wtorek, 12 kwietnia 2016

Rozdział 3

Shino

Nauczycielka najwyraźniej była zainteresowana tym pierścieniem z jakiegoś powodu, z tego co pamiętam to chyba był pierścień naszej matki i była to jedyna rzecz która nam pozostała po rodzicach, musieliśmy go chować w sierocińcu by opiekunki go nie skonfiskowały. Nauczycielka w końcu odpuściła i kontynuowała lekcję. Po skończonych zajęciach przy szatni usłyszałem rozmowę trzech dziewczyn
- Słyszałyście co ostatnio stało się w centrum? - zaczęła blondynka
- Tak, podobno w mieście grasuje wampir, dziewczynie cudem udało się uciec - odparła się niebieskowłosa
- A ja tam nie wierzę w te bajki. Gdyby naprwdę ją napadł wampir nie miałaby szans na ucieczkę - wtrąciła się trzecia dziewczyna
- Podobno uratowała ją jakaś dziwna kula światła
- Ha! Większej bzdury w życiu nie słyszałam
- Mimo wszystko ja się teraz boje sama chodzić po mieście - po tym oddaliłem się. Muszę zacząć być ostrożny inaczej to kim jestem może się wydać. W każdym razie nie mogę przestać myśleć nad tym że Rey mnie wtedy uratował ... "Chciałem pomóc tej biednej dziewczynie żeby nie stała się ofiarą pijawki" z tego na co wychodzi Rey jest demonem, więc nie powinien go obchodzić człowiek. Wróciłem do domu, mogłem trochę odetchnąć gdyż zaczął się weekend. Następnego dnia wieczorem postanowiłem się przejść w godzinach wieczornych, nie czułem się dobrze bo znów pragnienie dawało się we znaki, krew Rey'a wystarczyła na stanowczo mniej niż myślałem, nagle zauważyłem że jakiś koleś zaciąga młodą kobietę w jakąś uliczkę, nie mogłem patrzeć na to bezczynnie, podbiegłem tam, chciałem odciągnąć faceta le zapomniałem że mam również super siłę i miotnęło nim o mur, kobieta podniosła torebkę z ziemi
- Dziękuję- rzekła i pobiegła, nie widziała mojej twarzy bo moje spojrzenie utkwiło w jednym miejscu. Kiedy facet uderzył w ścianę prawdopodobnie rozbił sobie czaszkę bo z całej części potylicznej leciała krew… Tak dużo krwi… Byłem jakby w transie podszedłem i przykucnąłem, już przy zwłokach mężczyzny. Starałem się powstrzymać ale wbiłem w niego kły i bez żadnych zahamowań zaczynałem wypijać jego krew, nawet przez myśl mi nie przeszło żeby przestać, dopiero oderwałem się od tego gdy usłyszałem głos
- Co tam się dzieje?- spojrzałem w tamtą stronę… Policja, o kurwa… Gdy zobaczył krew na moich ustach, spanikowany wyciągnął pistolet i wymierzył we mnie, wstałem, nie wiedziałem co zrobić. Strzelił ale mi nic się nie stało, jakby kula mnie minęła, strzelił jeszcze parę razy ale za każdym razem udało mi się zrobić unik, sięgnął po krótkofalówkę
- Przyślijcie posiłki na- spanikowałem i zaatakowałem policjanta. Gdy już padł cały blady na ziemię słyszałem wozy policyjne. Biegnąc w przeciwną stronę wzdłuż uliczki udało mi się uciec. Rano włączyłem telewizję leciały wiadomości
- Na miejscu zbrodni znaleziono 2 zwłoki z obu spuszczona była krew. Jeden z ofiar był to poszukiwany przez policję Goro Koguchi za wiele gwałtów, za to drugi to policjant Hideo Ina. Napastnik został uchwycony na kamerach ulicznych lecz obraz został zniekształcony co bardzo utrudnia w ustaleniu tożsamości sprawcy. Niedoszła ofiara Koguchi'ego zeznała że uratował ją jakiś mężczyzna z nad ludzką siłą, nie jesteśmy pewni co do zeznań kobiety gdyż kiedy ją odwiedziła policja miała kilka promili alkoholu we krwi. Na ofiarach nie znaleziono żadnych odcisków paców co jeszcze bardziej utrudnia dochodzenie... - Po tym wyłączyłem telewizor. Z każdą chwilą czułem się coraz gorzej, zżerało mnie poczucie winy. Nie dość że zabiłem niewinnego człowieka to jeszcze jeśli dowiedzą się że to ja będę miał niemałe kłopoty. Zebrałem się do szkoły i wyszedłem z domu, zdążyłem zrobić zaledwie parę kroków jak usłyszałem za moimi plecami klaskanie, Odwróciłem się i ujrzałem Rey'a kilka metrów ode mnie
- Właśnie usłyszałem w telewizji twoją wczorajszą akcję
- Dlaczego od razu uznałeś że to ja
- A nie ty? - powiedział to tonem jakby odpowiedź była oczywista, nie odpowiedziałem - Cóż cisza mówi sama za siebie. Mówiłem żebyś następnym razem nad sobą panował a teraz masz niemały problem
- Jesteś demonem więc powinieneś widzieć że nad tym nie jest tak łatwo zapanować
- Akurat w moim przypadku krew nie jest mi niezbędna do życia w porównaniu do innych demonów. W każdym razie, uważaj co i komu robisz bo następnym razem mogę już nie być taki miły - tym zdaniem zakończył rozmowę i poszedł. Wydaje się być w środku zimny jak lód, zupełnie bez uczuć, cóż w końcu jest demonem. Mimo tej obojętności którą wyczuwam podczas rozmów, moje serce bije coraz szybciej i nie mogę tego opanować. Muszę się ogarnąć i uświadomić sobie że to w ogóle nie ma sensu, jeżeli Rey się jeszcze dowie o tym że się w nim zakochałem wyśmieje mnie na bank, poza tym jak widać woli moją siostrę... Powolnym krokiem udałem się do szkoły. Próbowałem dzisiaj z nikim nie rozmawiać, nie miałem na to ochoty, w dalszym ciągu dręczyły mnie wyrzuty sumienia i strach że znów nie zdołam nad sobą zapanować, na korytarzach słychać było tylko rozmowy o wczorajszym incydencie. Po lekcjach wychodziłem jako ostatni, przynajmniej tak myślałem gdy naglę ktoś złapał mnie za ramie, odwróciłem się i ujrzałem Shay, trochę się zdziwiłem że mnie zaczepiła, ostatnio gdy rozmawialiśmy uznała że jej brat nie żyje
- Wszystko w porządku? Cały dzień wyglądałeś na zmartwionego
- Wszystko w porządku, niepotrzebnie się martwiłaś - odparłem lekko się uśmiechając
- Właśnie, mógłbyś mi pożyczyć notatki z historii z zeszłego tygodnia?
- Jasne... Rey ci nie pożyczył?
- Hę?

- Widziałem jak razem rozmawiacie, wydawało mi się że jesteście w miarę dobrych relacjach
- Tylko o nim nie wspominaj, proszę - odparła. Wyciągnąłem notatki z szafki i podałem je Shay - Dzięki... Auć!
- Co się stało?
- Zacięłam się kartką... Tak, tylko ja jestem taka udana - powiedziała półżartem. Gdy tylko dotarł do mnie zapach krwi znowu czułem że mogę za chwilę stracić kontrolę
- Wybacz ale muszę już iść - powiedziałem naglę
- Czekaj - powiedziała i złapała mnie za koszulę - chciał z tobą porozmawiać
- Ja również ale wybacz, naprawdę muszę iść - powiedziałem i coraz trudniej było mi trzymać kontrolę nad sobą. Shay w dalszym ciągu nie oddaliła się, już nawet nie słyszałem co do mnie mówi gdy w końcu instynkt wziął nade mną górę i przyszpiliłem ją do szafek - krew... krew...
- Shino... - powiedziała lekko przerażonym głosem. Otworzyłem usta by ją ugryźć gdy
- Ej, Shino! Chyba zapomniałeś o naszej porannej rozmowie, pijawko - niedaleko nas stał Rey, wysłał w moją stronę dwa błękitne płomienie które mnie trafiły i odrzuciły na drugi koniec korytarza, ledwo mogłem się podnieść, Shay gdzieś zniknęła a "lis" zaczął się zbliżać w moją stronę - Zbliż się do niej jeszcze raz, spróbuj jej coś zrobić a nie zawaham się ciebie zabić. Pamiętaj o tym - powiedział i odszedł. Resztkami sił doszedłem do domu ale byłem zbyt obolały żeby pójść do szkoły następnego dnia 




 Shayren



Przez cały dzień, mimo poszukiwań nie mogłam znaleźć Shin' a. Zaczęłam się nawet martwić, że Rey mu coś zrobił. Przez cały dzień nie odzywałam się do niego, a po zajęciach udałam się w stronę domu państwa Aoiki. Oczywiście pod pretekstem dania notatek. Gdzieś w połowie drogi ktoś mnie zaciągnął w jakąś boczną uliczkę. Nie miałam siły się spierać. Był to dorosły  i obleśny facet. Uderzyłam plecami o ścianę i osunęłam się na ziemię. 
-Cześć laleczko. Dawno nie piłem krwi, więc może dasz mi skosztować swojej?-niby zapytał, ale nawet jeżeli bym zaprzeczyła zrobiłby to, co by chciał. Zacisnęłam dłonie w pięści. Czułam na skórze szyi jego obleśny oddech. Chwile po tym wpił mi się w bark. Czułam się coraz słabiej. Jednak ktoś może po 2-3 minutach go... hm... odkopał? Chyba mogę to tak ująć. Widziałam wszystko jak przez mgłę. Nie mogłam także określić, kto mnie uratował. Obudziłam się w jakimś salonie. Nerwowo usiadłam i rozglądnęłam się. 
-Spokojnie! Musisz leżeć! Ugryzienie było dość głębokie, a do tego straciłaś sporo krwi!-rozpoznałam ten głos. Rozmawiałam z kobietą, która pytała, czy coś jeszcze się stało. Rozmowę przerwał dość głośny huk. Do pomieszczenia wszedł Rey i Lyn. Nie ucieszyłam się na ich widok.  Tuż po nich obok stanął Shino. Mimowolnie wstałam i wtuliłam się w niego płacząc. Tak było zawsze w ośrodku. Jeden z opiekunów okazał się wampirem i to właśnie ja byłam jego celem. Ktoś szarpnął mnie do tyłu. Czarnowłosy był wściekły. Próbował zaatakować białowłosego, ale jakoś go zatrzymałam zwykłym pociągnięciem za koszulę. Musiało to być dość... mocne, ponieważ upadł. 
-Nie waż się go tknąć! I kto tu niby jest potworem, co?!-krzyknęłam wściekła. Trzęsłam się. Ból. Czułam okropny ból w żołądku. Upadłam na podłogę. Słyszałam jeszcze jakby odgłos... pękania? A raczej pękania porcelany.  Nie mogłam krzyczeć, ale także otworzyć ust. Dotknęłam ich opuszkami palców. Zaczęłam z przerażenia się trząść. Były zaszyte. W momencie usłyszenia dźwięku otwieranych drzwi wzdrygnęłam się. Do pomieszczenia wszedł dawny opiekun z ośrodka. Trzymał w rękach laleczkę voo-doo. Przypominała mnie, i to bardzo.
-A kogo ja widzę? Yuno, nie zmieniłaś się od naszego poprzedniego spotkania.-powiedział z uśmiechem na twarzy.
-Zakończ to, przecież to żywa istota!
-Co? To, że je, oddycha, śpi nie oznacza, że jest do końca żywa. To pijawka, w dodatku jej rodzice tknęli duszyczkę małej, uroczej Shay w ciało lalki, bo jej prawdziwe ciało zmarło lub zgniło. Jak kto woli. Byli tak zrozpaczeni, by posunąć się aż do tego. Znam ich, będą szukać swoich dzieciaków i nie zawahają się wybić demonów co do jednego, jeżeli będzie taka potrzeba.
-Także znam tamtych "ludzi". Nie chcieli, by ktoś dowiedział się o tym, iż powstała rasa przewyższająca inne.
-Oh? A o tym nie wiedziałem, mów dalej...
-Ich ojciec jest wampirem, a matka sukkubem. Przodkowie także mieli mieszaną krew, więc te wszystkie rasy skumulowały się w nich. Ale...
-Hm?
-Tylko jedno takie dziecko mogło przeżyć. Shay nie ma prawa teraz stąpać po ziemi... Oczywiście można przywrócić jej ciało, ale z tym trzeba iść do aniołów, a teraz przestań się bawić! 
-Ah, no dobrze...-mężczyzna oczyścił lalkę, a ja mogłam już mówić. Wiedziałam kim, a może raczej czym jestem. Mężczyzna wyszedł, a Lyn pomógł mi wstać, po czym zaciągnął do jakiegoś pokoju. 
-Przepraszam...-wydukałam cicho. Chłopak podszedł do mnie, objął jedną ręką a drugą uniósł mój podbródek. Delikatnie się schylił i mnie pocałował. Próbowałam go odepchnąć, ale widocznie tamto było tylko "fartem". Gdy skończył opuściłam głowę. Przeczesywał palcami moje włosy. 
-Dlatego panikowałaś, gdy wchodziłem ci do pokoju, a ty się przebierałaś, prawda? To dlatego nie chciałaś, abym cię pocałował?-przytaknęłam. Chłopak zaczął się śmiać.
-Ale durny powód... Nawet jakbyś była zombie to bym cię kochał głupku.-odparł zlizując łzy z moich policzków. Siąknęłam nosem. 
-A tak na marginesie, podobał ci się twój pierwszy całus z "bratem"?-zapytał.  Milczałam.
-Jak to? Nie podobało ci się?...
-T... to nie tak... po prostu...-nie mogłam tego powiedzieć. Pewnie by się cieszył jak głupi i znów mnie pocałował. Cała czerwona myślałam, jak to powiedzieć, do momentu, gdy chłopak delikatnie cmoknął mój lewy policzek.
-Twój burak na twarzy zdradza wszystko.-szepnął. Tuliłam go jeszcze z 30 minut po czym "mama" oznajmiła, iż ktoś zaprosił nas na hm... "poważną imprezę". Kupiła nam nawet stroje. Do momentu protestowania nic nie działo się szczególnego. Dostałam od pani Aoiki cudną sukienkę, ale czułam, że nie mogę jej przyjąć. W końcu kazała mi się w nią wbić. Utrzymywała się w bieli, a u dołu były przyszyte sztuczne kwiaty. Na moje szczęście strój miał także długie rękawy. Tyle dobrego. Znów z rumieńcem szłam powoli w stronę samochodu. 
-A co ja widzę? Moja Shay i sukienka? Gadaj, co zrobiłaś mi z siostrą!-Lyn wyglądał na zdziwionego, a potem obrócił to w żart. Moi rodzice nie mogli jechać. Praca, jak zwykle... Droga zajęła z 15 minut, po czym kierowca zatrzymał się pod wielką bramą. Przeraziłam się trochę. Pod drzwiami domu, a raczej posiadłości stał gospodarz imprezy. Arthur, dawny przyjaciel Shina z ośrodka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz