Shino
Przez te wszystkie wydarzenia zupełnie zapomniałem że od dawna już nie piłem krwi, musiałem natychmiast gdzieś wyjść żeby z pragnienia nie rzucić cię na kogoś. Byłem dosyć zaskoczony bo Rey nie polazł za mną. Poszedłem w stronę jakieś ciemnej uliczki i usiadłem pod ścianą, próbowałem się uspokoić. Na dodatek od tamtego czasu nie mogę złapać kontaktu z Shiro i miałem mętlik w głowie. Spuściłem głowę i zacząłem ciężko oddychać. "Krew, czuję krew" cały czas przetaczało mi się przez głowę
- Wszystko w porządku? - usłyszałem czyiś głos, podniosłem głowę i ujrzałem mężczyznę z czarnymi włosami i błękitnymi oczami - Jesteś wampirem? - musiał zauważyć moje kły, gdy chce mi się pić, kły zaczynają robić się dłuższe. Momentalnie zasłoniłem swoje usta - Jesteś spragniony? - spytał kucając przy mnie i po chwili wysunął w moją stronę swoją rękę - Możesz się napić mojej - dodał, nie za bardzo wiedziałem czy to zrobić - No dalej, nie krępuj się - powiedział. drżącą dłonią chwyciłem jego rękę i wbiłem kły w jego przedramię. Jego krew smakowała dziwnie, nie była niedobra ale smakowała dziwnie. Wziąłem 3-4 małe łyki i przestałem. Otarłem usta z krwi i spojrzałem na chłopaka - Lepiej? - spytał na co tylko przytaknąłem
- Przepraszam, wgryzłem się chyba za głęboko
- Nic mi nie będzie - powiedział z uśmiechem - tak w ogóle to jestem Mikado Hike
- Shino Aoiki - odparłem - Dlaczego dałeś mi się napić twojej krwi?
- Widocznie bardzo jej potrzebowałeś a nie jesteś taki sam jak reszta wampirów
- To znaczy?
- Wampiry zabijają nie tylko dla pragnienia ale również dla zabawy. Ty wyglądałeś jakbyś wolał umrzeć niż kogoś zaatakować
- Skąd tak dużo wiesz o wampirach? Zwykli ludzi zazwyczaj nawet nie wiedzą o naszym istnieniu
- Tyle że ja nie jestem "zwykłym człowiekiem" Mam mieszaną krew ale głównie to jestem kotołakiem i zmieniam się w panterę - chwile jeszcze porozmawialiśmy. Minęło już trochę czasu, lepiej żebym już wracał. Wstałem z ziemi lekko się chwiejąc - Wszystko dpbrze? Jeżeli potrzebujesz możesz się jeszcze trochę napić - powiedział
- Jesteś zbyt miły Mikado. Nie potrzebuję więcej. Jeszcze raz dziękuję
- Nie ma sprawy... Jesteś może jutro zajęty? - spytał nagle
- I tak i nie. Moja siostra straciła kogoś bliskiego, twają przygotowania do pogrzebu. Wolałbym do tego czasu być przy niej tak często jak to tylko możliwe
- Rozumiem. Mimo wszystko chciałbym cię lepiej poznać, wydajesz mi się bardzo ciekawą osobą - powiedział z uśmiechem. Po chwili wyciągnął jakąś kartkę I coś na niej zapisał - To jest mój numer, jakbyś zmienił zdanie albo będziesz potrzebował trochę krwi możesz zawsze zadzwonić
- Daj spokój nie będę dzwonił do ciebie z powodu mojego "głodu". Nie wykorzystuję innych jak wodopój - odparłem biorę od niego kartkę
- To dobrze ale jak ja ci sam to proponuję to wtedy nie jest wykorzystywanie - oznajmił. Pożegnałem się z chłopakiem i wróciłem do domku letniskowego. Zastałem Rey'a w salonie, powiedział że Shay jest w swoim pokoju
- Nie poszedłeś dziś za mną?
- Myślałem że chcesz trochę prywatności. Z resztą ktoś musiał zostać z Shay gdy jest w takim stanie a ty sobie gdzieś polazłeś - naglę zapadła niezręczna cisza
- Rey, ja muszę cię o coś zapytać
- O co znowu chodzi?
- Pamiętasz to jak ci kazał dokończyć jakąś wypowiedź i powiedziałeś że mnie kochasz... Czy to była prawda? - spytałem po czym szarowłosy spojrzał na mnie. Musiałem o to zapytać, nie dawało mi to spokoju, w dalszym ciągu gdy razem uprawialiśmy seks czułem się wyłącznie jak jego zabawka
- Nie - odparł po chwili - Nie kocham cię, troszczę się o ciebie tylko dlatego bo jest to moim obowiązkiem jako chowaniec. A to że uprawialiśmy razem seks to dobrze znasz mój powód, nie jeden raz ci go powtarzałem - odparł, właśnie takiej odpowiedzi się obawiałem. Łzy zbierały mi się w oczach a serce zaczęło boleć
- W takim razie, skoro to ma w dalszym ciągu tak wyglądać... Nie chcę abyś mnie już kiedykolwiek dotykał!
- He? Chyba do końca nie przemyślałeś tego rozkazu. Nie będę mógł cię tknąć nawet jak bedziesz w niebezpieczeństwie!
- Nie obchodzi mnie to, w takim razie sam sobie poradzę!
- Nie rozśmieszaj mnie. Nie jesteś w stanie nic zrobić sam, nawet jeżeli sam coś zrobisz to tylko dzięki Shiro... Za każdym razem jak miałeś jakieś kłopoty trzeba było ratować twoją dupę! Chcesz chronić Shay a sam nie potrafisz ochronić samego siebie!
- Zamknij się! - krzyknąłem i poszedłem do swojego pokoju. Jeszcze mu pokaże że sam potrafię o siebie zadbać, nie potrzebuję go! Jak się uspokoiłem wyszedłem z pokoju akurat się złożyło że napotkałem siostrę
- Wszystko w porządku? Słyszałam kłótnię - powiedziała siostra
- To ja powinienem zapytać czy wszystko w porządku
- Wolałabym zostać sama. Przepraszam
- Rozumiem - odparła i poszliśmy w dwóch przeciwnych kierunkach. Muszę znaleźć sposób żeby stać się silniejszy. Nie mogę cały czas polegać na innych. W salonie siedziała Lili i oglądała jakąś bajkę, postanowiłem jej nie przeszkadzać i poszedłem do kuchni. Zauważyłem że w lodówce została jeszcze jedna kremówka, Shay bardzo je lubi, może jej to nie poprawi humoru ale pewnie chętnie ją zje. Wziąłem kremówkę z lodówki i kierowałem się stronę pokoju Shay. Gdy już byłem blisko drzwi usłyszałem głos Rey'a dochodzący z jej pokoju, położyłem kremówkę na komodzie i podszedłem bliżej drzwi... Nic teraz nie było słychać więc wszedłem do środka. Moim oczom ukazał się widok Shay całującej się z Rey'em. Zaniemówiłem, nie wiedziałem co mam powiedzieć
- Shino, ja ci wszystko wyjaśnię - powiedziała siostra nerwowo. Nie mogłem tu dłużej zostać, odwróciłem się i zacząłem iść w stronę wyjścia, Shay pobiegła za mną i mnie zatrzymała
- Powiedziałaś że będziesz mi o wszystkim mówić - powiedziałem ciszej
- Przepraszam, nie miałam za bardzo okazji ci o tym powiedzieć bo... - nie zdążyła dokończyć jak pojawił się za nią Rey
- Shay możesz zostawić nas samych ? - spytał szarowłosy, siostra niechętnie to zrobiła - Nie powinieneś mieć żadnych pretensji do tego że teraz jestem z Shay. Zgodziła się z własnej woli, poza tym czy nie mówiłeś przypadkiem że chcesz żeby Shay była szczęśliwa - powiedział, nie miałem pojęcia co odpowiedzieć
- Skoro jesteś z nią... Nie waż się mnie dotykać... Nigdy więcej- potrafiłem tylko to wykrztusić. Widziałem że Shay nas podsłuchuje więc nie chciałem się na niego drzeć - Shay, wychodzę się przejść... Muszę to wszystko przemyśleć i sobie poukładać, mogę wrócić późno - oznajmiłem wyszedłem z domu. Dokładnie nie wiem gdzie szedłem, nawet chyba się zgubiłem, dotarłem do jakiegoś placu z fontanną, usiadłem na jednej z ławek i bezczynnie wpatrywałem się w strumienia wody. Dlaczego to wszystko mnie tak strasznie boli? To że powiedział że mnie nie kocha byłem w stanie to jeszcze przyjąć ale ten fakt że teraz jest z Shya... Przecież wolał ją od samego początku więc czemu czuję się taki "rozczarowany"? kilka łez popłynęło mi po policzku wtedy ktoś do mnie odszedł i podał mi chusteczkę. Jak się okazało był to ten sam chłopak którego spotkałem rano
- Co się stało? - spytał zatroskanym głosem
- To nic wielkiego... Po prostu mały zawód miłosny
- Chyba nie aż taki mały skoro aż płaczesz
- W... Wcale nie płaczę...
- Oczywiście... Może wpadniesz do mnie na małą herbatę? Może to nie sprawi że twój problem zniknie ale mam nadzieję że chodź odrobinę poprawi ci humor - zaproponował, nawet nie wiem dlaczego ale się zgodziłem, Mieszkał niedaleko tego placu, sama droga nie trwała dłużej niż 10 minut
- Często zapraszasz nieznajomych na herbatę
- Tylko ciebie... A poza tym, nie jesteśmy już nieznajomymi bo się poznaliśmy, z resztą jak mówiłem wydajesz mi się bardzo ciekawą osobą - powiedział nalewając wodę do czajnika
- To mieszkanie nie jest za duże... Mieszkasz sam?
- Tak, jakiś czas temu postanowiłem się wyprowadzić od rodziców ... Słodzisz?
- E? A tak, dwie łyżeczki - odparłem, czarnowłosy po chwili przyniósł dwie filiżanki i jeną położył na przeciwko mnie, znowu odrobinę odleciałem myślami chłopak mnie szturchnął
- Znowu myślisz o tym? Posłuchaj jeżeli ten ktoś cię wystawił to znaczy że po prostu nie jesteście sobie pisani... Wiem że tym nie pomagam ale taka jest prawda - powiedział, przytaknąłem i wziąłem łyk herbaty
- Interesujący smak... - mruknąłem
- Smakuje ci?
- Tak... Jeszcze nigdy takiej nie piłem, z czym ona jest
- To... Taki mały rodzinny sekret - oznajmił z uśmiechem, wolałem w to nie wnikać.Chłopak zaczął się powoli do mnie przybliżać, zacząłem się czuć odrobinę dziwnie. Mikado coraz bardziej przybliżałał swoją twarz do mojej aż dzwieliły nas milimetry, gwałtownie odskoczyłem prawie spadając z krzesła. Niebieskooki wstał z krzesła i pochylił się nade mną i podniusł lekko mój podbródek ku górze - Nie musisz się niczego obawiać Shino... Mogę sprawić że przestaniesz myśleć o tym kimś kto cie skrzywdził - powiedział uwodzicielsko po czym mnie pocałował. Moje serce momentalnie zaczęło bić szybciej. Czarnowłosy nie zaprzrstawał na jednym buziaku, jego pocałunki stawały się coraz namiętniejsze, z jakiegoś powodu wcale mi to nie przeszkadzało a w prost przeciwnie, nie chciałem żeby przestawał. Gdy się odsunął złapał mnie za rękę i zaciągnął do pokoju obok. Przyszpilił mnie do ściany i ponownie zaczął całować jednocześnie rozpinając moją koszulę. Po chwili przenieśliśmy się na łóżko i zaczął rozpinać moje spodnie. Zaczął całą moją klatkę piersiową obkładać malinkami. Praktycznie w ogóle się nie znamy więc dlaczego nie mam żadnych oporów i pozwalam mu to wszystko robić? Po chwili poczółem jakby coś się zaciskało wokół mojego ciała, jakby sznury aż w końcu sam nie mogłem się ruszyć - Czyżby zapomniał wspomnieć że jestem w połowie czarodziejem? - powiedział naglę - Lepiej się nie wierć bo te niewidzialne sznury mogą się bardziej zasinąć - oznajmił i kontynuował rozbieranie mnie. Jak już byliśmy obaj całkiem nadzy wszedł we mnie gwałtownie bez żadnego przygotowania - wybacz jeżeli bez ostrzeżenia zmienię kształt - powiedział z uśmieszkim. Nie wiedziałem o czym mówi gdy po chwili pojawiły się u niego uszy pantery i ogon. Jego część będąca we mnie również "zmieniła się", jakby urósł, było to strasznie dziwne uczucie. Co chwilę pojękiwałem a momentami czułem jak niewidzialne liny się zaciskały a chłopak czasem przygryzał moją skórę w okolicach klatki piersiowej - Znudziła mi się ta pozycja - powiedział i się podnoósł, jakaś siła mnie pociągnęła do pozycji kleczącej. Czarnowłosy klęknął za mną i przycisnął mnie do siebie. W tej pozycji kontynuował poprzednią czynność. Jedną ręką delikatnie podtrzymywał mój podbródek a drugą obejmował mnie w talji. Chłopak znowu przygryzał moją skórę tyle tym razem zna karku. W pewnym momencie nie czułem że dłużej nie wytrzymam ale nie mogłem dojść
- Ja... zaraz... - wydukałem z ciężko oddech
- Nie dochodź puki ja tego nie zrobię
- N... nie wytrzymam...
- Z pomocą moich czarów wytrzymasz - powiedział, nie widziałem teraz jego twarzy ale zapewne się uśmiechnął. Po jakimś czasie doszliśmy w tym samym czasie, niewidzialne węzły puściły a ja bezwładnie opadłem na materac. Po chwili zauważyłem jak czarnowłosy robi zdjęcie aparatem
- Co ty... robisz - W dalszym ciągu nie mogłem unormować oddech
- Masz taki uroczy wyraz twarzy że aż musiałem - oznajmił uśmiechając się - Cieszę się że dzięki mnie mogłeś poczuć się dobrze - powiedział i pocałował mnie w czoło. Po chwili oczy same mi się zamknęły i zasnąłem. Gdy się obudziłem Mikado siedział na fotelu niedaleko łóżka i czytał jakąś książkę. Gdy zauważył że się obudziłem uśmiechnął się w moją stronę
- Ile spałem?
- Jakieś dwie godziny - oznajmił gdy nagle telefon błekitnookiego zaczął dzwonić - wybacz musze odebrać. Poskładałem ci ubrania są na krześle obok - powiedział i wyszedł z telefonem do innego pomieszczenia. Akurat kończyłem się ubierać jak czarnowłosy wrócił do pokoju. Ledwo się trzymałem na nogach więc ponownie usiadłem na materacu, nawet ta czynność teraz nie należała do przyjemnych zważając na to co się wcześniej stało
- To takie dziwne - mruknąłem nawet nie wiem czemu
- Hę?
- uprawialiśmy z seksu z kimś kogo znasz zaledwie dzień
- Wierzysz w miłość od pierwszwgo wejrzenia? - spytał a z jego twarzy nie schodził uśmiech - Ja nie wierzyłem do puki nie spodkać em ciebie. Wiem że ten tekst może brzmi dantetnie ale to prawda - podszedł do mnie i przyłożył dłoń do mojego policzka - Kocham cię Shino - dodał po chwili i mnie pocałował. Zaczęło robić się ciemno więc musiałem iść. Chłopak wytłumaczył mi drogę na najbliży przystanek z którego będę w stanie wrócić do domu - poczekaj chwilę - Mikado jeszcze mnie zatrzymał kiedy już byłem przy drzwiach frontowych - Interesuję się fotografią, chciałem zapytać czy mógłbyś zrobić ci kiedyś parę zdjęć
- Nie jestem zbytnio fotogeniczny ale mogę się zgodzić
- Naprawdę? Dzięki, poświęcę wystarczająco dużo uwagi każdemu miejscu - powiedział i chyba zrozumiałem o czym mówi, przez co zrobiłem się cały czerwony. Chłopak sie cicho zaśmiał i ponownie pocałował. Pożegnałem się z błekitnookim i wyszedłem, ledwo zdążyłem na autobus, dobrze że nie było kontroli biletów bo żadnego przy sobie nie miałem. Niestety autobus zatrzymywał się "odrobinę" dalej od naszego domku letniskowego. Jak tylko wszedłem do domu podbiegła do mnie Lily, zaciągnęła mnie pospiesznie do salonu gdzie leżała Shay półprzytomna. Podszedłem bliżej siostry i zauważyłem przy kanapie parę pustych butelek po winie
- Shay, słyszysz mnie?! - przykucnąłem przy siostrze a ta lekko otworzyła oczy i od razu zaszły one łzami. Z płaczem rzuciła się na moją szyję i zaczęła szlochać coś o tym że jest beznadziejną siostrą - Wcale tak nie jest. Jeżeli on woli ciebie to w porządku, ale niech ten dupek cię skrzywdzi to nie ręczę za siebie. Gdzie on w ogóle jest?
- Powiedział że ma coś do załatwienia i wyszedł jakąś godzinę po tobie... Shino... Czuję od ciebie jakiś nieznany zapach - oznajmiła gdy naglę do domu wszedł szarowłosy. Na jego widok nie wiem czemu odczuwałem ogromny gniew. Odruchowo chwyciłem książkę ze stołu i rzuciłem w jego stronę, o mało nie uderzyła go w głowę
- Ty nieodpowiedzialny gnojku, jak mogłeś zostawić Shay samą w takim stanie!
- Odezwał się... Ty też sobie gdzieś polazłeś
- Ale ty teraz jesteś jej chłopakiem o ile się nie mylę! - zacząłem się na niego wydzierać co go dosyć zaskoczyło, bo była to nowość
- Shino... Co się stało? Zachowujesz się inaczej - powiedziała Shay
- Jestem po prostu odrobinę rozdrażniony... Chodź pomogę ci w przejściu do twojego pokoju...
Shayren
Po 15 butelce przestałam je już liczyć. Nigdy nie sądziłam, że mam aż tak dużą tolerancję alkoholu... Shino zaprowadził mnie do mojego pokoju, po czym dosłownie rzuciłam się na łóżko i zasnęłam. Obudzenie się nie było przyjemne, ponieważ czułam naprawdę potężny ból głowy. Wstając prawie się przewróciłam, więc skończyło się na tym, iż siedziałam i próbowałam złapać "ostrość". Mruczałam coś niezrozumiale pod nosem i w końcu się podniosłam. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się. Poczłapałam w stronę kuchni i nalałam sobie wody do szklanki. Było ode mnie jeszcze czuć alkohol. Skrzywiłam się lekko. Znowu nabrałam ochoty na "kogoś", ale starałam się to powstrzymać. Stałam i walczyłam z tym. Jak mnie to irytowało... Poddenerwowana nadal przebywałam w kuchni, a do tego dostałam czkawki... Ręce zaczęły mi drżeć. Przebrałam się w czarne legginsy, bluzę z kapturem w tym samym kolorze i granatowe trampki. Instynktownie poszłam w stronę cmentarzu i odnalazłam grób, który stworzono 2 dni temu. Poczułam dziwny impuls, który mówił mi, bym wykopała nieboszczyka. Postanowiłam jednak zaczekać na zmierzch, a gdy ten nadszedł wzięłam się do kopania. Gdy już wyciągnęłam trumnę usłyszałam, jak ktoś na mnie krzyczy.
-Ej! Co ty robisz?!
Spojrzałam w stronę mężczyzny, który miał na sobie garnitur i czerwony krawat. Szybko wstałam. Chłopak przystanął i przyglądnął mi się.
-Ty... ty jesteś ghoulem?! Zostaw mojego brata, a weź mnie!-krzyknął.
Znów jakiś impuls przeszył mi ciało. Usiadłam na ziemi i zaczęłam ciężko dyszeć. Czułam, że nie wytrzymam długo i w końcu się na niego rzucę. Ten jednak jak gdyby nigdy nic klęknął przy mnie. Miał bardzo piękne, niebieskie oczy. Wyciągnęłam dłoń w stronę jego twarzy, ale szybko ją cofnęłam.
-No dalej. Nie czuję bólu, więc nic mi się nie stanie.
W końcu nie wytrzymałam i powaliłam chłopaka na ziemię. Uśmiechnęłam się psychicznie, ale on patrzył na mnie jakby widział przed sobą coś pięknego. Prychnęłam i wsadziłam dwa palce do jego oczodołu. Rzeczywiście, nie krzyczał. Nawet się nie skrzywił. Wzięłam oko do ręki. Miało cudowny, żywy kolor. Wyciągnęłam język, i położyłam je na nim. Powoli je przegryzłam. Smakowało naprawdę dobrze... Oblizałam się i spojrzałam na niego. Patrzył na mnie, nadal. Mimo, iż doprowadziłam do jego połowicznej ślepoty.
-Dlaczego się tak na mnie patrzysz?-zapytałam pochylając się.
-Bo jesteś piękna.
-Jak potwór może być piękny? Wydrapałam ci oko, gdybyś nie zauważył.
-Możesz mnie nawet zabić, jeżeli by cię to uszczęśliwiło.
Wstałam, wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam po karetkę.
-Powinien cię obejrzeć lekarz...-syknęłam i szybko się oddaliłam.
Po powrocie aż huczało od wiadomości o mnie. No nieźle... Przeciągnęłam się, ekspresowo przebrałam i weszłam do pokoju Rey'a. Siedział na łóżku i słuchał muzyki. Bez głośnie się do niego zakradłam i rzuciłam mu na szyję. Wydobył z siebie krzyk.
-Co?! Shay?! Nie strasz mnie tak!...-wydukał nieco czerwony ze złości.
Usiadłam na nogach i zrobiłam słodką minkę.
-Masz zamiar na mnie nakrzyczeeeć?...
-Egh... jasne, że nie...
Chłopak wstał i przyciągnął mnie do siebie. Mimo, iż się z nim szarpałam, to ten zrobił mi malinkę na dekolcie. Czerwona zakryłam się i zaczęłam na niego krzyczeć.
-Ty chory zboczeńcu!
Nie ruszyło go to jednak i zatrzasnął mnie w swoich objęciach. Byłam strasznie niska, więc sięgałam mu czubkiem głowy gdzieś do 3 żebra od dołu. Do tego przestał pachnieć Shinem i to dość szybko.
-Jesteś moją peereeełką- odparł cicho.
Zmusił mnie, bym spała z nim w jednym łóżku. Niechętnie się położyłam, ale o dziwo szybko zasnęłam. Rano nikogo nie zastałam. Obudziło mnie wściekłe dzwonienie do drzwi. Niemrawo poszłam je otworzyć.
-Oh! Tak myślałem, że tutaj cię znajdę!
Był to ten sam chłopak, któremu wyrwałam oko, ale jak widać nic mu nie było...
-Ja... ja bardzo cię przepraszam... za ten atak...
-Hn? Nie masz o co się martwić. Po kilku godzinach braki w ciele się uzupełniają.
Uśmiechnął się wskazując na oko. Osłupiałam.
-Chciałem cię także zapytać o imię. Uważam, że jesteś naprawdę piękna...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz