sobota, 4 czerwca 2016

Rozdział 14

Shino

Przez dłuższy czas siedziałem w pokoju gościnnym i szukałem tych odłamków kamienia... Udało mi się znaleźć 2 większe odłamki ale za pewne jest ich więcej. Musiałem w końcu pójść coś zjeść. Idąc przez korytarzem natrafiłem na Shay. Miała inne oczy, pewnie jej "ludzka" forma jest dosyć niestabilna, jak widać w tej chwili przewyższał gen ghula. Próbowała mnie unikać, pewnie obawiała się że coś mi zrobi. Chywciłem ją za rękę, nie mogłem się przestać w nią wpatrywać
- Znowu pozbawiłeś Shina kontroli nad ciałem - mruknęła
- Jakoś nie przeszkadzałem ci wcześniej. Tamten kretyn cie zabił! Ja przynajmniej cały czas szukałem sposobów by to odwrócić, tamta oferma tylko by siedziała i by się użalała nad sobą... Ja, kocham cię! Nie obchodzi mnie to że to ciało urodziło się jako twój brat! Kocham cię, jak już zdołam cię przywrócić do życia... Proszę wyjdź za mnie
- Dobrze wiesz jaka jest moja odpowiedź... Skoro sam mówisz że jesteś częścią Shina, on jest dla mnie bardzo ważny ale zawsze będę widzieć w nim swojego brata, nic więcej - powiedziała, wyrwała swój nadgarstek z mojego uścisku i odeszła... Mimo że spodziewałem się jaka może być jej odpowiedź czułem się zawiedziony... Zniknął mi apetyt, więc nie jedząc nic poszedłem spać. Jak tylko zamknąłem oczy przed oczami miałem jakąś wielką salę w zaświatach, byłem ubrany w jakieś ciemne szaty a w ręce miałem czarny miecz. Po drugiej stronie stał jakiś mężczyzna z  granatowymi włosami dzierżący podobną broń, uśmiechał się sadystycznie i zaczął iść w moją stronę. Miałem złe przeczucia więc cofnąłem się dwa kroki do tyłu i uniosłem miecz
- Naprawdę Shiro? Wymierzyłeś miecz we własnego brata? - powiedział nie przestając uśmiechać się jak psychopata, nie mogłem dostrzec jego oczu gdyż zasłaniały je jego długie włosy - naglę się oddalił - chciałem po dobroci ale jeżeli się nie da ... Wprowadzić ją! - krzyknął i naglę jakiś drugi mężczyzna wprowadził do środka związaną kobietę, która wyglądała podobnie do Shay - Masz ostatnią szansę braciszku... Jeżeli nie oddasz mi swojej władzy, zamorduję twoją ukochaną a następnie ciebie! - powiedział i przyłożył miecz do szyi kobiety - Tak więc jaka jest twoja decyzja Shiro?
- Nie słuchaj go! - krzyknęła kobieta - Nie rób tego Shiro! - bez wahania mężczyzna się zamachnął by odciąć jej głowę w tej właśnie chwili obudziłem się prawie z krzykiem... Co to było? Próbowałem unormować oddech. Cała scena wydawała się bardzo realistyczna i w pewny sposób znajoma. Nie mogłem się uspokoić przez resztę dnia, pewnie zdawałem wrażenie że coś jest nie tak. Gdy szedłem do biblioteki po śniadaniu, chwycił mnie ostry ból głowy i kręciło mi się w głowie, chwytając się za głowę obiłem się o ścianę i osunąłem się powoli na podłogę, naglę znalazłem się w zupełnie innym miejscu. W porównaniu do mojego snu tym razem byłem tylko obserwatorem, akcja również działa się w innym wymiarze niż zaświaty gdyż niebo było błękitne a krajobraz wyglądał przepięknie. Był to las, pod jednym z większych drzew siedział młody mężczyzna. Jego włosy były śnieżno białe sięgające połowy szyi, a oczy były koloru fioletowego
- Shiro! - naglę zabrzmiał inny męski głos - Tutaj jesteś, Chi mówiłem że go znajdę - tuż za mężczyzną pojawiła się ta sama kobieta która była w moim śnie. Mężczyzna zaś miał złociste włosy i niebieskie oczy, lewej części swojej twarzy miał podobny znak do tego który ma Lily
- Nic tylko cały dzień cię szukamy, mógłbyś przynajmniej komuś coś powiedzieć że wychodzisz - oznajmiła dziewczyna i usiadła obok niego - Znowu o tym rozmyślałeś prawda? - spytała po chwili
- Mimo wszystko nie widzę się w roli króla zwłaszcza takiego miejsca jak zaświaty
- Nie masz za bardzo wyboru. Jesteś najstarszym synem, będziesz musiał zasiąść na tronie - oznajmił blondyn po czym białowłosy spojrzał na dziewczynę
- Jeżeli zostanę królem zaświatów, zostaniesz ze mną? - spytał patrząc jej prosto w oczy na co dziewczyna go tylko pocałowała - Czemu pytasz o tak oczywiste rzeczy. BAKA - zaśmiała się po czym mężczyzna chwycił jej dłoń i wsunął na jej palec pierścień z rubinem, zupełnie ten sam który posiada Shay. W tym momencie wizja zaczęła robić się nie wyraźna, wszystko zrobiło się jak za mgłą, po chwili widziałem tylko przed sobą jedną zamazaną twarz
- Chi...? - mruknąłem, wyciągnąłem dłoń w jej stronę, przybliżyłem jej twarz do swojej i pocałowałem, poczułem jak dziewczyna gwałtownie ode mnie odskakuje. Naglę obraz się wyostrzył. Znowu byłem w rezydencji a przede mną kucała Shay
- Shino wszystko w porządku? - spytała lekko zszokowana
- Co się stało?
- Próbowałam cię otrząsną ale ty cały czas siedziałeś jak zahipnotyzowany
- W... Wszystko w porządku... - mruknąłem i wstałem odrobinę się chwiejąc. Zapewniłem jeszcze siostrę że nic mi nie jest a później wróciłem do swojego pokoju. Wiem że Shay zacznie coś podejrzewać i nie da za wygraną ale czy powinienem jej o tym mówić? Wszystkie te postacie które dotychczas widziałem w tych "wizjach" wydają mi się tak znajome tylko. Tyle że w moim śnie ja byłem nazwany Shiro, tak jak ten młodzieniec z fioletowymi oczami. Może jeżeli dostanę kolejnych wizji dowiem się więcej. Muszę się dowiedzieć kim była ta kobieta ...


 Shayren


Nadal byłam lekko oszołomiona tym, co zrobił. No okej... wiedziałam, że mu się podobam, ale czy powinien tak robić?... Zaczęłam się o niego nieco martwić. Widocznie coś go gryzło. Nie chciałam pytać go co to było, bo i tak by mi nie powiedział. Weszłam do pokoju, gdzie zginęłam i znalazłam srebrny kluczyk na podłodze. Przypomniałam sobie nagle o drzwiach, które znajdowały się między schodami. Pognałam w ich stronę. Wrota były naprawdę wielkie i zapewne stare. Niepewnie przekręciłam kluczyk. Weszłam wraz ze zgrzytem starego, zardzewiałego metalu. Byłam w sali o białych ścianach i błękitnych zasłonach, ale okien nie było. Na środku znajdował się szklany sarkofag a w nim ciało kobiety bardzo podobnej do mnie. niby data śmierci to 1894, ale było ono za dobrze zachowane. Na złotej tabliczce były wyryte słowa;
"6 potomkini znajdzie odpowiedź i przeznaczenie. 
Będzie wiedzieć co się stanie.
Obudzi ona 'Krew Niebiańskiego Demona'"
Co to miało znaczyć? I kto niby był tą "szóstą"? To wszystko robi się coraz bardziej pokręcone i dziwne... A do tego Shin mamrotał czyjeś imię.
-Chinmi... Chinmi...-powtarzałam i rozglądnęłam się po grobie. Palcami wyczułam na szybie znaki, układające się w imię zmarłej. Gdy je odczytałam na głos poczułam nagły ból. Był on chwilowy, ale na tyle mocny, bym z przerażeniem uciekłam z sali. Czułam wyraźny puls i bicie "serca". Żyły w rękach mi popękały tworząc małe rany. Nie ciekła z nich jednak czerwona krew, a niebieska. Jakim cudem się to stało?... Zaczęłam wykrzykiwać imię brata, aby mi pomógł. Przybiegł niemal po 2 minutach. Uspokoił mnie nieco i zatamował krew.
-Shay, coś się stało?-zapytał.
Obejrzałam się za siebie. Drzwi zniknęły.
-Ja... ja znalazłam grób jakiejś kobiety... i...-wydukałam.
Chłopak przerwał mi wypowiedź tuląc. Znów czułam, że się przemieniam, ale to było inne. Przyjemniejsze. Myślałam, że krew w moich żyłach zamieniła się w czysty ogień. Coś ciągle szeptało mi, że jestem przeklęta, że nie powinnam się urodzić. Zignorowałam to i dałam się ponieść nieznanej mi mocy. W pewnym momencie jednak doznanie zostało przerwane przez obraz feniksa latającego wokół kolebki zrobionej z gałęzi. Obok przechodziła kobieta, którą widziałam w sarkofagu. Zapewne była już martwa, ponieważ wiatr nie rozwiewał jej sukienki tak, jak włosów. Z troską patrzyła na dziewczynkę, która się uśmiechała. Na jej szyi zawieszony był łańcuszek z pierścionkiem, który nosiłam. Obok kobiety pojawił się mężczyzna również patrzący na maleństwo. Rozpoznałam w nim Shina. Albo nie. To nie był Shin. Może jakiś przodek czy coś?...  Zrobiłam krok do przodu, co było błędem. Postacie zostały splamione krwią. Czysty był tylko feniks i dziewczynka. To było straszne. Słyszałam tylko krzyki... Skuliłam się na ziemi i błagałam, by się to zakończyło. Wszystkie te dusze latały wokół mnie, jednak nie ważyły się podlecieć. Wszystkie zmarły w naprawdę okropny sposób... Albo nie mieli dolnej części części, oczu, trzewi albo serca. Niektórzy także mieli poobcinane palce u nóg i rąk. Nie chciałam dłużej na to patrzeć. Roztrzęsiona obudziłam się w swoim łóżku, ale miałam 2 pary złotych skrzydeł i nieco dłuższe paznokcie. Podparłam się rękami i usiadłam. Wszystko wyglądało dość normalnie. Wiedziałam, że to była wizja... Ja to po prostu wiedziałam, ale jaki to miało związek ze mną? W pewnym momencie usłyszałam głośny trzask. Wstałam szybko i skierowałam się do głównego holu. Widziałam w nim Lyna i Shino. Patrzyli na siebie z nienawiścią. Wbiegłam między nich.
-Co wy robicie?!-krzyknęłam.
Czarnowłosy miał inny kolor oczu, tak jak białowłosy. Czy to może być jakoś związane z tą wizją?... Kazali mi się nie wtrącać, ale nie miałam zamiaru się ruszać z miejsca. Nagle poczułam, jakby ktoś pozbawił mnie głowy. Ból był ogromny. Nogi się pode mną ugięły. Drżałam. Zaczęłam kaszleć krwią, przez to, iż czułam, jakby ktoś powoli wbijał mi igły w żołądek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz