czwartek, 9 czerwca 2016

Rozdział 15

Shino

Naglę coś niedobrego zaczęło dziać z Shay, krzyknęła a chwilę później zaczęła kasłać krwią. Podbiegłem do niej by sprawdzić czy mogę jej jakoś pomóc, naglę przestała i chwilowo przestała się ruszać. Wołałem ją ale nic to nie dawało. Lyn również próbował ale w dalszym ciągu nic to nie dawało, po jakiś pięciu minutach dziewczyna w końcu się poruszyła. Podniosła głowę i spojrzała w pierw na czarnowłosego a następnie na mnie
- Sh...Shiro? - mruknęła, jej głos brzmiał strasznie słabo - Wyglądasz inaczej - dodała
- "Inaczej"? Co masz na myśli? - spytałem zdezorientowany, czemu nazwała mnie Shiro?
- Wyglądasz młodziej, czy to przez to że ściąłeś włosy? - patrzyłem na nią cały czas pytająco, nie miałem pojęcia o czym ona mówi
- Ja od zawsze mam takie uczesanie... Nie mam pojęcia o czym mówisz Shay
- "Shay"? Co ty bredzisz, mam na imię Chinmi - oznajmiła po czym przed oczami mignął mi obraz tej kobiety, były bardzo podobne - Shiro, co się dzieje? Zachowujesz się dziwnie - oznajmiła. Naglę poczułem mocny ścisk w głowie aż się zachwiałem prawie upadając. Głowa zaczynała mnie boleć coraz mocnej, wszystko widziałem jak przez mgłę. Naglę przed moimi oczami zaczęły przewijać się różne sceny tyle że w kilkukrotnym przyśpieszeniu. Naglę wszystkie "wspomnienia" znalazły się w mojej głowie... Byłem królem zaświatów ponad 1000 lat temu, Chi była moją żoną a mój brat okazał się być zdrajcą i zamordował najpierw ją a później podczas walki mnie. Ze względu że Kuro zasiadł na tronie wypędził moją duszę z zaświatów bym nic nie mógł zrobić puki jestem słaby. Przez całe tysiąc lecie wegetowałem w "wymiarze między wymiarami" tak zwanej nicości gdyż z powodu że byłem władcą zaświatów nie można mi było postawić nogi w Niebiańskim Królestwie. Jedyną pierwszą szansą na powrót do życia to wniknięcie do ciała męskiego potomka Rodziny Królewskiej. Z jakiegoś powodu każde pokolenie Rodziny królewskiej wydawało na świat potomków płci żeńskiej. Lecz nie przewidziałem tego że jak wniknę do ciała Shino wszystkie moje wspomnienia zostaną zablokowane. Ocknąłem się dopiero po jakimś czasie w ramionach Chi... Znaczy Shay, przez którą przemawiała Chi. Patrzyła na mnie z lekkim uśmiechem. Zanim zdążyłem coś powiedzieć ona lekko pogłaskała mnie po głowie
- Shiro, dlaczego przywłaszyczyłeś sobie to ciało bez pozwolenia właściciela
- To nie tak! Ja tylko chciałem...
- No dobra, nie musisz się już tłumaczyć. Puki to ciało nie umrze zostaniesz tam ale nie odciągaj od kontroli właściciela puki to nie będzie naprawdę konieczne - powiedziała, tylko kiwnąłem głową, z tego co przeżyłem wiem że nie warto się z nią nie zgadzać. Zamknąłem oczy i przeniosłem się do "pokoju dusz", rozejrzałem się i dopiero po chwili zauważyłem Shina siedzącego skulonego kilka metrów dalej. Przykucnąłem przy chłopaku i położyłem rękę na jego głowie
- Wybacz za to wszystko. Gdybym posiadał moje wspomnienia od samego początku prawdopodobnie postąpiłbym tak jak wtedy. Przysięgam że więcej nie przejmę twojego ciała bez pozwolenia chyba że będziesz potrzebował mojej pomocy. Jeszcze jedno... Jeżeli chcesz przywrócić siostrę do życia musisz znaleźć wszystkie odłamki rubinu z jej serca - Shino kiwnął głową po czym rozbłysło jasne światło.
***************
Ostatnie co słyszałem od Shiro to żebym znalazł wszystkie odłamki kamienia, powiedział jeszcze coś pod koniec ale nie dosłyszałem co. Po jakimś czasie w końcu byłem w stanie otworzyć oczy. Tuż obok mnie klęczała Shay a raczej Chinmi która się przed chwilą ukazała. Z pleców wyrastały jej wielkie śnieżnobiałe skrzydła. Nie wiem jak długo się na nią patrzyłem ale w koń "ocknąłem się" całkowicie
- Co się stało z Lynem - spytałem po chwili
- Leży tam - odparła i spojrzała na bok. Chłopak najwidoczniej był nieprzytomny - Widocznie nie tylko Shiro zaczął bawić się w reinkarnację... Jakimś sposobem dusza Kuro, brata Shiro, wybrało sobie Lyna za "pośrednika". Założyłam na niego pieczęć więc Kuro powinien się na dłuższy czas nie dawać we znaki a chłopak powinien się wkrótce obudzić. W każdym razie mój czas w tym ciele się kończy. Twoja siostra po tym bedzie musiała dosyć odpocząć bo przejęłam jej ciało pierwszy raz i niespodziewanie. Wolałam zaiterweniować, nigdy nie wiadomo co im dwóm przyjdzie do głowy... Wierzę że będziesz dobrym królem ale sam musisz w to uwierzyć Shino - powiedziała i po tych słowach straciła przytomność. W ostatnim momencie zdążyłem ją złapać by nie uderzyła głową o podłogę. Pare sekund puźniej Lyn się ocknął, zaczynał lekko panikować widząc nieprzytomną Shay, mało kiedy widzę go takiego. Wyjaśniłem mu wszystko po czym chciałem zanieść siostrę do jej pokoju ale demon uparł się że on to zrobi. Shay obudziła się następnego dnia i powiedziałem jej o wszystkim co miało miejsce wczoraj. Minęły dwa tygodnie wszystko wróciło do "normy", lecz Shay z każdym dniem robiła się słabsza, zwracając uwagę na to że jest tymczasowo ożywioną zjawą będzie musiała wkrótce wracać do "tamtego świata". Mimo że Shay czuła się coraz gorzej nie przeszkadzało to jej w "rozpieszczaniu" Lily, trsktowała ją jak "kochaną młodszą siostrę". Ja międzyczasie szukałem odłamków kamienia, znalazłem prawie wszystkie, chyba został ostatni kawałek ale za nic nie mogłem go znaleźć. Usiadłem smętny na kanapie i co chwile spoglądałem na sakiewkę z odłamkami
- Shino-sama wszystko w porządku? - nagle obok znikąd pojawiła się Lily
- Tak... Wszystko w porządku - odparłem z lekkim uśmiechem i z powrotem spojrzałem na sakiewkę. Po chwili dziewczynka wspięła się na kanapę i... Ugryzła mnie w policzek? - Ał... Co ty robisz? - spytałem zaskoczony trzymając rękę przy ugryzionym miejscu
- Jak czytałam z Shayren-sama książeczkę dziewczyna ugryzła smutnego chłopaka w policzek i momentalnie się rozpogodził
- Lily myślę że tam nie chodziło o gryzienie w policzek
- W takim razie co?
- Nie wiem co razem czytałyście ale ta dziewczyna raczej pocałowała chłopaka
- Czyli jak później go ugryzła w wargi to też był pocałunek? Będąc w zaświatach nigdy o czymś takim nie słyszałam. Jak się to robi? Shino-sama, pokaże mi Pan?
- Ale co?
- Pocałunek
- Etto... Wybacz mi Lily ale mogę cię pocałować najwyżej w czoło
- Dlaczego?
- Pocałunki w inne miejsca są zarezerwowane dla osoby którą się kocha - odparłem, proszę nie pytaj już o nic więcej
- Aha... Skoro Shin-sama tak dużo o tym wie to znaczy że się Pan już całował
- Etto... Można tak powiedzieć - Nie wiem czy można to tak nazwać, moim jedynym "pocałunkiem" było to gdy Rey mnie powstrzymał od zabicia jakieś dziewczyny i dał mi się napić swojej krwi, zważając że to Rey to nie mogę nazwać tego pocałunkiem. A to z Shay się nie liczy bo wtedy Shiro przejął kontrolę nad moim ciałem, więc to nie byłem ja - Masz jeszcze jakieś pytania? - spytałem miłym tonem głosu... Błagam powiedz "nie"
- Chyba nie, jak coś to zapytam Shayren-sama - oznajmił i gdzieś poszła. Lubię Lily ale czasami bywa trochę irytująca... W ostatnim czasie w ogóle nie widziałem Rey'a nie było go w ogóle w posiadłości. Wracając do swojego pokoju lekko się zamyśliłem i wpadłem na kogoś, to był Rey wyglądał jakby był czymś wkurzony, dopiero po chwili spojrzał na mnie
- Uważaj jak chodzisz - sykną
- Prz... Przepraszam - zająnąłem się po czym szarowłosy lekko nieznacznie się uśmiechnął
- Widzę wrócił ciamajdowaty Shino. W sumie to się cieszę
- Hę? - Czy ja dobrze słyszałem? Cieszy się że "wróciłem"
- Po tym co ostatnio przeszedłem przyda mi się moja zabawka - dodał po czym wszystko stało się oczywiste
- Właśnie, gdzie byłeś przez te dwa tygodnie?
- Nie twoja sprawa - odparł groźnie i odszedł, może lepiej się nie trącać. Poszedłem do swojego pokoju i schowałem sakiewkę z odnalezionymi odłamkami. Przez kolejne kilka dni próbowałem odnaleźć ostatni kawałek kamienia ale znowu bez rezultatów. Idąc do salonu zauważyłem Rey'a na kanapie nie wyglądał żeby był w dobrym nastroju
- Wszystko w porządku? - spytałem stojąc obok
- Taa - burknął. Od razu widać było że coś go trapi. Nie mam pojęcia co mogłoby mu poprawić humor, pomijając molestowanie seksualnie mojego ciała
- Tak mi się przypomniało... Chyba za kilka dni masz urodziny, prawda? Może chciałbyś jakiś prezent czy coś? - nic innego w tej chwili mi nie przychodziło do głowy
- Skąd wiesz kiedy mam urodziny
- E... Etto...
- Eh... Nie ważne. Nie bawię w takiekie pierdoły jak urodziny. Nie rozumiem powodu świętowania tego że ktoś się starzeje - odparł obojętnie. Wolałem już nic nie mówić więc się oddaliłem. Trzy dni później, po południu Shay razem z Lily wyszły gdzieś, obawiałem się odrobinę o Shay bo z każdym dniem jest coraz słabsza ale uparła się że nic jej nie będzie. Na korytarzu znowu natknąłem się na Rey'a. Znowu był czymś wkurzony. Nie zdążyłem nic powiedzieć jak złapał mnie za nadgarstek i zaczął za sobą ciągnąć
- Rey! Do kąd mnie ciągniesz? - spytałem mimo to chyba znałem odpowiedź
- Pamiętasz jak zapytałeś czy chciałbym jakiś prezent urodzinowy. Cóż, zmieniłem zdanie co do tego. Ale ze względu na to że wybredny sam sobie wybiorę prezent - powiedział i zaciągnął mnie do swojego pokoju. Przyszpilił  mnie do ściany i zaczął ściągać ze mnie ubrania
- Masz zamiar powiedzieć że ja jestem tym "prezentem"?
- A dlaczego nie - powiedział cwaniacko - Tyle że tym razem mam zamiar pomolestować cię w inny sposób niż zwykle - powiedział i wyciągnął z szuflady obok rolkę czerwonej wstążki, którą na samym początku związał mi ręce, rzucił mnie na łóżko po czym przywiącał wstążkę do ramy. Owinął wstążkę jeszcze pare razy wokół mojego torsu i zakończył wiązając kokardkę na moim człąku - Już jesteś twardy? Od czegoś takiego? Coraz bardziej się utwierdzam w przekonaniu że jesteś masochistą. Może następnym razem użyję sznura. Co ty na to? - powiedział cwaniacko jeżdżąc palcami po moich plecach - Widze że wszystkie malinki które ci zrobiłem zagoiły się.  To nie dobrze, musisz być zaznaczony że należysz do mnie - dodał po chwili i zaczął robić mi malinki w różnych miejscach, obojczyk, podbrzusze, ręka, łydka I tak dalej. Niektóre były delikatne, prawie nie odczówalne a przy niektórych wgryzał się aż do krwi. Robił to przez dłuższy czas z krótkimi przerwami, jakby chciał sprawdzić czy dojdę od samego gryzienia. Po jakimś czasie rozpiął swoje spodnie i wszedł we mnie - Jesteś gorący w środku - Znowu zaczyna z tą narracją - Tak uroczo tutaj drżyż, a twoje jęki są takie podniecające - dodał z uśmiechając się wrednie i wchodząc coraz głębiej mnie - twój punkt G był chyba gdzieś tutaj, prawda? - jak tylko to powiedział trafił na wspomniane miejsce przez co głośniej jęknąłem po czym złotooki cicho się zaśmiał. Nie mogłem wytrzymać i doszedłem po chwili - Nawet cię tam nie dotykałem, już doszedłeś? Poplamiłeś wstążkę - oznajmił pocierając powoli mojego penisa, ze względu że przed chwilą doszedłem to miejsce było teraz nadwrażliwe. Z powodu że ręce miałem przywiązane do ramy mogłem się teraz tylko wiercić i pojękiwać. Po jakimś czasie gdy juz on doszedł rozwiązał mnie. Ale i tak mogłem się ruszyc dopiero po jakimś czasie. Ubrałem się i obolały zszedłem do salonu i usiadłem na kanapie. Naglę do pomieszczenia wpadła rozhisteryzowana Lily
- Shino-sama! - krzyknęła ze łzami w oczach
- Co się stało Lily?
- Shayren-sama, ona... Ona otworzyła jakąś księgę i coś ją opętało! - krzyknęła, w tym momencie do pokoju równiesz wszedł Lyn
- Gdzie ona jest? - spytaliśmy niemal jednocześnie
- Zaprowadzę Pana tam
- Chwila, ja też idę. Jakby nie patrzeć też jestem jej bratem i się o nią martwię - w sumie ma rację, a poza tym nie mamy czasu się teraz kłócić. Po drodze przy wyjściu Rey również uparł się że też pójdzie. Lily zaprowadziła nas do jakiejś biblioteki w starym opuszczonym zamku. Na środku pomieszczenia klęczała Shay z opuszczoną głową
~ Uważaj! - usłyszałem czyiś głos i coś zmusiło mnie do odskoczenia na bok, Ledwo uniknąłem wielkiej łodygi z kolcami która wijąc się jak żywe pnącza poleciała w moim kierunku ~ Staraj się nie zranić tym kolcom, rany będą się długo goić
- Mówiliście coś? - spytałem patrząc na Lyn'a i Rey'a, obaj zaprzeczyli
~ To ja tumanie, Shiro. Odkryłem sposób że mogę się z tobą porozumiewać telepatycznie i nie muszę cię ściągać do pokoju dusz, tylko jest mały problem, ja mogę "mówić" do ciebie ale ty nie możesz mi odpowiedzieć myślami i musisz coś powiedzieć na głos więc lepiej nie gadaj tak w jakiś tłumach bo ktoś cie jeszcze uzna za wariata. W każdym razie nie możesz robić zbyt gwałtownych ruchów, inaczej łatwiej cię "wyczuje". Widzisz tą księgę z pozłacanym grzbietem? Musisz przeczytać tekst ze strony 483 ale to nie wszystko. Jak wypowiesz cały tekst przeniesiesz się do jej głowy, gdzie będziesz musiał powiedzieć jej prawdziwe imię
- Prawdziwe imię? - szepnąłem żeby reszta mnie nie usłyszała
~ Te imiona które teraz nosicie nie są waszymi prawdziwymi. Wszystkie imiona będą spisane w księdze, zanim spytasz "Skąd będę wiedział które jest poprawne?", gdy ujrzysz spis będziesz wiedział - zapewnił mnie, mimo to w dalszym ciągu czułem się niepewnie ~ Jeszcze jedno, lepiej nie atakujcie pędów, bo tym samym zadajecie ból Shayren - dodał po chwili. Powoli kierowałem się do półki wskazanej przez Shiro próbując nie robić gwałtownych ruchów
- Shino, co ty robisz? - krzyknął Rey gdyż kierowałem się w stronę gdzie było najwięcej pędów
- Muszę zdobyć tą księgę - oznajmiłem - Aha, żebym nie zapomniał, nie atakujcie pędów bo "zranicie" Shay
- Skąd ty to niby wiesz - wtrącił się Lyn
- Shiro mi powiedział. Wytłumaczył mi również jak pomóc Shay więc zrobię to nawet jeżeli będę musiał to przypłacić własnym życiem
- To przynajmniej powiedz o co chodzi. Na pewno będę w stanie to zrobić lepiej od ciebie - burknął Lyn
- Jaka skromność - powiedziałem sam do siebie
~ Nie możesz im pozwolić zrobić tego za siebie, jeżeli poznaliby prawdziwe imię Shay mogłoby to doprowadzić do nieprzyjemnych konsekwencji
- Słuchasz ty mnie w ogóle?!
- Wybacz nie mogę wam tego powierzyć - odparłem i udało mi się dotrzeć do półki, wziąłem księgę do ręki i otworzyłem na danej stronie - Shiro, co to za język? - szepnąłem gdy ujrzałem słowa które pierwszy raz widzę na oczy
~ Pierwotny język królestwa zaświatów. Nie gadaj tylko czytaj do 5 linijki pod spodem masz wypisane imiona - powiedział, od razu zacząłem czytać to coś, nawet nie wiedziałem co mówiłem ale coś się zaczęło dziać pod spodem były wypisane 9 imion żeńskich z każdego z nich świeciła się jedna litera, z liter ułożonych po kolei wyszło "LUMINOSIE", czyżby to było jej imię? Naglę wszystko mignęło i znalazłem się w jakimś ogrodzie pełnym róż ~ Zrobiłeś parę błędów językowych ale jak widać się udało. Teraz musisz znaleźć Shay i wypowiedzieć jej imię...



Shayren



Czułam ból. Ogromny ból. Nie widziałam, co jest na zewnątrz, ale na pewno nie było to zbyt miłe. W ręce ciągle wpijały mi się kolce, a do tego miałam nieopanowaną chęć wypicia krwi. Podniosłam lekko głowę i zobaczyłam jakąś postać, idącą w moją stronę.
-Shin?...-mruknęłam sama do siebie.
Jak się okazało, miałam rację. To był on. W ręce miał jakąś dziwaczną księgę. W pewnym momencie otworzył ją i przeczytał czyjeś imię. Coś ścisnęło mi nagle serce i ocknęłam się na podłodze w bibliotece. Wszystko bolało. Brat podbiegł do mnie i pomógł wstać. Zachwiałam się lekko na nogach.
-Co?... Co się?... Co się stało?...-zapytałam niemrawo.
-Lily powiedziała, że otworzyłaś jakąś książkę...-wyjaśnił.
-Ah... pamiętam. Byłam po prostu ciekawa, co tam jest, no i...-burknęłam coraz słabiej.
To chyba po tej "przemianie". Czułam się coraz gorzej i gorzej. Tak, jakbym się rozpływała. Nie... błagam... nie w tym momencie! Nie chcę teraz wracać!... Nagle przypomniałam sobie o pewnym "zaklęciu", pozwalającemu nadal żyć, ale był pewien haczyk... miałam wrócić do czasów dzieciństwa. Czyli znów mieć 6 lat i stracić wspomnienia. Byłam jednak na tyle zdesperowana, by je wypowiedzieć.

~~^*^~~

Podniosłam się delikatnie z ziemi i rozejrzałam wokoło. Widziałam dwójkę nieznanych mi osób i brata, ale był duży. Patrzył na mnie ze zdziwieniem. 
-Onii - san! Czemu tak wyrosłeś? Ta też chcee!-powiedziałam patrząc na niego i nadęłam buzię. Chłopak westchnął, uśmiechnął się lekko i wziął mnie na ręce. Uczepiłam się jego bluzki. Byłam nieco wystraszona. Zaczęliśmy iść w stronę dużego domu. Za nami podążało dwóch mężczyzn. Nawet się nie obejrzałam, jak byliśmy na miejscu. Shino postawił mnie na ziemię w salonie. Podjęłam próbę wgramolenia się na kanapę, i po 8 razach mi się udało, a jak już usiadłam w rogu to nikogo nie było. Wystraszona skuliłam się. Rozglądałam się wokoło, dopóki jeden z chłopaków, którzy byli w bibliotece nie klęknął przede mną.
-Jestem Lyn, a ty?-zapytał z uśmiechem.
-S...Shay... Shayren...-wydukałam. 
Czarnowłosy chował coś za plecami, a ja bardzo chciałam wiedzieć, co. Zaczęłam przez ramiona zaglądać mu, co tam ma, ale mi się nie udało... Pstryknął mnie w nos.W pewnym momencie pokazał mi talerzyk z dużą kremówką i łyżeczką. Patrzyłam na ciasto z gwiazdkami w oczach. 
-Chciałabyś je zjeść?-zapytał.
-A mogę?!
-Jasne, że tak.-odparł i podał mi rzecz. Usiadł obok, a ja po chwili usadowiłam się na jego kolanach i zaczęłam jeść. Chłopak westchnął. W połowie nieco chwiejnie wstałam i zabrałam nieco kremu na łyżeczkę przykładając ją do ust czarnowłosego. Odsunął lekko głowę.
-Powiedz "AA"!-powiedziałam.
Otworzył usta i zjadł krem. Gdy skończyłam jedzenie wziął talerzyk i odłożył go na bok. W pewnym momencie do pokoju wszedł Shino. Naburmuszona zerknęłam na niego i szybko odwróciłam wzrok. Jak on mógł mnie tak zostawić?! Usłyszałam skrzypienie podłogi.
-Shay? Shay, co się stało?...-zapytał.
Zapłakana spojrzałam na niego.
-Zostawiłeś mnie! A ja nawet nie wiem, co to za miejsce!-krzyknęłam z płaczem. 
Chłopak zwiesił głowę.
-Shay, to nie to, co było kiedyś. Nie mogę się tobą opiekować 24h na dobę... rozumiesz, prawda?...-powiedział.
Zaczęłam zaprzeczać.
-Nie! Nie rozumiem! Nie jesteś moim kochanym braciszkiem! Shino zawsze o mnie dbał! Zawsze!-wrzasnęłam i wybiegłam z pomieszczenia. Ukryłam się w jednym z pokoi i płakałam w kącie. Otarłam rękawem oczy, które stały się czerwone i spuchnięte. Bardzo bolały. Siąknęłam nosem, podniosłam się z podłogi i otrzepałam sukienkę. Otworzyłam jakoś drzwi i wyjrzałam zza nich. Widziałam czarnowłosego, który gorączkowo otwierał wszystkie drzwi. 
-Lyn - chan?-mruknęłam. 
Chłopak szybko spojrzał w moją stronę i się uśmiechnął. Podbiegł do mnie, przykucnął i przytulił. 
-Nie strasz mnie tak... szukam cię już 2 godziny! Nawet nie wiesz, jak się martwiłem...-odparł. 
-Przepraszam, że sprawiłam kłopot...-wydukałam. 
Czarnowłosy odgarnął mi włosy z czoła i pocałował je. Podniósł mnie i zaniósł do dużego pokoju z ogromnym stołem i wieloma krzesłami. Zauważyłam Shina i jakiegoś szarowłosego mężczyznę. Schowałam twarz w koszuli chłopaka. W pewnym momencie usiadł, ja także, ale znów usadowiłam się na jego kolanach. Kilka elegancko ubranych osób przyniosło ze sobą srebrne tacki. Patrzyłam na wszystko ze smakiem. Lyn się cicho zaśmiał.
-Co ci nałożyć? Możesz brać co tylko zechcesz.-oznajmił. 
Wskazywałam palcem na poszczególne dania. Chłopak po kolei mi je podawał, aż się najadłam i czekałam, aż on skończy. W pewnym momencie elegancko ubrany mężczyzna postawił przed nami dużą szklankę soku. 
-Wypij. Ma dużo witamin i jest pyszne.-odparł podając mi rzecz. Wypiłam wszystko, a w międzyczasie czarnowłosy skończył jeść. Bez słowa chwycił mnie za rękę i zaprowadził do jednego, z pokoi. Był duży, jasny i miał niebieskie meble. Tak, jak prześcieradła.
-Powinnaś iść spać, jest już bardzo późno.-oznajmił. 
Chwyciłam go za nogawkę.
-Nie chce spać samaaa!-wydukałam.
Lyn westchnął i pomógł mi się przebrać w piżamę, ale wejście na łóżko nie było już takie łatwe, więc także musiał zainterweniować. Otulił mnie kołdrą i położył się obok. Wtuliłam się w jego ramię i powoli zasypiałam. Rano chłopak nadal był obok, ale już nie spał. Szturchnęłam go lekko. Odwrócił się w moją stronę i uśmiechnął. Wyszedł na chwilę do innego pomieszczenia i wrócił przebrany. Ja nadal w koszuli nocnej leżałam pod kołdrą. Chłopak zawołał jakąś kobietę, która pomogła mi się ubrać. Usłyszałam nagle dochodzące z dołu odgłosy dzieci. Pociągnęłam Lyna za sobą i zeszłam do salonu. Zauważyłam wielu dorosłych i 4 chłopców, zapewne niewiele starszych ode mnie. Schowałam się za nogami czarnowłosego. Wszystkie kobiety spojrzały w naszą stronę i zapiszczały.
-Jaka ona jest urocza!-krzyknęła wysoka brunetka.
-Yuno! Oddaj mi tę małą damę!-odparła niska szatynka.
Czarnowłosa kobieta zaprzeczyła i wzięła mnie na ręce.
-Doskonale wiecie, że Lyn by mi nie wybaczył.-powiedziała.
Czyli jest moją mamą. Postawiła mnie na ziemię obok czwórki chłopców, którzy siedzieli na puchatym dywanie. Byli tego samego wzrostu i mieli ten sam kolor oczu - były srebrne. Usiadłam po turecku i zwiesiłam głowę. Czarnowłosy usiadł za mną i zachęcił do zabawy. Po 10 minutach błagań zgodził się zagrać ze mną i gośćmi w chowanego. Uradowana pobiegłam do ogrodu, gdy zaczął liczyć. Nadal myślałam, gdzie mogę się schować, aby mnie nie zauważył. Wcisnęłam się w jakąś dziurę w krzewie róż i skuliłam tam. Kolce nie dosięgały mnie, ponieważ spokojnie się mieściłam w kryjówce. Czekałam, czekałam i czekałam, ale nikt po mnie nie przyszedł. Postanowiłam wyjść. Wszystko było inne, niż przedtem. Niektóre kwiaty się paliły, niebo przybrało czerwony kolor, chmury były czarne a zamiast słońca był księżyc. Wszędzie latały jakieś dziwnie ubrane osoby. Nie zwracały na mnie uwagi. Ostrożnie stąpałam po ścieżce. Dotarłam do altanki, która była taka, jak przedtem. Kwiaty w niej także. Postanowiłam się w niej schować i przeczekać ten koszmar. Jakoś tak mi się przysnęło, a jak się obudziłam słońce już świeciło...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz