Shino
Nie mogłem się uspokoić przez kolejne dwie godziny, Rey od tamtego zdarzenia się do mnie nie odzywał. Ja tylko nie chciałem żeby coś mu się stało, dlaczego jej to zrobiłem?! Nie chciałem jej zabić...! Szedłem korytarzem w pewnym momencie zakręciło mi się w głowie i obiłem się o ścianę, zatrzymałem się opierając się o nią. Co chwilę słyszałem głosy w głowie "Siostrobójca", "To penie chodzi o dzieciczenie tronu co? Specjalnie ją zabiłeś!", "Morderca!"
- Zamknij się! Cicho! - Krzyknąłem padając na kolana i zatykając sobie uszy jakby to miało w czymś pomóc. Głowa zaczęła mnie boleć a wszystko przed oczami się rozmazywało. Widziałem tylko jak ktoś do mnie podchodzi i przy mnie kuca ale nie zdążyłem zobaczyć twarzy gdyż straciłem przytomność. Gdy zdołałem otworzyć oczy byłem w tym ciemnym pomieszczeniu, wstałem i zacząłem się rozglądać za drugim mną
- Po co mnie tu znowu ściągnąłeś?! - Krzyknąłem ale usłyszałem tylko własne echo, dopiero po chwili pojawił się tuż za mną, był wściekły. Podszedł do mnie i mnie uderzył - Wiesz że teraz praktycznie uderzyłeś samego siebie?
- Nie obchodzi mnie to! Jak mogłeś to zrobić! Zabiłeś ją! Dlaczego!
- Nie chciałem tego zrobić!
- Chodź za mną - powiedział jeszcze trochę wkurzony
- Co? Gdzie i po co?
- Nie gadaj tylko chodź - syknął, miałem złe przeczucia ale podszedłem za nim. Nie wiem dokąd mnie prowadził ale krajobraz w ogóle się nie zmieniał, nadal wszystko wokół było ciemne. W jednym momencie wszystko rozbłysło i pojawiła się wielka łąka z jednym wielkim drzewem po środku - Pamiętasz to miejsce? Gdy byliśmy wszyscy w sierocińcu Arthur znalazł to miejsce, zawsze po szkole przychodziliśmy tu we trójkę a opiekunką mówiliśmy że stawaliśmy na zajęciach dodatkowych - powiedział i chwilę później na łące pojawiły się dzieci, byłem to ja, Shay i Arthur - Widzisz ten piękny uśmiech na twarzy Shay... Przez ciebie już nigdy nie będzie dane nam go oglądać
- Zamknij się! Nie chciałem jej zabić!
- Ale to zrobiłeś! - znowu wszystko stało się wokół czarne - dla ciebie może i była tylko siostrą, ale dla mnie... dla mnie była kimś, kogo kochałem! Nie jak krewnego, ale jak ukochaną! A ty ją zabiłeś, żeby uratować lisa, który w dodatku nie był tego warty!
- Dla mnie on jest ważny!
- Przejrzyj w końcu na oczy! On ciebie nie kocha, tylko się bawi tym ciałem, zaspokaja swoje potrzeby ale nigdy cie nie kochał! Za kogoś takiego zabiłeś własną siostrę!? Dobrze że twój stan psychiczny jest słaby. Czas wziąć sprawy w swoje ręce, przywrócę Shay do życia za wszelką cenę - oznajmił i przejął władzę nad ciałem. Otworzyłem oczy i leżałem na kanapie w salonie, niedaleko siedział lis i czytał jakąś gazetę, gdy zauważył że się obudziłem oderwał wzrok od czasopisma
- Wszystko w porządku?
- A co miałoby być?
- No nie wiem, przechodzę sobie korytarzem a ty drzesz się na pół domu i mdlejesz
- Nic mi nie jest - odparłem ozięble, wstając z kanapy lekko się zachwiałem ale udało mi się złapać równowagę i żeby nie tracić czasu poszedłem do biblioteki i zacząłem szukać jakiś ksiąg które mogły by mi się przydać - Nic się z tego nie dowiem, jednak zakres czarnej magi jest bardzo ograniczony w tej bibliotece - zacząłem mamrotać sam do siebie rozglądając się jeszcze po półkach. Myśl kto może mieć dużo takich ksiąg? Jak na razie pierwszą taką osobą która przychodzi mi do głowy jest Natan, jednakże nadal nie wiemy gdzie się ukrywa i gdzie mógłby trzymać te księgi.
Shayren
Wszystko było trochę monotonne... Te same korytarze, pokoje, zadania. Po zrobieniu tego, co miałam chodziłam po ogrodzie. Wydawało mi się, że to najciekawsze miejsce, które znajdowało się w całym tym "wymiarze". Niedaleko słoneczników dostrzegłam wysoką postać. Miałam pewne podejrzenie, kto to mógł być. Ostrożnie i powoli podeszłam do postaci, aby mieć pewność. Jak się okazało był to Tansu. Szczęśliwa podbiegłam do chłopaka i przytuliłam go z całych sił od tyłu. Widocznie się tego nie spodziewał, ponieważ przerażony podskoczył. Zaśmiałam się lekko z jego reakcji, której się nie spodziewałam.
-Huh? Shay? Co ty tu robisz? Wstęp do tego miejsca dostaniesz dopiero, gdy zostaniesz koronowana, albo...-nie skończył. Przerażony patrzył mi w oczy, a ja się uśmiechałam.
-Masz rację. Zmarłam, a raczej zostałam zabita.-odparłam nadal się szczerząc.
-Co?! Niby kto normalny by to zrobił?!
-Egh... Sh... Shino...-mruknęłam, tym razem zesmutniałam.
Tansu przyciągnął mnie do siebie i przytulił dość mocno. W oczach pojawiły mi się łzy. Przez nie obraz miałam dość zamazany. Robiłam jednak wszystko, aby tego nie zauważył. Nadal byłam jednak za słaba, aby ukryć jakiekolwiek uczucia i emocje. Zaczęłam szlochać. Staliśmy tak może 10 minut.
-Może wejdziemy do środka? Słyszałem, że mają pyszne kremówki.-zaproponował.
-K.. Kremówkiiii?-powtórzyłam ostatnie słowo z gwiazdkami w oczach.
-Tak, kremówki. To jak? Chciałabyś je zjeść?-zapytał.
-Tak! Chcę!-powiedziałam głośno i rozchmurzyłam się.
Mężczyzna złapał mnie za rękę i zaczął prowadzić w stronę twierdzy. Weszliśmy do pokoju bez łóżka, za to z dużą kanapą, stołem z metalu, przykrytym obrusem i dwoma fotelami. Na ścianach wisiały zdjęcia serafinów i walkirii. Do tej pory mogłam oglądać jedynie swój pokój i korytarze. No i ewentualnie główną salę... Usiedliśmy naprzeciwko siebie.
-Jak ci się podoba w twoim królestwie?-zapytał nagle.
-Moim? Jak to?-odparłam nieco zaskoczona.
-Zostaniesz koronowana na "Królową Niebios" a twój brat na "Króla Piekieł", a Ziemią będziecie rządzić wspólnie.-wyjaśnił.
-Więc o to chodzi?... A ty? Mieszkasz w tej posiadłości? I czemu? Z tego, co widziałam inni mieszkają w dworkach...-końca pytań nie było widać.
-Jak pewnie wiesz, byłem dość wysoko postawionym hrabią a moja matka była powiernikiem twoich rodziców.-odpowiedział spokojnie.
-Hę? Znała ich i nic mi nie powiedziała?...
-Gdyby ci to wyznała, zmarłaby. Z resztą, próbowała a wieczorem przypłaciła za to życiem. Nie mogliście się dowiedzieć przedwcześnie. Musieliście zostać bezpieczni a ona także tego chciała.
-Czyli, że zginęła przez nas?...
-Nie do końca. Wiedziała, z czym wiąże się powiedzenie prawdy, więc się o to nie martw, Shaa-chan.-powiedział głaszcząc mnie po dłoni. Czerwona spuściłam wzrok. Lyn nigdy nie traktował mnie zbyt ciepło, mimo, że to on się za mną uganiał.
-Shaa-chan? Coś się stało?-Tansu wyglądał na zmartwionego.
-To... to nieco przyziemne sprawy. Nic ważnego...-chłopak nie dał się nabrać i ciągle o to pytał. W końcu dałam za wygraną.
-Lyn mnie zdradził...-powiedziałam cichutko.
Na twarzy mężczyzny malowało się zaskoczenie i wkurzenie.
-Demony są okropną, podrzędną rasą, nie przejmuj się.-odparł czule.
Znów się zaczerwieniłam. Jego głos i wzrok były takie ciepłe... A Lyn? On to totalnie inna bajka...
Tansu chciał jeszcze coś powiedzieć, ale nie zdążył jak przyniesiono ciasto i herbatę. Zaczęłam jeść nie bacząc na te wszystkie maniery i zasady przy stole. Chłopak jednak jadł spokojnie i bez pośpiechu. Zjadłam dużo wcześniej przed nim i oblizałam wargi. Naprawdę bardzo mi zasmakowało. Gdy odłożyłam łyżeczkę chłopak wstał, zbliżył swoją twarz do mojej i polizał mi policzek. Przerażona i czerwona jak burak odsunęłam się nerwowo.
-C-cc--ccooo?-mruknęłam.
-Miałaś krem na twarzy. Zasmakowało ci, prawda?
-Bardzo! Było pyszne!
-Znam coś pyszniejszego i słodszego?
-E? Niby co?
-Ciebie...
Nie wiem, czy można być jeszcze bardziej czerwonym, niż byłam po akcji z kremem, ale chyba można. Tansu przyklęknął. Zerknęłam na jego twarz. Miał przymrużone oczy i lekki uśmiech.
-Podobałem ci się kiedykolwiek?...
Nerwowo bawiłam się kokardką na sukience. Przytaknęłam delikatnie po chwili.
-Cieszę się. Poprosić o jeszcze jedno, czy nie?
-Nie ma takiej potrzeby...
Usiadł na swoje miejsce i spokojnie skończył jeść, a ja zaczęłam pić herbatę. Czułam się przy nim swobodnie, mimo zawstydzenia...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz