poniedziałek, 27 czerwca 2016

Rozdział 20

Shino

Przez te wszystkie wydarzenia zupełnie zapomniałem że od dawna już nie piłem krwi, musiałem natychmiast gdzieś wyjść żeby z pragnienia nie rzucić cię na kogoś. Byłem dosyć zaskoczony bo Rey nie polazł za mną. Poszedłem w stronę jakieś ciemnej uliczki i usiadłem pod ścianą, próbowałem się uspokoić. Na dodatek od tamtego czasu nie mogę złapać kontaktu z Shiro i miałem mętlik w głowie. Spuściłem głowę i zacząłem ciężko oddychać. "Krew, czuję krew" cały czas przetaczało mi się przez głowę
- Wszystko w porządku? - usłyszałem czyiś głos, podniosłem głowę i ujrzałem mężczyznę z czarnymi włosami i błękitnymi oczami - Jesteś wampirem? - musiał zauważyć moje kły, gdy chce mi się pić, kły zaczynają robić się dłuższe. Momentalnie zasłoniłem swoje usta - Jesteś spragniony? - spytał kucając przy mnie i po chwili wysunął w moją stronę swoją rękę - Możesz się napić mojej - dodał, nie za bardzo wiedziałem czy to zrobić - No dalej, nie krępuj się - powiedział. drżącą dłonią chwyciłem jego rękę i wbiłem kły w jego przedramię. Jego krew smakowała dziwnie, nie była niedobra ale smakowała dziwnie. Wziąłem 3-4 małe łyki i przestałem. Otarłem usta z krwi i spojrzałem na chłopaka - Lepiej? - spytał na co tylko przytaknąłem
- Przepraszam, wgryzłem się chyba za głęboko
- Nic mi nie będzie - powiedział z uśmiechem - tak w ogóle to jestem Mikado Hike
- Shino Aoiki - odparłem - Dlaczego dałeś mi się napić twojej krwi?
- Widocznie bardzo jej potrzebowałeś a nie jesteś taki sam jak reszta wampirów
- To znaczy?
- Wampiry zabijają nie tylko dla pragnienia ale również dla zabawy. Ty wyglądałeś jakbyś wolał umrzeć niż kogoś zaatakować
- Skąd tak dużo wiesz o wampirach? Zwykli ludzi zazwyczaj nawet nie wiedzą o naszym istnieniu
- Tyle że ja nie jestem "zwykłym człowiekiem" Mam mieszaną krew ale głównie to jestem kotołakiem i zmieniam się w panterę - chwile jeszcze porozmawialiśmy. Minęło już trochę czasu, lepiej żebym już wracał. Wstałem z ziemi lekko się chwiejąc - Wszystko dpbrze? Jeżeli potrzebujesz możesz się jeszcze trochę napić - powiedział
- Jesteś zbyt miły Mikado. Nie potrzebuję więcej. Jeszcze raz dziękuję
- Nie ma sprawy... Jesteś może jutro zajęty? - spytał nagle
- I tak i nie. Moja siostra straciła kogoś bliskiego, twają przygotowania do pogrzebu. Wolałbym do tego czasu być przy niej tak często jak to tylko możliwe
- Rozumiem. Mimo wszystko chciałbym cię lepiej poznać, wydajesz mi się bardzo ciekawą osobą - powiedział z uśmiechem. Po chwili wyciągnął jakąś kartkę I coś na niej zapisał - To jest mój numer, jakbyś zmienił zdanie albo będziesz potrzebował trochę krwi możesz zawsze zadzwonić
- Daj spokój nie będę dzwonił do ciebie z powodu mojego "głodu". Nie wykorzystuję innych jak wodopój - odparłem biorę od niego kartkę
- To dobrze ale jak ja ci sam to proponuję to wtedy nie jest wykorzystywanie - oznajmił. Pożegnałem się z chłopakiem i wróciłem do domku letniskowego. Zastałem Rey'a w salonie, powiedział że Shay jest w swoim pokoju
- Nie poszedłeś dziś za mną?
- Myślałem że chcesz trochę prywatności. Z resztą ktoś musiał zostać z Shay gdy jest w takim stanie a ty sobie gdzieś polazłeś - naglę zapadła niezręczna cisza
- Rey, ja muszę cię o coś zapytać
- O co znowu chodzi?
- Pamiętasz to jak ci kazał dokończyć jakąś wypowiedź i powiedziałeś że mnie kochasz... Czy to była prawda? - spytałem po czym szarowłosy spojrzał na mnie. Musiałem o to zapytać, nie dawało mi to spokoju, w dalszym ciągu gdy razem uprawialiśmy seks czułem się wyłącznie jak jego zabawka
- Nie - odparł po chwili - Nie kocham cię, troszczę się o ciebie tylko dlatego bo jest to moim obowiązkiem jako chowaniec. A to że uprawialiśmy razem seks to dobrze znasz mój powód, nie jeden raz ci go powtarzałem - odparł, właśnie takiej odpowiedzi się obawiałem. Łzy zbierały mi się w oczach a serce zaczęło boleć
- W takim razie, skoro to ma w dalszym ciągu tak wyglądać... Nie chcę abyś mnie już kiedykolwiek dotykał!
- He? Chyba do końca nie przemyślałeś tego rozkazu. Nie będę mógł cię tknąć nawet jak bedziesz w niebezpieczeństwie!
- Nie obchodzi mnie to, w takim razie sam sobie poradzę!
- Nie rozśmieszaj mnie. Nie jesteś w stanie nic zrobić sam, nawet jeżeli sam coś zrobisz to tylko dzięki Shiro... Za każdym razem jak miałeś jakieś kłopoty trzeba było ratować twoją dupę! Chcesz chronić Shay a sam nie potrafisz ochronić samego siebie!
- Zamknij się! - krzyknąłem i poszedłem do swojego pokoju. Jeszcze mu pokaże że sam potrafię o siebie zadbać, nie potrzebuję go! Jak się uspokoiłem wyszedłem z pokoju akurat się złożyło że napotkałem siostrę
- Wszystko w porządku? Słyszałam kłótnię - powiedziała siostra
- To ja powinienem zapytać czy wszystko w porządku
- Wolałabym zostać sama. Przepraszam
- Rozumiem - odparła i poszliśmy w dwóch przeciwnych kierunkach. Muszę znaleźć sposób żeby stać się silniejszy. Nie mogę cały czas polegać na innych. W salonie siedziała Lili i oglądała jakąś bajkę, postanowiłem jej nie przeszkadzać i poszedłem do kuchni. Zauważyłem że w lodówce została jeszcze jedna kremówka, Shay bardzo je lubi, może jej to nie poprawi humoru ale pewnie chętnie ją zje. Wziąłem kremówkę z lodówki i kierowałem się stronę pokoju Shay. Gdy już byłem blisko drzwi usłyszałem głos Rey'a dochodzący z jej pokoju, położyłem kremówkę na komodzie i podszedłem bliżej drzwi... Nic teraz nie było słychać więc wszedłem do środka. Moim oczom ukazał się widok Shay całującej się z Rey'em. Zaniemówiłem, nie wiedziałem co mam powiedzieć
- Shino, ja ci wszystko wyjaśnię - powiedziała siostra nerwowo. Nie mogłem tu dłużej zostać, odwróciłem się i zacząłem iść w stronę wyjścia, Shay pobiegła za mną i mnie zatrzymała
- Powiedziałaś że będziesz mi o wszystkim mówić - powiedziałem ciszej
- Przepraszam, nie miałam za bardzo okazji ci o tym powiedzieć bo... - nie zdążyła dokończyć jak pojawił się za nią Rey
- Shay możesz zostawić nas samych ? - spytał szarowłosy, siostra niechętnie to zrobiła - Nie powinieneś mieć żadnych pretensji do tego że teraz jestem z Shay. Zgodziła się z własnej woli, poza tym czy nie mówiłeś przypadkiem że chcesz żeby Shay była szczęśliwa - powiedział, nie miałem pojęcia co odpowiedzieć
- Skoro jesteś z nią... Nie waż się mnie dotykać... Nigdy więcej- potrafiłem tylko to wykrztusić. Widziałem że Shay nas podsłuchuje więc nie chciałem się na niego drzeć - Shay, wychodzę się przejść... Muszę to wszystko przemyśleć i sobie poukładać, mogę wrócić późno - oznajmiłem wyszedłem z domu. Dokładnie nie wiem gdzie szedłem, nawet chyba się zgubiłem, dotarłem do jakiegoś placu z fontanną, usiadłem na jednej z ławek i bezczynnie wpatrywałem się w strumienia wody. Dlaczego to wszystko mnie tak strasznie boli? To że powiedział że mnie nie kocha byłem w stanie to jeszcze przyjąć ale ten fakt że teraz jest z Shya... Przecież wolał ją od samego początku więc czemu czuję się taki "rozczarowany"? kilka łez popłynęło mi po policzku wtedy ktoś do mnie odszedł i podał mi chusteczkę. Jak się okazało był  to ten sam chłopak którego spotkałem rano
- Co się stało? - spytał zatroskanym głosem
- To nic wielkiego... Po prostu mały zawód miłosny
- Chyba nie aż taki mały skoro aż płaczesz
- W... Wcale nie płaczę...
- Oczywiście... Może wpadniesz do mnie na małą herbatę? Może to nie sprawi że twój problem zniknie ale mam nadzieję że chodź odrobinę poprawi ci humor - zaproponował, nawet nie wiem dlaczego ale się zgodziłem, Mieszkał niedaleko tego placu, sama droga nie trwała dłużej niż 10 minut
- Często zapraszasz nieznajomych na herbatę
- Tylko ciebie... A poza tym, nie jesteśmy już nieznajomymi bo się poznaliśmy, z resztą jak mówiłem wydajesz mi się bardzo ciekawą osobą - powiedział nalewając wodę do czajnika
- To mieszkanie nie jest za duże... Mieszkasz sam?
- Tak, jakiś czas temu postanowiłem się wyprowadzić od rodziców ... Słodzisz?
- E? A tak, dwie łyżeczki - odparłem, czarnowłosy po chwili przyniósł dwie filiżanki i jeną położył na przeciwko mnie, znowu odrobinę odleciałem myślami chłopak mnie szturchnął
- Znowu myślisz o tym? Posłuchaj jeżeli ten ktoś cię wystawił to znaczy że po prostu nie jesteście sobie pisani... Wiem że tym nie pomagam ale taka jest prawda - powiedział, przytaknąłem i wziąłem łyk herbaty
- Interesujący smak... - mruknąłem
- Smakuje ci?
- Tak... Jeszcze nigdy takiej nie piłem, z czym ona jest
- To... Taki mały rodzinny sekret - oznajmił z uśmiechem, wolałem w to nie wnikać.Chłopak zaczął się powoli do mnie przybliżać, zacząłem się czuć odrobinę dziwnie. Mikado coraz bardziej przybliżałał swoją twarz do mojej aż dzwieliły nas milimetry, gwałtownie odskoczyłem prawie spadając z krzesła. Niebieskooki wstał z krzesła i pochylił się nade mną i podniusł lekko mój podbródek ku górze - Nie musisz się niczego obawiać Shino... Mogę sprawić że przestaniesz myśleć o tym kimś kto cie skrzywdził - powiedział uwodzicielsko po czym mnie pocałował. Moje serce momentalnie zaczęło bić szybciej. Czarnowłosy nie zaprzrstawał na jednym buziaku, jego pocałunki stawały się coraz namiętniejsze, z jakiegoś powodu wcale mi to nie przeszkadzało a w prost przeciwnie, nie chciałem żeby przestawał. Gdy się odsunął złapał mnie za rękę i zaciągnął do pokoju obok. Przyszpilił mnie do ściany i ponownie zaczął całować jednocześnie rozpinając moją koszulę. Po chwili przenieśliśmy się na łóżko i zaczął rozpinać moje spodnie. Zaczął całą moją klatkę piersiową obkładać malinkami. Praktycznie w ogóle się nie znamy więc dlaczego nie mam żadnych oporów i pozwalam mu to wszystko robić? Po chwili poczółem jakby coś się zaciskało wokół mojego ciała, jakby sznury aż w końcu sam nie mogłem się ruszyć - Czyżby zapomniał wspomnieć że jestem w połowie czarodziejem? - powiedział naglę - Lepiej się nie wierć bo te niewidzialne sznury mogą się bardziej zasinąć - oznajmił i kontynuował rozbieranie mnie. Jak już byliśmy obaj całkiem nadzy wszedł we mnie gwałtownie bez żadnego przygotowania - wybacz jeżeli bez ostrzeżenia zmienię kształt - powiedział z uśmieszkim. Nie wiedziałem o czym mówi gdy po chwili pojawiły się u niego uszy pantery i ogon. Jego część będąca we mnie również "zmieniła się", jakby urósł, było to strasznie dziwne uczucie. Co chwilę pojękiwałem a momentami czułem jak niewidzialne liny się zaciskały a chłopak czasem przygryzał moją skórę w okolicach klatki piersiowej - Znudziła mi się ta pozycja - powiedział i się podnoósł, jakaś siła mnie pociągnęła do pozycji kleczącej. Czarnowłosy klęknął za mną i przycisnął mnie do siebie. W tej pozycji kontynuował poprzednią czynność. Jedną ręką delikatnie podtrzymywał mój podbródek a drugą obejmował mnie w talji. Chłopak znowu przygryzał moją skórę tyle tym razem zna karku. W pewnym momencie nie czułem że dłużej nie wytrzymam ale nie mogłem dojść
- Ja... zaraz... - wydukałem z ciężko oddech
- Nie dochodź puki ja tego nie zrobię
- N... nie wytrzymam...
- Z pomocą moich czarów wytrzymasz - powiedział, nie widziałem teraz jego twarzy ale zapewne się uśmiechnął. Po jakimś czasie doszliśmy w tym samym czasie, niewidzialne węzły puściły a ja bezwładnie opadłem na materac. Po chwili zauważyłem jak czarnowłosy robi zdjęcie aparatem
- Co ty... robisz - W dalszym ciągu nie mogłem unormować oddech
- Masz taki uroczy wyraz twarzy że aż musiałem - oznajmił uśmiechając się - Cieszę się że dzięki mnie mogłeś poczuć się dobrze - powiedział i pocałował mnie w czoło. Po chwili oczy same mi się zamknęły i zasnąłem. Gdy się obudziłem Mikado siedział na fotelu niedaleko łóżka i czytał jakąś książkę. Gdy zauważył że się obudziłem uśmiechnął się w moją stronę
- Ile spałem?
- Jakieś dwie godziny - oznajmił gdy nagle telefon błekitnookiego zaczął dzwonić - wybacz musze odebrać. Poskładałem ci ubrania są na krześle obok - powiedział i wyszedł z telefonem do innego pomieszczenia. Akurat kończyłem się ubierać jak czarnowłosy wrócił do pokoju. Ledwo się trzymałem na nogach więc ponownie usiadłem na materacu, nawet ta czynność teraz nie należała do przyjemnych zważając na to co się wcześniej stało
- To takie dziwne - mruknąłem nawet nie wiem czemu
- Hę?
- uprawialiśmy z seksu z kimś kogo znasz zaledwie dzień
- Wierzysz w miłość od pierwszwgo wejrzenia? - spytał a z jego twarzy nie schodził uśmiech - Ja nie wierzyłem do puki nie spodkać em ciebie. Wiem że ten tekst może brzmi dantetnie ale to prawda - podszedł do mnie i przyłożył dłoń do mojego policzka - Kocham cię Shino - dodał po chwili i mnie pocałował. Zaczęło robić się ciemno więc musiałem iść. Chłopak wytłumaczył mi drogę na najbliży przystanek z którego będę w stanie wrócić do domu - poczekaj chwilę - Mikado jeszcze mnie zatrzymał kiedy już byłem przy drzwiach frontowych - Interesuję się fotografią, chciałem zapytać czy mógłbyś zrobić ci kiedyś parę zdjęć
- Nie jestem zbytnio fotogeniczny ale mogę się zgodzić
- Naprawdę? Dzięki, poświęcę wystarczająco dużo uwagi każdemu miejscu - powiedział i chyba zrozumiałem o czym mówi, przez co zrobiłem się cały czerwony. Chłopak sie cicho zaśmiał i ponownie pocałował. Pożegnałem się z błekitnookim i wyszedłem, ledwo zdążyłem na autobus, dobrze że nie było kontroli biletów bo żadnego przy sobie nie miałem. Niestety autobus zatrzymywał się "odrobinę" dalej od naszego domku letniskowego. Jak tylko wszedłem do domu podbiegła do mnie Lily, zaciągnęła mnie pospiesznie do salonu gdzie leżała Shay półprzytomna. Podszedłem bliżej siostry i zauważyłem przy kanapie parę pustych butelek po winie
- Shay, słyszysz mnie?! - przykucnąłem przy siostrze a ta lekko otworzyła oczy i od razu zaszły one łzami. Z płaczem rzuciła się na moją szyję i zaczęła szlochać coś o tym że jest beznadziejną siostrą - Wcale tak nie jest. Jeżeli on woli ciebie to w porządku, ale niech ten dupek cię skrzywdzi to nie ręczę za siebie. Gdzie on w ogóle jest?
- Powiedział że ma coś do załatwienia i wyszedł jakąś godzinę po tobie... Shino... Czuję od ciebie jakiś nieznany zapach - oznajmiła gdy naglę do domu wszedł szarowłosy. Na jego widok nie wiem czemu odczuwałem ogromny gniew. Odruchowo chwyciłem książkę ze stołu i rzuciłem w jego stronę, o mało nie uderzyła go w głowę
- Ty nieodpowiedzialny gnojku, jak mogłeś zostawić Shay samą w takim stanie!
- Odezwał się... Ty też sobie gdzieś polazłeś
- Ale ty teraz jesteś jej chłopakiem o ile się nie mylę! - zacząłem się na niego wydzierać co go dosyć zaskoczyło, bo była to nowość
- Shino... Co się stało? Zachowujesz się inaczej - powiedziała Shay
- Jestem po prostu odrobinę rozdrażniony... Chodź pomogę ci w przejściu do twojego pokoju...


 Shayren


Po 15 butelce przestałam je już liczyć. Nigdy nie sądziłam, że mam aż tak dużą tolerancję alkoholu... Shino zaprowadził mnie do mojego pokoju, po czym dosłownie rzuciłam się na łóżko i zasnęłam. Obudzenie się nie było przyjemne, ponieważ czułam naprawdę potężny ból głowy. Wstając prawie się przewróciłam, więc skończyło się na tym, iż siedziałam i próbowałam złapać "ostrość". Mruczałam coś niezrozumiale pod nosem i w końcu się podniosłam. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się. Poczłapałam w stronę kuchni i nalałam sobie wody do szklanki. Było ode mnie jeszcze czuć alkohol. Skrzywiłam się lekko. Znowu nabrałam ochoty na "kogoś", ale starałam się to powstrzymać. Stałam i walczyłam z tym. Jak mnie to irytowało... Poddenerwowana nadal przebywałam w kuchni, a do tego dostałam czkawki... Ręce zaczęły mi drżeć. Przebrałam się w czarne legginsy, bluzę z kapturem w tym samym kolorze i granatowe trampki. Instynktownie poszłam w stronę cmentarzu i odnalazłam grób, który stworzono 2 dni temu. Poczułam dziwny impuls, który mówił mi, bym wykopała nieboszczyka. Postanowiłam jednak zaczekać na zmierzch, a gdy ten nadszedł wzięłam się do kopania. Gdy już wyciągnęłam trumnę usłyszałam, jak ktoś na mnie krzyczy.
-Ej! Co ty robisz?!
Spojrzałam w stronę mężczyzny, który miał na sobie garnitur i czerwony krawat. Szybko wstałam. Chłopak przystanął i przyglądnął mi się.
-Ty... ty jesteś ghoulem?! Zostaw mojego brata, a weź mnie!-krzyknął.
Znów jakiś impuls przeszył mi ciało. Usiadłam na ziemi i zaczęłam ciężko dyszeć. Czułam, że nie wytrzymam długo i w końcu się na niego rzucę. Ten jednak jak gdyby nigdy nic klęknął przy mnie. Miał bardzo piękne, niebieskie oczy. Wyciągnęłam dłoń w stronę jego twarzy, ale szybko ją cofnęłam.
-No dalej. Nie czuję bólu, więc nic mi się nie stanie.
W końcu nie wytrzymałam i powaliłam chłopaka na ziemię. Uśmiechnęłam się psychicznie, ale on patrzył na mnie jakby widział przed sobą coś pięknego. Prychnęłam i wsadziłam dwa palce do jego oczodołu. Rzeczywiście, nie krzyczał. Nawet się nie skrzywił. Wzięłam oko do ręki. Miało cudowny, żywy kolor. Wyciągnęłam język, i położyłam je na nim. Powoli je przegryzłam. Smakowało naprawdę dobrze... Oblizałam się i spojrzałam na niego. Patrzył na mnie, nadal. Mimo, iż doprowadziłam do jego połowicznej ślepoty.
-Dlaczego się tak na mnie patrzysz?-zapytałam pochylając się.
-Bo jesteś piękna.
-Jak potwór może być piękny? Wydrapałam ci oko, gdybyś nie zauważył.
-Możesz mnie nawet zabić, jeżeli by cię to uszczęśliwiło.
Wstałam, wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam po karetkę.
-Powinien cię obejrzeć lekarz...-syknęłam i szybko się oddaliłam.
Po powrocie aż huczało od wiadomości o mnie. No nieźle... Przeciągnęłam się, ekspresowo przebrałam i weszłam do pokoju Rey'a. Siedział na łóżku i słuchał muzyki. Bez głośnie się do niego zakradłam i rzuciłam mu na szyję. Wydobył z siebie krzyk.
-Co?! Shay?! Nie strasz mnie tak!...-wydukał nieco czerwony ze złości.
Usiadłam na nogach i zrobiłam słodką minkę.
-Masz zamiar na mnie nakrzyczeeeć?...
-Egh... jasne, że nie...
Chłopak wstał i przyciągnął mnie do siebie. Mimo, iż się z nim szarpałam, to ten zrobił mi malinkę na dekolcie. Czerwona zakryłam się i zaczęłam na niego krzyczeć.
-Ty chory zboczeńcu!
Nie ruszyło go to jednak i zatrzasnął mnie w swoich objęciach. Byłam strasznie niska, więc sięgałam mu czubkiem głowy gdzieś do 3 żebra od dołu. Do tego przestał pachnieć Shinem i to dość szybko.
-Jesteś moją peereeełką- odparł cicho.
Zmusił mnie, bym spała z nim w jednym łóżku. Niechętnie się położyłam, ale o dziwo szybko zasnęłam. Rano nikogo nie zastałam. Obudziło mnie wściekłe dzwonienie do drzwi. Niemrawo poszłam je otworzyć.
-Oh! Tak myślałem, że tutaj cię znajdę!
Był to ten sam chłopak, któremu wyrwałam oko, ale jak widać nic mu nie było...
-Ja... ja bardzo cię przepraszam... za ten atak...
-Hn? Nie masz o co się martwić. Po kilku godzinach braki w ciele się uzupełniają.
Uśmiechnął się wskazując na oko. Osłupiałam.
-Chciałem cię także zapytać o imię. Uważam, że jesteś naprawdę piękna...

wtorek, 21 czerwca 2016

Rozdział 19

Shino

Shay nie wróciła na noc więc zacząłem się martwić, nie odbierała również telefonu. Skontaktowałem się z Kyo z myślą że może była u niego ale czerwonowłosy powiedział że jej nie widział. Nie mogłem czekać, co jeżeli coś się jej stało? Poprosiłem Rey'a żeby pomógł mi jej szukać, z jego lisimi płomieniami będzie to o wiele łatwiejsze. Po jakieś godzinie znaliśmy już prawdopodobne miejsce pobytu Shay, od razu się tam udaliśmy
- Wyczuwam dosyć dziwną energię z tego miejsca - oznajmił złotooki jak już byliśmy pod dość wielką rezydencją - Lepiej się ode mnie nie oddalaj - dodał po chwili. Pewne drzwi po boku były uchylone co było dosyć dziwne. Jak się okazało były do drzwi które prowadziły do wielkiej kuchni lecz nikogo w środku nie było. Na blacie leżała tylko jakaś gruba książka zatytułowana "Księga tysiąca baśni", było to dość zastanawiające dlaczego książka z bajkami leży w kuchni. Po chwili książka sama się otworzyła i przekartkowało na ja jakąś stronę, litery na tej stronie się świeciły na błękitno po czym dostałem zawrotów głowy i zemdlałem. Gdy się ocknąłem nie byłem już w tej kuchni tylko leżałem na jakiejś polanie, rozejrzałem się ale nigdzie nie widziałem Rey'a
- Shiro... Co się stało? - powiedziałem ledwo się podnosząc z podłogi - Shiro? - powtórzyłem bo nie odpowiadał
~ Shino słyszysz mnie?
- Tak. Co się właściwie stało?
~ Ta księga była zaczarowana... Ktoś zastawił pułapkę na nieproszonych gości... Nie jestem pewny ale przeniosło nas do innego wymiaru
- Rey też...?
~ Chyba tak, ale musiał wylądować w innym miejscu. Mimo że jest twoim chowańcem i łatwo może się wyczuć to w tym wymiarze może to nie być takie proste... Dominuje tu sporo obcej energii co ogranicza moce istot z innych światów, więc w każdej chwili mogę stracić z tobą łączność - oznajmił
- Jak możemy się stąd wydostać?
~ Prawdopodobnie przez portal ale nie jestem pewny czy Rey będzie w stanie go otworzyć... Ale... - nie dokończył
- "Ale" co? Shiro... Shiro?! - No tak powiedział że w każdej chwili może stracić ze mną łączność
- Do kogo ty cholera gadasz? - usłyszałem czyiś żeński głos ale nikogo wokół nie wiedziałem - Na dole! - spojrzałem w dół i ujrzałem kobietę siedzącą na kwiatku która miała zaledwie 5 cm... Skoro jestem "uwięziony" w "księdze tysiąca baśni" to chyba musi być Calineczka - No na co się tak gapisz?! Po za tym nie zaszkodziło by ci powiedzieć głupie "przepraszam" o mało mnie nie zgniotłeś jak tu spadłeś!
- P...Przepraszam... Wiesz może jak mogę się stąd wydostać?
- A bo ja wiem? Poza tym po co miałabym pomagać komuś kto gada sam do siebie, pewnie jesteś jakimś świrem - powiedziała, zeszła z kwiatka na którym siedziała i zniknęła gdzieś w wysokiej trawie. Nie minęło nawet parę minut jak niebo się zachmurzyło i zaczęło grzmieć więc poszedłem szukać jakiegoś schronienia przed deszczem.Zaczynało grzmieć coraz bardziej, po dłuższym czasie w końcu trafiłem na jakąś drewnianą chatkę. Drzwi były uchylone więc podszedłem
- Halo! Jest tu kto? - zawołem poprzednio pukając w futrynę, powoli wszedłem do pomieszczenia, moim oczom ukazała się scena jak z jakiegoś horroru. Na ziemi leżały zmasakrowane zwłoki dziewczyny z blond włosami. Po chwili spojrzałem na stół, był nakryty dla trzech osób... Od razu skojarzyła mi się bajka o Złotowłosej i trzech niedźwiedziach, nie pamiętam tej bajki najlepiej ale raczej nie taki był jej koniec. Naglę zauważyłem jak z jednego z pokoi wyczołgiwała się wielka postać... Był to jeden z niedźwiedzi, raczej nie ucieszył się zbytnio na mój widok, zaczął wydawać nieprzyjazne dźwięki zbliżając się w moją stronę. Wybiegłem z chatki lecz po chwili zwierzę ruszyło za mną. Już po mnie, nie ma szans żebym był w stanie uciec przed niedźwiedziem, oczywiście znając mojego pecha podknąłem się o coś i upadłem. Niedźwiedź był już za blisko, straciłem już wszelką nadzieję na przeżycie, gdy nagle w zwierze uderzyły błękitne płomienie
- Gdzie tylko się ruszysz masz jakieś kłopoty - usłyszałem głos Rey'a za swoimi plecami. Momentalnie wstałem i się obruciłem. Ubrania szarowłosego w niektórych miejscach były poprzecinane a na prawem policzku widniała świerza rana
- Co ci się stało?
- Byłbym wcześniej ale zostałem zaatakowany przez 40 rozujników...
- Ci od Alibaby?
- Tak... W tym wymiarze moje moce odrobinę wariują i nie mogę utrzymać ludzkiej formy - powiedział i dopiero po tym zauwarzyłem u niego lisie uszy i ogon, widziałem je u niego tylko raz - Pomimo że moje moce są ograniczone w tym świecie szybko udało mi się z nimi rozprawić... - dodał a ja nie wiem czemu cały czas patrzyłem się na uszy złorookiego - Na co się tak gapisz? - burknął
- Po prostu pomyślałem że wyglądasz uroczo w tych uszach
- Nigdy więcej nie nazywaj mnie uroczym - syknął - Chodź, musimy znaleźć sposób żeby się stąd wydostać, nie jestem w stanie otworzyć tu portalu - dodał zupełnie jakby koniecznie chciał zmienić temat. Nie wiedzieliśmy gdzie powinniśmy iść , więc poszliśmy w losowym kierunku - Lepiej się mnie trzymaj blisko, nawet te "dobre" postacie nie są przyjaźnie nastawione - Starałem się nie oddalać od szarowłosego. Po jakimś czasie trafiliśmy na dziewczynkę idącą przez las, po uborze wywnioskowałem że to Czerwony Kapturek. Wyglądała za niewinnie, nie może być groźna
- Przepraszam dziewczynko - powiedziałem podchodząc w jej stronę
- Shino o czym ci mówiłem! - burnął I poszedł za mną żeby mnie zatrzymać
- Wilk! - krzyknęła dziewczynka, wyciągnęła z koszyka gaz łzawiący i psiknęła Rey'owi prosto w oczy
- Tak praktycznie to lis - powiedziałem sam do siebie
- Ty mała smarkulo! - krzyknął przecierając oczy i po chwili w jego drugiej ręce pojawiły się płomienia
- Rey, będziesz atakować dziecko? - spytałem karcącym tonem głosu
- Dziecko?! - krzyknęła i kopnęła mnie w goleń i uciekła, jak na małą dziewczynkę ma bardzo dużo siły
- Mówiłem ci coś żebyś się trzymał mnie! To że coś tu wygląda niewinnie to nie znaczy że takie jest! - Jeszcze przez parę minut prawił mi kazania, potem ruszyliśmy dalej. Nagle robiło się coraz ciemniej więc zaczęliśmy się rozglądać za jakimś schronieniem na noc. Jedyne na co trafiliśmy to jakaś jaskinia. Rey wszedł dalej żeby sprawdzić czy nie ma jakiegoś niebezpieczeństwa, po kilku minutach wrócił
- Wszystko ok?
- Tak... Był tylko jakiś smok
- To lepiej poszukajmy innego miejsca
- Powiedziałem "był"
- Zabiłeś go?!
- Może... - nie miałem już siły na dyskusje więc się nie odzywałem. Usiadłem pod ścianą zamykając oczy, po chwili poczułem jakiś materiał na moich kolanach. Gdy otworzyłem oczy okazało się że to była bluza Rey'a - W nocy może być chłodno - powiedział rozglądając się czy na pewno nam nie będzie groziło jeżeli tu zostaniemy na noc
- A ty?
- Jestem demonem, nic mi nie będzie - oznajmił siadając niedaleko ode mnie
- Rey...
- Hmm...?
- Dziękuję że się tak o mnie troszczysz
- Taa... - mruknął odwracając wzrok. Przybliżyłem się do Złotookiego i go pocałowałem w policzek - Próbujesz mnie sprowokować? - powiedział z uśmieszkiem
- Jakie "sprowokować"... To był pocałunek na dobranoc... - Oczywiście ten myśli tylko o jednym. Zanim się zorientowałem chłopak przyłożył dłoń do mojego policzka i pocałował mnie w usta
- Tak się to robi, w policzki całują się tylko dzieciaki - oznajmił po czym jego dłoń przeniosła się znacznie niżej - Tylko cię tam dotknąłem a ty już masz erekcję. Aż tak na ciebie działam? A może też masz na to ochotę - powiedział i zaczął rozpinać moje spodnie, odtrąciłem jego rękę będąc cały czerwony
- Nie możemy tego tutaj robić...
- Bo...?
- Bo coś w każdej chwili może nas zaatakować! Dobrze wiesz że to nie najlepszy moment na seks!
- No wiem i co z tego... - powiedział i znowu zaczął się do mnie dobierać
- Rey. Powiedziedziałem coś! Nie będziemy teraz "tego" robić - powiedziałem i szarowłosy nie miał innego wyboru
- Cholerna moc słowa... - burknął pod nosem. Po chwili ciszy zamknąłem oczy i oparłem głowę o jego ramię - Ej, nie jestem poduszką... - syknął ale udawałem że śpię, koniec końców zostałem w tej pozycji bo Rey mnie nie przesunął. Rano obudziliśmy się mniej więcej w tym samym czasie, Ruszyliśmy dalej gdy po chwili usłyszałem znajomy głos, jakby głos Shay. Zatrzymałem się i zacząłem się rozglądać - Shino, masz się trzymać mnie, znowu w coś się wpakujesz - warknął szarowłosy podchodząc do mnie
- Chyba słyszałem Shay - odparłem po czym chwile później zobaczyłem ją między drzewami z jakiś obcym facetem
- Całe szczęście, nic wam nie jest - odetchnęła z ulgą
- Gdyby nie ja to twojego braciszka już dawno by tu nie było - burknął
- Kim on jest? - spytałem patrząc na mężczyznę który stał za siostrą
- To Shibo, mój strażnik
- To odrobinę moja wina że tu się znaleźliście, zastawiłem tą pułapkę na intruzów
- Martwiliśmy się bo zniknęłaś bez śladu i nie odbierałaś telefonu. Lisie płomienie Rey'a doprowadziły nas do tamtego domu
- No tak powinnam was poinformować ale tak źle się czułam że nawet o tym nie myślałam
- Pogadamy jak się stąd wydostaniemy - syknął złotooki
- Musimy iść do Białego Królika, jako jedyny jest w tym świecie wytworzyć portal - oznajmił Shibo. Wszyscy ruszyliśmy za czerwonowłosym, Zanim dotarliśmy do celu minęły chyba 2 godziny. Naszym oczom ukazał się mężczyzna z białymi włosami, króliczymi uszami, w okrągłych okularach i w staromodnych ubraniach a na szyi zwisał mu dość spory zegarek. Siedział przy dość sporym stole popijając herbatkę
- Oh, myślałem że to ktoś inny. Zawsze każą na siebie czekać... To wszystko przez tego Kapelusznika
- Musimy się dostać do swojego świata, mógłbyś otworzyć nam portal?
- A co ja z tego będę miał... Nic tylko każdy mnie o coś prosi, a czy później się odpłacają? Nie! - w tym momencie Shibo rzucił na stół niewielką sakiewkę
- Tyle wystarczy? - spytał po czym białowłosy niepewnie wziął do ręki woreczek i spojrzał do środka
- Myślę że się dogadamy - powiedział z uśmiechem i wstał z krzesła - W takim razie do jakiego świata chcecie się dostać
- Do świata ludzi - odparł czerwonowłosy... Królik podszedł do pierwszego lepszego drzewa i tupnął przy nim nogą, pod  drzewem pojawiła się dość spora dziura
- Miłej podróży - powiedział i zasiadł z powrotem do stołu. Wszyscy po kolei wskoczyliśmy do dziury.



 Shayren


Przede mną wskoczył Rey, co nie było zbyt... hm... dobrym pomysłem. Przez to uderzyłam w niego. Przewróciliśmy się i leżeliśmy na ziemi. W porę udało mi się ogarnąć i wstać. Shin nie zdążył nic zobaczyć. Shibo odprowadził nas do domku letniskowego, pożegnał się i znikł. Chciałam już wejść, ale powstrzymała mnie babcia Kyo. Była ubrana na czarno i zapłakana. Ciągle ocierała łzy.
-Shay! Boże, Shay! Nieszczęście!!-krzyczała zdruzgotana.
Zaprosiłam ją do środka i zaparzyłam herbatę. Kobieta nadal nie mogła dojść do siebie. Usiadłam obok.
-Niech mi pani powie, co się stało?-zapytałam.
Spojrzała na mnie wzrokiem "nie chciałabyś tego wiedzieć...". Przełknęłam ślinę.
-Kyo... zabili...-nie dokończyła jak wybuchnęła jeszcze większym płaczem.
Osłupiałam. Co? Jak to? Kyo?... Kyo nie żyje?... Ale dlaczego? Kto mógł to zrobić? Miał przecież geny bestii, więc jakim cudem?... Czułam, jakby moje serce rozpadło się na kilkaset kawałków. Ból, który czułam był nie do opisania. W tamtym momencie siedziałam z wyprostowanymi plecami. Nie mogłam opanować łez, które strumieniem lały się z moich oczu. Kobieta wręczyła mi jeszcze zaproszenie na pogrzeb, przytuliła i odeszła. Ściskałam w dłoni czarną kopertę. Drżałam. Chciałam znaleźć tego, który mu to zrobił i wytargać wszystkie żyły. Wróciłam do salonu, położyłam się na kanapie i schowałam twarz w poduszce. Nagle ktoś szturchnął mnie w ramię. Podniosłam głowę i zauważyłam Lily.
-Panienka Shayren? Coś się stało?-zapytała nieco zatroskanym głosem.
Uśmiechnęłam się i potrząsnęłam głową.
-To tylko zmęczenie...
Dziewczynka po chwili zauważyła kopertę i ją zabrała. Nie dałam rady jej dogonić, więc kartkę czytał Rey. Gdy skończył spojrzał na mnie nieco zdumiony. Nie chciałam na niego patrzeć. Przed oczami ciągle miałam twarz Kyo. Myślałam, że zaraz wybuchnę. Z szarowłosym i Shinem poszłam na uroczystość, ale nawet nie zerknęłam na trumnę. Za dużo bólu... Brat po powrocie oznajmił, że ma coś do zrobienia. Siedziałam na kanapie z Rey' em. Chłopak po chwili przyciągnął mnie do siebie, przytulił i pocałował.
-Pamiętasz, jak cię cmoknąłem? Byłaś czerwona jak burak.-zaśmiał się.
Teraz też byłam...
-Wiesz co? Moje uczucia do ciebie nie zniknęły. One nadal są... proszę daj mi szansę...
-A co z Shinem?...
-Nie przejmuj się. Załatwię to...
-Masz tylko jedną szansę, rozumiesz?...
-Rozumiem.
Lis krótko się zaśmiał i objął mnie dużo mocniej. Wiem, nie powinnam była się zgadzać...

piątek, 17 czerwca 2016

Rozdział 18

Shino

Chciałem porozmawiać z czerwonowłosym, siostra spojrzała na mnie niepewnie
- Spokojnie nie zabiję go - dodałem - Zostawisz nas samych? - spytałem siostry, niechętnie weszła do dokmu letniskowego zostawiając nas samych
- Tak więc... O co chodzi?
- Lubisz moją siostrę?
- Oczywiście że tak...
- Wiesz że bez powodu nie zachowuję się "tak" kiedy ktoś dobiera się do mojej siostry. Nie chcę żeby ktoś ją wykorzystał lub żeby miała złamać serce. Już raz ją ktoś skrzywdził, nie chcę żeby to się stało ponownie
- Mówiąc "ktoś" masz na myśli Lyn'a?
- Shay ci mówiła?
- Nawet go dziś spotkaliśmy spacerując. Straszny z niego dupek. Jeżeli po tym wszystkim co jej zrobił choć na krokach się do niej zbliży chyba coś mu zrobię - powiedział po czym się cicho zaśmiałem
- W tej kwestii myślę że się dogadamy. Może nie jesteś taki zły jak myślałem. Ale pamiętaj jeżeli ty również coś jej zrobisz zabiję, rozumiesz?
- Nie musisz się o to martwić. Nie mam zamiaru jej tego robić
- Mam nadzieję - powiedziałem a Kyo wyciągnął do mnie rękę na znak zgody po chwili ją uścisnąłem - postaram się nie wtrącać w wasz związek - dodałem - Shiro też postaram się pilnować - to już powiedziałem ciszej do siebie
- Właśnie wcześniej powiedziałeś że przyzwiesz Shiro. Kto to jest? - spytał czerwonowłosy
- A nie ważne, to dość skomplikowane - odparłem - Mam jeszcze zawołać Shay? - spytałem kierując się w stronę drzwi, chłopak przytaknął. Jak tylko przekroczyłem próg domu Shay spojrzała na mnie z zaskoczeniem
- Wiem że podglądałaś przez okno
- Może...
- Myślałaś że go chce zabić czy co? Zrobie to dopiero kiedy cie skrzywdzi... No co tak stoisz, twój chłopak na ciebie czeka - powiedziałem
- Dziękuję że się starasz Shin - zaśmiała się i wyszła. Poszedłem do mojego pokoju i dosłownie kilka sekund po tym zadzwonił mój telefon
- Hej Arthur co tam
- Hej, pamiętasz że poprosiłeś mnie o to bym szukał informacji o ludziach którzy mogą coś wiedzieć o Natanie?
- No pamiętam, znalazłeś kogoś?
- Nawet się trafiło że mieszka w tych okolicach gdzie teraz jesteście. Można ją potkać w parku. Za chwile ci prześle zdjęcie - rizłączył i po chwili dostałem wiadomość ze zdjęciem. To była ta blondynka którą wtedy spotkałem na spacerze. Przystawiała się do mnie więc jeżeli będę udawał że z nią flirtuję uda mi się coś z niej wydobyć. Ale pozostaje jeden problem. Jeżeli Rey pójdzie ze mną możliwe że nie będę mógł działać wolno. Musze znaleźć Reyowi jakieś zajęcie na czas spotkania. Łaziłem po pokoju i rozmyślałem na głos nad różnymi opcjami by na pewno Rey nie przyszedł
~ Nie możesz mu po prostu powiedzieć co planujesz? - naglę odezwał się Shiro
- Już nie pamiętasz jak zareagował na spacerze?
~ No tak ale tym razem byłoby wszystko zaplanowane...
- Wole nie ryzykować, jeszcze później wyjedzie mi z tymi jego karami
~ A co to za problem, on jest twoim chowańcem to, powinien się słuchać ciebie a nie ty jego. Jedno słowo i nie będzie miał wyjścia będzie musiał cie zostawić... Poza tym myślałem że podoba ci się w jaki sposób ten lis cię traktuje... Masochista
- Z... Zamknij się! Mógłbyś mi trochę pomóc?
~ Po prostu daj mu jakieś niewykonalne zadanie a jak wrócisz to mu je odwołasz - powiedział to takim tonem głosu jakby to było oczywiste. Następnego dnia przed pójściem na spotkanie zabrałem Rey'a do ogrodu domku letniskowego i rzuciłem niewielką igłę w stronę roślin
- No i co to miało na celu? - burknął złotooki
- Masz ją znaleźć
- Że jak? Niby po co?
- Muszę gdzieś wyjść załatwić coś sam a żebyś się za mną nie szwendał znalazłem ci zajęcie
- Niby gdzie idziesz
- Nie twoja sprawa. Szukaj igły - odparłem a szarowłosy mamrocząc coś pod nosem poszedł w stronę rabatek. Za to ja poszedłem do miasta poszukać tej dziewczyny w parku. Nie było to trudne, po kilkuminutowym spacerze trafiłem na nią. Od razu mnie zauważyła i zaczepiła
- Tym razem bez kolegi? - spytała z uśmiechem
- Taaa, przepraszam za niego
- Nic nie szkodzi. Jestem Kasumi
- Miło mi cię poznać, jestem Shino
- Jesteś tu na wczasach?
- Tak, a ty?
- Nie, mieszkam niedaleko
- To dlaczego się mnie wtedy pytałaś o drogę?
- Oczywiście żeby do ciebie zagadać. Wiem, trochę żałosne - powiedziała na co wymuszenie zaprzeczyłem. Z każdą chwilą rozmowy zaczęła coraz bardziej ze mną flirtować, starałem się między czasie zadawać jej pytania - Mogę odpowiedzieć na wszystkie pytania jeżeli dasz mi 2 całusy, jeden ja dam tobie a drugi ty dasz mi, zgoda? - oznajmiła z uśmiechem. Jeżeli naprawdę coś wie na temat Natana to chyba mogę się zgodzić. Gdy już ona mnie pocałowała a ja ją zadzwoniła jej komórka, oddaliła się odrobinę i odebrała w tym momencie poczułem jak ktoś mnie chwyta za rękę i ciągnie za sobą. Ku mojemu zaskoczeniu był to Rey. Gdy oddaliliśmy się wystarczająco daleko zatrzymał się gdzieś gdzie było mało ludzi. Na asfalt upuścił igłę którą rzuciłem do ogrodu
- To są te twoje sprawy do załatwienia? - patrzył na mnie z żądzą mordu
- To nie tak. Ona wiedziała coś o Natanie. Prawie udało mi się z niej wydobyć coś pożytecznego
- Czy ty w ogóle wiesz kim ona jest? To Kasumi Hirata, jedna z najgroźniejszych wiedźm jakie żyją
- Ona jest... Wiedźmą?
- A co żeś myślał że wiedźmy mają wygląd starej baby z wielkim pryszczatym nosem, chodzi cała na czarno i ma latającą miotłę?
- Nie. Ale nie spodziewałem się że wiedźma będzie wyglądać jak nastolatka
- Niektóre Wiedźmy mają nawet ponad 150 lat a odmładzają się magią... W każdym razie, jeżeli ona trzyma z Natanem nie mogę pozwolić byś przebywał z nią sam - burknął - Wracamy - dodał po chwili i znowu zaczął mnie ciągnąć za rękę. Jak już byliśmy w domku letniskowym, zaciągnął mnie do swojego pokoju i rzucił na łóżko, zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć wziął jakąś chustę i zawiązał mi usta - Jeżeli nie będziesz mógł mówić nie będziesz mógł kazać mi przestać, a najwyraźniej muszę ci przypomnieć że tylko ja mam prawo do dotykania ciebie - powiedział zaczynając mnie rozbierać. Ilekroć chciałem odwiązać chustę złotooki chwytał moje ręce i robił mi gdzieś dość bolesną malinkę - Jeżeli nie przestaniesz to zwiążę ci te łapy - syknął zirytowany. Gdy już zdjął ze mnie wszystkie ubrania i we mnie wszedł po chwili rozwiązał chustę - Jeżeli chcesz żebym przestał możesz to powiedzieć teraz - powiedział z wrednym uśmieszkiem, wiedział że nie będę w stanie teraz tego powiedzieć. Pod sam koniec mnie pocałował co mnie dosyć zdziwiło. Czułem się jeszcze bardziej senny niż zwykle i momentalnie zasnąłem. Jak się obudziłem miałem straszne zawroty głowy. Ubrałem się i wyszedłem z pokoju, będąc blisko salonu straciłem równowagę i upadłem na podłogę. Gdy Lily to zauważyła spanikowała i szybko do mnie podbiegła
- Shino-sama, wszystko w porządku? Nic Panu nie jest?
- Spokojnie Lily, nic mi nie... - nie zdążyłem dokończyć zdania jak zacząłem kaszleć krwią. Przerażona dziewczynka pobiegła szybko zawiadomić resztę co się dzieje. Rey pomógł mi przejść na kanapę między czasie dostałem również dreszczy
- To nie jest żadna choroba, wyczuwam w tym czarną magię. To musi być sprawka tej cholernej wiedźmy jak cię pocałowała - oznajmił szarowłosy
- Czyli to jakiś urok? Jak go można zdjąć? - spytała Shay stojąc obok
- Są tylko trzy sposoby na zdjęcie uroku... Pierwszy to dobrowolne zdjęcie czaru przez wiedźmę która go rzuciła... Drugi to zabicie jej ale wiedźm tak łatwo nie da się zabić... I trzeci trzeba przygotować specjalny eliksir ale nikt z nas nawet nie miał styczności z alchemią - powiedział po czym przyłożył rękę do mojego czoła po czym zaczął kierować się w stronę drzwi
- Gdzie ty idziesz?! - spytała zirytowana Shay
- Znaleźć ją rzecz jasna. Jako chowaniec moim obowiązkiem jest chronienie mojego Pana, a jeżeli się nie pospieszymy Shino może kopnąć w kalendarz
- Pójdę z tobą - oznajmiła siostra
- Sam dam sobie radę
- Wątpię... Znając ciebie będziesz chciał wszystko załatwić siłą a sam przyznałeś że trudno jest zabić wiedźmę. Tu chodzi o mojego brata, z resztą jestem mu coś winna po tym jak specjalnie dla mnie męczył się z tym rubinem. Idę z tobą i bez dyskusji... Lily zostaniesz przy Shinie i będziesz nadzorować jego stan, jeżeli to będzie jakoś możliwe spróbuj złagodzić objawy - powiedziała na co dziewczynka przytaknęła. Siostra i Rey wyszli z domu a ja z każdą chwilą czułem się coraz gorzej, czułem jak tracę przytomność.


 Shayren


Jakoś tak nie za specjalnie mi się widziało iść z Rey' em. Nadal pamiętałam o jego karze i zapomnieć nie miałam zamiaru. To byłoby zbyt piękne, jeżeli bym mu darowała. Po 15 minutach podbiegła do nas dziewczyna, która odpowiadała opisowi, a mina szarowłosego mówiła mi, że to właśnie ona.
-Przepraszam, chciałabym zapytać, czy nie mogłabyś może zdjąć klątwy z mojego brata?...-zapytałam nieco niepewnie.
-Ależ oczywiście, że bym mogła, ale najpierw chcę znać powód, dlaczego mnie zostawił.-odparła nieco obrażonym tonem.
Westchnęłam głęboko.
-Chodzi o to, iż mój brat ma chowańca, którym jest ten chłopak za mną. Nie wiem, co go napadło, aby go od ciebie odciągał... bardzo za nich przepraszam...-powiedziałam  i skinęłam głową na znak szacunku.
Także uczyniła ten gest i poszła za mną do rezydencji. Szybko się uwinęła.
-No, po sprawie.
-A, właśnie, mam pytanie... Znasz może człowieka, o imieniu Natan? Wysoki, blondyn, mniej więcej w średnim wieku...-zapytałam z nutką nadziei w głosie.
-Ależ oczywiście, że znam! Mogę nawet podać adres. Mieszka w moim sąsiedztwie.
Napisała na kartce ulicę, numer domu i wręczyła mi ją. Podziękowałam jej jeszcze raz. Zwróciłam się w stronę chłopaków.
-No? Widzicie? Tak się załatwia sprawy. Uczcie się, bo wam ratuję tyłki.-odparłam i skierowałam się w stronę przedpokoju.
-A ty gdzie?-brat szybko doszedł do siebie.
-To nawet na spacer nie mogę? Na szczęście nie mam kogoś, kto by za mną łaził jak cień. Wrócę przed 20.-oznajmiłam i wyszłam. Mimo, iż było lato i jeszcze trwały wakacje, to no cóż. Dzień był dość chłodny, a do tego wiało... Zmagałam się z siłą jak ktoś uderzył mnie w tył głowy. Ocknęłam się w pokoju, który był tradycyjnie urządzony, a ja leżałam w yukacie. Zmrużyłam oczy i rozejrzałam się po pokoju. Nikogo nie było...Wszędzie cisza i spokój. Nieco to denerwowało, więc powoli i chwiejnie wstałam. Postanowiłam rozejrzeć się po korytarzach. Delikatnie przesunęłam drzwi i wyjrzałam zza nich. Nic. Powoli zaglądałam do każdego z pokoi, jak w końcu kogoś spotkałam. Chłopak siedział do mnie plecami. Miał włosy takie, jak Kyo. Zrobiłam jeden krok i czerwonowłosy się odwrócił. Jedno oko miał morskie, ale drugie czarne. Wystraszyłam się nieco.
-Już się obudziłaś?-zapytał najnormalniej w świecie.
Przytaknęłam lekko. Wstał i podszedł do mnie, ale przystanął w odległości około metra.
-Jestem Shibo, i nie musisz się mnie obawiać. Moim zadaniem jest cię chronić.-odparł.
-Chronić?... Czyli jesteś chowańcem?
-Nie. z własnej woli zgłosiłem się na stanowisko twojego strażnika, panienko Shayren. Na co dzień jednak za tobą nie chodzę, a tylko w momentach, gdy wyczuwam niebezpieczeństwo w twoim otoczeniu.-wyjaśnił.
Przytaknęłam lekko. No, może do końca tego nie rozumiałam, no ale trudno. W końcu to ogarnę. Gestem wskazał, abym usiadła i nieco mozolnie wykonałam tę czynność.Nagle zaczęłam kichać, a do tego głowa zaczęła mnie boleć...Chłopak przyłożył mi dłoń do czoła i wyglądał na zmartwionego. Podciągnął mnie i zaprowadził do pokoju, w którym się obudziłam. Przykrył szczelnie kocem po czym na chwilę wyszedł. Wrócił ze srebrną tacką i położył ją obok łóżka.  Z każdą minutą słabłam. Nie mogło to być zwykłe przeziębienie. Nie czułabym się aż tak źle. Podparłam się rękami i usiadłam. Podał mi jakiś napar, który mocno pachniał miętą i cytryną. Nieco niechętnie go wypiłam i znów się położyłam. Ciągle się przekręcałam. Czułam, jakby ktoś podpalił mi żołądek. W końcu jakoś udało mi się zasnąć, ale nie było to coś, co chciałam zrobić. Widziałam pełno krwi. Ona dosłownie lała się tam, gdzie tylko mogła. Wszędzie było pełno trupów i ludzi, którzy czołgali się po ziemi, ale po chwili umierali. Po środku widniała dwójka postaci. Przypominali mi mnie i Shina. Byli nawet przytłaczająco do nas podobni, ale mieli inny kolor oczu, były zielone. Były jakby pustawe i bez duszy. Z oddali wyłonił się wysoki mężczyzna. Śmiał się.
-Ah, moje kochane naczynia...-szepnął.
Spojrzeli na mnie, a ja po chwili zaczęłam uciekać. Mimo to nie gonili mnie...

niedziela, 12 czerwca 2016

Rozdział 17

Shino

Jak tylko zobaczyłem jak Shay całuje się z tym facetem nie wiem czemu ale zaczęło się we mnie gotować. Zaciągnąłem Shay do środka i trochę nerwy mnie poniosły i zacząłem prawić jej "morały" na temat tego że go w ogóle nie zna a już pierwszego dnia go całuje na do widzenia. Siostra zdawała się w ogóle tym nie przejmować, mogłem się produkować ale ona cały czas tylko potakiwała. Niektóre słowa nawet nie miałem pojęcia dlaczego mówię, Znowu Shiro ingeruje moje ciało. Jak się już wygadałem przeprosiłem Shay że się tak uniosłem i wróciłem do swojego pokoju
- Shiro... Obiecałeś że nie będziesz bez pozwolenia ingerować w to co robię
~ A co nie miałem racji?! Jak ona może całować kogoś kogo w ogóle nie zna! Niech ja go tylko
- Nie, nic mu nie będziesz robił. Też mi się to nie podoba ale bez przesady. Mówisz że ją kochasz tylko dlatego że jest prawie identyczna jak Chi
~ Jest powiązana z Chi więc po części też nią jest!
- Tak, tak - odparłem po czym się położyłem na materacu
~ Nie mów mi że nie masz zamiaru nic nie robić w sprawie tego kolesia
- Jeżeli posunie się za daleko lub ją skrzywdzi, nawet pozwolę ci coś mu zrobić, ale bez zabijania - oznajmiłem, zamknąłem oczy i nawet nie wiem kiedy zasnąłem. Rano gdy tylko szedłem na dół po schodach podbiegła do mnie Lily
- Shino-sama, przyszedł jakiś pan i pytał się o Pana i Rey-san'a - powiedziała, nie miałem pojęcia co ktoś miałby chcieć ode mnie i od Rey'a. Poszedłem do salonu gdzie siedział młody mężczyzna z blond włosami i szmaragdowymi oczami
- Dzień dobry, przepraszam ale kim Pan jest?
- Tak w ogóle nie powinniśmy się nigdy spotkać ale nie miałem wyjścia - oznajmił z uśmiechem i wstał z kanapy a następnie do mnie podszedł - Jestem Hogo i można powiedzieć że tak jakby jestem twoim duchowym stróżem
- Powiedziałeś że musiałeś się ze mną spotkać, czemu?
- By powiadomić cię o pewnym fakcie - oznajmił i w tym momencie do salonu wszedł Rey - Wspaniale, czekaliśmy na Pana - oznajmił Hogo patrząc na szarowłosego
- O co chodzi co to ma związek ze mną? - spytał dosyć zirytowany
- Z powodu że Shino jest wyższej rangi i oficjalnym następcą tronu zaświatów, został między wami zawarty kontrakt przez pocałunek. Tak więc Pan Rey jest oficjalnie chowańcem Pana Shina
- Że co? Kiedy niby go pocałowałem prosto w usta?!
- Z powodu że jestem duchowym strażnikiem Pana Shina wiem o wszystkim z każdej chwili jego życia. Kiedy pewnego dnia po szkole Pan Shin zaatakował jakąś młodą dziewczynę został on powstrzymany przez Pana Rey'a. Następnie przekazał Pan swoją krew czymś zbliżonym do pocałunku, co zalicza się do sposobu zawierania kontraktu - oznajmił po czym wokół nadgarstków Rey'a przez chwilę zaświeciły się przeźroczyste obręcze - To by było na tyle. Miłego dnia - dodał, "zaświecił się" i zniknął. Rey wyglądał jakby nie dowierzał w to co się właśnie stało, również był trochę wkurzony
- Ty, masz natychmiast odwołać mnie jako sługę!
- Tyle że ja nie wiem jak - odparłem
- Zostałem tym cholernym chowańcem tylko przez durny przypadek, nie obchodzi mnie jak ale masz mnie odwołać - wkurzony chwycił moją koszulę i przyszpilił mnie do ściany, ściskał tak mocno że trudno mi było oddychać
- O... Odsuń się - mruknąłem i bez powodu miotnęło Rey'em przez pół pokoju - Co to było?
- Tak zwana "moc słowa" jeżeli Pan coś powie swojemu chowańcowi on musi to zrobić nawet jeśli tego nie chce - w pomieszczeniu również pojawił się Lyn - Jaka nagła zamiana ról co Rey? - jak widać Lyn mając powód do dokuczania Reyowi nie przegapił okazji by to zrobić
- Chwila moment, ty całowałeś się z Shay, czy to znaczy że...
- Zanim dokończysz pytanie odpowiem już że nie. Jestem demonem wyższej rangi niż Rey więc nie mogę zostać chowańcem - odparł. Zanim Rey się pogodził z tym faktem minęło jeszcze parę godzin. Postanowiłem wyjść się przejść ale jak tylko wyszedłem na taras zobaczyłem jak ten czerwonowłosy całuje i obmacuje Shay, gdy siostra mnie zobaczyła odskoczyła od chłopaka
- Shiro, rób swoje tylko pamiętaj bez morderstw - mruknąłem i momentalnie Siro przejął kontrolę, wyciągnąłem rękę w której pojawił się płomień - Jak wolisz zginąć, szybko czy wolno?
- Shino, nie wolno ci używać Shiro w takich sprawach! - krzyknęła Shay podeszła i walnęła mnie z liścia, chwyciła mnie za rękę i wściekła zaciągnęła do środka - Macie mi się teraz obaj tłumaczyć!
- Z czego tłumaczyć że ten zboczeniec miał rękę pod twoją bluzką i cie obmacywał? Moja reakcja była całkowicie normalna
- Wiesz co Shiro jednak będzie lepiej jak będę rozmawiała z moim bratem - powiedziała i Shiro niechętnie oddał mi kontrolę - Już?
- No - odparłem po czym jeszcze raz mnie uderzyła - Już mi przecież przyłożyłaś
- Tamten liść był dla Shiro a ten dla ciebie
- To chyba tak nie działa, tamten też czułem
- Nie ważne, wiem że jesteś nadopiekuńczy ale przyzywanie mocy byłego króla zaświatów który potrafi mordować tylko dlatego że jakiś facet mnie obmacywał jest wielkim przegięciem!
- Zakazałem mu go mordować
- A ty myślisz że on się tego posłucha? Żeby mi to był ostatni raz wzywania Shiro z tak błahego powodu. Jasne?
- Tak, jasne - burknąłem. Shay wyszyła s powrotem na taras żeby przeprosić chłopaka i po chwili wróciła, rzuciła na mnie jeszcze karcące spojrzenie i poszła do swojego pokoju, ja również poszedłem do siebie. Następnego dnia postanowiłem się przejść po mieście, przez przypadek wpadłem na zielonowłosego, tego którego poznałem będąc w ogrodzie - O hej Shin-chan
- Cześć, już jakiś czas się nie widzieliśmy, wybacz że nawet nie zdążyłem się pożegnać
- Ja powinienem cię przeprosić... Wiesz za Rey'a, wszystkie odrapania się już zagoiły
- Tak, z resztą nic się nie stało, wiem jak to jest mieć zazdrosnego chłopaka
- Etto... Rey nie jest moim chłopakiem
- Mimo wszystko bardzo się wkurzył jak cię pocałowałem, a tak nawiasem mówiąc przepraszam za to. Nie wiem co do końca się ze mną działo - zaczęliśmy rozmawiać gdy po jakimś czasie poczułem mocna szarpnięcie do tyłu
-Znowu masz zamiar coś mu zrobić cholerny dachowcu - znikąd pojawił się Rey, nie był za przyjaźnie nastawiony do zieolnowłosego
- Tylko rozmawialiśmy - burknąłem
- To ja już może pójdę, śpieszy mi się na trening - powiedział nerwowo i oddalił się
- Co ty tu w ogóle robisz? - spytałem jak już byliśmy tylko we dwójkę
- Jako twój chowaniec mam za zadanie również chronienie cię i towarzyszenia ci jak tylko będziesz miał zamiar gdzieś wyjść poza teren posiadłości. Sam nie jestem z tego faktu zachwycony ale mam zamiar rzetelnie wykonywać moje obowiązki
- Od kiedy stałeś się taki posłuszny
- Będąc chowańcem nie mam innego wyjścia - syknął
- Czyli cały czas będziesz za mną łaził? - spytałem a on przytaknął. Ciągła obecność Rey'a obok mnie dekoncentrowała przez co kilka razy prawie wlazłem w słup. Postanowiłem przejść się jeszcze przez park, w pewnym momencie podeszła do mnie jakaś blondynka z dość "wielkimi walorami". Początkowo zapytała się tylko o drogę ale jak jej już odpowiedziałem nie zaprzestała na tym, coś dogadywała chichocząc jak głupia i wypinając swoje wielkie balony tak żebym na pewno na nie spojrzał. Ze względu że praktycznie jestem gejem nie robiło to na mnie wielkiego wrażenia
- Proszę wybaczyć Panienko ale trochę nam się śpieszy - wtrącił się dosyć wkurzony Rey, chwycił mnie za koszule i pociągnął za sobą
- Mi tam się nigdzie nie śpieszy wyszedłem na spacer - powiedziałem jak już byliśmy w pewnej odległości
- Taa... I oglądać napalone cycate suki - odparł nadal mnie za sobą ciągnąć
- Zatrzymaj się i puść mnie! - powiedziałem i szarowłosy chcąc nie chcąc musiał to zrobić
- Co cie tak bardzo obchodzi że jakieś laski do mnie zarywają
- Bo cie koch... Bo jestem zazd... Po prostu nie możesz i tyle! - krzyknął wkurzony ale przy tym lekko się zaczerwienił
- Czy ty właśnie próbowałeś powiedzieć że...
- Zamknij mordę i zatrzymaj te swoje przemyślenia dla siebie. Nie jestem tutaj by oglądać jak flirtuje z tobą jakaś lafirynda!
- Dobrze, przepraszam - powiedziałem z uśmiechem, chyba domyślam się co chciał powiedzieć ale znając Rey'a nigdy się do tego nie przyzna - Znudził mi się już ten spacer. Wracajmy do domu - oznajmiłem, wracając postanowiłem dla odmiany trochę pomęczyć szarowłosego - Rey, a co dokładnie chciałeś przed chwilą powiedzieć? Że ty mnie co?
- Nic ważnego... Zamknij mordę
- Ale to co mówi mój chowaniec jest dla mnie bardzo ważne
- Powiedziałem już coś! Zamknij mordę - po pewnym czasie zacząłem wyczuwać że zbliżam się do "Lini bezpieczeństwa" jeżeli chodzi o wkurzanie Rey'a więc rozsądnie byłoby przestać przestać, ale jednak zaryzykuję
- Jeżeli nie chcesz sam tego powiedzieć. Rozkazuję ci dokończyć tamtą wypowiedź - jeżeli ta "moc słowa" o której mówił Lyn działa w za każdym razem powinno zadziałać. Rey szybko zasłonił sobie usta ręką
- K...Kocham cię... - wydukał ale po chwili wyglądał jakby chciał mnie zamordować
- Ja ciebie też
- Zamknij mordę! - syknął, byliśmy już blisko rezydencji więc się oddalił. Może i było to odrobinę nadużywanie "mojej władzy" ale nie żałuję. Myślałem że nic nie będzie w stanie wytrącić mnie dziś z dobrego humoru lecz jak widać cieszyłem się za wcześnie. Chciałem porozmawiać z Shay o tym co miało miejsce wczoraj ale nie wiedziałem jej nigdzie, musiała pójść do swojego pokoju. Gdy otworzyłem drzwi ujrzałem siostrę w samej bieliźnie i tuż obok niej tego cholernego czerwonowłosego bez koszulki i rozpiętymi spodniami. Próbowałem zachować spokój ale nie udawało mi się to
- Masz 10 sekund żeby opuścić ten pokój. Inaczej przywołam Shiro i zabiję cię tak jak stoję
- Shino! - krzyknęła Shay, wstała, założyła na siebie jakiś szlafrok i siłą wyciągnęła mnie z pokoju - Co ja ci mówiłam...
- Jeszcze nie przyzwałem Shiro a nie mam zamiaru patrzeć co się tutaj dzieje, pójść sobie do swojego pokoju i udawać że nic nie widziałem
- Odezwał się pan cnotliwy - powiedziała chwyciła moją rękę i odwinęła mój rękaw ukazując kilka malinek na przed ramieniu - Myślałeś że tego nie zauważę? Dobrze wiem co robisz z Rey'em i uznałam że nie będę się w to wtrącać więc ty się nie wtrącaj w to co robię z Kyo - powiedziała
- Po prostu się o ciebie martwię. Nie chcę żeby ktokolwiek cię wykorzystał w jakikolwiek sposób. Przepraszam, jestem zbyt nadopiekuńczy - powiedziałem, jeszcze raz przeprosiłem Shay i poszedłem do swojego pokoju.




 Shayren



Wróciłam do pokoju. Chłopak miał już ubraną bluzkę i siedział na łóżku. W momencie, w którym mnie zauważył rozłożył ręce i czekał, aż pójdę go przytulić. Leniwie podeszłam do niego i wtuliłam się w jego klatkę piersiową. Objął mnie bardzo mocno i pocałował w czubek głowy.
-Przepraszam za brata...-wydukałam.
-Nie martw się, a ciesz, że nie znasz mojej siostry...
-Siostry?
-Ta... jest teraz za granicą i nie wiem, kiedy wróci.
-Rozumiem... a będę mogła ją poznać, czy nie?
-Jeżeli tylko chcesz, to jasne. Za tydzień wraca.
Chłopak podał mi sukienkę i pomógł ją zapiąć. Po tym zaproponował randkę. Starałam się jakoś wywinąć, aby na nią nie iść, ale Kyo nie chciał nawet o tym słyszeć. Przed wejściem do domku letniskowego próbowałam jeszcze przekonać go, abyśmy nie szli, ale w tej sprawie mnie nie słuchał. Złapał moją rękę i zaczął gdzieś prowadzić. Szłam obok niego bardzo niepewnie. Bałam się, że spotkamy Lyna, a tego bym nie chciałam. Moje obawy się spełniły. Stanęliśmy naprzeciwko czarnowłosego. Chłopak był zdenerwowany.
-Znalazłaś sobie nowego, co?-syknął.
Nie odpowiedziałam mu. Jego ton głosu nie był przyjazny. Zaczęłam się bać.
-Tsk... traciłem czas na takiego tchórza? Zaczynam wątpić, czy w ogóle coś do ciebie czułem.-odparł.
Nadal nie przestawał. Czułam, jakby jego słowa zamieniały się w igły i wbijały w moje serce. Nie dałam rady powstrzymać łez. Mimowolnie spływały mi po policzkach. Kyo to zauważył i widocznie się zdenerwował.
-Według ciebie jest jakaś "nieidealna", "okropna", "nie warta uwagi". A wiesz co? Takim jak ty, to zależy tylko na kształtach i zboczeniu dziewczyny! Shaa - chan taka nie jest i doskonale o tym wiesz! Tak naprawdę nie możesz pogodzić się z rozstaniem i dlatego ją ranisz! Chcesz, by poczuła to, co ty! Ale to właśnie ty zostałeś winowajcą!-krzyknął.
Czarnowłosy nie ruszył się z miejsca. Jego wściekłość rosła i rosła.
-Stul pysk! Nic o tym nie wiesz! Zostawiła mnie!
-Musiała mieć jakiś powód, nie?
Na tym się skończyło. Czerwonowłosy delikatnie pociągnął mnie za sobą, i gdy znacząco się oddaliliśmy podniósł mi delikatnie twarz, zlizał łzy po czym pocałował. Siąknęłam nosem. Ten widząc, że jakoś nie poprawia mi się humor przyszpilił mnie do drzewa i zaczął całować już namiętniej. Czerwona jak pomidor dałam za wygraną. Gdy skończył spojrzał mi w oczy, co było strasznie zawstydzające. Zasłoniłam twarz dłońmi.
-Ej, no pokaż się...-szepnął błagalnie.
Pokręciłam głową. Zerknęłam na niego. Jego oczy się nieco szkliły. Szybko go objęłam tak, aby nie widział mojej twarzy. Kyo jednak przewidział co chcę zrobić i odsunął się, a ja tym samym patrzyłam mu w oczy. Tym razem nie mogłam się zasłonić, ponieważ trzymał mnie za nadgarstki. Uśmiechnął się.
-Dlaczego ukrywasz twarz? Urocza jesteś...-odparł i pocałował mnie w policzek.
-N-no bo... to jest zbyt... zbyt zawstydzające...-burknęłam.
Czerwonowłosy się cicho zaśmiał. Przez całą drogę się ze mną droczył. Weszliśmy do jakiejś kawiarenki i usiedliśmy w kącie. Czułam się bardzo niepewnie, ponieważ była to moja pierwsza randka. Lyn nigdy mnie nie zabierał, a jeżeli już, to chodziliśmy gdzieś z jego znajomymi, ale nigdy nie byłam szczęśliwa z tego powodu. Widocznie tego nie zauważał. Siedziałam nerwowo naprzeciwko chłopaka i ocknęłam się, gdy podszedł do nas kelner. Po złożeniu zamówienia nadal milczałam. Chłopak położył rękę na moim policzku.
-Nigdy nie byłaś na randce?-zapytał nagle.
Zaprzeczyłam.
-Eh? Jak to? Z tego, co widziałem to miałaś chłopaka...
-Niby tak, ale nigdzie mnie nie zabierał, a jeśli już, to wychodziliśmy z jego znajomymi...
-Jak można tak potraktować taką uroczą dziewczynę? Następnym razem dam mu nauczkę!
Spokojnie zjedliśmy i pośmialiśmy się. Nie sądziłam, że to może być takie przyjemne. Chodziliśmy jeszcze po mieście aż do wieczora. Nie chciałam wracać do ośrodka, więc Kyo zaproponował, bym przenocowała u jego babci. Zgodziłam się, ponieważ wydawała mi się naprawdę miłą staruszką, którą z resztą była. Przywitała nas nowymi wypiekami. Bardzo się ucieszyła, gdy mnie zauważyła. Po wejściu do salonu zauważyłam wysoką dziewczynę, która miała różowe włosy i morskie oczy. Patrzyła na mnie dość przenikliwie. Chłopak także pojawił się w pomieszczeniu.
-Kyo, kto to jest?-zapytała i wskazała na mnie palcem.
-Moja dziewczyna.-odparł nieco niechętnie.
Do pokoju również weszła starsza pani.
-Ależ to jest członkini rodziny królewskiej!-powiedziała szybko i jakby z zatroskaniem.
Dziewczyna patrzyła na mnie wielkimi oczami. Jakby trochę nie dowierzała.
-Twoi rodzice wiedzą, że tu jesteś?
-Nie widziałam ich już jakiś  czas, a brat wie.-wydukałam.
-Rozumiem... Przepraszam, że jestem podejrzliwa, ale ostatnio jak Kyo miał dziewczynę, to go wykorzystała...-odparła po czym chciała kucnąć, aby się ukłonić.
Nerwowo zaczęłam ją powstrzymywać. Patrzyła na mnie lekko zdziwiona.
-Nie lubię, gdy ktoś traktuje mnie jak księżniczkę, więc proszę...-odparłam.
Kobieta przytaknęła.
-Jestem Taira, a ty?-zapytała.
-Shayren.
-Ale ja cię pytam o twoje prawdziwe imię.
-Przepraszam, ale nie mogę go podać...-odparłam szybko.
-Na szczęście cię poinformowali o tym.-mruknęła.
Usiedliśmy przy stole. Jak się okazało, dziewczyna nie była kimś złym. Spokojnie zjedliśmy. Po tym chłopak odprowadził mnie, co było błędem, ponieważ przed drzwiami stał Shino. Podszedł do nas.
-Chciałbym z tobą porozmawiać, Kyo.-odparł.

sobota, 11 czerwca 2016

Rozdział 16

Shino

Po tej całej akcji w bibliotece i tym że Shay zmieniła się w dziewczynkę, jak tylko wróciliśmy do domu zauważyłem kilka czerwonych plam. Musiałem zostawaić siostrę w salonie i pobiegłem w stronę łazienki, zdjąłem koszulkę i zauważyłem że z miejsc w których Rey dogryzł się za głęboko, z ran lała się krew
- Co się dzieje - powiedziałem sam do siebie
~ Przez to że musiałeś wniknąć do umysłu Shay musiałem przejść przez barierę co osłabiło twoje ciało w tym również spowolniona, a nawet zastopowana regeneracja ran. Nie zostaje ci nic innego jak tylko czekać aż wrócisz do pełni sił, może to potrwać kilka dni - oznajmił Shiro. Wziąłem bandaże z apteczki i starałem się opatrzyć wszystkie krwawiące rany. Gdy skończyłem musiałem jeszcze zmienić ubranie i wróciłem do Shay ale "dostałem od niej ochrzan" za to że ją zostawiłem. Nie chciałem jej mówić o ranach, nie powiedziałbym jej w normalnej sytuacji a co dopiero jak jest w takiej formie. Na dodatek siedziała z Lyn'em, nie za bardzo go lubię ale nie mogę zabronić mu przebywania z Shay bo jakby nie patrzeć też jest jej bratem. Przez resztę dnia trzymała się czarnowłosego. Następnego poranka ponownie poszedłem szukać ostatniego elementu kamienia ale znowu nie mogłem go znaleźć. Poszedłem się przewietrzyć, podszedłem w stronę altany gdzie zauważyłem małą postać chowającą się pod ławką. Wszedłem do altany, w tym momencie z pod ławki wygramoliła się siostra
- Shay, co ty tu robisz? - spytałem spokojnie kucając przy niej a ona się we mnie wtuliła ze łzami
- Onii-chan! - wyszlochała - To wszystko wyglądało tak strasznie, bardzo się bałam! - dodała po chwili
- Co było straszne?
- No bo... Bawiliśmy się w chowanego więc schowałam się w różach ale nagle wszystko zrobiło się inne, ponure i straszne - powiedziała przez płacz. Wstałem i wziąłem ją na ręce, siostra się we mnie wtuliła tak mocno jak tylko potrafiła. Nie mam zielonego pojęcia czemu to wszystko zobaczyła i co to może oznaczać. Jak będę w pokoju porozmawiam o tym z Shiro może coś będzie wiedział. Zaniosłem Shay do domu i usiadłem z nią na kanapie. Po chwili zauważyłem że sakiewka z kawałkami rubinu spadła obok kanapy tak więc ją podniosłem - Co w tam jest? - spytała siostra
- To elementy pewnego kamienia - nie mogę jej okłamywać ale nie powinienem powiedzieć jej że to z jej serca
- Mogę zobaczyć? - spytała błagalnym głosem mając jeszcze zapłakane oczy
- No dobrze - odparłem i odwiązałem sznurek od sakiewki i położyłem woreczek obok Shay. Siostra z zaciekawieniem wpatrywała się w odłamki kamienia
- Wyglądają jak to co było w pierścionku mamy - oznajmiła... Pierścionek? Rubin w pierścieniu! Dlaczego od razu na to nie wpadłem... Brakującym elementem jest kamień z pierścienia
- Shay. Wiem że możesz tego nie pamiętać ale czy wiesz gdzie jest ten pierścionek? - spytałem ale Shay pokiwała przecząco głową. Będę musiał go znaleźć, im szybciej tym prędzej Shay będzie mogła znowu żyć "sama z siebie". Naglę do pokoju wszedł Lyn, miałem ochotę go walnąć za to że spuścił Shay z oczu ale ze względu że ona była w pomieszczeniu nie mogłem tego zrobić. Wziąłem z powrotem sakiewkę, zawiązałem i schowałem do kieszeni
- Czemu zostawiłeś Shay samą?!
- Bawiliśmy się w chowanego a później nie mogłem jej znaleźć. Nie drzyj mordy - syknął, widząc minę Shay wolałem nie kontynuować tej rozmowy
- Morda - powiedziała Shay, obaj się na nią popatrzyliśmy pytająco - Co? - odparła niewinnym tonem głosu. Wziąłem siostrę na ręce i zacząłem iść w stronę jej pokoju - Onii-chan, co to znaczy "morda"?
- To brzydsze określenie na twarz
- Dlaczego braciszek Lyn używa brzydkich słów?
- Czasami dorośli tak mówią jak się zdenerwują
- Dlaczego braciszek Lyn się zdenerwował?
- Nie wiem - nie mogę jej powiedzieć że "za bardzo się nie lubimy" dziecku takich rzeczy nie można tak tłumaczyć. Postawiłem ją na podłodze w jej pokoju i nalegała żebym się z nią pobawił więc to zrobiłem. Wieczorem jak już kładła się spać poprosiła mnie żebym został - Hę?
- Boję się sama spać, możesz zostać? - spytała, z lekkim uśmiechem kiwnąłem twierdząco głową. wyszedłem na chwilę by się przebrać gdy wróciłem Shay już prawie zasypiała na siedząco
- Może powinienem przenieść sobie jakąś matę czy coś
- Dlaczego... Możemy spać w jednym łóżku, przecież często tak ze mną spałeś - powiedziała półprzytomna, wzruszyłem ramionami i położyłem się obok siostry. W środku nocy obudziło mnie ciche szlochanie, Shay płakała przez sen więc ją obudziłem
- Wszystko w porządku? Miałaś jakiś zły sen? - spytałem a ona kiwnęła głową
- Byłam w jakimś lesie, było ciemno a z każdej strony słychać było straszne dźwięki - powiedziała drżącym głosem. Przytuliłem ją do siebie i pogłaskałem po głowie
- To był tylko sen, z resztą puki masz mnie nie musisz się niczego bać. Cokolwiek ci się stanie lub się zgubisz będę cię szukał, zawsze będę obok ciebie - powiedziałem, nawet się nie zorientowałem kiedy Shay zasnęła w moich ramionach. Delikatnie położyłem jej głowę na poduszce i sam próbowałem ponownie zasnąć ale nie dawałem rady. Naglę zobaczyłem że drzwi się otwierają a w nich stał Rey. Podszedł do łóżka, najpierw spojrzał na śpiącą Shay a następnie na mnie - Czego chcesz? - spytałem szeptem  żeby nie obudzić siostry
- Co za głupie pytanie - odparł i złapał mój nadgarstek
- Że co? Rany które mi zrobiłeś wczoraj nadal mnie bolą, nie ma mowy żebym teraz z tobą coś robił
- Czy ty się mi sprzeciwiasz? Pamiętasz chyba co mówiłem o posłuszeństwie
- Ciszej bądź obudzisz Shay
- Skoro nie chcesz jej obudzić chodź ze mną po dobroci a twoja kara może będzie odrobinę łagodniejsza
- C... Co się dzieje? - usłyszałem za sobą zaspany głos Shay - Kim jesteś
- Wybacz ale muszę na chwilę gdzieś zabrać Shino
- W nocy?
- Tak... Musimy załatwić pewną sprawę - powiedział "miłym" tonem głosu ale Shay wtuliła się w moją drugą rękę a oczy zaszły jej łzami
- Nie! Onii-chan zostaje tutaj, nie chcę zostawać sama! Idź sobie! - wyszlochała po czym musiałem ją uspokajać. Rey wyglądał na nieźle wkurzonego, z kwaśną miną wyszedł z pokoju. gdy udało mi się ją w końcu uspokoić ponownie poszła spać, za to ja nie mogłem zasnąć przez następną godzinę. Rano przy śniadaniu Lyn oznajmił że pojedziemy do gorących żródeł
- Po co niby mielibyśmy tam jechać? - spytałem marudnie
- Jak na razie i tak nie wiemy gdzie jest Natan a mały odpoczynek nie zaszkodzi. Prawda Shay
- Taaaak~! - odparła radośnie. Skoro dziś wyjeżdżamy nie będę mógł wejść do źródeł przez te rany, krew nadal z nich cieknie a jakbym wszedł jeszcze do gorącej wody to by nie był najlepszy pomysł. Mimo wszystko wszyscy byli na tak prócz mnie, w porównaniu do nich jestem dosyć zajęty szukaniem elementów rubinu a właściwie jednego elementu... Poszedłem do pokoju Shay i pomagałem jej się spakować - Onii-chan! - zawołała po chwili będąc na drugim końcu pokoju - Znalazłam pierścionek mamy!
- Gdzie był?
- W tyle szafy była schowana szkatułka - powiedziała i podała mi pierścionek do ręki - po co ci jest potrzebny?
- Pamiętasz kawałki które ci pokazywałem wczoraj?
- Tak
- Jeżeli się je złoży razem powstanie piękny czerwony kamień a to jest ostatni brakujący element
- A po co ci ten kamień?
- Oczywiście dla ciebie - odparłem z uśmiechem a jej zaświeciły się oczy
- Jej!
- Tylko muszę go jeszcze złożyć, nie wiem ile czasu może mi to zająć - dodałem. Po chwili usłyszeliśmy głosy dochodzące z salonu żebyśmy się pospieszyli. Wziąłem swój i siostry bagaż po czym skierowaliśmy się ku wyjściu. Włożyliśmy torby do bagażnika. prawie przez całą drogę panowała cisza. Po kilku godzinach drobi byliśmy na miejscu. W pobliżu był dość spory domek letniskowy a niedaleko niego gorące źródła. Rozpakowaliśmy się a chwilę później wszyscy poszli w stronę wody, prócz mnie, jak już wspomniałem te rany nie pozwalają mi na skorzystania z tego a poza tym muszę złożyć rubin. Męczyłem się z tym do późnego wieczora, w końcu udało mi się. Rubin się dziwnie zaświecił, zważając uwagę że jest to jakiś magiczny rubin uznałem że tak ma być. wziąłem kamień i chciałem zanieść go Shay, lecz gdy otworzyłem drzwi do jej pokoju ujrzałem Lyn'a całującego Shay już w normalnej starszej formie  - Co to do cholery ma znaczyć! - byłem lekko zszokowany tym co zobaczyłem, myślałem że ich stosunki są wyłącznie jak brat z siostrą. Chciałem go odciągnąć i uderzyć ale Shay mi przeszkodziła. Postanowiłem nic nie robić tylko wręczyłem jej rubin i wyszedłem z pokoju.



 Shayren


Położyłam kamień na łóżku i pognałam za bratem.
-Shin! Shin! Zaczekaj! Proszę!-krzyczałam, ale ten nie reagował. W pewnym momencie udało mi się go złapać za bluzkę. Zatrzymał się.
-Ja... ja chciałam ci powiedzieć! Naprawdę! Ale, ja... ja bałam się twojej reakcji...-wydukałam.
-Proszę! Uwierz mi!
Odwrócił się w moją stronę i przytulił.
-Następnym razem mów mi o wszystkim, rozumiesz?... O wszystkim. I uważaj na siebie, okej?-odparł.
Objęłam go i przytaknęłam. Porozmawiał ze mną jeszcze chwilę, po czym musiał już iść. Wolnym krokiem weszłam do pokoju. Jednak ludzi w nim było już zdecydowanie więcej. Szybko zabrałam rubin. Lyn jednak nie wyglądał na specjalnie zaskoczonego.
-Shay, spokojnie... nie ma się czym martwić.-odparł.
Jego "uspokojenie" jakoś nie pomogło. Obok okna stało dwóch mężczyzn. Mieli kasztanowe włosy, ale inne oczy. Pierwszy miał białe, a drugi czarne.
-Hej, hej. Przyszliśmy do starego kumpla.-odparł czarnooki.
-Jestem Osamu, a to mój brat Hitoshi - powiedział biało oki.
Coś podpowiadało mi jednak, że nie powinnam im w pełni ufać. Powoli wyszłam z pomieszczenia. Chodziłam z kamieniem po całym budynku, aż w końcu zaświecił się i zniknął. Poczułam ostry ból w piersi. Wygląda na to, że moje "serce" wróciło.  Z jednej strony się cieszyłam, ale to naprawdę straszliwie bolało. Musiałam się podeprzeć o ścianę, aby się nie wywrócić. Po 5 minutach minęło i czułam się już w miarę normalnie. Kim oni mogli być?... Nie wiedziałam za dużo o przeszłości Lyn' a, więc nie mogłam ich skojarzyć. Największym problemem jest to, iż on nigdy nic mi nie mówił. Ja oczywiście musiałam informować go nawet z najmniejszej pierdoły "bo się martwi"... Ta... jasne. A mnie nie wolno się o niego martwić. Oczywiście. Aby się uspokoić postanowiłam skorzystać z tego, iż jesteśmy w gorących źródłach. Przebrałam się i weszłam do gorącej wody. Z zamkniętymi oczami próbowałam sobie wszystko poukładać w głowie. Nagle usłyszałam przed sobą głos dwóch mężczyzn. Otworzyłam oczy i z przerażenia wyskoczyłam z wody. Dobrze, że założyłam strój kąpielowy.
-Co wy tu robicie?! To sektor żeński!-krzyknęłam.
-Hn? Naprawdę? Widocznie pomyliliśmy łaźnie, ale chcieliśmy z tobą porozmawiać.-odparł Osamu.
-Niby o czym?...
-O twoim chłopaku, rzecz jasna. Chodzi o to, że jest synem yakuzy. Aktualnie jego ojczulek jest na najwyższym miejscu w całym kraju. Przyszliśmy do odebrać, a ty jako przyszła...-nie dałam mu skończyć.
-Nie jestem jego dziewczyną, nie będę jego narzeczoną ani żoną. Nie mam zamiaru bronić tego śmiecia za cenę swojego życia, które jest więcej warte od was wszystkich w tym gangu razem wziętych. Jakbyście się przyglądnęli, to noszę Królewską Pieczęć i jestem ponad wami. Przyglądnęłam się wam i wnioskuję, iż jesteście wilkołakami. Jak wyjaśniliśmy sobie wszystko, to zjeżdżajcie stąd zboczeńce!-wrzasnęłam.
Bez chwili wahania wyszli. Miałam już dość tego wszystkiego. Nie miałam najmniejszej ochoty kogoś widzieć, ale musiałam wyjść, ponieważ rodzice postanowili porozmawiać ze mną i Shinem. Nadal poddenerwowana weszłam do pomieszczenia i zauważyłam Lyna, przybraną matkę i jakiegoś wysokiego mężczyznę w garniturze. Czyżby to był ten "wspaniały" yakuza? Chciałam się zaśmiać, ale postanowiłam zachować się z kulturą. Brat już był w pomieszczeniu.
-Coś się stało, że tak nagle mnie wzywacie?-zapytałam obojętnie.
-Oczywiście, że tak. Ojciec Lyna dowiedział się o waszych relacjach i chciałby, abyś pojechała do nich, by odbyć szkolenie...-odparła moja i Shina matka.
-Szkolenie? Jakie szkolenie? By w razie zamachu oddać życie za tego śmiecia? Chcecie poświęcić życie własnej córki, by go chronić? Jest dla was droższy ode mnie? Relacje? Jakie relacje? Miłość? Hahahaa... pomyliliście sobie to z nienawiścią, czystą nienawiścią. Kiedyś i może go podziwiałam, ale teraz? Za co? Za co mam go podziwiać, szanować? Mam szanować przestępcę?-zakpiłam. Ojciec chłopaka wyciągnął pistolet i skierował go w moją stronę. Nikt nie drgnął, by mnie osłonić, prócz Shina.
-Nawet nie próbuj jej dotknąć...-syknął wściekły.
Położyłam dłoń na jego ramieniu.
-Spokojnie, braciszku. Niech zasmakuje na swoim ciele, jak to jest, gdy podnosi się swoje brudne łapy na następcę tronu.-odparłam i w momencie powaliłam mężczyznę na ziemię. W mojej dłoni pojawiła się włócznia.
-Jak chcesz zdechnąć? Szybko czy wolno? No? Jak?-zapytałam.
Nasi rodzice poderwali się, by go uratować. Odskoczyłam.
-Zapomnieliście o czymś. Ja jestem Bestią! Mam w sobie krew Smoczego Demona! Jakbym chciała wybiłabym was co do jednego!-krzyknęłam.
Niekontrolowanie przemieniłam się w Bestię. Całkowicie. Nie zostało we mnie nic z człowieka.
-Shayren! Uspokój się! Natychmiast!-wrzasnął nasz ojciec.
Shin przy pomocy Shiro także się przemienił. Najwidoczniej chciał mnie chronić.
-Zostaniecie uznani za zdrajców!-wrzasnął.
-Zdrajców? No błagam... Nasza matka nie jest już królową Niebios, bo ja nią zostałam, gdy zmarłam. To wy zostaniecie zdrajcami. "Władca powinien być bezlitosny. Eliminować wrogów". To wasze słowa, a ja tylko ich przestrzegam. Jako ktoś "czysty" nie zasmakowałam krwi, ale jeżeli to zrobię i tak będę "dobrą" istotą.-powiedziałam.
Wszyscy rzucili się na nas, ale Shino ich zatrzymał.
-Shay... lepiej, byśmy stąd poszli.-oznajmił.
Zgodziłam się z nim. Postanowiliśmy udać się do mojego królestwa, do którego nie mają wstępu. Przynajmniej chwila spokoju. Wróciliśmy do pierwotnych form. Z tym, co się stało nie czułam się jakoś specjalnie źle. Minęły 2 dni i w sali tronowej zjawili się nasi rodzice z przeprosinami. Ojciec Lyna także przeprosił. Zgodnie im przebaczyliśmy i wróciliśmy na ziemię.
-Czuję się cholernie źle... Nie wiem, co się ze mną stało, abym musiała tak powiedzieć...-wydukałam.
Białowłosy delikatnie mnie objął i nieco uspokoił. Wszystko mniej - więcej wróciło do normalności, ale nie odzywałam się do czarnowłosego, ani on do mnie. Może to i dobrze? Jednak trochę mi go brakowało i gdy nikt nie patrzył łzy spływały mi po policzkach strumieniem. On zranił mnie, ale ja jego bardziej. Z małą depresją postanowiłam się nieco przejść po okolicy. Minęło może 30 minut jak dotarłam na dużą polanę. Obok ścieżki, na kamieniu siedział młody mężczyzna. Speszona myślałam, jakby go tu ominąć. W pewnym momencie jednak jego wzrok skierował się na mnie. Nosił czarne okulary, miał czerwone włosy i morskie oczy, ale jedno było dużo jaśniejsze od drugiego. Uśmiechnął się.
-Hej! Jestem Kyoji!-odparł radośnie.
Czerwona jak burak opuściłam głowę.
-J - ja - ja jes -j estem - Shay - Shayren...-wydukałam.
Usłyszałam, jak wstaje i podchodzi do mnie. Nerwowo bawiłam się palcami, aż ten kucnął i patrzył mi w oczy. Cofnęłam się krok do tyłu i potknęłam, ale nie upadłam na ziemię, ponieważ ten mnie złapał.
-Powinnaś bardziej uważać, wiesz?-zapytał.
-W... wiem...
-Jesteś strasznie nieśmiała, ale dzięki temu także bardzo urocza.-powiedział z uśmiechem.
-A! Właśnie! Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia, czy mam zobaczyć cię jeszcze raz?
Nic nie odpowiedziałam, tylko zaczerwieniłam się jeszcze bardziej. Chłopak się zaśmiał.
-Shaaa - chaaan...-oznajmił.
Nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku, tylko otworzyłam lekko usta a ten to wykorzystał.
Nawet nie zaprzeczyłam. Nie próbowałam się wyrwać, gdy oddalił głowę zrozumiałam, że jego pocałunki różnią się od tych Lyna. Jego usta są ciepłe i miękkie, a do tego czułam coś, czego przy czarnowłosym nie mogłam. Kyoji zaproponował odprowadzenie, więc się zgodziłam, a przy domku letniskowym wyszła ucieszona gospodyni.
-Ah! Pewnie byłeś znów na spacerze! I dziękuję, że przyprowadziłeś tę uroczą damę, jej brat bardzo się martwił.-odparła.
-Doskonale wiesz, że lubię być sam, babciu...-odparł nieco obojętnie.
Kobieta odwróciła się w moją stronę.
-A może zjadłabyś z nami obiad?-zapytała.
-Ja-ja nie chcę robić kłopotu...-wydukałam.
-Ależ to będzie czysta przyjemność!
Zerknęłam na twarz chłopaka, która zdawała się mówić "no zgódź się!". Przytaknęłam tylko lekko i poszłam za nimi. Dom był piętrowy i przestronny, ale mimo tej przestrzeni można było wyczuć rodzinną atmosferę. Chłopak poszedł na górę, a starsza pani znów się do mnie zwróciła.
-Musisz wiedzieć, że Kyoji został sierotą... jego rodzinę zamordowano, gdy dowiedziano się, że jest pół - bestią, więc proszę, nie wspominaj o jego rodzinie, dobrze?
-Dobrze, ale ja jestem pełnokrwistą bestią...
-Co takiego?! Jesteś księżniczką?! O jejku! Przepraszam panienkę!-kobieta nieco śpiesznie próbowała klęknąć, aby się ukłonić, ale ją powstrzymałam.
-Trudno by było pani potem wstać, proszę, aby nie traktować mnie jak kogoś, kogo trzeba szanować, a normalną dziewczynę...
-Ah! No dobrze! A teraz idę jeszcze zrobić ciasto, a w międzyczasie możesz porozmawiać z Kyojim!-odparła radośnie i pognała do kuchni.
Nieco opornie weszłam po schodach i znalazłam pokój chłopaka. Widocznie musiał się przebrać, ponieważ miał na sobie jeansy i niebieską koszulę w kratę. Zerknął na mnie.
-Przepraszam, że nie zapukałam, ale...-burknęłam.
-Babcia cię tu wysłała, prawda?-zaśmiał się.
Podszedł do mnie, złapał za rękę i pociągnął za sobą na łóżko. Leżeliśmy, a ja miałam głowę opartą o jego klatkę piersiową. Chłopak delikatnie przeszywał palcami moje włosy. W pewnym momencie starsza pani mnie zawołała. Kyoji poszedł ze mną. W przedpokoju stał Shin, Lyn i Rey.
-Szukamy cię dosłownie wszędzie!-powiedział białowłosy.
Spojrzałam na czarnowłosego, który był zdenerwowany.
-Widzę, że świetnie się bawisz.-syknął.
Zacisnęłam dłonie w pięści.
-Żebyś wiedział! Nienawidzę cię! To ty i twój ojciec! Próbowaliście na siłę zrobić ze mnie "idealną żonę"! Chcieliście mnie zmusić do małżeństwa!-krzyknęłam.
Starsza pani ich wygoniła miotłą, a ja trzęsłam się z emocji. Czerwonowłosy mnie objął. Starsza pani trochę mnie uspokoiła po czym wróciła do kuchni. Z Kyojim czekałam w salonie. Ciągle mnie zaczepiał i czasem robił głupie miny. Po 15 minutach mogliśmy wejść już do jadalni. Na stole było pełno ciast, galaretek i owoców. Zadziwiające, że starsza kobieta mogła zrobić aż tyle. Uśmiechnęłam się lekko. Przebywałam w ich domu do 20, a po tym odprowadził mnie pod domek letniskowy. Na koniec jeszcze mnie pocałował. Musiało to dość długo trwać, ponieważ Shin zaczął się wydzierać.

czwartek, 9 czerwca 2016

Rozdział 15

Shino

Naglę coś niedobrego zaczęło dziać z Shay, krzyknęła a chwilę później zaczęła kasłać krwią. Podbiegłem do niej by sprawdzić czy mogę jej jakoś pomóc, naglę przestała i chwilowo przestała się ruszać. Wołałem ją ale nic to nie dawało. Lyn również próbował ale w dalszym ciągu nic to nie dawało, po jakiś pięciu minutach dziewczyna w końcu się poruszyła. Podniosła głowę i spojrzała w pierw na czarnowłosego a następnie na mnie
- Sh...Shiro? - mruknęła, jej głos brzmiał strasznie słabo - Wyglądasz inaczej - dodała
- "Inaczej"? Co masz na myśli? - spytałem zdezorientowany, czemu nazwała mnie Shiro?
- Wyglądasz młodziej, czy to przez to że ściąłeś włosy? - patrzyłem na nią cały czas pytająco, nie miałem pojęcia o czym ona mówi
- Ja od zawsze mam takie uczesanie... Nie mam pojęcia o czym mówisz Shay
- "Shay"? Co ty bredzisz, mam na imię Chinmi - oznajmiła po czym przed oczami mignął mi obraz tej kobiety, były bardzo podobne - Shiro, co się dzieje? Zachowujesz się dziwnie - oznajmiła. Naglę poczułem mocny ścisk w głowie aż się zachwiałem prawie upadając. Głowa zaczynała mnie boleć coraz mocnej, wszystko widziałem jak przez mgłę. Naglę przed moimi oczami zaczęły przewijać się różne sceny tyle że w kilkukrotnym przyśpieszeniu. Naglę wszystkie "wspomnienia" znalazły się w mojej głowie... Byłem królem zaświatów ponad 1000 lat temu, Chi była moją żoną a mój brat okazał się być zdrajcą i zamordował najpierw ją a później podczas walki mnie. Ze względu że Kuro zasiadł na tronie wypędził moją duszę z zaświatów bym nic nie mógł zrobić puki jestem słaby. Przez całe tysiąc lecie wegetowałem w "wymiarze między wymiarami" tak zwanej nicości gdyż z powodu że byłem władcą zaświatów nie można mi było postawić nogi w Niebiańskim Królestwie. Jedyną pierwszą szansą na powrót do życia to wniknięcie do ciała męskiego potomka Rodziny Królewskiej. Z jakiegoś powodu każde pokolenie Rodziny królewskiej wydawało na świat potomków płci żeńskiej. Lecz nie przewidziałem tego że jak wniknę do ciała Shino wszystkie moje wspomnienia zostaną zablokowane. Ocknąłem się dopiero po jakimś czasie w ramionach Chi... Znaczy Shay, przez którą przemawiała Chi. Patrzyła na mnie z lekkim uśmiechem. Zanim zdążyłem coś powiedzieć ona lekko pogłaskała mnie po głowie
- Shiro, dlaczego przywłaszyczyłeś sobie to ciało bez pozwolenia właściciela
- To nie tak! Ja tylko chciałem...
- No dobra, nie musisz się już tłumaczyć. Puki to ciało nie umrze zostaniesz tam ale nie odciągaj od kontroli właściciela puki to nie będzie naprawdę konieczne - powiedziała, tylko kiwnąłem głową, z tego co przeżyłem wiem że nie warto się z nią nie zgadzać. Zamknąłem oczy i przeniosłem się do "pokoju dusz", rozejrzałem się i dopiero po chwili zauważyłem Shina siedzącego skulonego kilka metrów dalej. Przykucnąłem przy chłopaku i położyłem rękę na jego głowie
- Wybacz za to wszystko. Gdybym posiadał moje wspomnienia od samego początku prawdopodobnie postąpiłbym tak jak wtedy. Przysięgam że więcej nie przejmę twojego ciała bez pozwolenia chyba że będziesz potrzebował mojej pomocy. Jeszcze jedno... Jeżeli chcesz przywrócić siostrę do życia musisz znaleźć wszystkie odłamki rubinu z jej serca - Shino kiwnął głową po czym rozbłysło jasne światło.
***************
Ostatnie co słyszałem od Shiro to żebym znalazł wszystkie odłamki kamienia, powiedział jeszcze coś pod koniec ale nie dosłyszałem co. Po jakimś czasie w końcu byłem w stanie otworzyć oczy. Tuż obok mnie klęczała Shay a raczej Chinmi która się przed chwilą ukazała. Z pleców wyrastały jej wielkie śnieżnobiałe skrzydła. Nie wiem jak długo się na nią patrzyłem ale w koń "ocknąłem się" całkowicie
- Co się stało z Lynem - spytałem po chwili
- Leży tam - odparła i spojrzała na bok. Chłopak najwidoczniej był nieprzytomny - Widocznie nie tylko Shiro zaczął bawić się w reinkarnację... Jakimś sposobem dusza Kuro, brata Shiro, wybrało sobie Lyna za "pośrednika". Założyłam na niego pieczęć więc Kuro powinien się na dłuższy czas nie dawać we znaki a chłopak powinien się wkrótce obudzić. W każdym razie mój czas w tym ciele się kończy. Twoja siostra po tym bedzie musiała dosyć odpocząć bo przejęłam jej ciało pierwszy raz i niespodziewanie. Wolałam zaiterweniować, nigdy nie wiadomo co im dwóm przyjdzie do głowy... Wierzę że będziesz dobrym królem ale sam musisz w to uwierzyć Shino - powiedziała i po tych słowach straciła przytomność. W ostatnim momencie zdążyłem ją złapać by nie uderzyła głową o podłogę. Pare sekund puźniej Lyn się ocknął, zaczynał lekko panikować widząc nieprzytomną Shay, mało kiedy widzę go takiego. Wyjaśniłem mu wszystko po czym chciałem zanieść siostrę do jej pokoju ale demon uparł się że on to zrobi. Shay obudziła się następnego dnia i powiedziałem jej o wszystkim co miało miejsce wczoraj. Minęły dwa tygodnie wszystko wróciło do "normy", lecz Shay z każdym dniem robiła się słabsza, zwracając uwagę na to że jest tymczasowo ożywioną zjawą będzie musiała wkrótce wracać do "tamtego świata". Mimo że Shay czuła się coraz gorzej nie przeszkadzało to jej w "rozpieszczaniu" Lily, trsktowała ją jak "kochaną młodszą siostrę". Ja międzyczasie szukałem odłamków kamienia, znalazłem prawie wszystkie, chyba został ostatni kawałek ale za nic nie mogłem go znaleźć. Usiadłem smętny na kanapie i co chwile spoglądałem na sakiewkę z odłamkami
- Shino-sama wszystko w porządku? - nagle obok znikąd pojawiła się Lily
- Tak... Wszystko w porządku - odparłem z lekkim uśmiechem i z powrotem spojrzałem na sakiewkę. Po chwili dziewczynka wspięła się na kanapę i... Ugryzła mnie w policzek? - Ał... Co ty robisz? - spytałem zaskoczony trzymając rękę przy ugryzionym miejscu
- Jak czytałam z Shayren-sama książeczkę dziewczyna ugryzła smutnego chłopaka w policzek i momentalnie się rozpogodził
- Lily myślę że tam nie chodziło o gryzienie w policzek
- W takim razie co?
- Nie wiem co razem czytałyście ale ta dziewczyna raczej pocałowała chłopaka
- Czyli jak później go ugryzła w wargi to też był pocałunek? Będąc w zaświatach nigdy o czymś takim nie słyszałam. Jak się to robi? Shino-sama, pokaże mi Pan?
- Ale co?
- Pocałunek
- Etto... Wybacz mi Lily ale mogę cię pocałować najwyżej w czoło
- Dlaczego?
- Pocałunki w inne miejsca są zarezerwowane dla osoby którą się kocha - odparłem, proszę nie pytaj już o nic więcej
- Aha... Skoro Shin-sama tak dużo o tym wie to znaczy że się Pan już całował
- Etto... Można tak powiedzieć - Nie wiem czy można to tak nazwać, moim jedynym "pocałunkiem" było to gdy Rey mnie powstrzymał od zabicia jakieś dziewczyny i dał mi się napić swojej krwi, zważając że to Rey to nie mogę nazwać tego pocałunkiem. A to z Shay się nie liczy bo wtedy Shiro przejął kontrolę nad moim ciałem, więc to nie byłem ja - Masz jeszcze jakieś pytania? - spytałem miłym tonem głosu... Błagam powiedz "nie"
- Chyba nie, jak coś to zapytam Shayren-sama - oznajmił i gdzieś poszła. Lubię Lily ale czasami bywa trochę irytująca... W ostatnim czasie w ogóle nie widziałem Rey'a nie było go w ogóle w posiadłości. Wracając do swojego pokoju lekko się zamyśliłem i wpadłem na kogoś, to był Rey wyglądał jakby był czymś wkurzony, dopiero po chwili spojrzał na mnie
- Uważaj jak chodzisz - sykną
- Prz... Przepraszam - zająnąłem się po czym szarowłosy lekko nieznacznie się uśmiechnął
- Widzę wrócił ciamajdowaty Shino. W sumie to się cieszę
- Hę? - Czy ja dobrze słyszałem? Cieszy się że "wróciłem"
- Po tym co ostatnio przeszedłem przyda mi się moja zabawka - dodał po czym wszystko stało się oczywiste
- Właśnie, gdzie byłeś przez te dwa tygodnie?
- Nie twoja sprawa - odparł groźnie i odszedł, może lepiej się nie trącać. Poszedłem do swojego pokoju i schowałem sakiewkę z odnalezionymi odłamkami. Przez kolejne kilka dni próbowałem odnaleźć ostatni kawałek kamienia ale znowu bez rezultatów. Idąc do salonu zauważyłem Rey'a na kanapie nie wyglądał żeby był w dobrym nastroju
- Wszystko w porządku? - spytałem stojąc obok
- Taa - burknął. Od razu widać było że coś go trapi. Nie mam pojęcia co mogłoby mu poprawić humor, pomijając molestowanie seksualnie mojego ciała
- Tak mi się przypomniało... Chyba za kilka dni masz urodziny, prawda? Może chciałbyś jakiś prezent czy coś? - nic innego w tej chwili mi nie przychodziło do głowy
- Skąd wiesz kiedy mam urodziny
- E... Etto...
- Eh... Nie ważne. Nie bawię w takiekie pierdoły jak urodziny. Nie rozumiem powodu świętowania tego że ktoś się starzeje - odparł obojętnie. Wolałem już nic nie mówić więc się oddaliłem. Trzy dni później, po południu Shay razem z Lily wyszły gdzieś, obawiałem się odrobinę o Shay bo z każdym dniem jest coraz słabsza ale uparła się że nic jej nie będzie. Na korytarzu znowu natknąłem się na Rey'a. Znowu był czymś wkurzony. Nie zdążyłem nic powiedzieć jak złapał mnie za nadgarstek i zaczął za sobą ciągnąć
- Rey! Do kąd mnie ciągniesz? - spytałem mimo to chyba znałem odpowiedź
- Pamiętasz jak zapytałeś czy chciałbym jakiś prezent urodzinowy. Cóż, zmieniłem zdanie co do tego. Ale ze względu na to że wybredny sam sobie wybiorę prezent - powiedział i zaciągnął mnie do swojego pokoju. Przyszpilił  mnie do ściany i zaczął ściągać ze mnie ubrania
- Masz zamiar powiedzieć że ja jestem tym "prezentem"?
- A dlaczego nie - powiedział cwaniacko - Tyle że tym razem mam zamiar pomolestować cię w inny sposób niż zwykle - powiedział i wyciągnął z szuflady obok rolkę czerwonej wstążki, którą na samym początku związał mi ręce, rzucił mnie na łóżko po czym przywiącał wstążkę do ramy. Owinął wstążkę jeszcze pare razy wokół mojego torsu i zakończył wiązając kokardkę na moim człąku - Już jesteś twardy? Od czegoś takiego? Coraz bardziej się utwierdzam w przekonaniu że jesteś masochistą. Może następnym razem użyję sznura. Co ty na to? - powiedział cwaniacko jeżdżąc palcami po moich plecach - Widze że wszystkie malinki które ci zrobiłem zagoiły się.  To nie dobrze, musisz być zaznaczony że należysz do mnie - dodał po chwili i zaczął robić mi malinki w różnych miejscach, obojczyk, podbrzusze, ręka, łydka I tak dalej. Niektóre były delikatne, prawie nie odczówalne a przy niektórych wgryzał się aż do krwi. Robił to przez dłuższy czas z krótkimi przerwami, jakby chciał sprawdzić czy dojdę od samego gryzienia. Po jakimś czasie rozpiął swoje spodnie i wszedł we mnie - Jesteś gorący w środku - Znowu zaczyna z tą narracją - Tak uroczo tutaj drżyż, a twoje jęki są takie podniecające - dodał z uśmiechając się wrednie i wchodząc coraz głębiej mnie - twój punkt G był chyba gdzieś tutaj, prawda? - jak tylko to powiedział trafił na wspomniane miejsce przez co głośniej jęknąłem po czym złotooki cicho się zaśmiał. Nie mogłem wytrzymać i doszedłem po chwili - Nawet cię tam nie dotykałem, już doszedłeś? Poplamiłeś wstążkę - oznajmił pocierając powoli mojego penisa, ze względu że przed chwilą doszedłem to miejsce było teraz nadwrażliwe. Z powodu że ręce miałem przywiązane do ramy mogłem się teraz tylko wiercić i pojękiwać. Po jakimś czasie gdy juz on doszedł rozwiązał mnie. Ale i tak mogłem się ruszyc dopiero po jakimś czasie. Ubrałem się i obolały zszedłem do salonu i usiadłem na kanapie. Naglę do pomieszczenia wpadła rozhisteryzowana Lily
- Shino-sama! - krzyknęła ze łzami w oczach
- Co się stało Lily?
- Shayren-sama, ona... Ona otworzyła jakąś księgę i coś ją opętało! - krzyknęła, w tym momencie do pokoju równiesz wszedł Lyn
- Gdzie ona jest? - spytaliśmy niemal jednocześnie
- Zaprowadzę Pana tam
- Chwila, ja też idę. Jakby nie patrzeć też jestem jej bratem i się o nią martwię - w sumie ma rację, a poza tym nie mamy czasu się teraz kłócić. Po drodze przy wyjściu Rey również uparł się że też pójdzie. Lily zaprowadziła nas do jakiejś biblioteki w starym opuszczonym zamku. Na środku pomieszczenia klęczała Shay z opuszczoną głową
~ Uważaj! - usłyszałem czyiś głos i coś zmusiło mnie do odskoczenia na bok, Ledwo uniknąłem wielkiej łodygi z kolcami która wijąc się jak żywe pnącza poleciała w moim kierunku ~ Staraj się nie zranić tym kolcom, rany będą się długo goić
- Mówiliście coś? - spytałem patrząc na Lyn'a i Rey'a, obaj zaprzeczyli
~ To ja tumanie, Shiro. Odkryłem sposób że mogę się z tobą porozumiewać telepatycznie i nie muszę cię ściągać do pokoju dusz, tylko jest mały problem, ja mogę "mówić" do ciebie ale ty nie możesz mi odpowiedzieć myślami i musisz coś powiedzieć na głos więc lepiej nie gadaj tak w jakiś tłumach bo ktoś cie jeszcze uzna za wariata. W każdym razie nie możesz robić zbyt gwałtownych ruchów, inaczej łatwiej cię "wyczuje". Widzisz tą księgę z pozłacanym grzbietem? Musisz przeczytać tekst ze strony 483 ale to nie wszystko. Jak wypowiesz cały tekst przeniesiesz się do jej głowy, gdzie będziesz musiał powiedzieć jej prawdziwe imię
- Prawdziwe imię? - szepnąłem żeby reszta mnie nie usłyszała
~ Te imiona które teraz nosicie nie są waszymi prawdziwymi. Wszystkie imiona będą spisane w księdze, zanim spytasz "Skąd będę wiedział które jest poprawne?", gdy ujrzysz spis będziesz wiedział - zapewnił mnie, mimo to w dalszym ciągu czułem się niepewnie ~ Jeszcze jedno, lepiej nie atakujcie pędów, bo tym samym zadajecie ból Shayren - dodał po chwili. Powoli kierowałem się do półki wskazanej przez Shiro próbując nie robić gwałtownych ruchów
- Shino, co ty robisz? - krzyknął Rey gdyż kierowałem się w stronę gdzie było najwięcej pędów
- Muszę zdobyć tą księgę - oznajmiłem - Aha, żebym nie zapomniał, nie atakujcie pędów bo "zranicie" Shay
- Skąd ty to niby wiesz - wtrącił się Lyn
- Shiro mi powiedział. Wytłumaczył mi również jak pomóc Shay więc zrobię to nawet jeżeli będę musiał to przypłacić własnym życiem
- To przynajmniej powiedz o co chodzi. Na pewno będę w stanie to zrobić lepiej od ciebie - burknął Lyn
- Jaka skromność - powiedziałem sam do siebie
~ Nie możesz im pozwolić zrobić tego za siebie, jeżeli poznaliby prawdziwe imię Shay mogłoby to doprowadzić do nieprzyjemnych konsekwencji
- Słuchasz ty mnie w ogóle?!
- Wybacz nie mogę wam tego powierzyć - odparłem i udało mi się dotrzeć do półki, wziąłem księgę do ręki i otworzyłem na danej stronie - Shiro, co to za język? - szepnąłem gdy ujrzałem słowa które pierwszy raz widzę na oczy
~ Pierwotny język królestwa zaświatów. Nie gadaj tylko czytaj do 5 linijki pod spodem masz wypisane imiona - powiedział, od razu zacząłem czytać to coś, nawet nie wiedziałem co mówiłem ale coś się zaczęło dziać pod spodem były wypisane 9 imion żeńskich z każdego z nich świeciła się jedna litera, z liter ułożonych po kolei wyszło "LUMINOSIE", czyżby to było jej imię? Naglę wszystko mignęło i znalazłem się w jakimś ogrodzie pełnym róż ~ Zrobiłeś parę błędów językowych ale jak widać się udało. Teraz musisz znaleźć Shay i wypowiedzieć jej imię...



Shayren



Czułam ból. Ogromny ból. Nie widziałam, co jest na zewnątrz, ale na pewno nie było to zbyt miłe. W ręce ciągle wpijały mi się kolce, a do tego miałam nieopanowaną chęć wypicia krwi. Podniosłam lekko głowę i zobaczyłam jakąś postać, idącą w moją stronę.
-Shin?...-mruknęłam sama do siebie.
Jak się okazało, miałam rację. To był on. W ręce miał jakąś dziwaczną księgę. W pewnym momencie otworzył ją i przeczytał czyjeś imię. Coś ścisnęło mi nagle serce i ocknęłam się na podłodze w bibliotece. Wszystko bolało. Brat podbiegł do mnie i pomógł wstać. Zachwiałam się lekko na nogach.
-Co?... Co się?... Co się stało?...-zapytałam niemrawo.
-Lily powiedziała, że otworzyłaś jakąś książkę...-wyjaśnił.
-Ah... pamiętam. Byłam po prostu ciekawa, co tam jest, no i...-burknęłam coraz słabiej.
To chyba po tej "przemianie". Czułam się coraz gorzej i gorzej. Tak, jakbym się rozpływała. Nie... błagam... nie w tym momencie! Nie chcę teraz wracać!... Nagle przypomniałam sobie o pewnym "zaklęciu", pozwalającemu nadal żyć, ale był pewien haczyk... miałam wrócić do czasów dzieciństwa. Czyli znów mieć 6 lat i stracić wspomnienia. Byłam jednak na tyle zdesperowana, by je wypowiedzieć.

~~^*^~~

Podniosłam się delikatnie z ziemi i rozejrzałam wokoło. Widziałam dwójkę nieznanych mi osób i brata, ale był duży. Patrzył na mnie ze zdziwieniem. 
-Onii - san! Czemu tak wyrosłeś? Ta też chcee!-powiedziałam patrząc na niego i nadęłam buzię. Chłopak westchnął, uśmiechnął się lekko i wziął mnie na ręce. Uczepiłam się jego bluzki. Byłam nieco wystraszona. Zaczęliśmy iść w stronę dużego domu. Za nami podążało dwóch mężczyzn. Nawet się nie obejrzałam, jak byliśmy na miejscu. Shino postawił mnie na ziemię w salonie. Podjęłam próbę wgramolenia się na kanapę, i po 8 razach mi się udało, a jak już usiadłam w rogu to nikogo nie było. Wystraszona skuliłam się. Rozglądałam się wokoło, dopóki jeden z chłopaków, którzy byli w bibliotece nie klęknął przede mną.
-Jestem Lyn, a ty?-zapytał z uśmiechem.
-S...Shay... Shayren...-wydukałam. 
Czarnowłosy chował coś za plecami, a ja bardzo chciałam wiedzieć, co. Zaczęłam przez ramiona zaglądać mu, co tam ma, ale mi się nie udało... Pstryknął mnie w nos.W pewnym momencie pokazał mi talerzyk z dużą kremówką i łyżeczką. Patrzyłam na ciasto z gwiazdkami w oczach. 
-Chciałabyś je zjeść?-zapytał.
-A mogę?!
-Jasne, że tak.-odparł i podał mi rzecz. Usiadł obok, a ja po chwili usadowiłam się na jego kolanach i zaczęłam jeść. Chłopak westchnął. W połowie nieco chwiejnie wstałam i zabrałam nieco kremu na łyżeczkę przykładając ją do ust czarnowłosego. Odsunął lekko głowę.
-Powiedz "AA"!-powiedziałam.
Otworzył usta i zjadł krem. Gdy skończyłam jedzenie wziął talerzyk i odłożył go na bok. W pewnym momencie do pokoju wszedł Shino. Naburmuszona zerknęłam na niego i szybko odwróciłam wzrok. Jak on mógł mnie tak zostawić?! Usłyszałam skrzypienie podłogi.
-Shay? Shay, co się stało?...-zapytał.
Zapłakana spojrzałam na niego.
-Zostawiłeś mnie! A ja nawet nie wiem, co to za miejsce!-krzyknęłam z płaczem. 
Chłopak zwiesił głowę.
-Shay, to nie to, co było kiedyś. Nie mogę się tobą opiekować 24h na dobę... rozumiesz, prawda?...-powiedział.
Zaczęłam zaprzeczać.
-Nie! Nie rozumiem! Nie jesteś moim kochanym braciszkiem! Shino zawsze o mnie dbał! Zawsze!-wrzasnęłam i wybiegłam z pomieszczenia. Ukryłam się w jednym z pokoi i płakałam w kącie. Otarłam rękawem oczy, które stały się czerwone i spuchnięte. Bardzo bolały. Siąknęłam nosem, podniosłam się z podłogi i otrzepałam sukienkę. Otworzyłam jakoś drzwi i wyjrzałam zza nich. Widziałam czarnowłosego, który gorączkowo otwierał wszystkie drzwi. 
-Lyn - chan?-mruknęłam. 
Chłopak szybko spojrzał w moją stronę i się uśmiechnął. Podbiegł do mnie, przykucnął i przytulił. 
-Nie strasz mnie tak... szukam cię już 2 godziny! Nawet nie wiesz, jak się martwiłem...-odparł. 
-Przepraszam, że sprawiłam kłopot...-wydukałam. 
Czarnowłosy odgarnął mi włosy z czoła i pocałował je. Podniósł mnie i zaniósł do dużego pokoju z ogromnym stołem i wieloma krzesłami. Zauważyłam Shina i jakiegoś szarowłosego mężczyznę. Schowałam twarz w koszuli chłopaka. W pewnym momencie usiadł, ja także, ale znów usadowiłam się na jego kolanach. Kilka elegancko ubranych osób przyniosło ze sobą srebrne tacki. Patrzyłam na wszystko ze smakiem. Lyn się cicho zaśmiał.
-Co ci nałożyć? Możesz brać co tylko zechcesz.-oznajmił. 
Wskazywałam palcem na poszczególne dania. Chłopak po kolei mi je podawał, aż się najadłam i czekałam, aż on skończy. W pewnym momencie elegancko ubrany mężczyzna postawił przed nami dużą szklankę soku. 
-Wypij. Ma dużo witamin i jest pyszne.-odparł podając mi rzecz. Wypiłam wszystko, a w międzyczasie czarnowłosy skończył jeść. Bez słowa chwycił mnie za rękę i zaprowadził do jednego, z pokoi. Był duży, jasny i miał niebieskie meble. Tak, jak prześcieradła.
-Powinnaś iść spać, jest już bardzo późno.-oznajmił. 
Chwyciłam go za nogawkę.
-Nie chce spać samaaa!-wydukałam.
Lyn westchnął i pomógł mi się przebrać w piżamę, ale wejście na łóżko nie było już takie łatwe, więc także musiał zainterweniować. Otulił mnie kołdrą i położył się obok. Wtuliłam się w jego ramię i powoli zasypiałam. Rano chłopak nadal był obok, ale już nie spał. Szturchnęłam go lekko. Odwrócił się w moją stronę i uśmiechnął. Wyszedł na chwilę do innego pomieszczenia i wrócił przebrany. Ja nadal w koszuli nocnej leżałam pod kołdrą. Chłopak zawołał jakąś kobietę, która pomogła mi się ubrać. Usłyszałam nagle dochodzące z dołu odgłosy dzieci. Pociągnęłam Lyna za sobą i zeszłam do salonu. Zauważyłam wielu dorosłych i 4 chłopców, zapewne niewiele starszych ode mnie. Schowałam się za nogami czarnowłosego. Wszystkie kobiety spojrzały w naszą stronę i zapiszczały.
-Jaka ona jest urocza!-krzyknęła wysoka brunetka.
-Yuno! Oddaj mi tę małą damę!-odparła niska szatynka.
Czarnowłosa kobieta zaprzeczyła i wzięła mnie na ręce.
-Doskonale wiecie, że Lyn by mi nie wybaczył.-powiedziała.
Czyli jest moją mamą. Postawiła mnie na ziemię obok czwórki chłopców, którzy siedzieli na puchatym dywanie. Byli tego samego wzrostu i mieli ten sam kolor oczu - były srebrne. Usiadłam po turecku i zwiesiłam głowę. Czarnowłosy usiadł za mną i zachęcił do zabawy. Po 10 minutach błagań zgodził się zagrać ze mną i gośćmi w chowanego. Uradowana pobiegłam do ogrodu, gdy zaczął liczyć. Nadal myślałam, gdzie mogę się schować, aby mnie nie zauważył. Wcisnęłam się w jakąś dziurę w krzewie róż i skuliłam tam. Kolce nie dosięgały mnie, ponieważ spokojnie się mieściłam w kryjówce. Czekałam, czekałam i czekałam, ale nikt po mnie nie przyszedł. Postanowiłam wyjść. Wszystko było inne, niż przedtem. Niektóre kwiaty się paliły, niebo przybrało czerwony kolor, chmury były czarne a zamiast słońca był księżyc. Wszędzie latały jakieś dziwnie ubrane osoby. Nie zwracały na mnie uwagi. Ostrożnie stąpałam po ścieżce. Dotarłam do altanki, która była taka, jak przedtem. Kwiaty w niej także. Postanowiłam się w niej schować i przeczekać ten koszmar. Jakoś tak mi się przysnęło, a jak się obudziłam słońce już świeciło...