Shino
Shay nie wróciła na noc więc zacząłem się martwić, nie odbierała również telefonu. Skontaktowałem się z Kyo z myślą że może była u niego ale czerwonowłosy powiedział że jej nie widział. Nie mogłem czekać, co jeżeli coś się jej stało? Poprosiłem Rey'a żeby pomógł mi jej szukać, z jego lisimi płomieniami będzie to o wiele łatwiejsze. Po jakieś godzinie znaliśmy już prawdopodobne miejsce pobytu Shay, od razu się tam udaliśmy
- Wyczuwam dosyć dziwną energię z tego miejsca - oznajmił złotooki jak już byliśmy pod dość wielką rezydencją - Lepiej się ode mnie nie oddalaj - dodał po chwili. Pewne drzwi po boku były uchylone co było dosyć dziwne. Jak się okazało były do drzwi które prowadziły do wielkiej kuchni lecz nikogo w środku nie było. Na blacie leżała tylko jakaś gruba książka zatytułowana "Księga tysiąca baśni", było to dość zastanawiające dlaczego książka z bajkami leży w kuchni. Po chwili książka sama się otworzyła i przekartkowało na ja jakąś stronę, litery na tej stronie się świeciły na błękitno po czym dostałem zawrotów głowy i zemdlałem. Gdy się ocknąłem nie byłem już w tej kuchni tylko leżałem na jakiejś polanie, rozejrzałem się ale nigdzie nie widziałem Rey'a
- Shiro... Co się stało? - powiedziałem ledwo się podnosząc z podłogi - Shiro? - powtórzyłem bo nie odpowiadał
~ Shino słyszysz mnie?
- Tak. Co się właściwie stało?
~ Ta księga była zaczarowana... Ktoś zastawił pułapkę na nieproszonych gości... Nie jestem pewny ale przeniosło nas do innego wymiaru
- Rey też...?
~ Chyba tak, ale musiał wylądować w innym miejscu. Mimo że jest twoim chowańcem i łatwo może się wyczuć to w tym wymiarze może to nie być takie proste... Dominuje tu sporo obcej energii co ogranicza moce istot z innych światów, więc w każdej chwili mogę stracić z tobą łączność - oznajmił
- Jak możemy się stąd wydostać?
~ Prawdopodobnie przez portal ale nie jestem pewny czy Rey będzie w stanie go otworzyć... Ale... - nie dokończył
- "Ale" co? Shiro... Shiro?! - No tak powiedział że w każdej chwili może stracić ze mną łączność
- Do kogo ty cholera gadasz? - usłyszałem czyiś żeński głos ale nikogo wokół nie wiedziałem - Na dole! - spojrzałem w dół i ujrzałem kobietę siedzącą na kwiatku która miała zaledwie 5 cm... Skoro jestem "uwięziony" w "księdze tysiąca baśni" to chyba musi być Calineczka - No na co się tak gapisz?! Po za tym nie zaszkodziło by ci powiedzieć głupie "przepraszam" o mało mnie nie zgniotłeś jak tu spadłeś!
- P...Przepraszam... Wiesz może jak mogę się stąd wydostać?
- A bo ja wiem? Poza tym po co miałabym pomagać komuś kto gada sam do siebie, pewnie jesteś jakimś świrem - powiedziała, zeszła z kwiatka na którym siedziała i zniknęła gdzieś w wysokiej trawie. Nie minęło nawet parę minut jak niebo się zachmurzyło i zaczęło grzmieć więc poszedłem szukać jakiegoś schronienia przed deszczem.Zaczynało grzmieć coraz bardziej, po dłuższym czasie w końcu trafiłem na jakąś drewnianą chatkę. Drzwi były uchylone więc podszedłem
- Halo! Jest tu kto? - zawołem poprzednio pukając w futrynę, powoli wszedłem do pomieszczenia, moim oczom ukazała się scena jak z jakiegoś horroru. Na ziemi leżały zmasakrowane zwłoki dziewczyny z blond włosami. Po chwili spojrzałem na stół, był nakryty dla trzech osób... Od razu skojarzyła mi się bajka o Złotowłosej i trzech niedźwiedziach, nie pamiętam tej bajki najlepiej ale raczej nie taki był jej koniec. Naglę zauważyłem jak z jednego z pokoi wyczołgiwała się wielka postać... Był to jeden z niedźwiedzi, raczej nie ucieszył się zbytnio na mój widok, zaczął wydawać nieprzyjazne dźwięki zbliżając się w moją stronę. Wybiegłem z chatki lecz po chwili zwierzę ruszyło za mną. Już po mnie, nie ma szans żebym był w stanie uciec przed niedźwiedziem, oczywiście znając mojego pecha podknąłem się o coś i upadłem. Niedźwiedź był już za blisko, straciłem już wszelką nadzieję na przeżycie, gdy nagle w zwierze uderzyły błękitne płomienie
- Gdzie tylko się ruszysz masz jakieś kłopoty - usłyszałem głos Rey'a za swoimi plecami. Momentalnie wstałem i się obruciłem. Ubrania szarowłosego w niektórych miejscach były poprzecinane a na prawem policzku widniała świerza rana
- Co ci się stało?
- Byłbym wcześniej ale zostałem zaatakowany przez 40 rozujników...
- Ci od Alibaby?
- Tak... W tym wymiarze moje moce odrobinę wariują i nie mogę utrzymać ludzkiej formy - powiedział i dopiero po tym zauwarzyłem u niego lisie uszy i ogon, widziałem je u niego tylko raz - Pomimo że moje moce są ograniczone w tym świecie szybko udało mi się z nimi rozprawić... - dodał a ja nie wiem czemu cały czas patrzyłem się na uszy złorookiego - Na co się tak gapisz? - burknął
- Po prostu pomyślałem że wyglądasz uroczo w tych uszach
- Nigdy więcej nie nazywaj mnie uroczym - syknął - Chodź, musimy znaleźć sposób żeby się stąd wydostać, nie jestem w stanie otworzyć tu portalu - dodał zupełnie jakby koniecznie chciał zmienić temat. Nie wiedzieliśmy gdzie powinniśmy iść , więc poszliśmy w losowym kierunku - Lepiej się mnie trzymaj blisko, nawet te "dobre" postacie nie są przyjaźnie nastawione - Starałem się nie oddalać od szarowłosego. Po jakimś czasie trafiliśmy na dziewczynkę idącą przez las, po uborze wywnioskowałem że to Czerwony Kapturek. Wyglądała za niewinnie, nie może być groźna
- Przepraszam dziewczynko - powiedziałem podchodząc w jej stronę
- Shino o czym ci mówiłem! - burnął I poszedł za mną żeby mnie zatrzymać
- Wilk! - krzyknęła dziewczynka, wyciągnęła z koszyka gaz łzawiący i psiknęła Rey'owi prosto w oczy
- Tak praktycznie to lis - powiedziałem sam do siebie
- Ty mała smarkulo! - krzyknął przecierając oczy i po chwili w jego drugiej ręce pojawiły się płomienia
- Rey, będziesz atakować dziecko? - spytałem karcącym tonem głosu
- Dziecko?! - krzyknęła i kopnęła mnie w goleń i uciekła, jak na małą dziewczynkę ma bardzo dużo siły
- Mówiłem ci coś żebyś się trzymał mnie! To że coś tu wygląda niewinnie to nie znaczy że takie jest! - Jeszcze przez parę minut prawił mi kazania, potem ruszyliśmy dalej. Nagle robiło się coraz ciemniej więc zaczęliśmy się rozglądać za jakimś schronieniem na noc. Jedyne na co trafiliśmy to jakaś jaskinia. Rey wszedł dalej żeby sprawdzić czy nie ma jakiegoś niebezpieczeństwa, po kilku minutach wrócił
- Wszystko ok?
- Tak... Był tylko jakiś smok
- To lepiej poszukajmy innego miejsca
- Powiedziałem "był"
- Zabiłeś go?!
- Może... - nie miałem już siły na dyskusje więc się nie odzywałem. Usiadłem pod ścianą zamykając oczy, po chwili poczułem jakiś materiał na moich kolanach. Gdy otworzyłem oczy okazało się że to była bluza Rey'a - W nocy może być chłodno - powiedział rozglądając się czy na pewno nam nie będzie groziło jeżeli tu zostaniemy na noc
- A ty?
- Jestem demonem, nic mi nie będzie - oznajmił siadając niedaleko ode mnie
- Rey...
- Hmm...?
- Dziękuję że się tak o mnie troszczysz
- Taa... - mruknął odwracając wzrok. Przybliżyłem się do Złotookiego i go pocałowałem w policzek - Próbujesz mnie sprowokować? - powiedział z uśmieszkiem
- Jakie "sprowokować"... To był pocałunek na dobranoc... - Oczywiście ten myśli tylko o jednym. Zanim się zorientowałem chłopak przyłożył dłoń do mojego policzka i pocałował mnie w usta
- Tak się to robi, w policzki całują się tylko dzieciaki - oznajmił po czym jego dłoń przeniosła się znacznie niżej - Tylko cię tam dotknąłem a ty już masz erekcję. Aż tak na ciebie działam? A może też masz na to ochotę - powiedział i zaczął rozpinać moje spodnie, odtrąciłem jego rękę będąc cały czerwony
- Nie możemy tego tutaj robić...
- Bo...?
- Bo coś w każdej chwili może nas zaatakować! Dobrze wiesz że to nie najlepszy moment na seks!
- No wiem i co z tego... - powiedział i znowu zaczął się do mnie dobierać
- Rey. Powiedziedziałem coś! Nie będziemy teraz "tego" robić - powiedziałem i szarowłosy nie miał innego wyboru
- Cholerna moc słowa... - burknął pod nosem. Po chwili ciszy zamknąłem oczy i oparłem głowę o jego ramię - Ej, nie jestem poduszką... - syknął ale udawałem że śpię, koniec końców zostałem w tej pozycji bo Rey mnie nie przesunął. Rano obudziliśmy się mniej więcej w tym samym czasie, Ruszyliśmy dalej gdy po chwili usłyszałem znajomy głos, jakby głos Shay. Zatrzymałem się i zacząłem się rozglądać - Shino, masz się trzymać mnie, znowu w coś się wpakujesz - warknął szarowłosy podchodząc do mnie
- Chyba słyszałem Shay - odparłem po czym chwile później zobaczyłem ją między drzewami z jakiś obcym facetem
- Całe szczęście, nic wam nie jest - odetchnęła z ulgą
- Gdyby nie ja to twojego braciszka już dawno by tu nie było - burknął
- Kim on jest? - spytałem patrząc na mężczyznę który stał za siostrą
- To Shibo, mój strażnik
- To odrobinę moja wina że tu się znaleźliście, zastawiłem tą pułapkę na intruzów
- Martwiliśmy się bo zniknęłaś bez śladu i nie odbierałaś telefonu. Lisie płomienie Rey'a doprowadziły nas do tamtego domu
- No tak powinnam was poinformować ale tak źle się czułam że nawet o tym nie myślałam
- Pogadamy jak się stąd wydostaniemy - syknął złotooki
- Musimy iść do Białego Królika, jako jedyny jest w tym świecie wytworzyć portal - oznajmił Shibo. Wszyscy ruszyliśmy za czerwonowłosym, Zanim dotarliśmy do celu minęły chyba 2 godziny. Naszym oczom ukazał się mężczyzna z białymi włosami, króliczymi uszami, w okrągłych okularach i w staromodnych ubraniach a na szyi zwisał mu dość spory zegarek. Siedział przy dość sporym stole popijając herbatkę
- Oh, myślałem że to ktoś inny. Zawsze każą na siebie czekać... To wszystko przez tego Kapelusznika
- Musimy się dostać do swojego świata, mógłbyś otworzyć nam portal?
- A co ja z tego będę miał... Nic tylko każdy mnie o coś prosi, a czy później się odpłacają? Nie! - w tym momencie Shibo rzucił na stół niewielką sakiewkę
- Tyle wystarczy? - spytał po czym białowłosy niepewnie wziął do ręki woreczek i spojrzał do środka
- Myślę że się dogadamy - powiedział z uśmiechem i wstał z krzesła - W takim razie do jakiego świata chcecie się dostać
- Do świata ludzi - odparł czerwonowłosy... Królik podszedł do pierwszego lepszego drzewa i tupnął przy nim nogą, pod drzewem pojawiła się dość spora dziura
- Miłej podróży - powiedział i zasiadł z powrotem do stołu. Wszyscy po kolei wskoczyliśmy do dziury.
Shayren
Przede mną wskoczył Rey, co nie było zbyt... hm... dobrym pomysłem. Przez to uderzyłam w niego. Przewróciliśmy się i leżeliśmy na ziemi. W porę udało mi się ogarnąć i wstać. Shin nie zdążył nic zobaczyć. Shibo odprowadził nas do domku letniskowego, pożegnał się i znikł. Chciałam już wejść, ale powstrzymała mnie babcia Kyo. Była ubrana na czarno i zapłakana. Ciągle ocierała łzy.
-Shay! Boże, Shay! Nieszczęście!!-krzyczała zdruzgotana.
Zaprosiłam ją do środka i zaparzyłam herbatę. Kobieta nadal nie mogła dojść do siebie. Usiadłam obok.
-Niech mi pani powie, co się stało?-zapytałam.
Spojrzała na mnie wzrokiem "nie chciałabyś tego wiedzieć...". Przełknęłam ślinę.
-Kyo... zabili...-nie dokończyła jak wybuchnęła jeszcze większym płaczem.
Osłupiałam. Co? Jak to? Kyo?... Kyo nie żyje?... Ale dlaczego? Kto mógł to zrobić? Miał przecież geny bestii, więc jakim cudem?... Czułam, jakby moje serce rozpadło się na kilkaset kawałków. Ból, który czułam był nie do opisania. W tamtym momencie siedziałam z wyprostowanymi plecami. Nie mogłam opanować łez, które strumieniem lały się z moich oczu. Kobieta wręczyła mi jeszcze zaproszenie na pogrzeb, przytuliła i odeszła. Ściskałam w dłoni czarną kopertę. Drżałam. Chciałam znaleźć tego, który mu to zrobił i wytargać wszystkie żyły. Wróciłam do salonu, położyłam się na kanapie i schowałam twarz w poduszce. Nagle ktoś szturchnął mnie w ramię. Podniosłam głowę i zauważyłam Lily.
-Panienka Shayren? Coś się stało?-zapytała nieco zatroskanym głosem.
Uśmiechnęłam się i potrząsnęłam głową.
-To tylko zmęczenie...
Dziewczynka po chwili zauważyła kopertę i ją zabrała. Nie dałam rady jej dogonić, więc kartkę czytał Rey. Gdy skończył spojrzał na mnie nieco zdumiony. Nie chciałam na niego patrzeć. Przed oczami ciągle miałam twarz Kyo. Myślałam, że zaraz wybuchnę. Z szarowłosym i Shinem poszłam na uroczystość, ale nawet nie zerknęłam na trumnę. Za dużo bólu... Brat po powrocie oznajmił, że ma coś do zrobienia. Siedziałam na kanapie z Rey' em. Chłopak po chwili przyciągnął mnie do siebie, przytulił i pocałował.
-Pamiętasz, jak cię cmoknąłem? Byłaś czerwona jak burak.-zaśmiał się.
Teraz też byłam...
-Wiesz co? Moje uczucia do ciebie nie zniknęły. One nadal są... proszę daj mi szansę...
-A co z Shinem?...
-Nie przejmuj się. Załatwię to...
-Masz tylko jedną szansę, rozumiesz?...
-Rozumiem.
Lis krótko się zaśmiał i objął mnie dużo mocniej. Wiem, nie powinnam była się zgadzać...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz