Shino
Gdy przyszedłem do pokoju siostry, spała. Usiadłem na krześle obok i czekałem aż się obudzi, gdy tylko sobie przypomnę co się wtedy działo... Byłem jak obserwator tych wszystkich wydarzeń lecz nic nie mogłem zrobić, zraniłem Arthura i o mało co nie zabiłem Shay... Ten "drygi ja" mnie oszukał, nie wiem co wtedy zmusiło mnie bym mu zaufał. W każdym razie osoby podające się za naszych rodziców zniknęli ale coś czuję że nie odpuszczą i mogą dosyć szybko wrócić... Siedziałem z opuszczoną głową i z każdą chwilą przemyśleń dołowałem się coraz bardziej. Kątem oka zauważyłem jak Shay się obudziła, spojrzałem w jej stronę a ona w moją
- Shino? - powiedziała prawie bez głośnie, po tym wszystkim pewnie dosyć ciężko było jej mówić
- Shay... Ja przepraszam. Nie chciałem ci zrobić krzywdy - powiedziałem drżącym głosem
- Nic się nie stało. Poza tym to nie byłeś prawdziwy ty
- Niby skąd masz tą pewność...?
- Jesteś moim bratem. Jak byliśmy mali nie skrzywdziłbyś nawet muchy a wątpię że się przez ten czas na tyle zmieniłeś żeby z zimną krwią atakować innych - powiedziała, najwyraźniej próbowała mnie podnieść na duchu. Wymusiłem lekki uśmiech po czym zauważyłem we włosach Shay jeden ciemnozielony kosmyk, nie przypominam sobie żeby miała taki wcześniej. Posiedziałam z siostrą jeszcze parę minut po czym musiałem już iść. Przechodziłem wzdłuż korytarza gdy naglę jedne z drzwi się otworzyły i ktoś mnie wciągnął do środka, czułem jak ktoś mnie przycisnął do ściany, dopiero po chwili otworzyłem oczy. To był Rey, trzymał mnie za nadgarstki i był stanowczo za blisko, moje serce zaczęło znacznie szybciej bić. Myślałem że znowu mu chodzi o to że zraniłem Shay i za chwilę będzie chciał mnie zamordować. Ku mojemu zaskoczeniu pocałował mnie, po chwili przeniósł pocałunki na moją szyję
- Rey... Dlaczego ty...
- Nie mów że ci się nie podoba - przerwał mi, uśmiechnął się cwaniacko a następnie wrócił do poprzedniej czynności. Po pewnym czasie pocałunki zamieniły się w malinki, będąc przy moim obojczyku przygryzł moją skórę zbyt mocno przez co zaczęła mi lecieć krew, Rey po zobaczeniu tego zaczął zlizywać ciecz. Po tym pchnął mnie na łóżko i zawisł nade mną, zaczął ściągać ze mnie ubrania. Zacząłem się odrobinę sprzeciwiać lecz demon wydawał się mnie nawet nie słuchać. Zdjął moją bieliznę, gwałtownie we mnie wszedł przez co dosyć głośno jęknąłem, z każdą chwilą szaro-włosy przyśpieszał. Moje ciało było sparaliżowane, jedyne co mogłem teraz robić to powstrzymywać się od kolejnych jęków lecz nawet to nie było proste - Już doszedłeś? - spytał lekko drwiącym głosem - Mimo wszystko nie myśl sobie że cię puszczę puki ja również nie dojdę - oznajmił i zaczął ponownie obkładać moją klatkę piersiową malinkami. Zamknąłem oczy, objąłem jego plecy i z bólu wbiłem w nie paznokcie. Po dłuższym czasie gdy już doszedł, wyszedł ze mnie i położył się obok, nie miałem nawet ziły się podnieść, po chwili moje oczy same się zamknęły i zasnąłem. Gdy się obudziłem byłem sam w pokoju, jak tylko wstałem z łóżka poczułem potężny ból w biodrach i upadłem kolanami na podłogę... Nie tak wyobrażałem sobie mój pierwszy raz. Znalazłem moją bieliznę po czym ją ubrałem i podszedłem do dość sporego lustra który stał na drugim końcu pokoju, większość mojej klatki piersiowej była w bliznach po malinkach plus jedna gojąca się rana - W końcu się obudziłeś - usłyszałem głos Rey'a, rozglądnąłem się po pokoju lecz nigdzie go nie było, odwróciłem twarz z powrotem w stronę lustra lecz tym razem ujrzałem w nim wystającą głowę Rey'a przez co lekko się przestraszyłem i odskoczyłem. Demon całkowicie wyszedł ze zwierciadła po czym na mnie spojrzał - Mógłbyś się ubrać, nie jesteś u siebie w domu - powiedział i rzucił we mnie jakieś ubrania - Pośpiesz się za chwilę wyjeżdżamy. Mamy coś jeszcze do załatwienia a przez twój głęboki sen nie dało się ciebie wcześniej obudzić - powiedział ignoranckim tonem głosu. Chciałem się zapytać czemu to zrobił lecz nie do końca wiedziałem jakiej odpowiedzi mam się po nim spodziewać więc wolałem to przemilczeć szaro-włosy zatrzymał się i obrócił w moją stronę zanim otworzył drzwi - To że uprawialiśmy seks nie czyni nas kochankami, jasne. Niech ci się to zakoduje w tym twoim małym móżdżku - oznajmił ozięble - Aha jeszcze jedno... Miałeś dosyć gorzką krew jak na prawiczka - dodał drwiącym tonem głosu i wyszedł a ja zrobiłem się cały czerwony, jakim cudem wiedział o tym że to był mój pierwszy raz...?! Ubrałem ciuchy które przyniósł mi Rey, były to czarna koszula, białe spodnie i ciemnoczerwona marynarka. Wyszedłem przed budynek gdzie sali już Rey i Lyn. Naglę pod budynek podjechała karoca - Na co czekasz wsiadaj - powiedział złotooki
- Karoca? Gdzie my właściwie jedziemy? I dlaczego nie możemy pojechać samochodem?
- Teme... Zadaje za dużo pytań. Wkurza mnie to - syknął ozięble Lyn... Nie trudno było stwierdzić że tych dwoje są ze sobą spokrewnieni
- Nie gadaj tylko wsiadaj - powiedział Rey, zrobiłem jak powiedział. W powozie panowała niezręczna cisza
- Tak więc, mógłby mi ktoś wytłumaczyć gdzie i po co jedziemy
- Potrzebujemy wydobyć z pewnego kolesia informacje ale zgodził się nas przyjąć pod warunkiem że również przyjdziesz ty lub Shay... Ze względu na to że twoja siostra nadal źle się czuje nie masz nic do gadania. Im mniej wiesz tym lepiej - oznajmił szaro-włosy
- Mimo wszystko nie podoba mi się fakt że nalegał by jeden z nich przybył do jego posiadłości. Zatrzymaliśmy się pod jakąś wielką rezydencją wysiedliśmy i szedłem tuż za demonami w stronę wejścia. Drzwi były zamknięte a na pukanie czy dzwonek do drzwi nikt nie odpowiadał, skończyło się na tym że Lyn wykopał drzwi z zawiasów
- Jakże nieuprzejmie, karzą gościom czekać - burknął przekraczając próg - Co to za maniery, żadnego przywitania - powiedział rozglądając się po ogromnym przedsionku lecz nikogo nie było widać - Chodźmy szukać tego dziwaka, lepiej się nie rozdzielać - oznajmił i najpierw poszliśmy w stronę sali balowej. Otwierając drzwi dowiedzieliśmy się czemu nikt nie reagował na nasze przybycie. Mężczyzna jak i jego służba leżeli na posadce cali we krwi. Lekko się odsunąłem od progu drzwi, zwykle bez problemu jestem wstanie wyczuć zapach krwi, lecz teraz z jakiegoś powodu nie czułem nic mimo że przede mną leżało kilkanaście martwych, krwawiących ciał. Po chwili ktoś zaczął iść w naszym kierunku z drugiej części sali
- A spodziewałem się swojej starej zabawki... gdzie ukryliście moją Shay? - Z cienia wyłonił się Natan, osoba która znęcała się nade mną i Shay w sierocińcu. Za rękę trzymał małą dziewczynkę wyglądającą jak Shay w wieku 6 lat - Ile to już minęło od kiedy się ostatni raz widzieliśmy... Już jakieś 10 lat, mam rację? Bardzo się cieszę że zareagowaliście na zaproszenie które wysłałem i go przyprowadziliście, nie musiałem się fatygować żeby sam go szukać
- Do czego oni są ci niby potrzebni? - burknął szaro-włosy
- Zabawny jesteś demonie. Myślisz że jak idiota odpowiem ci na każde twoje pytanie? - powiedział drwiącym głosem. Lis posłał w jego kierunku kilka ognistych kul lecz ten zdołał wszystkie z nich uniknąć, lecz w momencie gdy puścił rękę dziewczynki. Zniknęła jak i również leżące na podłodze zwłoki
- To wszystko było iluzją
- Oczywiście że tak... Myślicie że zabiłbym tak przydatnego człowieka jakim jest Mazu Ise? Informacje tego człowieka jeszcze mi się przydadzą więc nie pozwoliłbym mu od tak kopnąć w kalendarz... Haha, jak ja uwielbiam tą mieszaninę przegranej i złości na cudzych twarzach. Doprawdy ta gra nigdy mi się nie znudzi aż szkoda jest ją kończyć. Gdybym teraz wziął ze sobą Shino grę można by było uznać za zakończoną
- Jaka gra, o czym on mówi - powiedziałem półszeptem sam do siebie
- Lecz na szachownicy prócz króla znajduje się również królowa.
- Takie pierdolenie mnie jeszcze bardziej wkurza - syknął Lyn
- Pf... Typowe zachowanie demonów już nie robi na mnie wrażenia... Znajdzie moją dobroć, dam wam jeszcze czas na wasz ruch, wykorzystajcie go dobrze - powiedział po czym uniósł się wokół niego czarny pył i zniknął... Wracając do powozu słyszałem jak Lyn co chwilę coś przeklinał pod nosem a podczas drogi powrotnej panowała niezręczna cisza...
Shayren
Powrót do zdrowia zajął mi 4 dni, przez ten czas nie widziałam Lyna, Rey' a i Shino... zaczęłam się nawet o nich martwić. Codziennie kilka razy pytałam Arthura, czy nie wrócili. Zawsze słyszałam negatywną odpowiedź i to, abym się nie zamartwiała... Nie mogłam jednak od tak zignorować ich nieobecności, więc zaczęłam siedzieć na parapecie od okna, zwróconego w stronę głównej bramy. Jakoś tak mi się przysnęło, a gdy się obudziłam zauważyłam ich idących w stronę drzwi. Zerwałam się, ubrałam kapcie i pognałam w stronę chłopaków. Myślałam, że zaraz popłaczę się ze szczęścia. Kuśtykając podeszłam do brata i wtuliłam się w niego. Po wejściu do budynku nie mieli zbyt dobrych wieści.
-Najwidoczniej ten dupek czegoś od ciebie chce, ale nie mamy pojęcia czego...-syknął czarnowłosy.
Przypomniałam sobie coś, w momencie, gdy to powiedział. Nie chciałam ich jednak martwić i przemilczałam to. Weszliśmy wszyscy do sali bankietowej. W oczy rzuciła mi się para, która podawała się za naszych rodziców. Obok opiekunowie zarówno Shina jak i moi. Wyglądali na smętnych. Uśmiechnęli się ciepło, gdy nas zauważyli. Z bratem podbiegłam do nich. Wyjaśnili nam zaistniałą sytuację. Czyli nie kłamali, ale jak mamy im zaufać? Teraz, po tylu latach?
-Shay, zrobiliśmy to dla waszego dobra, więc proszę...-odezwała się kobieta, która śmiała nazwać się moją "matką".
Złość zaczęła się we mnie gromadzić, po czym wybuchnęła.
-Nie! Nie wybaczę wam! "Dla naszego dobra"?! Wy w ogóle wiecie, co przeżywaliśmy?! Wy nic nie wiecie o naszym życiu! NIC! Myślice, że możecie sobie od tak przychodzić i mówić to wszystko?! Jak dla mnie, to równie dobrze mogliście nigdy się nie zjawiać!-krzyknęłam. Dałam w końcu upust swoim nerwom, i trochę się uspokoiłam, ale poczułam nagłe zawroty głowy. Była to tylko chwila, ale czułam, jakby trwało to wieczność. Ocknęłam się w ciemnym pokoju. Zaczęłam tego żałować po tym, gdy zauważyłam Natana stojącego w przejściu.
-Obudziłaś się w samą porę, by poznać swojego przyszłego męża.-odparł.
Po tym usiadłam nerwowo na łóżku i zaczęłam się cofać. O czym on gadał? Męża?
-Twoi rodzice mi coś obiecali... Jak pewnie pamiętasz, mam syna. Bardzo dobrze się dogadywaliście... Mam nadzieję, że kojarzysz Tansu? Powinien za chwilkę tu być, a tym czasem...-urwał i znalazł się przede mną. Nie byłam w stanie się ruszyć, a po tym nawet czegoś powiedzieć. Mężczyzna się zaśmiał.
-Byłaś, jesteś i pewnie długo będziesz lalką... A teraz, wstań.-powiedział. Mimowolnie zrobiłam to. Wezwał kogoś i wyszedł. Minęło może 5 minut i w pokoju znalazła się pokojówka, która pomogła mi się przebrać. Usadowiła mnie na łóżku. Znów musiałam czekać, tym razem dłużej, bo może godzinę.W myślach błagałam o pomoc...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz