tym wyłączyłem telewizor. Z każdą chwilą czułem się coraz gorzej, zżerało mnie poczucie winy. Nie dość że zabiłem niewinnego człowieka to jeszcze jeśli dowiedzą się że to ja będę miał niemałe kłopoty. Zebrałem się do szkoły i wyszedłem z domu, zdążyłem zrobić zaledwie parę kroków jak usłyszałem za moimi plecami klaskanie, Odwróciłem się i ujrzałem Rey'a kilka metrów ode mnie
- Właśnie usłyszałem w telewizji twoją wczorajszą akcję
- Dlaczego od razu uznałeś że to ja
- A nie ty? - powiedział to tonem jakby odpowiedź była oczywista, nie odpowiedziałem - Cóż cisza mówi sama za siebie. Mówiłem żebyś następnym razem nad sobą panował a teraz masz niemały problem
- Jesteś demonem więc powinieneś widzieć że nad tym nie jest tak łatwo zapanować
- Akurat w moim przypadku krew nie jest mi niezbędna do życia w porównaniu do innych demonów. W każdym razie, uważaj co i komu robisz bo następnym razem mogę już nie być taki miły - tym zdaniem zakończył rozmowę i poszedł. Wydaje się być w środku zimny jak lód, zupełnie bez uczuć, cóż w końcu jest demonem. Mimo tej obojętności którą wyczuwam podczas rozmów, moje serce bije coraz szybciej i nie mogę tego opanować. Muszę się ogarnąć i uświadomić sobie że to w ogóle nie ma sensu, jeżeli Rey się jeszcze dowie o tym że się w nim zakochałem wyśmieje mnie na bank, poza tym jak widać woli moją siostrę... Powolnym krokiem udałem się do szkoły. Próbowałem dzisiaj z nikim nie rozmawiać, nie miałem na to ochoty, w dalszym ciągu dręczyły mnie wyrzuty sumienia i strach że znów nie zdołam nad sobą zapanować, na korytarzach słychać było tylko rozmowy o wczorajszym incydencie. Po lekcjach wychodziłem jako ostatni, przynajmniej tak myślałem gdy naglę ktoś złapał mnie za ramie, odwróciłem się i ujrzałem Shay, trochę się zdziwiłem że mnie zaczepiła, ostatnio gdy rozmawialiśmy uznała że jej brat nie żyje
- Wszystko w porządku? Cały dzień wyglądałeś na zmartwionego
- Wszystko w porządku, niepotrzebnie się martwiłaś - odparłem lekko się uśmiechając
- Właśnie, mógłbyś mi pożyczyć notatki z historii z zeszłego tygodnia?
- Jasne... Rey ci nie pożyczył?
- Hę?

- Widziałem jak razem rozmawiacie, wydawało mi się że jesteście w miarę dobrych relacjach
- Tylko o nim nie wspominaj, proszę - odparła. Wyciągnąłem notatki z szafki i podałem je Shay - Dzięki... Auć!
- Co się stało?
- Zacięłam się kartką... Tak, tylko ja jestem taka udana - powiedziała półżartem. Gdy tylko dotarł do mnie zapach krwi znowu czułem że mogę za chwilę stracić kontrolę
- Wybacz ale muszę już iść - powiedziałem naglę
- Czekaj - powiedziała i złapała mnie za koszulę - chciał z tobą porozmawiać
- Ja również ale wybacz, naprawdę muszę iść - powiedziałem i coraz trudniej było mi trzymać kontrolę nad sobą. Shay w dalszym ciągu nie oddaliła się, już nawet nie słyszałem co do mnie mówi gdy w końcu instynkt wziął nade mną górę i przyszpiliłem ją do szafek - krew... krew...
- Shino... - powiedziała lekko przerażonym głosem. Otworzyłem usta by ją ugryźć gdy
- Ej, Shino! Chyba zapomniałeś o naszej porannej rozmowie, pijawko - niedaleko nas stał Rey, wysłał w moją stronę dwa błękitne płomienie które mnie trafiły i odrzuciły na drugi koniec korytarza, ledwo mogłem się podnieść, Shay gdzieś zniknęła a "lis" zaczął się zbliżać w moją stronę - Zbliż się do niej jeszcze raz, spróbuj jej coś zrobić a nie zawaham się ciebie zabić. Pamiętaj o tym - powiedział i odszedł. Resztkami sił doszedłem do domu ale byłem zbyt obolały żeby pójść do szkoły następnego dnia 




 Shayren



Przez cały dzień, mimo poszukiwań nie mogłam znaleźć Shin' a. Zaczęłam się nawet martwić, że Rey mu coś zrobił. Przez cały dzień nie odzywałam się do niego, a po zajęciach udałam się w stronę domu państwa Aoiki. Oczywiście pod pretekstem dania notatek. Gdzieś w połowie drogi ktoś mnie zaciągnął w jakąś boczną uliczkę. Nie miałam siły się spierać. Był to dorosły  i obleśny facet. Uderzyłam plecami o ścianę i osunęłam się na ziemię. 
-Cześć laleczko. Dawno nie piłem krwi, więc może dasz mi skosztować swojej?-niby zapytał, ale nawet jeżeli bym zaprzeczyła zrobiłby to, co by chciał. Zacisnęłam dłonie w pięści. Czułam na skórze szyi jego obleśny oddech. Chwile po tym wpił mi się w bark. Czułam się coraz słabiej. Jednak ktoś może po 2-3 minutach go... hm... odkopał? Chyba mogę to tak ująć. Widziałam wszystko jak przez mgłę. Nie mogłam także określić, kto mnie uratował. Obudziłam się w jakimś salonie. Nerwowo usiadłam i rozglądnęłam się. 
-Spokojnie! Musisz leżeć! Ugryzienie było dość głębokie, a do tego straciłaś sporo krwi!-rozpoznałam ten głos. Rozmawiałam z kobietą, która pytała, czy coś jeszcze się stało. Rozmowę przerwał dość głośny huk. Do pomieszczenia wszedł Rey i Lyn. Nie ucieszyłam się na ich widok.  Tuż po nich obok stanął Shino. Mimowolnie wstałam i wtuliłam się w niego płacząc. Tak było zawsze w ośrodku. Jeden z opiekunów okazał się wampirem i to właśnie ja byłam jego celem. Ktoś szarpnął mnie do tyłu. Czarnowłosy był wściekły. Próbował zaatakować białowłosego, ale jakoś go zatrzymałam zwykłym pociągnięciem za koszulę. Musiało to być dość... mocne, ponieważ upadł. 
-Nie waż się go tknąć! I kto tu niby jest potworem, co?!-krzyknęłam wściekła. Trzęsłam się. Ból. Czułam okropny ból w żołądku. Upadłam na podłogę. Słyszałam jeszcze jakby odgłos... pękania? A raczej pękania porcelany.  Nie mogłam krzyczeć, ale także otworzyć ust. Dotknęłam ich opuszkami palców. Zaczęłam z przerażenia się trząść. Były zaszyte. W momencie usłyszenia dźwięku otwieranych drzwi wzdrygnęłam się. Do pomieszczenia wszedł dawny opiekun z ośrodka. Trzymał w rękach laleczkę voo-doo. Przypominała mnie, i to bardzo.
-A kogo ja widzę? Yuno, nie zmieniłaś się od naszego poprzedniego spotkania.-powiedział z uśmiechem na twarzy.
-Zakończ to, przecież to żywa istota!
-Co? To, że je, oddycha, śpi nie oznacza, że jest do końca żywa. To pijawka, w dodatku jej rodzice tknęli duszyczkę małej, uroczej Shay w ciało lalki, bo jej prawdziwe ciało zmarło lub zgniło. Jak kto woli. Byli tak zrozpaczeni, by posunąć się aż do tego. Znam ich, będą szukać swoich dzieciaków i nie zawahają się wybić demonów co do jednego, jeżeli będzie taka potrzeba.
-Także znam tamtych "ludzi". Nie chcieli, by ktoś dowiedział się o tym, iż powstała rasa przewyższająca inne.
-Oh? A o tym nie wiedziałem, mów dalej...
-Ich ojciec jest wampirem, a matka sukkubem. Przodkowie także mieli mieszaną krew, więc te wszystkie rasy skumulowały się w nich. Ale...
-Hm?
-Tylko jedno takie dziecko mogło przeżyć. Shay nie ma prawa teraz stąpać po ziemi... Oczywiście można przywrócić jej ciało, ale z tym trzeba iść do aniołów, a teraz przestań się bawić! 
-Ah, no dobrze...-mężczyzna oczyścił lalkę, a ja mogłam już mówić. Wiedziałam kim, a może raczej czym jestem. Mężczyzna wyszedł, a Lyn pomógł mi wstać, po czym zaciągnął do jakiegoś pokoju. 
-Przepraszam...-wydukałam cicho. Chłopak podszedł do mnie, objął jedną ręką a drugą uniósł mój podbródek. Delikatnie się schylił i mnie pocałował. Próbowałam go odepchnąć, ale widocznie tamto było tylko "fartem". Gdy skończył opuściłam głowę. Przeczesywał palcami moje włosy. 
-Dlatego panikowałaś, gdy wchodziłem ci do pokoju, a ty się przebierałaś, prawda? To dlatego nie chciałaś, abym cię pocałował?-przytaknęłam. Chłopak zaczął się śmiać.
-Ale durny powód... Nawet jakbyś była zombie to bym cię kochał głupku.-odparł zlizując łzy z moich policzków. Siąknęłam nosem. 
-A tak na marginesie, podobał ci się twój pierwszy całus z "bratem"?-zapytał.  Milczałam.
-Jak to? Nie podobało ci się?...
-T... to nie tak... po prostu...-nie mogłam tego powiedzieć. Pewnie by się cieszył jak głupi i znów mnie pocałował. Cała czerwona myślałam, jak to powiedzieć, do momentu, gdy chłopak delikatnie cmoknął mój lewy policzek.
-Twój burak na twarzy zdradza wszystko.-szepnął. Tuliłam go jeszcze z 30 minut po czym "mama" oznajmiła, iż ktoś zaprosił nas na hm... "poważną imprezę". Kupiła nam nawet stroje. Do momentu protestowania nic nie działo się szczególnego. Dostałam od pani Aoiki cudną sukienkę, ale czułam, że nie mogę jej przyjąć. W końcu kazała mi się w nią wbić. Utrzymywała się w bieli, a u dołu były przyszyte sztuczne kwiaty. Na moje szczęście strój miał także długie rękawy. Tyle dobrego. Znów z rumieńcem szłam powoli w stronę samochodu. 
-A co ja widzę? Moja Shay i sukienka? Gadaj, co zrobiłaś mi z siostrą!-Lyn wyglądał na zdziwionego, a potem obrócił to w żart. Moi rodzice nie mogli jechać. Praca, jak zwykle... Droga zajęła z 15 minut, po czym kierowca zatrzymał się pod wielką bramą. Przeraziłam się trochę. Pod drzwiami domu, a raczej posiadłości stał gospodarz imprezy. Arthur, dawny przyjaciel Shina z ośrodka.

piątek, 8 kwietnia 2016

Rozdział 2

Shino

Szczerze mówiąc nie spodziewałem się takiej reakcji ze strony Shay, uważa że jej brat nie żyje, ale ja jestem prawie pewien że to moja siostra. Chciałem z nią jeszcze raz na spokojnie porozmawiać ale nie było jej dziś cały dzień. Na ostatniej lekcji całkowicie nie mogłem się skupić, nie wspominałem o tym wcześniej ale jestem... wampirem. Pierwsze "oznaki" zauważyłem rok temu, od tego czasu wszystko zaczęło się nasilać. Już od kilku dni męczy mnie pragnienie ale nie chcę atakować żadnego człowieka, mimo wszystko długo tak nie pociągnę. Gdy zadzwonił dzwonek przy wyjściu ktoś mnie pchnął i wpadłem na Rey'a
- Sorry - powiedziałem odwracając wzrok, chłopak tylko coś mruknął - Wiesz może co z Shay? - nawet nie wiem czemu go o to spytałem, ponownie spojrzał na mnie obojętnie
- A niby czemu miałbym wiedzieć?
- Etto... Widziałem jak rozmawiacie więc myślałem że się przyjaźnicie...
- To że z kimś rozmawiam to nie oznacza że jesteśmy przyjaciółmi... Jeżeli nie przyszła to znaczy że po prostu nie mogła - odparł
- Racja - odparłem lekko zakłopotany. Oddaliłem się i resztę dnia spędziłem w bibliotece, w domu i tak nikt na mnie nie czeka gdyż rodzice wiecznie są w pracy. Około godziny 17 musiałem wyjść ze szkoły ale się jeszcze trochę włóczyłem po mieście. Przy uliczce stała jakaś brunetka, może odrobinę młodsza ode mnie czułem od niej krew co tylko sprawiło że moje pragnienie zrobiło się 3 razy mocniejsze. Momentalnie mnie zaczęła boleć głowa, przyłożyłem dłoń do czoła i opierając się o ścianę usiadłem na ziemi
- Wszystko w porządku? - spytała dziewczyna i podeszła bliżej mnie. W końcu moje pragnienie wzięło górę, wstałem i szarpnąłem dziewczynę wzdłuż zaciemnionej uliczki. Przyszpiliłem ją do ściany, zasłoniłem usta dłonią i odsłoniłem jej szyję
- Krew... - powiedziałem sam do siebie. Miałem ją już ugryźć gdy w ostatnim momencie zauważyłem błękitną ognistą kulę lecącą w moim kierunku i odskoczyłem od dziewczyny by uniknąć ataku. Dziewczyna z przerażeniem w oczach uciekła
- Ładny unik - usłyszałem po chwili. Rozpoznawałem ten głos. Odwróciłem się, kilka metrów dalej stał Rey, lecz tym razem miał lisie szare uszy i ogon - W życiu bym nie pomyślał że ktoś taki jak ty może być cholerną pijawką - oznajmił próbowałem go zaatakować lecz ten w ułamku sekundy zrobił unik i powalił mnie na ziemię - Jak widzę znalazł się kolejny wampir który uznał że nie będzie pił ludzkiej krwi apotem się dziwi że świruje - dodał przytrzymując mnie że nie mogłem się ruszyć- Tym razem ci pomogę ale następnym razem panuj nad swoim pragnieniem - powiedział po czym przygryzł swoją wargę i pocałował mnie by jego krew spłynęła do moich ust - Ze względu że jestem demonem ta dawka powinna ci na trochę wystarczyć - oznajmił wycierając krew ze swoich ust. Nie miałem pojęcia co powiedzieć ale poczułem że się zacząłem czerwienić. Wystarczyło że się odrobinę zamyśliłem i już nie było Rey'a w pobliżu. Powoli udałem się w stronę mojego domu, w dalszym ciągu rodzice jeszcze nie wrócili z pracy, poszedłem do mojego pokoju i usiadłem na łóżku. Dlaczego mi pomógł? Dlaczego dał mi swojej krwi, gdybym napił się krwi tej dziewczyny wyszłoby na to samo więc jaki miał w tym cel? Z tego co zdążyłem zaobserwować koleś jest hetero bo się wyraźnie kleił do Shay, więc opcja że się we mnie zakochał całkowicie odpada. Następnego dnia postanowiłem że go zapytam o to co miało miejsce. Przyszedłem dziś nieco wcześniej do szkoły ale jak się okazało Rey też już był
- Rey - podszedłem do niego a on spojrzał na mnie w taki sam obojętny sposób - Etto... Czemu mi wczoraj pomogłeś, to w sumie nie miało żadnego związku z tobą
- Prawda nie miało... Z resztą już bardziej chciałem pomóc tej biednej dziewczynie żeby nie stała się ofiarą pijawki, wampir na głodzie jest w stanie zabić człowieka zanim odzyska świadomość, a tobie pomogłem przy okazji
- Aha - mruknąłem sam do siebie - Mimo wszystko dzięki i przepraszam za kłopot - dodałem
- Ta, ta, nie ma sprawy - odparł obojętnie i się oddaliłem. Nie wiem czy jest taki oziębły dla każdego czy tylko wobec mnie, w każdym razie wtedy gdy rozmawiał z Shay można powiedzieć że uśmiechał się... Dlaczego ja tak o nim rozmyślam?! Shin daj już sobie spokój, lepiej przestań teraz bo później jeszcze będziesz mieć złamane serce jak to zwykle bywa. Usiadłem w swojej ławce i czekałem na rozpoczęcie lekcji, na których i tak nie mogłem się skupić.



Shayren


Przez resztę dnia męczył mnie kaszel. Widocznie się przeziębiłam, a do tego Rey "musiał" do mnie przyjść. Jak zawsze z resztą... Lyn nie mógł mi pomóc, ponieważ nie chodził jeszcze do szkoły. Można powiedzieć, iż był typem buntownika, ale nie bił się "bo tak". Miał powód. Zawsze. Jeżeli mam być szczera, to głównie ja nim biłam. Raz był nawet bliski zabicia człowieka... Mimo wszystko go uwielbiałam, uwielbiam i pewnie będę uwielbiać. Nie miałam innych przyjaciół, prócz niego. Pamiętam dzień, gdy pierwszy raz go zobaczyłam. Obdarte, dziurawe spodnie, naciągnięta koszulka i brudne ręce.  Do teraz ma taki "imidż". Chodź muszę przyznać, że stał się poważniejszy. Czemu? Nie wiem. Długi czas po zamieszkaniu u nowych rodziców nie odzywałam się do niego. Lęk? Niepewność? Chciałabym wiedzieć, dlaczego tak było. Siedziałam na łóżku wgapiając się w sufit. Wzięłam głęboki oddech, zbliżyłam kołnierz koszuli do nosa i wdychałam upajający zapach "brata". Wszystkie jego rzeczy były przesiąknięte dziwną wonią. Nie pytałam, skąd się wzięła. Nie obchodziło mnie to. Rozciągnęłam się, po czym wygramoliłam z łóżka. Przeszłam się po domu i nikogo nie zastałam. Pewnie byli w pracy a Lyn gdzieś się szlajał. Tak jakoś zasnęło mi się na kanapie. Obudził mnie czyiś dotyk. Ktoś głaskał mnie opuszkami palców po policzku. Leniwie otworzyłam oczy.
-Gdzie byłeś?-zapytałam leniwie próbując się otrząsnąć.
-Łaziłem po mieście, jakiś facet o ciebie pytał i w mieście podobno wampir jest. Obstawiam tego Shina z twojej klasy.-odparł. Przetarłam powieki.
-Lyn... myślisz, że to może być mój brat?...
-Jakby nie patrzeć, to jesteście z rysów twarzy dość podobni. Kolor włosów, oczu... Nie no. Myślę, że tak.
-Nie wiem, ile w tym prawdy... podobno zginął...
-A może cię okłamano? Porozmawiaj z nim lepiej.
-Potem. Głowa mi pęka...
-Znowu? Dzwonić po karetkę?
-Nie trzeba... prześpię się i będzie okej.
-A z kim? Bo ja bardzo chętnie...
-Dureń!
-Słońce.
Przestałam się z nim kłócić i poczłapałam do pokoju. Obiecałam sobie, że nie będę otwierać pudełka, które zostało zaklejone na amen. Musiałam. Musiałam to zrobić. Spod łóżka wyciągnęłam rzecz i otworzyłam. Byłam w posiadaniu dość sporej ilości zdjęć z nim. Miałam także małego pluszaka, którego sprytnie i w ukryciu mi zrobił. Był to króliczek z guzikowymi oczami. Jedno stracił, nie pamiętam nawet jak. Wydaje mi się, że kiedyś nim rzuciłam w kąt i gdzieś odleciało. Z tyłu wyczułam zamek błyskawiczny. Rozpięłam go i z maskotki wypadł srebrny pierścionek z rubinem. Był spory. Przymierzyłam i okazał się idealny, ze zdjęciem jednak nie poradziłam sobie. Postanowiłam go zostawić. Znów zerknęłam na zegarek. 19:27. Zabrałam pluszaka i poszłam do kuchni zrobić mu nowe oko. Po tym wyglądał prawie jak nowy. Na drugi dzień mogłam iść do szkoły normalnie. Ciągle tuliłam maskotkę, jednak przed pierwszą lekcją ktoś mi ją wyrwał. Był to Rey.
-A to co? Miśkami się bawisz?-powiedział przez śmiech machając mi zabawką nad głową. Skakałam i machałam rękami.
-Oddaj!-krzyczałam.-O-D-D-A-J!!-powtórzyłam głośniej. Ktoś mi pomógł. Był to Shino. Widocznie się zdziwił.
-Znalazłaś go i naprawiłaś?-zapytał. Pruknęłam cicho. Podszedł do mnie i przytulił.
-Cieszę się.-szepnął i oddał mi rzecz. Był teraz WF, mimo porannych godzin usnęłam na nim. Obudziłam się u pielęgniarki, jak zawsze z resztą. Ogarnęłam się i wyszłam. Miałam specyficzną klasę, bo o profilu, gdzie uczą o demonach, wampirach i tym podobnych. Dzisiaj poruszono kwestię "krwiopijców". Nauczyciel wyjął z torby flakonik z czerwoną cieczą i otworzył go. Poczułam drażniący zapach. Dziwny impuls przeszył moje ciało, ale nie był on silny, więc go zignorowałam. Profesor przeszedł obok mnie i zwrócił uwagę na mój pierścionek.
-Skąd go masz?
-Dostałam...
-Od kogo.
-Brata.
-A wiesz, gdzie jest?
-Nie.
I na tym ostatnim się skończyło. Rey znów próbował mnie poderwać. On nie rozumie słowa "nie"?... Ktoś w pewnym momencie objął mnie ramieniem. Był to Lyn.
-Zostaw mojego kota w spokoju, gnoju.-syknął.

czwartek, 7 kwietnia 2016

Rozdział 1

Nazywam się Shino Aoiki, mam 16 lat. Moje pierwsze lata życia spędziłem w sierocińcu wraz z siostrą bliźniaczką Shay gdzie byliśmy "nękani" psychicznie przez opiekunów bo byliśmy trochę inni niż reszta dzieciaków. Gdy mieliśmy po 6 lat zostaliśmy zaadoptowani do oddzielnych rodzin, po tym nie mieliśmy żadnego kontaktu ze sobą, nawet nie wiem jak ma teraz na nazwisko ani gdzie mieszka. Siedziałem w swoim pokoju i czytałem książkę, nie miałem zbytnio co robić gdyż moi rodzice w większości przypadków są w pracy a nie jestem osobą która ma od groma przyjaciół. Od czasów gdy byłem w domu dziecka trzymałem się wyłącznie z moją siostrą a od kiedy zostaliśmy rozdzieleni byłem odludkiem, nie potrafiłem i dalej nie potrafię nawiązać długotrwałej znajomości, lecz obiecałem sobie że gdy zacznę liceum gdzie nikt mnie nie zna postaram się zmienić mimo że czarno to widzę. Ostatnio dowiedziałem się że w najbliższym czasie do sąsiedztwa ma się wprowadzić nowa rodzina, jedyne co dane mi było wiedzieć to że mają syna w moim wieku
W sobotę rano matka wymusiła na mnie żebym poszedł z nią na zakupy, czego strasznie nienawidziłem
- Możesz mi powiedzieć czemu musiałem iść?
- Chcę ci kupić trochę nowych ubrań. Nie możesz chodzić cały czas w tym samym. Przypomnij mi że trzeba będzie jeszcze zamówić mundurek do szkoły - powiedziała a ja tylko kiwnąłem głową
- Yuno? - powiedziała jakaś kobieta i podeszła do mojej przybranej matki - Ile to już lat - zaśmiała się, za kobietą stała strasznie chuda dziewczyna z białymi włosami, nie widziałem jej twarzy gdyż cały czas patrzyła się w podłogę
- Ayano, jak miło cię widzieć. Nie mieszkasz już w Anglii? - ich rozmowa toczyła się dalej a ja cały czas patrzyłem na dziewczynę, w końcu podniosła głowę, miała szkarłatne oczy, podobne do moich a na twarzy miała parę ran. Wyglądała dosyć znajomo, czy to możliwe że
- Muszę już iść, troszkę się śpieszymy. Shay, chodźmy - powiedziała, i naglę mnie tknęło... To nie możliwe, czy to była moja siostra? Ale z drugiej strony, byliśmy rozdzieleni więc nie wiedziałem do jakiej rodziny trafiła
- Shay! - powiedziałem nawet nie wiem czemu... Dziewczyna obróciła głowę w moją stronę
- Shino, chodź nie mamy całego dnia - powiedziała moja matka kończąc rozmawiać z kimś przez telefon
- J... Już idę - odparłem i podążyłem za matką. Po jakiś dwóch godzinach
- Ubierz się jakoś lepiej... Za chwilę idziemy przywitać nowych sąsiadów - oznajmiła jak tylko przekroczyliśmy próg domu. Założyłem jakąś białą koszulę i zszedłem na dół - No dobra, może być - powiedziała i wyszliśmy z domu. Przeszliśmy przez ulicę i podeszliśmy do 4 domu po prawej. Niemal od razu kobieta otworzyła drzwi, matka podarowała jej jakieś wypieki domowej roboty po czym weszliśmy do środka. Kobieta zaprosiła nas do salonu, gdzie usiedliśmy na kanapie
- Rey. Zejdź na dół sąsiedzi przyszli się przywitać - po chwili w salonie pojawił się chłopak z gęstą szarą czupryną i złotymi oczami. Nie mogłem oderwać od niego wzroku, niby niczym się nie różnił od reszty ale miał coś w sobie, z resztą od kiedy pamiętam, jak już się w kimś zakochiwałem był to zawsze facet, a on nie za bardzo wygląda na geja. Nie rozumiem całkowicie mojego sposobu zakochiwania się, nawet jeszcze nie wymieniłem z nim jednego zdania... Po prostu zawsze zakochuje się w ich wyglądzie a i tak nigdy nie mam na tyle odwagi żeby zagadać. Chłopak usiadł na kanapie i spojrzał w moją stronę, zauważył że się na niego patrzę więc odwróciłem wzrok prawdopodobnie się przy tym odrobinę rumieniąc. Mama pogadała odrobinę z sąsiadami i po jakiejś godzinie wróciliśmy do domu. Tydzień później był pierwszy dzień szkoły jak się okazało chodzę do tej samej klasy co Rey i Shay. Chciałem porozmawiać z Shay i upewnić się czy na pewno jest moją siostrą ale od razu po skończeniu pierwszej lekcji zniknęła, zacząłem ją szukać, po pewnym czasie zauważyłem ją rozmawiającą z Rey'em. Chłopak zaczął się do niej odrobinę zbliżać lecz Shay lekko go odepchnęła i poszła wzdłuż korytarza.


 Shayren

Ten buc chyba nie rozumie, że nie jestem nim zainteresowana. Dobra, może i jest dobrym kumplem, ale nie widzę go w roli swojego chłopaka. Z resztą... jeśli Lyn by wrócił byłby dym. A wraz z tym bójka. Wracając do klasy zauważyłam białowłosego faceta. Przypominał mi kogoś, ale nie jestem w stanie przypomnieć sobie jego twarzy. Ja nawet tego nie chcę. Mój brat nie żyje! Byłam tego pewna. Przechodziłam obok niego, a ten mnie zatrzymał.
-Muszę z tobą porozmawiać.-odparł.
-Niby o czym? Nie znam cię.
-Znasz, prawdopodobnie znasz. Shay, proszę cię, to ja, Shino.-powiedział. Wzdrygnęłam się i spojrzałam na niego. Co? Jak to do cholery możliwe? Spuściłam głowę.
-Nie wierzę ci! Mój brat nie żyje! Kłamiesz!-krzyknęłam i pobiegłam w stronę sali. Resztę dnia spędziłam na unikaniu go, a po zajęciach musiałam iść na badania. Na szczęście były dopiero o 19, więc spokojnie poszłam do domu. Przekroczyłam próg domu i zauważyłam opartego o ścianę Lyna, wyciągnął ręce w moją stronę, a ja jak grzeczny pies podreptałam do niego i przytuliłam. Mimowolnie do oczy napłynęły mi łzy. Chłopak był wysoki, posiadał czarne włosy i oczy. Po chwili podniósł mnie przerzucając przez ramię.
-Byłaś grzeczna, prawda?-zapytał podejrzliwie.
-Byłam! A teraz mnie puść! BAKA!-krzyknęłam waląc go pięściami w plecy. Widocznie nie przejął się tym faktem i zamknął mnie w swoim pokoju. Stwarzamy pozory tego, iż jesteśmy rodzeństwem. Kłamstwo. Tak na prawdę jesteśmy w związku, no... może nie takim prawdziwym, ale cóż. Siedziałam na łóżku i wgapiałam się w ścianę. W pewnym momencie jednak ktoś zbił szybę. Zasłoniłam twarz dłońmi, a gdy je lekko opuściłam moim oczom ukazał się Natan. Wstałam szybko i skierowałam się w stronę drzwi. Krzyczałam, żeby ktoś mnie wypuścił. Blondyn powoli podszedł do mnie.
-Coś się stało?-zapytał. Obróciłam głowę. Miał inne oczy, i był młodszy. Osunęłam się na ziemię z nerwów. Przykucnął obok, gdy to zrobił do pomieszczenia wszedł Lyn. Próbowałam się uspokoić, co przyszło z wielkim trudem. Naprawdę się bałam.
-Jak tak na ciebie patrzę, to wyglądasz jak lalka.-odparł nieznajomy. Przytaknęłam. Przerwałam im rozmowę tym, iż spadła mi filiżanka. Roztłukła się na milion kawałków, podnosząc je zraniłam się lekko. Czarnowłosy złapał mnie za nadgarstek i zaczął ssać ranę. Wyszarpałam rękę i znów zaczęłam sprzątać.
-Zostaw to, bo znów sobie coś zrobisz.-mruknął. Prychnęłam i usiadłam. Czułam się dziwnie siedząc obok blondyna.
-Jestem Simmy.-odparł i podał mi rękę.
-Shay...-szepnęłam cichutko i uścisnęłam dłoń. Wstałam w końcu i wyszłam. Lyn nie wracał, więc chciałam go poszukać. Zobaczyłam go jak kłócił się z Rey' em. Zakradłam się za nich. Złotooki widocznie to wiedział i złapał mnie. Robił to za mocno. Stanowczo za mocno.
-P... Puść.... boli....-wymamrotałam. Trochę odpuścił. Kaszlnęłam. Nachylił się.
-Kocie, całowałaś się kiedyś?-zapytał. Cała czerwona chciałam odpowiedzieć, ale "brat" mnie powstrzymał.
-Zostaw ją, pedale.-burknął.-I wypierdalaj!-skończył. Skarciłam go po wyjściu chłopaka. Wróciliśmy do jego pokoju. Blondyna już nie było, a okno było normalne. Poczułam się słabo i nogi się pode mną ugięły. Obudziłam się w nieco za dużej koszuli i getrach. Wyglądało na to, że znów zasłabłam. Zerknęłam na zegarek. 15:43. Czyli zaraz koniec zajęć. Westchnęłam i znów się położyłam.