Shino
Rodzina Arthura organizowała jakiś bankiet a ze względu że się przyjaźniliśmy postanowił nas też zaprosić. Po pewnej chwili chłopak podszedł do mnie
- Shino, jak miło cię znowu widzieć - powiedział z uśmiechem niebieskowłosy
- Ciebie również - Zaczęliśmy rozmawiać lecz po chwili jego "rodzice" go zawołali, za to moi zaczęli rozmawiać z innymi gośćmi za czym nie bardzo przepadałem. Stanąłem przy ścianie opierając się o nią, naglę zacząłem słyszeć puls każdej osoby która obok mnie przeszła - Znowu? Tylko nie teraz - powiedziałem sam do siebie. Czułem się coraz gorzej, myślałem że za chwilę stracę kontrolę, spróbowałem wyjść z budynku niezauważony
- Shino, gdzie idziesz? - spytał Arthur przechodząc obok drzwi
- Muszę na chwilę wyjść, strasznie tu duszno. Nie za dobrze się czuję w takich tłumach. Za chwilę wrócę
- Nie ma sprawy - odparł z uśmiechem i się oddalił a ja wyszedłem na zewnątrz. Dom był tuż obok niewielkiego lasku więc postanowiłem się tam przejść i się uspokoić. W pewnym momencie się zatrzymałem i oparłem o drzewo.
- Znowu nie możesz nad sobą panować? - naglę na przeciwko mnie pojawił się Ray - Pomijam już że miałeś się nie zbliżać do Shay ale jeżeli tak dalej pójdzie staniesz się dosyć niebezpieczny
- W takim razie na co czekasz! Zabij mnie i będzie z głowy! Przynajmniej zrobisz przysługę ludzkości! - nawet już nie wiedziałem co mówię. Rey do mnie podszedł złapał mnie za koszulę i przycisnął do drzewa
- Ty jesteś jakimś idiotą?! Wcale nie o to chodzi! Z resztą jeżeli zabiję cie bez powodu Shay może mnie za to znienawidzić. Mógłbyś się w końcu ogarnąć i uczyć się nad tym panować a nie poddawać się bez walki! - krzyknął. Łatwo mu było mówić "naucz się nad tym panować". Złotooki w dalszym ciągu trzymał mnie za koszulę, był za blisko, stanowczo za blisko, gdy to sobie uświadomiłem moje serce znacznie zaczęło przyśpieszać - Hmmm... Nie wiedziałem że wampiry mają puls, na dodatek taki szybki... - powiedział po czym go od siebie odepchnąłem czerwieniąc się - Zrobiłeś się czerwony jak pomidor. Co się stało, chyba się we mnie nie zakochałeś - Powiedział drwiącym głosem, zaniemówiłem
- Zamknij się! - krzyknąłem po chwili
- Czyli co, jednak? Jesteś masochistą czy jak? - odparł tym samym tonem głosu co przed chwilą
- Zamknij się. Po co tu w ogóle za mną przyszedłeś?!
- Żeby upewnić się że znowu nie zrobisz czegoś idiotycznego. Zamiast mi podziękować zachowujesz się jak bachor. Wracajmy już - powiedział po chwili gdy nagle obaj zauważyliśmy zbliżającą się w naszym kierunku Shay - Co ty tutaj robisz?
- Przyszłam was poszukać, wyszliście bez żadnego słowa - oznajmiła po czym potknęła się o coś i upadła, z jej kolana zaczęła cieknąć krew, momentalnie wyczułem ten zapach i znów zacząłem tracić kontrolę, co Rey najwyraźniej zauważył
- Niech to szlag - mruknął szarowłosy, chłopak chciał mnie obezwładnić, nie wiem jakim cudem moje zwykłe machnięcie ręką odrzuciło go na kilka metrów - co jest kur...? - syknął nie mogąc się podnieść z ziemi. Spojrzałem w stronę Shay, dziewczyna się podniosła i próbowała uciec, jednakże byłem szybszy i przyszpiliłem ją do jednego z drzew, nawet nie słyszałem co teraz do mnie mówi, byłem jak w transie, nawet gdybym próbował się powstrzymać nic by to nie dało, po prostu wbiłem w jej szyję kły, ta krew była inna niż ta którą wcześniej piłem, nie mogłem a raczej nie chciałem przerywać, nie dość że jej krew była dobra to jeszcze jakby odczuwałem "przyjemność" że piję jej krew. Kątem oka zauważyłem że "lis" gdzieś zniknął. Odsunąłem się i zacząłem się rozglądać za demonem, Shay upadła na ziemię, odwróciłem się w jej stronę i straciłem czujność, w tym właśnie momencie zauważyłem trzy ogniste kule lecące w moją stronę, dwie z nich udało mi się ominąć ale trzecia mnie trafiła po czym straciłem przytomność.
Shayren
Miałam mroczki przed oczami i czułam się naprawdę słabo. Nie chciałam rozwodzić się nad tym, dlaczego Shin mnie ugryzł. Chciałam tylko, by ktoś mnie stamtąd zabrał. Starałam się nie zemdleć i czekać na pomoc. Siedziałam na ziemi może 5 minut do momentu, gdy jakiś mężczyzna podniósł mnie. Chciałam zobaczyć jego twarz. Momentalnie przypomniałam sobie o bracie i niemo wypowiedziałam jego imię. Obudziłam się w jakimś pokoju. Rany zostały zabandażowane. W rogu łóżka siedział Lyn. Szturchnęłam go opuszkami palców. Odwrócił się po czym mnie objął.
-Martwiłem się...-szepnął.
Milczałam, ponieważ nadal nie mogłam mówić. Po chwili przyniesiono obiad. Chciałam zapytać o Shina, ale ten pojawił się w przejściu do pokoju. Ulżyło mi. Momentalnie wstałam z łóżka i podreptałam w jego stronę. Miał lekko przypalony policzek. Niedaleko przeszedł Rey.
-Nie pamiętasz, co jej zrobiłeś?-syknął. Białowłosy spuścił głowę i odepchnął mnie delikatnie.
-Shay, on ma rację.-odparł. Nie chciałam o tym słyszeć. Zaczęłam kręcić głową i bezgłośnie płakać. Nie chciałam, żeby mnie zostawiał, ten jednak odszedł bez słowa. Zacisnęłam dłonie w pięści.
-Jeśli odejdziesz nie wybaczę ci! Słyszysz?! Nie wybaczę ci!!-krzyknęłam. Nie zwrócił na mnie uwagi i zniknął. Siąknęłam nosem. Nie wiem czemu, ale krzyknęłam z rozpaczy. Chcieli mnie powstrzymać, ale mimo to powoli zmierzałam w stronę pokoju chłopaka. Otworzyłam cicho drzwi i weszłam. Siedział na krześle plecami do mnie.
-Shin?... Ja... ja nie chcę, żebyś mnie unikał...-powiedziałam cichutko płaczliwym głosem.
-Nie rozumiesz? Mogę cię nawet zabić... Błagam wyjdź...
-Ale ja nie chcę...
-Gówno mnie to obchodzi! Jeśli chcesz żyć to wypieprzaj!-krzyknął. Wystraszyłam się i wybiegłam. Wróciłam do swojego pokoju i nikogo nie zastałam. Na toaletce siedział pluszak, był to ten sam, którego zrobił mi brat. Wzięłam go delikatnie do rąk i przytuliłam. Poczułam po chwili jak coś spływa mi po policzku. Nie zdążyłam sprawdzić co to, gdy ktoś mnie skuł. Nie mogłam się oswobodzić. Przed oczami stanęła mi starsza ode mnie kobieta. Wyglądała jak ja, prócz tego, że była wyższa i dostojniejsza. Klęknęła.
-Odnalazłam cię w końcu... gdzie Shin?-zapytała opiekuńczo.
-Kim ty?... Kim ty jesteś?...-wymamrotałam wystraszona.
-Nie pamiętasz mnie? Shay, jestem twoją matką... Dostałaś ode mnie pierścień.-oznajmiła.
Nie mogłam za specjalnie jej uwierzyć.
-Daj dowód, że nią jesteś...
-Ah... masz ranę na plecach, i ciało lalki... Shay... uwierz mi!-poprosiła. Nie odpowiedziałam, ponieważ usłyszałyśmy hałas. Uwolniła mnie, po czym pobiegłyśmy do pokoju Shina. Siedział na podłodze a nad nim stał mężczyzna podobny do mnie i brata. Chłopak miał siniaki na policzkach. Podbiegłam do niego.
-Shay, odejdź.-syknął "nieznajomy".
-Nie! Nie pozwolę ci tak poniewierać moim bratem potworze!-krzyknęłam. Poczułam ból w okolicach łopatek. Nie minęła sekunda a poczułam jakby coś mi je rozerwało. Nie był to ból. Wręcz przeciwnie. Czułam błogość. Chciałam wstać, ale znów mnie skuli... Szarpałam się do momentu, gdy zauważyłam czarne, duże skrzydła wyrastające z pleców brata...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz