Shino
Shay w ogóle nie chciała wychodzić z pokoju, zaczęło mnie to trochę martwić i zastanawiać co jest tego głównym powodem. Lyn i Rey kazali mi iść do Shay i dowiedzieć się co dowiedziała się wczoraj od facet, ze względu że tylko mnie wpuszcza do środka. Zapukałem i powoli wszedłem do środka. Siostra cały czas leżała w łóżku, podniosła jedynie lekko głowę by zobaczyć kto wszedł. Podszedłem do łóżka i usiadłem na brzegu materaca
- Wszystko w porządku? - spytałem na to siostra lekko kiwnęła twierdząco głową. po chwili się podniosła do siadu - Kazali ci przyjść odebrać informacje o Natanie?
- Dowiedziałaś się czegoś?
- Tak. Okazało się że ten koleś to był Natan - oznajmiła
- Przez cały czas?! Ale, jakim cudem nie rozpoznał ciebie?
- Przecież z nim rozmawiałeś wcześniej, był na tyle pijany że nawet mnie nie rozpoznał - powiedziała, dopytałem się jeszcze paru istotnych rzeczy, lecz wciąż nie dawało mi spokoju to że Shay jest taka przygnębiona
- Na pewno wszystko w porządku? - spytałem a ona ponownie jako odpowiedź kiwnęła głową a następnie się do mnie przytuliła. Początkowo wyglądała jakby to ją odrobinę uspokoiło ale po chwili zaczęła wąchać mój podkoszulek - C...Co ty robisz? - spytałem patrząc na nią pytająco
- Nie ważne - odparła i puściła moją koszulkę. Wstałem z materaca
- Jakbyś czegoś potrzebowała, postaram się pomóc - oznajmiłem i wyszedłem z pokoju. Jakiś czas później przechadzając się usłyszałem głosy siostry i Rey'a. Sam nie wiem czemu ale zacząłem podsłuchiwać i podglądać ich rozmowę
- Co ty zrobiłeś mojemu bratu?!
- Nie mam zielonego pojęcia o czym mówisz
- Nie udawaj głupiego, wyczułam od niego twój zapach!
- Ah, o tym mówisz - odparł szarowłosy po czym parsknął śmiechem
- Najpierw przystawiasz się do mnie a jak w końcu dotarło do twojej bani że nie interesują mnie twoje zaloty to wziąłeś się za mojego brata?!
- Spokojnie. Nie bulwersuj się tak. Dobrze wiesz że demony potrzebują czasem trochę się zabawić. A wiedząc że twój braciszek jest gejem i się we mnie zakochał tylko z tego kożystam - z tego co on powiedział wynikało że jestem jego prywatną dziwką
- Nie mam pojęcia co mój brat może w tobie widzieć, mimo wszystko jak śmiesz go tak wykorzystywać?! - Sahy była wkurzona jak mało kiedy, lecz Rey'owi to w ogóle nie przeszkadzało by ją przyciągnąć do siebie i pocałować. Nie wiem czemu ale widząc to zamarłem. Czułem się dziwnie, mimo że wiedziałem że Rey nie darzył mnie żadnym szczególnym uczuciem, poczułem ból w piersi. Jak tylko odzyskałem władzę w nogach pobiegłem w kierunku mojego pokoju i zamknąłem drzwi na klucz. Jak ja teraz spojrzę Shay w twarz gdy wie teraz o wszystkim, jak ja teraz wyglądam w jej oczach. Usiadłem na łóżku i podkuliłem kolana. Nawet nie wiem kiedy, w moim pokoju pojawił się złotooki
- Jak ty tu... Zamknąłem drzwi na klucz!
- Jestem demonem - odparł ironicznie - A dlaczego się zamykałeś na klucz, próbujesz mnie unikać? - powiedział i się do mnie niebezbiecznie zbliżył i przyłożył rękę do mojego policzka
- Nie dotykaj mnie! - krzyknąłem i odtrąciłem jego rękę odwracając wzrok. Momentalnie złotooki chwycił mój nadgarstek i powalił mnie na łóżko
- Co, już ci się nie podoba jak cię dotykam - powiedział dotykając mnie w różnych wrażliwych miejscach
- P... Przestań! - krzyknąłem próbując się wyrwać a nawet przez przypadek go uderzyłem, co nie za specjalnie się spodobało Reyowi. Chwycił moją drugą rękę i całkowicie mnie unieruchomił
- Myślisz że interesuje mnie co masz do powiedzenia? Jesteś moją własnością i nie masz prawa się mi sprzeciwiać bo inaczej za każdym razem będę zmuszony cię ukarać - powiedział rozpinając moje spodnie.
- Tak po prostu całujesz sobie moją siostrę, mówisz ze spokojem że nic dla ciebie nie znaczę a po chwili znowu się do mnie dobierasz?!
- Niegrzecznie jest podsłuchiwać czyjeś rozmowy. To co robię z innymi nie powinno cię obchodzić, jak już mówiłem jesteś wyłącznie moją zabawką, niczym więcej - powiedział to z obojętnością w głosie. Mimowolnie w moich oczach pojawiły się łzy lecz za wszelką cenę starałem się nie wypuścić ich nazewnątrz. W jego wzroku w tym momencie było coś co mnie przerażało mimo że z pozoru patrzył na mnie jak zwykle. Złotooki zdjął moje spodnie razem z bielizną i odwrócił mnie do siebie tyłem i włożył we mnie swoje dwa palce, jęknąłem i nie mogłem dłużej utrzymać łez. Czemu ja wogóle płaczę? Od samego początku wiedziałem że mnie nie kocha ale mimo wszystko... Czy ja go nadal kocham? Czy wogóle kiedykolwiek to uczucie można było tak nazwać? W czym się zakochałem? W wyglądzie? W jego sposobie bycia? Nie wiem. Wtedy gdy pomógł mi w klubie przez chwilę pomyślałem że naprawdę mu na mnie zależy, ale on tylko samolubnie bronił "jego własności", jak dziecko któremu próbuje się zabrać jego ulubioną zabawkę... Szarowłosy po chwili dodał kolejny palec po czym ponownie jęknąłem - Całe twoje ciało drży, a wśrodku jesteś jeszcze ciaśniejszy i cieplejszy niż kiedykolwiek. Czyżby to przez to że cię "zdenerwowałem"? W takim razie chyba zacznę częściej to robić - oznajmił cwaniako powoli wyciągając palce. Zdjął swoje spodnie po czym momentalnie we mnie wszedł. Robił coraz gwałtowniejsze ruchy gdy naglę usłyszeliśmy krzyk Shay dobiegający z jej salonu. Szarowłosy przestał, zapiął spodnie i poszedł sprawdzić co się stało, ja nawet jakbym chciał, nie mogłem się ruszyć. Mogłem jedynie położyć się na bok i przykryc się cały kołdrą. Zamknąłem oczy a gdy je otworzyłem siedziałem w ciemnym pomieszczeniu... "drugi ja" już dawno mnie nie ściągał, po chwili również on się pojawił ale ja nie mogłem się podnieść z podłogi jakbym był do niej przyczepiony
- Biedny, mały, słabiudki Shinuś. Jak mało wystarczyło żeby doprowadzić cię do takiego stanu - powiedział kucając przedemną
- Czego znowu chcesz? - spytałem na co "drugi ja" się uśmiechnął
- Po to że jest to dla mnie dosyć rzadka szansa
- "Szansa"?
- Od czasu kiedy oddałeś mi kontrolę w rezydencji Natana, zaklęcie rodziców dosyć mnie osłabiło na pewien czas, ale przez cały ten czas gdy odzyskiwałem siły myślałem jak przejąć nad tym ciałem kontrolę. Teraz gdy ty jesteś w takim stanie będzie to niesamowicie proste, chyba podziękuję Reyowi zo to co powiedział bo to przeważyło szalę - powiedział po czym śmiejąc mnie rozczochrał moje włosy - Teraz moja kolej - dodał i po chwili przejął kontrolę nad ciałem. Ciało było odrobinę obolałe ale dało się to znieść - No dobra, czas sprawdzić co się stało mojej siostrze - podniosłem się z łóżka i ubrałem spodnie. Gdy skierowałem się w stronę salonu zauważyłem Shay siedzącą na podłodze pod ścianą, czarnowłosy próbował ją objąć ale go odepchnęła. Rey stał nieopodal i również próbował ją uspokoić. Po chwili siostra wstała i pobiegła w kierunku swojego pokoju. Lyn również udał się w inną stronę, za to gdy Rey się odwrócił i mnie zauważył, podszedł
- Czyli nadal miałeś siły się ruszyć? Co powiesz na powtórkę? - powiedział cwaniacko
- Nie śpiesz się z tym tak lisie. To ciało nie jest twoją własnością jak to ująłeś wcześniej
- Czyżbyś próbował być asertywny? Nawet nieźle ale pamiętaj co powiedziałem o tym gdy mi się będziesz sprzeciwiał
- Pf... Dlaczego miałbym się ciebie bać, ze względu że jestem mieszańcem posiadam mnustwo zdolności będące wstanie pokonać demona tak niskiej rangi jak ty. Zastanowiłbym się kto tu kogo powinien słuchać - odparłem a złotooki spojrzał na mnie pytająco a zarazem podejrzliwie. Jeżeli chcę pozostać w tym ciele na tyle długo by urosnoś w siłę muszę uwarzać żeby nikt mnie nie zdemaskował, w każdym razie będę musiał uwarzać przy Shayren gdyż ten debil powiedział jej o mnie. Poszedłem do biblioteki żeby poszukać ksiąg które mogłyby być przydatne w zwiększeniu mojej siły by druga osobowaść nie mogła mnie odciąć od kontroli, do puki jest słaby ja muszę rosnąć w siłę lecz bez przerwy śledził mnie ten przeklęty lis. Mogłem się spodziewać że zacznie coś podejrzewać po tym co powiedziałem.
Shayren
Zaczęłam niespodziewanie tracić nad sobą kontrolę. A do tego to dziwne przeczucie, że coś jest nie tak... Siedziałam w pokoju nie pozwalając nikomu do niego wejść, gdy poczułam dziwny impuls. Byłam niemal pewna, że druga jaźń Shina znów postanowiła sobie pozwiedzać świat, jak ona chce. Poderwałam się z miejsca i zaczęłam "węszyć" za bratem. Cicho zakradłam się do biblioteki, gdzie najprawdopodobniej był. Wślizgnęłam się do pomieszczenia i znalazłam chłopaka w dziale panowania nad ciałem. Można się było tego spodziewać. Wściekła podleciałam do niego i kopnęłam w szczękę.
-Shay? Co ty robisz?!-najwidoczniej próbował mnie zmylić.
-Nie jesteś moim bratem! Oddawaj mi go! TERAZ!-krzyknęłam.
Postać podniosła się i zaczęła śmiać.
-Nie zapominaj, że także jestem bestią, kochana siostro. Nie chcę cię skrzywdzić, bo jakby nie patrzeć także jestem twoim bratem, czyż nie? Aczkolwiek jego częścią...-oznajmił.
Kiwałam głową na boki po czym znów go zaatakowałam. Zdążył zrobić unik a ja wleciałam w ścianę krusząc ją. Nie przebiłam się jednak "na wylot". Otrzepałam się z pyłu.
-Ty cholerny gnoju! Oddawaj mi Shina!-wrzasnęłam.
-Nie rozumiesz? Jestem jego częścią. A ty za chwilę się przemienisz w kanibala. Chcesz tego? Chcesz stać się mordercą, Shay?-zapytał.
Ciało zaczęło mi drżeć. Miał rację. Czułam nieopanowaną chęć zjedzenia czegoś. A raczej kogoś. Jakiegoś człowieka. Opadłam na kolana. Ten cholerny ból... Czułam go w klatce piersiowej. "Instynkt" kazał mi "to" wyrwać. Drapałam skórę, potem mięśnie stojące mi na przeszkodzie do serca. Na dłonie i sukienkę lała mi się krew. Dużo krwi. Z nerwów zaczęłam płakać nadal drapiąc ranę. To właśnie moje serce było źródłem problemów.
-Przestań. Chcesz się zabić?...-zapytał.
Zacisnęłam oczy i zęby. Kiwnęłam głową, by to potwierdzić. Chłopak klęknął naprzeciwko mnie.
-Oddaj mi mojego brata... proszę...-wydukałam zaciskając dłonie ja jego klatce piersiowej.
-Aż tak ci na tym zależy?
Wtuliłam się w niego próbując zwalczyć ból. Westchnął.
-No dobrze. Oddam ci go.-powiedział.
Po może pięciu minutach Shin odsunął mnie lekko od siebie. Z przerażeniem patrzył na ranę. Ryknęłam jeszcze większym płaczem. Białowłosy wpatrywał się we mnie ślepo. Przełknęłam ślinę i odkryłam szyję. Bez chwili wahania się w nią wpił. Syknęłam z bólu. Z każdym łykiem, który chłopak robił czułam, że postać ghoula, którą przybrałam odpuszcza. Po chwili przestał. Osunęłam się na podłogę ze zmęczenia. Najwidoczniej straciłam przytomność, ponieważ ocknęłam się w swoim pokoju. Na ranie zauważyłam bandaż. Ruch trochę bolał. I ten ciągły zapach krwi... Stałam przed lustrem. Szukałam jeszcze innych zadrapań lub śladów. Prócz tej na sercu miałam jeszcze po ugryzieniu Shina. Ubrałam luźną bluzkę i spodnie. Minęło może 10 minut jak do pomieszczenia wszedł Rey. Nie byłam zbyt szczęśliwa z jego odwiedzin.
-Czego tu chcesz?...-zapytałam.
Nie odpowiedział, tylko zbliżał się do mnie. Cofałam się do momentu, gdy plecami dotknęłam ściany.
-Z tego co wiem, to ci się podobałem. Mylę się?
-PODOBAŁEŚ! Kiedyś!
-A teraz nie?
-Stanowczo nie!
Chłopak zignorował, co powiedziałam i pocałował mnie. Próbowałam go odepchnąć, ale ten był stanowczo za silny.
-Wiesz, że jestem w stanie się dla ciebie zmienić, prawda Shi-chan? Dlaczego nie chcesz mnie pokochać? Czekaj... ty nie chcesz zrozumieć swojej miłości do mnie.
-N... nie gadaj głupot!
Rey objął mnie w talii i podniósł. Zaczęłam wierzgać nogami.
-Postaw mnie!! POSTAW MNIE!-krzyknęłam.
Chłopak zaśmiał się i zrobił to, co mu kazałam, ale nadal nie śniło mu się, by mnie puścić.
-Najpierw zabawiasz się z moim bratem, a teraz próbujesz mnie podrywać?...-syknęłam.
-Zostawię twojego brata w spokoju, ale zgodzisz się być moja. Co ty na to?
-N... niech... niech ci będzie...-mruknęłam.
Szarowłosy podniósł mi twarz i znów mnie pocałował. Tym razem trwało to dłużej i było namiętniej, gdy skończył przetarłam usta rękawem. Rano, śniadanie jedli wszyscy przy stole. Obok mnie musiał siedzieć Rey. Starałam się go ignorować, ale ten nie pozwalał na to. Ciągle mnie zaczepiał, ale zdenerwowałam się, gdy położył łapę na moim udzie. Wstałam nerwowo i wyszłam z pomieszczenia. Nie byłam dumna ze swojej decyzji. Znowu miałam dziwne przeczucie. Tym razem o wiele silniejsze. Położyłam się na chwilę, próbując zasnąć, ale nie mogłam. Dałam sobie spokój i wstałam. Na ziemi znów zauważyłam walające się wszędzie włosy. Jak ja do cholery miałam to kontrolować? Za bardzo nic się nie zmieniło, ale stałam się wyższa i "bardziej kobieca". A do tego te znaki na brzuchu... Zmuszona byłam do tego, aby "pożyczyć" z szafy matki jakiś strój, ponieważ moje były stanowczo za małe... Wzięłam jakąś białą sukienkę i wyszłam pozwiedzać posiadłość.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz