piątek, 27 maja 2016

Rozdział 11

Shino

Nie trzaeba było jakoś szczególnie węszyć żeby wiedzieć że coś się dzieje. Z tego co wiem Shay nawet nie przepada za towarzystwem Reya'a więc nie wiem czemu teraz stara się go znosić. Jak zaobserwowałem Lyn'owi również się to nie spodobało. Nie dość że jak sam powiedział byłem jego zabawką, to jeszcze poczułem się jakby zainteresował się mną tylko dlatego że wyglądam podobnie do mojej siostry. Dosyć mnie to przygnębiało. Dowiedziałem się że dziś popołudniu ma ktoś tutaj przyjechać, ale w sumie mnie to nie interesuje, z tego co wiem to ktoś do Lyna. Po skończonym śniadaniu wyszedłem do ogrodu i usiadłem w altance wpatrując się w jedno miejsce. Wpatrywałem się tak przez jakiś czas, wróciłem myślami na ziemię dopiero gdy ktoś mnie dźgnął
- Wszystko w porządku? - usłyszałem nieznany głos. Moim oczom ukazał się chłopak z zielonymi włosami i z jednym okiem brązowym a drugim niebieskim, prawdopodobnie mógł być ode mnie trochę starszy - Wybacz, wyglądało to trochę niepokojąco jak tak siedziałeś bez ruchu - dodał po chwili
- Tylko się trochę zamyśliłem. Wszystko w porządku, powiedzmy
- Co się stało? - spytał na co spojrzałem na niego pytająco - przepraszam spytałęm odruchowo. Nie musisz mi mówić, nawet mnie nie znasz
- Pomijając to wydaje się że ciebie też coś gryzie
- Aż tak bardzo widać? Cóż ostatnio zmarła moja siostra i jeszcze do końca się z tym nie pogodziłem. A były chłopak mojej świętej pamięci siostry uparł się żebym tu z nim przyjechał
- No tak, słyszałem że ktoś ma przyjechać do Lyn'a
- Wyraźnie też widać że ciebie coś trapi. Jeżeli to miałby ci pomóc mogę cię wysłuchać
- T... To nic, na prawdę... Po prostu, osoba w której się zakochałem jak widać woli kogoś innego
- Można powiedzieć że po części wiem co czujesz... A tak w ogóle to się nie przedstawiłem, Muzai Shino - przedstawił się zielonowłosy
- Ja jestem Aoiki, też mam na imię Shino...
- Co za zbieg okoliczności - powiedział z lekkim uśmiechem - Coś się stało? Mam coś na twarzy? - spytał po chwili bo chyba zbyt długo się na niego patrzyłem bez słowa
- Przepraszam Muzai-san. Po prostu nigdy jeszcze nie widziałem na żywo osoby z heterochromią. Te oczy są, niesamowite - nawet nie wiem czemu to powiedziałem ale na prawdę zafascynował mnie wygląd tych oczu
- "Muzai-san"? Nie jestem na tyle starszy od ciebie żeby się do mnie tak zwracać, możesz mówić mi po imieniu... A tak poza tym to dziękuję
- Jak powinienem do ciebie mówić... Shin-chan?
- Nie przesadzaj znowu w drugą stronę...
- Ale jakoś tak pasuje ci - rzuciłem półżartem
- Niech już będzie "Shin-chan" - zaśmiał się zielonowłosy. Całkiem przyjemne mi się z nim rozmawiało. Po jakimś czasie wstaliśmy I zaczęliśmy się przechadzać po dość sporym ogrodzie kwiatowym
- Prócz ciebie, siostry i rodziców mieszka tu ktoś jeszcze, Shino-kun? - spytał spoglądając w stronę rezydencji
- Jeszcze brat mojej siostry z rodziny zastępczej i jego kuzyn... A rodzice... Od kiedy się tu przenieśliśmy nie widziałem ich ani razu. Z resztą już prędzej nazwę   rodzicami ludzi którzy mnie wychowali niż tych którzy urodzili... nie lubię rozmawiać na ten temat
- Przepraszam
- Nic się nie stało, z resztą sam zszedłem na ten temat... - oznajmiłem, właśnie przechodziliśmy obok różanki gdy zielonowłosemu zadzwonił telefon
- Przepraszam - powiedział odpisując chyba na SMSa. Jakiś kocur naglę przebiegł mu pod nogami przez co zachwiał się i upuścił telefon prosto w róże. Próbując go wyciągnąć skaleczył dłoń kolcami w kilku miejscach. Z rany przy kciuku momentalnie pojawiła się krew. Nawet nie myśląc, chwyciłem jego ranną dłoń  i zlizałem cieknącą krew. Chłopak patrzył na mnie pytająco
- E... Etto... Ja... - Dlaczego ja to zrobiłem?! Na dodatek on prawdopodobnie nie ma pojęcia że jestem wampirem. Puściłem momentalnie jego dłoń i odsunąłem się cały czerwony. Chłopak chwycił mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie, po czym pocałował. Jego spojrzenie w tej chwili się różniło od tego jeszcze parę chwil wcześniej, jakby stała przede mną zupełnie inna osoba. Odskoczyłem odrobinę od chłopaka ale ten cały czas trzymał mnie za nadgarstek. Ponownie mnie do siebie przyciągnął, zachowywał się zupełnie inaczej niż przed chwilą. Ponownie przybliżył swoją twarz do mojej gdy naglę zielonoowłosego ktoś odciągnął, jak się okazało był to Rey
- Nikt cię nie nauczył że nie można dotykać czyiś rzeczy - burknął szarowłosy
- "Rzeczy"? - powtórzył, po czym spojrzał na mnie i chyba się zorientował o co mu chodziło. Po chwili złotooki pchnął go w krzewy róż
- Rey! Odrobinę przesadziłeś! - krzyknąłem i pomogłem chłopakowi wstać, był cały poraniony od kolców. Najwyraźniej Rey się mocno wkurzył, chwycił mnie za nadgarstek i szarpnął za sobą. Zaciągnął mnie do losowego pokoju gościnnego i pchnął na łóżko - Rey! - miałem zamiar się na niego drzeć ale nie zdążyłem gdy mnie przyszpilił do materaca
- Nie będzie mi jakiś kotołak kradł mojej zabawki - oznajmił w tym czasie rozpiął moją koszulę - A ty jeszcze pozwalałeś się dotykać temu dachowcowi... - dodał ściągając moje spodnie z bielizną - Zapamiętaj sobie że ja jestem twoim właścicielem i tylko ja mam prawo do dotykania cie... A teraz powiedz "Tak, rozumiem Touro-san" - kontynuował wkładając w tym momencie we mnie swoje palce
- Hę?
- Do tamtego kocura zwracałeś się jako "~san". Więc do mnie tym bardziej powinieneś się tak zwracać - oznajmił wrednym tonem głosu - powtórz "Tak, rozumiem Touro-san" - powiedział ponownie i włożył we mnie kolejny palec, przez co cicho jęknąłem. Im dłużej zwlekałem z powiedzeniem tego, wpychał je coraz głębiej
- T...Tak, rozumiem, To...Touro-san - wydukałem, chwilę po tym wyciągnął ze mnie palce
- Grzeczny chłopiec... Od teraz zawsze podczas seksu masz się do mnie zwracać "Touro-san"- Siłą ściągnął mnie z łóżka tak żebym klęczał na podłodze. Stanął tuż przede mną rozpinając swoje spodnie. Gdy zsunął spodnie miałem opory by to zrobić ale złotooki "pomógł" mi a raczej przyciągnął moją głowę do jego krocza. Gdy już mu się znudziło odwrócił mnie do siebie tyłem, oparł mnie o łóżko po czym we mnie wszedł, co chwilę przyśpieszał ruchy i wchodził coraz głębiej
- Jak chcesz to dalej się na mnie zaciskaj ale później nie narzekaj że cię boli - Co chwilę z jego ust padały jakieś zawstydzające mnie komentarze. W pewnym momencie natrafił w środku na jakieś wrażliwe miejsce, przez co zacząłem niekontrolowanie głośniej jęczeć - Czyżbym znalazł twój punkt G? Jest dosyć głęboko - powiedział cwaniacko - jest ci przyjemnie gdy tak robię? - niech już skończy z tą "narracją", czuję się wtedy jeszcze dziwniej - Czekam na odpowiedź - dodał po chwili, kiwnąłem tylko twierdząco głową - Więc, chcę to usłyszeć
- T...Tak, jest mi p...przyjemnie - dlaczego muszę to wszystko mówić, zaraz spalę się ze wstydu!
- Zapomniałeś chyba o czymś
- Touro-san...
- Właśnie, na przyszłość pamiętaj o tym bo nie będę ci za każdym razem o tym przypominał a za każdy błąd będę cię karał. Rozumiesz?
- Tak, Touro-san - mruknąłem po czym złotooki kontynuował to co przed chwilą. Przy każdym moim głośniejszym jęku słyszałem jak cicho się śmieje. Gdy już w końcu doszedł i wyszedł ze mnie ledwo mogłem ruszyć moimi biodrami, z resztą i tak czuję że jeżeli się ruszę to wszystko ze mnie wypłynie
- Chyba pierwszy raz nie doszedłem przede mną. Mógłbym cie doprowadzić do orgazmu moimi ustami ale spouchwalałeś się z tym kocórem więc nie zasługujesz na nagrodę - powiedział wciągając mnie na łóżko, coś jeszcze mówił ale zasnąłem w trakcie. Gdy otworzyłem oczy było w pokoju ciemno, przewróciłem się na drugi bok i zobaczyłem siedzącego Reya, jego twarz oświetlał ekran telefonu na którym coś przeglądał. W pewnym momencie spojrzał na mnie gdy się lekko podniosłem - Obudziłeś się
- Która jest godzina? - spytałem jeszcze zaspanym głosem
- 2 w nocy - oznajmił szarowłosy. No tak jak mnie tu zaciągnął była około 3 po południu a od razu po "tym" zasnąłem
- A... Co ty tu robisz? Zwykle jak się budziłem nie było ciebie obok, czemu zostałeś
- Kiedy chamsko zasnąłeś kiedy do ciebie mówiłem do pokoju wszedł Lyn, chciał sprawdzić pokój gościnny żeby Kin mógł tu nocować gdyż mieszka dosyć daleko. Ale zastał w nim nas. Powiedziałem mu o wszystkim, a że nie było żadnych innych pokoi gościnnych, powiedziałem żeby dał Kin'owi mój pokój, tak więc musiałem zostać tutaj. Bo inaczej musiałbym cię przenieść do twojego pokoju a nie chciałoby mi się nieść przez pół domu nagiego faceta
- Powiedziałeś mu o "wszystkim"?! Czyli o czym?!
- Po prostu. Że uprawialiśmy seks - oznajmił, w jaki sposób on może mówić o tym z takim spokojem?! Położyłem z powrotem głowę na poduszkę - O co znowu chodzi?
- Hę?
- Zawsze masz taką minę jak masz jakiś problem
- Mam taką minę zawsze - burknąłem
- Jasne... Mam tylko nadzieję że nie jesteś chory bo nie będę mógł się tobą bawić
- Mógłbyś przestać traktować mnie przedmiotowo!
- Czyli jednak o to chodzi. Jaki masz dokładnie z tym problem że jesteś moją własnością? Sam przyznałeś że było ci przyjemnie gdy byłem w tobie. Z resztą nie możesz również narzekać że nie dbam o ciebie, bo gdyby tak było nie interesowało by mnie to kto i w jaki sposób cie dotyka - powiedział i w tym momencie moje serce zabiło szybciej, tylko pozostaje pytanie czy na prawdę jestem dla niego "kimś ważnym" czy po prostu samolubnie broni swojej zabawki?



 Shayren



Nadal w stanie "połowicznym" przemieszczałam się po domu. Nie spałam całą noc, przemierzając korytarze. Wszystkie były takie same... ale nudaa... w końcu się znudziłam i poszłam na śniadanie. Stojąc przy stole zauważyłam, że nie ma Shina i Rey' a. Rozejrzałam się, i zauważyłam czarnowłosego.
-Wiesz może, gdzie oni są?...-zapytałam.
-Hm? Wydaje mi się, że pokój 73... a, i lepiej uważaj. Widocznie nieźle się bawili...
-"Bawili"?...
-Współżyli.
Na tym się skończyło. Rozwścieczona zmierzałam w stronę wskazanego pokoju. Uchyliłam delikatnie drzwi. Demon to zauważył.
-Ej? Kim jesteś i czego tu chcesz?
-Kim jestem?... Kimś, kogo zraniłeś, dupku.
Na jego twarzy malowało się zaskoczenie.
-S...Sha...Shay?...
-Dopiero teraz zauważyłeś? Ktoś taki jak ty ma czelność besztać ciało Księcia?... Czy ty nie wiesz, że za to jest kara śmierci? Którą osobiście i z dziką chęcią sama wykonam!!-krzyknęłam, wyciągnęłam sztylet i próbowałam zaatakować chłopaka, ale zasłonił go mój brat. Na szczęście przewidziałam to i nacięłam tylko skórę.
-Co ty wyrabiasz? Jeżelibym nie zareagowała, straciłbyś życie, Shin-czan...-mruknęłam.
Białowłosy spojrzał na mnie. W jego oczach widziałam nienawiść. Prychnęłam, odskoczyłam i zaczęłam się nagle śmiać.
-Tsk... nie obchodzi co o mnie pomyślisz, gdy go zabiję... ktoś, kto bawi się członkami Rodziny Królewskiej nie ma prawa żyć!-znów szykowałam się do ataku, ale postanowiłam najpierw odciągnąć Shina. Stworzyłam łańcuchy, które go skuły. Teraz nic nie stało mi na przeszkodzie. Szarowłosy wstał z łóżka i klęknął na ziemi. Czyżby pogodził się ze swoim losem?
-Wiem, co za to grozi. Rób co chcesz...-syknął.
Uśmiechnęłam się, ukazując rządek morderczych, ostro zakończonych zębów.
-Jesteś tylko małą, prawie martwą pchłą...-burknęłam po czym poczułam dziwny impuls.
Stałam się Bestią. Czystą bestią. Porozciągałam się. Jelenie rogi, lisie uszy, wilczy ogon, wzrok węża, łuski na nogach i krew na rękach. Forma przerażająca, co zauważyłam, gdy patrzyłam na przerażoną minę Reya.
-A więc? Touro Rey, demoniczny lisie klasy C? Czy jesteś gotowy na przyjęcie kary za zbesztanie Księcia?-zapytałam. Mój głos stał się głęboki.
Mężczyzna kiwnął głową. W moich dłoniach pojawiły się miecze. Zamachnęłam się, by strącić jego głowę, ale coś mnie przebiło. Coś ostrego. Spojrzałam w dół. Ktoś mieczem przeszył mi serce. Była to broń Shina.
-A więc chcesz mnie zabić?... Trzeba było powiedzieć, że chcesz mojej śmierci... -mruknęłam słabo i osunęłam się na ziemię. Krew wypływała ze mnie, tworząc krwawy wodospad.
-Ty kretynie! Trafiłeś w serce! Ona na pewno umrze!-szarowłosy nagle wstał.
-W...wido...widocznie tak... tak miało być...-odparłam. Głos mi zanikał.
Nagle zaczęłam płakać.
-Wybaczcie mi... wybaczcie mi...
Shin zalany łzami upuścił miecz i mnie przytulił. Nie miałam nawet sił, by także to zrobić. Nagle zamknęłam oczy i ocknęłam się na polanie pełnej kwiatów. Były białe i piękne. Żaden nie miał ani jednej plamki. Były doskonałe w swej prostocie. Usiadłam i rozglądnęłam się. Oznaki Bestii zniknęły. Byłam w zwykłej, człowieczej formie. Ale?... gdzie ja jestem?... Wstałam w końcu i otrzepałam się. Nagle zerwał się porywisty wiatr, i płatki można powiedzieć, że tańczyły miotane przez siłę. Gdy opadły, z dala zauważyłam czyjąś sylwetkę. Niewiele myśląc pobiegłam w jej stronę. Był to mężczyzna. Ten sam, który pojawił się w ogrodzie.
-Panienka Shayren? Co panienka tu robi?-zapytał.
-Ja... ja nie... wiem...-wydukałam.
-Muszę cię zmartwić. Jeżeli jesteś w tym ogrodzie, to... bardzo mi przykro, ale nie żyjesz.-odparł.
-Eh?-mruknęłam tylko.
To niemożliwe! Nic nie pamiętam! Nie przypominam sobie, by ktoś mnie zabijał!
Chłopak machnął ręką i pod naszymi stopami ukazała się pewna scena. Widziałam Shina, Rey' a i... moje ciało?! Obok niego leżała broń brata. Była na niej krew. Czy to możliwe?...
-Nie... on by nie mógł...-burknęłam przerażona.
-Naprawdę bardzo mi przykro... Ale teraz... teraz jesteś w swoim królestwie. Czekaliśmy na ciebie.-odparł i podał mi rękę. Nie miałam nawet wyboru. Chwyciłam ją i w momencie byłam gdzie indziej. Wszędzie było pełno aniołów. Więc tak miała wyglądać moja przyszłość? Zaczęłam podążać za mężczyzną, w stronę błękitnej twierdzy. Po wejściu zauważyłam swoich rodziców. Zdziwili się widząc mnie.
-Shay? Jakim cudem tu weszłaś?-zapytali równocześnie.
Nie wiedziałam, co im powiedzieć. Naprawdę...
-Shin... Shin mnie... zabił...-wydukałam.
Na ich twarzach malowało się przerażenie. Zabrali mnie do pokoju, w którym zginęłam. Matka położyła dłonie na ustach.
-Co tu się stało?...-zapytała, jakby nie dowierzając.
Białowłosy miał twarz zalaną łzami. Zapewne zrobił to instynktownie. Powoli zbliżyłam się do niego.
-Shin, nie martw się... Nic się nie stało.-starałam się go uspokoić.
-Nie! Nie masz racji! Zabiłem cię! Stałem się mordercą własnej siostry! Po tylu latach, gdy w końcu cię znalazłem!-krzyczał.
Starałam się go przytulić, ale przechodziłam przez niego. No tak... nie byłam w formie materialnej. Uśmiechnęłam się.
-Przepraszam, Shin. Gdy nas adoptowano obiecałam sobie, że tym razem to ja ochronię ciebie, ale widocznie nie pozwolono mi na to... Proszę, nie pozwól, by ktoś cię zabił. Przetrwaj...-nawet nie skończyłam, jak wizyta na ziemi skończyła się. Stałam w miejscu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz