piątek, 8 kwietnia 2016

Rozdział 2

Shino

Szczerze mówiąc nie spodziewałem się takiej reakcji ze strony Shay, uważa że jej brat nie żyje, ale ja jestem prawie pewien że to moja siostra. Chciałem z nią jeszcze raz na spokojnie porozmawiać ale nie było jej dziś cały dzień. Na ostatniej lekcji całkowicie nie mogłem się skupić, nie wspominałem o tym wcześniej ale jestem... wampirem. Pierwsze "oznaki" zauważyłem rok temu, od tego czasu wszystko zaczęło się nasilać. Już od kilku dni męczy mnie pragnienie ale nie chcę atakować żadnego człowieka, mimo wszystko długo tak nie pociągnę. Gdy zadzwonił dzwonek przy wyjściu ktoś mnie pchnął i wpadłem na Rey'a
- Sorry - powiedziałem odwracając wzrok, chłopak tylko coś mruknął - Wiesz może co z Shay? - nawet nie wiem czemu go o to spytałem, ponownie spojrzał na mnie obojętnie
- A niby czemu miałbym wiedzieć?
- Etto... Widziałem jak rozmawiacie więc myślałem że się przyjaźnicie...
- To że z kimś rozmawiam to nie oznacza że jesteśmy przyjaciółmi... Jeżeli nie przyszła to znaczy że po prostu nie mogła - odparł
- Racja - odparłem lekko zakłopotany. Oddaliłem się i resztę dnia spędziłem w bibliotece, w domu i tak nikt na mnie nie czeka gdyż rodzice wiecznie są w pracy. Około godziny 17 musiałem wyjść ze szkoły ale się jeszcze trochę włóczyłem po mieście. Przy uliczce stała jakaś brunetka, może odrobinę młodsza ode mnie czułem od niej krew co tylko sprawiło że moje pragnienie zrobiło się 3 razy mocniejsze. Momentalnie mnie zaczęła boleć głowa, przyłożyłem dłoń do czoła i opierając się o ścianę usiadłem na ziemi
- Wszystko w porządku? - spytała dziewczyna i podeszła bliżej mnie. W końcu moje pragnienie wzięło górę, wstałem i szarpnąłem dziewczynę wzdłuż zaciemnionej uliczki. Przyszpiliłem ją do ściany, zasłoniłem usta dłonią i odsłoniłem jej szyję
- Krew... - powiedziałem sam do siebie. Miałem ją już ugryźć gdy w ostatnim momencie zauważyłem błękitną ognistą kulę lecącą w moim kierunku i odskoczyłem od dziewczyny by uniknąć ataku. Dziewczyna z przerażeniem w oczach uciekła
- Ładny unik - usłyszałem po chwili. Rozpoznawałem ten głos. Odwróciłem się, kilka metrów dalej stał Rey, lecz tym razem miał lisie szare uszy i ogon - W życiu bym nie pomyślał że ktoś taki jak ty może być cholerną pijawką - oznajmił próbowałem go zaatakować lecz ten w ułamku sekundy zrobił unik i powalił mnie na ziemię - Jak widzę znalazł się kolejny wampir który uznał że nie będzie pił ludzkiej krwi apotem się dziwi że świruje - dodał przytrzymując mnie że nie mogłem się ruszyć- Tym razem ci pomogę ale następnym razem panuj nad swoim pragnieniem - powiedział po czym przygryzł swoją wargę i pocałował mnie by jego krew spłynęła do moich ust - Ze względu że jestem demonem ta dawka powinna ci na trochę wystarczyć - oznajmił wycierając krew ze swoich ust. Nie miałem pojęcia co powiedzieć ale poczułem że się zacząłem czerwienić. Wystarczyło że się odrobinę zamyśliłem i już nie było Rey'a w pobliżu. Powoli udałem się w stronę mojego domu, w dalszym ciągu rodzice jeszcze nie wrócili z pracy, poszedłem do mojego pokoju i usiadłem na łóżku. Dlaczego mi pomógł? Dlaczego dał mi swojej krwi, gdybym napił się krwi tej dziewczyny wyszłoby na to samo więc jaki miał w tym cel? Z tego co zdążyłem zaobserwować koleś jest hetero bo się wyraźnie kleił do Shay, więc opcja że się we mnie zakochał całkowicie odpada. Następnego dnia postanowiłem że go zapytam o to co miało miejsce. Przyszedłem dziś nieco wcześniej do szkoły ale jak się okazało Rey też już był
- Rey - podszedłem do niego a on spojrzał na mnie w taki sam obojętny sposób - Etto... Czemu mi wczoraj pomogłeś, to w sumie nie miało żadnego związku z tobą
- Prawda nie miało... Z resztą już bardziej chciałem pomóc tej biednej dziewczynie żeby nie stała się ofiarą pijawki, wampir na głodzie jest w stanie zabić człowieka zanim odzyska świadomość, a tobie pomogłem przy okazji
- Aha - mruknąłem sam do siebie - Mimo wszystko dzięki i przepraszam za kłopot - dodałem
- Ta, ta, nie ma sprawy - odparł obojętnie i się oddaliłem. Nie wiem czy jest taki oziębły dla każdego czy tylko wobec mnie, w każdym razie wtedy gdy rozmawiał z Shay można powiedzieć że uśmiechał się... Dlaczego ja tak o nim rozmyślam?! Shin daj już sobie spokój, lepiej przestań teraz bo później jeszcze będziesz mieć złamane serce jak to zwykle bywa. Usiadłem w swojej ławce i czekałem na rozpoczęcie lekcji, na których i tak nie mogłem się skupić.



Shayren


Przez resztę dnia męczył mnie kaszel. Widocznie się przeziębiłam, a do tego Rey "musiał" do mnie przyjść. Jak zawsze z resztą... Lyn nie mógł mi pomóc, ponieważ nie chodził jeszcze do szkoły. Można powiedzieć, iż był typem buntownika, ale nie bił się "bo tak". Miał powód. Zawsze. Jeżeli mam być szczera, to głównie ja nim biłam. Raz był nawet bliski zabicia człowieka... Mimo wszystko go uwielbiałam, uwielbiam i pewnie będę uwielbiać. Nie miałam innych przyjaciół, prócz niego. Pamiętam dzień, gdy pierwszy raz go zobaczyłam. Obdarte, dziurawe spodnie, naciągnięta koszulka i brudne ręce.  Do teraz ma taki "imidż". Chodź muszę przyznać, że stał się poważniejszy. Czemu? Nie wiem. Długi czas po zamieszkaniu u nowych rodziców nie odzywałam się do niego. Lęk? Niepewność? Chciałabym wiedzieć, dlaczego tak było. Siedziałam na łóżku wgapiając się w sufit. Wzięłam głęboki oddech, zbliżyłam kołnierz koszuli do nosa i wdychałam upajający zapach "brata". Wszystkie jego rzeczy były przesiąknięte dziwną wonią. Nie pytałam, skąd się wzięła. Nie obchodziło mnie to. Rozciągnęłam się, po czym wygramoliłam z łóżka. Przeszłam się po domu i nikogo nie zastałam. Pewnie byli w pracy a Lyn gdzieś się szlajał. Tak jakoś zasnęło mi się na kanapie. Obudził mnie czyiś dotyk. Ktoś głaskał mnie opuszkami palców po policzku. Leniwie otworzyłam oczy.
-Gdzie byłeś?-zapytałam leniwie próbując się otrząsnąć.
-Łaziłem po mieście, jakiś facet o ciebie pytał i w mieście podobno wampir jest. Obstawiam tego Shina z twojej klasy.-odparł. Przetarłam powieki.
-Lyn... myślisz, że to może być mój brat?...
-Jakby nie patrzeć, to jesteście z rysów twarzy dość podobni. Kolor włosów, oczu... Nie no. Myślę, że tak.
-Nie wiem, ile w tym prawdy... podobno zginął...
-A może cię okłamano? Porozmawiaj z nim lepiej.
-Potem. Głowa mi pęka...
-Znowu? Dzwonić po karetkę?
-Nie trzeba... prześpię się i będzie okej.
-A z kim? Bo ja bardzo chętnie...
-Dureń!
-Słońce.
Przestałam się z nim kłócić i poczłapałam do pokoju. Obiecałam sobie, że nie będę otwierać pudełka, które zostało zaklejone na amen. Musiałam. Musiałam to zrobić. Spod łóżka wyciągnęłam rzecz i otworzyłam. Byłam w posiadaniu dość sporej ilości zdjęć z nim. Miałam także małego pluszaka, którego sprytnie i w ukryciu mi zrobił. Był to króliczek z guzikowymi oczami. Jedno stracił, nie pamiętam nawet jak. Wydaje mi się, że kiedyś nim rzuciłam w kąt i gdzieś odleciało. Z tyłu wyczułam zamek błyskawiczny. Rozpięłam go i z maskotki wypadł srebrny pierścionek z rubinem. Był spory. Przymierzyłam i okazał się idealny, ze zdjęciem jednak nie poradziłam sobie. Postanowiłam go zostawić. Znów zerknęłam na zegarek. 19:27. Zabrałam pluszaka i poszłam do kuchni zrobić mu nowe oko. Po tym wyglądał prawie jak nowy. Na drugi dzień mogłam iść do szkoły normalnie. Ciągle tuliłam maskotkę, jednak przed pierwszą lekcją ktoś mi ją wyrwał. Był to Rey.
-A to co? Miśkami się bawisz?-powiedział przez śmiech machając mi zabawką nad głową. Skakałam i machałam rękami.
-Oddaj!-krzyczałam.-O-D-D-A-J!!-powtórzyłam głośniej. Ktoś mi pomógł. Był to Shino. Widocznie się zdziwił.
-Znalazłaś go i naprawiłaś?-zapytał. Pruknęłam cicho. Podszedł do mnie i przytulił.
-Cieszę się.-szepnął i oddał mi rzecz. Był teraz WF, mimo porannych godzin usnęłam na nim. Obudziłam się u pielęgniarki, jak zawsze z resztą. Ogarnęłam się i wyszłam. Miałam specyficzną klasę, bo o profilu, gdzie uczą o demonach, wampirach i tym podobnych. Dzisiaj poruszono kwestię "krwiopijców". Nauczyciel wyjął z torby flakonik z czerwoną cieczą i otworzył go. Poczułam drażniący zapach. Dziwny impuls przeszył moje ciało, ale nie był on silny, więc go zignorowałam. Profesor przeszedł obok mnie i zwrócił uwagę na mój pierścionek.
-Skąd go masz?
-Dostałam...
-Od kogo.
-Brata.
-A wiesz, gdzie jest?
-Nie.
I na tym ostatnim się skończyło. Rey znów próbował mnie poderwać. On nie rozumie słowa "nie"?... Ktoś w pewnym momencie objął mnie ramieniem. Był to Lyn.
-Zostaw mojego kota w spokoju, gnoju.-syknął.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz