Ostatnio Shay odwiedził jakiś mężczyzna nie zdążyłem się dowiedzieć kto to gdyż go ujrzałem akurat wychodził a siostra nic mi nie chciała powiedzieć. Postanowiłem wyjść się przejść, co chwilę się rozglądałem czy przypadkiem Rey za mną nie poszedł, oczywiście go nie było. A gdzie się podziało jego "Pilnowanie cię to mój obowiązek jako chowańca" żałosne, ignoruje mnie od czasu zaczął spotykać się z moją siostrą... Nie to że on mnie obchodzi, po prostu w końcu jest moim chowańcem, powinien chodź odrobinę zdawać sobie sprawę że jest moim "sługą". W sumie to przestaję się dziwić dlaczego ma zakaz wstępu na zamek Zaświatów, pewnie wkurzył lub sprowokował jednego z władców i mu się oberwało... Zatrzymałem się w parku przy jeziorze, oparłem się o jedno z drzew i rozglądałem się po otoczeniu, naglę mój wzrok zatrzymał się na jednej osobie. Mikado stał niedaleko i robił jakieś zdjęcia, postanowiłem do niego podejść. Czarnowłosy prawie od razu mnie zauważył po czym się uśmiechnął
- Znowu na spacerze?
- Taa, nie mam co robić więc postanowiłem się przejść
- Chyba żartujesz, przyjechałeś na wakacje do gorących źródeł i ty mówisz że nie masz co robić?
- Nie za bardzo lubię gorących kąpieli
- Nie chcę być złośliwy ale to tak jakbyś wykupił bilet miesięczny na basen nie umiejąc pływać
- Wcale nie chciałem tutaj jechać... Przyjechałem tylko by pilnować siostrę. Ale nie ma tego złego, przynajmniej poznałem ciebie - oznajmiłem na co chłopak odrobinę się do mnie przybliżył
- Nie prowokuj mnie w miejscu publicznym - powiedział po czym się zaśmiał
- To żadna prowokacja... Po prostu mówię prawdę
- Bardzo mnie cieszą twoje słowa - odparł - Mogę ci zrobić zdjęcie? - spytał po chwili
- Teraz? - spytałem na co chłopak przytaknął - No, dobra... - nie za bardzo lubię jak toś robi mi zdjęcia ale się zgodziłem. Chłopak odrobinę się cofnął i zrobił mi zdjęcie, jak się spodziewałem nie wyszedłem najlepiej - Mówiłem, nie jestem fotogeniczny
- Czego chcesz zdjęcie wyszło nawet dobrze, po prostu nie jesteś przyzwyczajony do obiektywu i się wstydzisz - oznajmił cały czas się uśmiechając - Pamiętaj że zgodziłeś się żebym zrobił ci sesję zdjęciową
- A no tak... Nie wiem czy się nadaję do tego...
- Oczywiście że się nadajesz. Z resztą, tych zdjęć pragnę najbardziej niż jakiekolwiek inne - powiedział zupełnie innym tonem głosu, bardziej uwodzicielskim. Naglę w oddali zobaczyłem Shay stojącą razem z Rey'em - Może poszlibyśmy do mojego domu to zrobiłbym ci te zdjęcia? - zaproponował czarnowłosy
- Wybacz, może następnym razem, widzę moją siostrę. Jej wzrok mówi wszystko. Chyba powinienem już iść...
- Czyli następnym razem?
- Jasne
- Trzymam cie za słowo - oznajmił - do zobaczenia - dodał po czym sam poszedł w przeciwną stronę. Spojrzałem w stronę siostry i złotookiego, Shay w dalszym ciągu dziwnie na mnie patrzyła. Poszedłem w ich stronę, nawet nie zdążyłem nic powiedzieć jak siostra zaczęła zadawać pytania
- Czemu wyszedłeś nic nie mówiąc i kim był ten chłopak z którym rozmawiałeś
- Wyszedłem bo musiałem zaczerpnąć świeżego powietrza, muszę za każdym razem się meldować kiedy wychodzę?
- Tak! Żebym się nie martwiła! Nie odpowiedziałeś na drugie pytanie, kim on był?
- Znajomym... Poznałem go niedawno
- Znajomy...?
- Tak, a co? - odparłem, Rey się nawet nie odzywał
- Co się z tobą ostatnio dzieje Shino. Zachowujesz się inaczej niż zwykle
- Zachowuję się jak zawsze
- No właśnie nie. Czy to przez to że ja i Rey...
- Daj już spokój, wasz związek mnie nie obchodzi do puki on cię nie skrzywdzi. Dotarło do mnie w końcu że dla niego nigdy nic nie znaczyłem. Teraz łączy nas wyłącznie to że jest moim chowańcem - oznajmiłem, przeszedłem jeszcze parę kroków jak naglę ziemia się zatrzęsła odrzuciło nas na dwie różne strony. Z pęknięcia w chodniku zaczęła wyłaniać się dziwna półprzeźroczysta fioletowa maź która owinęła się wokół mojej nogi. Mimo że maź wyglądała płynną i dosyć słabą sprawiała że nie mogłem oderwać owej nogi od podłoża, maź zaczynała momentalnie rosnąć i pokrywać coraz większą powierzchnie mojego ciała
- Shino! - usłyszałem głos zbliżającego się do mnie Rey'a, wyciągnął już rękę żeby mnie chwycić ale między tymi milimetrami które dzieliły jego dłoń ode mnie pojawił się oślepiający błysk i odrzuciło demona parę metrów ode mnie - To przez ten rozkaz, który mi dałeś żebym cię nie dotykał... Wyczuwam z tej mazi potężną magiczną energie, jeżeli cię wchłonie wyssie z ciebie całą energię i umrzesz! Shino, musisz szybko cofnąć rozkaz inaczej nie będę w stanie cię uratować! - krzyknął. Nie mogę cały czas polegać na innych, muszę się jakoś sam stąd wydostać ale przy każdym moim najmniejszym ruchu maź zwiększała swoją objętość jeszcze szybciej - Shino, wiem że po tym co powiedziałem będziesz chciał próbować robić wszystko sam ale tu chodzi o twoje życie idioto! Odwołaj ten rozkaz i pozwól się uratować kretynie!
- Shino! Zrób to co mówi Rey, proszę! - wtrąciła się siostra
- Ja... Odwołuję ostatni ro... - Nie zdążyłem dokończyć zdania jak maź zakryła moje usta. Mimo że tym razem Rey również próbował coś zrobić powtórzyła nie sytuacja co przed chwilą
- To nie działa, musi wypowiedzieć zdanie do końca - powiedział po czym siostra zaczęła się zbliżać w moją stronę ale Rey ją powstrzymał - Co robisz?
- Nie możemy tak stać i gapić się jak Shino umiera! Jeżeli ty go nie możesz uratować to ja to muszę zrobić
- Jeżeli tylko zbliżysz się to tego czegoś ciebie też ta maź zaatakuje - oznajmił. Zanim się zorientowałem, maź zdążyła mnie pochłonąć całkowicie, zacząłem czuć się słabo a oczy same mi się zamknęły... Gdy byłem w stanie je otworzyć byłem w pokoju dusz, nieopodal siedział Shiro, tyle że tym razem już nie wyglądał jak ja tylko bardziej przypominał mężczyznę z retrospekcji
- Co się dzieje Shiro, ściągnąłeś mnie tu?
- Nie... Nawet nie mogłem się z tobą połączyć a co dopiero cię tu ściągnąć
- Więc dlaczego tutaj jestem i dlaczego wyglądasz inaczej niż wcześniej?
- Na oba pytania jest jedna odpowiedź... Umierasz...
- Co?
- Ta magiczna maź zaczyna z ciebie wysysać energię życiową przez co powoli umierasz
- Nie może być! Może jesteś w stanie coś z tym zrobić? Przejąć moje ciało i użyć jakiejś mocy?
- Niestety kiedy ty tracisz siły, ja w twoim ciele nie jestem w stanie nic zrobić. Jedynym ratunkiem teraz był ten lis ale musiałeś wydać mu takie durny i niebezpieczny rozkaz. I nie możesz powiedzieć "skąd mogłem wiedzieć że coś takiego się stanie" sam lis cię ostrzegał o konsekwencjach tego rozkazu. Więc jeżeli umrzesz sam będziesz sobie winny... Na dodatek jeszcze nie jesteś godowy żeby zasiąść na tronie, więc śmierć w takim okresie nie jest dla ciebie korzystna jako następca
- Na pewno musi być jakiś sposób żebym przeżył!
- Jedyne co możemy zrobić to modlić się żeby ktoś jeszcze zainterweniował albo uznali twój kontrakt z Rey'ewm za nie ważny... Jedno wciąż mnie zastanawia. Tą maź jest w stanie stworzyć jedynie czarodziej z wysokim stopniem alchemii. Kto z czarodziejów tak bardzo cię nienawidzi że aż pragnie twojej śmierci...
Shayren
Byłam przerażona. Już miała ruszać, by wyciągnąć Shino, jak ktoś przebiegł mi przed oczami. Chłopak, z którym uprzednio był Shin skoczył za nim i po chwili go wyciągnął. Ze szczęścia zaczęłam płakać i podbiegłam do niego.
-Dziękuję... tak bardzo ci dziękuję...-wydukałam nadal drżąc.
-To nic wielkiego. Nie martw się, wyjdzie z tego, ale muszę go zabrać do siebie.-odparł.
Zaczęłam nalegać, by iść z nim. Rey także poszedł, chociaż nie wiem po co. Po przekroczeniu salonu, czarnowłosy zaniósł mojego brata na górę i po chwili wrócił. Obiecał jeszcze, że Shin wróci do domu zaraz po tym jak wydobrzeje. Koło 19 wyszłam razem z lisem. Odetchnęłam z ulgą... Po powrocie do domu od razu się położyłam i zasnęłam. Nie wiem czemu, ale byłam okropnie zmęczona.
~~*~~
Obudziłam się w jakimś dziwnym pokoju. Bardzo dziwnym. Widziałam rodziców i Natana, rozmawiali, ale mnie nie widzieli. Podbiegłam bliżej nich i stanęłam tuż obok.
-Proszę... proszę, a wręcz błagam... daj jej życie...-kobieta była roztrzęsiona i trzymała coś w rękach.
Dopiero po chwili udało mi się zauważyć, że to ja, ale nie ruszałam się i nie oddychałam. To chyba moment, w którym dostałam ciało lalki.
-Niech będzie, ale pamiętajcie, że w pewnym momencie porcelana zacznie pękać...
Oddała mnie mężczyźnie, który się oddalił. Położył mnie na stole, tak jak lalkę. Coś mruczał w nieznanym mi języku i pokój rozbłysł. Zaczęłam się ruszać i płakać. Udało się...? Do pomieszczenia wbiegli rodzice. Zaczęli się śmiać i płakać ze szczęścia. Ojciec trzymał w ramionach Shina.
-Shin, spójrz. To twoja siostrzyczka.-powiedział z uśmiechem.
-Musicie jednak uważać. Jej serce będzie celem wielu ludzi.-odparł blondyn.
Przytaknęli zgodnie.
"przeniosłam się" w inne miejsce. Byłam już starsza, w wersji, którą jestem teraz. Jakiś mężczyzna trzymał mnie za bluzkę i trzymał w górze. Wierciłam się. Miał strasznie jasne włosy, ale jeszcze nie białe, tylko zielonkawe i czarne oczy. Śmiał się.
-Nikt ci nie pomoże, rozumiesz? Nikt.-syknął.
Włożył wolną rękę w moją klatkę piersiową i chwycił rubin. Po chwili wyciągnął go a ja padłam. Moje oczy nie miały koloru, stały się szare i martwe. Nie ruszałam się.
~~*~~
Obudziłam się przerażona i prawie krzyknęłam. Był ranek. Nieco zdenerwowana szybko ubrałam się i wyszłam. Nikogo w moim pobliżu nie było, a okolica spokojna. Musiałam się nieco uspokoić. W pewnym momencie ktoś mnie złapał.
-Szukałem cię.
Odwróciłam się i ujrzałam mężczyznę ze snu. Cofnęłam się. On jednak złapał mnie za koszulkę. Ta sama scena, która mi się przyśniła. Usłyszałam jeszcze tylko krzyk Shina...
-Zostaw ją!
Patrzyłam na niego jeszcze przez chwilę, gdy znalazłam się w jakiejś dziwnej "otchłani". Wokół mnie było pełno dusz. Gdzie ja jestem?...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz