Shino
Po tej całej akcji w bibliotece i tym że Shay zmieniła się w dziewczynkę, jak tylko wróciliśmy do domu zauważyłem kilka czerwonych plam. Musiałem zostawaić siostrę w salonie i pobiegłem w stronę łazienki, zdjąłem koszulkę i zauważyłem że z miejsc w których Rey dogryzł się za głęboko, z ran lała się krew
- Co się dzieje - powiedziałem sam do siebie
~ Przez to że musiałeś wniknąć do umysłu Shay musiałem przejść przez barierę co osłabiło twoje ciało w tym również spowolniona, a nawet zastopowana regeneracja ran. Nie zostaje ci nic innego jak tylko czekać aż wrócisz do pełni sił, może to potrwać kilka dni - oznajmił Shiro. Wziąłem bandaże z apteczki i starałem się opatrzyć wszystkie krwawiące rany. Gdy skończyłem musiałem jeszcze zmienić ubranie i wróciłem do Shay ale "dostałem od niej ochrzan" za to że ją zostawiłem. Nie chciałem jej mówić o ranach, nie powiedziałbym jej w normalnej sytuacji a co dopiero jak jest w takiej formie. Na dodatek siedziała z Lyn'em, nie za bardzo go lubię ale nie mogę zabronić mu przebywania z Shay bo jakby nie patrzeć też jest jej bratem. Przez resztę dnia trzymała się czarnowłosego. Następnego poranka ponownie poszedłem szukać ostatniego elementu kamienia ale znowu nie mogłem go znaleźć. Poszedłem się przewietrzyć, podszedłem w stronę altany gdzie zauważyłem małą postać chowającą się pod ławką. Wszedłem do altany, w tym momencie z pod ławki wygramoliła się siostra
- Shay, co ty tu robisz? - spytałem spokojnie kucając przy niej a ona się we mnie wtuliła ze łzami
- Onii-chan! - wyszlochała - To wszystko wyglądało tak strasznie, bardzo się bałam! - dodała po chwili
- Co było straszne?
- No bo... Bawiliśmy się w chowanego więc schowałam się w różach ale nagle wszystko zrobiło się inne, ponure i straszne - powiedziała przez płacz. Wstałem i wziąłem ją na ręce, siostra się we mnie wtuliła tak mocno jak tylko potrafiła. Nie mam zielonego pojęcia czemu to wszystko zobaczyła i co to może oznaczać. Jak będę w pokoju porozmawiam o tym z Shiro może coś będzie wiedział. Zaniosłem Shay do domu i usiadłem z nią na kanapie. Po chwili zauważyłem że sakiewka z kawałkami rubinu spadła obok kanapy tak więc ją podniosłem - Co w tam jest? - spytała siostra
- To elementy pewnego kamienia - nie mogę jej okłamywać ale nie powinienem powiedzieć jej że to z jej serca
- Mogę zobaczyć? - spytała błagalnym głosem mając jeszcze zapłakane oczy
- No dobrze - odparłem i odwiązałem sznurek od sakiewki i położyłem woreczek obok Shay. Siostra z zaciekawieniem wpatrywała się w odłamki kamienia
- Wyglądają jak to co było w pierścionku mamy - oznajmiła... Pierścionek? Rubin w pierścieniu! Dlaczego od razu na to nie wpadłem... Brakującym elementem jest kamień z pierścienia
- Shay. Wiem że możesz tego nie pamiętać ale czy wiesz gdzie jest ten pierścionek? - spytałem ale Shay pokiwała przecząco głową. Będę musiał go znaleźć, im szybciej tym prędzej Shay będzie mogła znowu żyć "sama z siebie". Naglę do pokoju wszedł Lyn, miałem ochotę go walnąć za to że spuścił Shay z oczu ale ze względu że ona była w pomieszczeniu nie mogłem tego zrobić. Wziąłem z powrotem sakiewkę, zawiązałem i schowałem do kieszeni
- Czemu zostawiłeś Shay samą?!
- Bawiliśmy się w chowanego a później nie mogłem jej znaleźć. Nie drzyj mordy - syknął, widząc minę Shay wolałem nie kontynuować tej rozmowy
- Morda - powiedziała Shay, obaj się na nią popatrzyliśmy pytająco - Co? - odparła niewinnym tonem głosu. Wziąłem siostrę na ręce i zacząłem iść w stronę jej pokoju - Onii-chan, co to znaczy "morda"?
- To brzydsze określenie na twarz
- Dlaczego braciszek Lyn używa brzydkich słów?
- Czasami dorośli tak mówią jak się zdenerwują
- Dlaczego braciszek Lyn się zdenerwował?
- Nie wiem - nie mogę jej powiedzieć że "za bardzo się nie lubimy" dziecku takich rzeczy nie można tak tłumaczyć. Postawiłem ją na podłodze w jej pokoju i nalegała żebym się z nią pobawił więc to zrobiłem. Wieczorem jak już kładła się spać poprosiła mnie żebym został - Hę?
- Boję się sama spać, możesz zostać? - spytała, z lekkim uśmiechem kiwnąłem twierdząco głową. wyszedłem na chwilę by się przebrać gdy wróciłem Shay już prawie zasypiała na siedząco
- Może powinienem przenieść sobie jakąś matę czy coś
- Dlaczego... Możemy spać w jednym łóżku, przecież często tak ze mną spałeś - powiedziała półprzytomna, wzruszyłem ramionami i położyłem się obok siostry. W środku nocy obudziło mnie ciche szlochanie, Shay płakała przez sen więc ją obudziłem
- Wszystko w porządku? Miałaś jakiś zły sen? - spytałem a ona kiwnęła głową
- Byłam w jakimś lesie, było ciemno a z każdej strony słychać było straszne dźwięki - powiedziała drżącym głosem. Przytuliłem ją do siebie i pogłaskałem po głowie
- To był tylko sen, z resztą puki masz mnie nie musisz się niczego bać. Cokolwiek ci się stanie lub się zgubisz będę cię szukał, zawsze będę obok ciebie - powiedziałem, nawet się nie zorientowałem kiedy Shay zasnęła w moich ramionach. Delikatnie położyłem jej głowę na poduszce i sam próbowałem ponownie zasnąć ale nie dawałem rady. Naglę zobaczyłem że drzwi się otwierają a w nich stał Rey. Podszedł do łóżka, najpierw spojrzał na śpiącą Shay a następnie na mnie - Czego chcesz? - spytałem szeptem żeby nie obudzić siostry
- Co za głupie pytanie - odparł i złapał mój nadgarstek
- Że co? Rany które mi zrobiłeś wczoraj nadal mnie bolą, nie ma mowy żebym teraz z tobą coś robił
- Czy ty się mi sprzeciwiasz? Pamiętasz chyba co mówiłem o posłuszeństwie
- Ciszej bądź obudzisz Shay
- Skoro nie chcesz jej obudzić chodź ze mną po dobroci a twoja kara może będzie odrobinę łagodniejsza
- C... Co się dzieje? - usłyszałem za sobą zaspany głos Shay - Kim jesteś
- Wybacz ale muszę na chwilę gdzieś zabrać Shino
- W nocy?
- Tak... Musimy załatwić pewną sprawę - powiedział "miłym" tonem głosu ale Shay wtuliła się w moją drugą rękę a oczy zaszły jej łzami
- Nie! Onii-chan zostaje tutaj, nie chcę zostawać sama! Idź sobie! - wyszlochała po czym musiałem ją uspokajać. Rey wyglądał na nieźle wkurzonego, z kwaśną miną wyszedł z pokoju. gdy udało mi się ją w końcu uspokoić ponownie poszła spać, za to ja nie mogłem zasnąć przez następną godzinę. Rano przy śniadaniu Lyn oznajmił że pojedziemy do gorących żródeł
- Po co niby mielibyśmy tam jechać? - spytałem marudnie
- Jak na razie i tak nie wiemy gdzie jest Natan a mały odpoczynek nie zaszkodzi. Prawda Shay
- Taaaak~! - odparła radośnie. Skoro dziś wyjeżdżamy nie będę mógł wejść do źródeł przez te rany, krew nadal z nich cieknie a jakbym wszedł jeszcze do gorącej wody to by nie był najlepszy pomysł. Mimo wszystko wszyscy byli na tak prócz mnie, w porównaniu do nich jestem dosyć zajęty szukaniem elementów rubinu a właściwie jednego elementu... Poszedłem do pokoju Shay i pomagałem jej się spakować - Onii-chan! - zawołała po chwili będąc na drugim końcu pokoju - Znalazłam pierścionek mamy!
- Gdzie był?
- W tyle szafy była schowana szkatułka - powiedziała i podała mi pierścionek do ręki - po co ci jest potrzebny?
- Pamiętasz kawałki które ci pokazywałem wczoraj?
- Tak
- Jeżeli się je złoży razem powstanie piękny czerwony kamień a to jest ostatni brakujący element
- A po co ci ten kamień?
- Oczywiście dla ciebie - odparłem z uśmiechem a jej zaświeciły się oczy
- Jej!
- Tylko muszę go jeszcze złożyć, nie wiem ile czasu może mi to zająć - dodałem. Po chwili usłyszeliśmy głosy dochodzące z salonu żebyśmy się pospieszyli. Wziąłem swój i siostry bagaż po czym skierowaliśmy się ku wyjściu. Włożyliśmy torby do bagażnika. prawie przez całą drogę panowała cisza. Po kilku godzinach drobi byliśmy na miejscu. W pobliżu był dość spory domek letniskowy a niedaleko niego gorące źródła. Rozpakowaliśmy się a chwilę później wszyscy poszli w stronę wody, prócz mnie, jak już wspomniałem te rany nie pozwalają mi na skorzystania z tego a poza tym muszę złożyć rubin. Męczyłem się z tym do późnego wieczora, w końcu udało mi się. Rubin się dziwnie zaświecił, zważając uwagę że jest to jakiś magiczny rubin uznałem że tak ma być. wziąłem kamień i chciałem zanieść go Shay, lecz gdy otworzyłem drzwi do jej pokoju ujrzałem Lyn'a całującego Shay już w normalnej starszej formie - Co to do cholery ma znaczyć! - byłem lekko zszokowany tym co zobaczyłem, myślałem że ich stosunki są wyłącznie jak brat z siostrą. Chciałem go odciągnąć i uderzyć ale Shay mi przeszkodziła. Postanowiłem nic nie robić tylko wręczyłem jej rubin i wyszedłem z pokoju.
Shayren
Położyłam kamień na łóżku i pognałam za bratem.
-Shin! Shin! Zaczekaj! Proszę!-krzyczałam, ale ten nie reagował. W pewnym momencie udało mi się go złapać za bluzkę. Zatrzymał się.
-Ja... ja chciałam ci powiedzieć! Naprawdę! Ale, ja... ja bałam się twojej reakcji...-wydukałam.
-Proszę! Uwierz mi!
Odwrócił się w moją stronę i przytulił.
-Następnym razem mów mi o wszystkim, rozumiesz?... O wszystkim. I uważaj na siebie, okej?-odparł.
Objęłam go i przytaknęłam. Porozmawiał ze mną jeszcze chwilę, po czym musiał już iść. Wolnym krokiem weszłam do pokoju. Jednak ludzi w nim było już zdecydowanie więcej. Szybko zabrałam rubin. Lyn jednak nie wyglądał na specjalnie zaskoczonego.
-Shay, spokojnie... nie ma się czym martwić.-odparł.
Jego "uspokojenie" jakoś nie pomogło. Obok okna stało dwóch mężczyzn. Mieli kasztanowe włosy, ale inne oczy. Pierwszy miał białe, a drugi czarne.
-Hej, hej. Przyszliśmy do starego kumpla.-odparł czarnooki.
-Jestem Osamu, a to mój brat Hitoshi - powiedział biało oki.
Coś podpowiadało mi jednak, że nie powinnam im w pełni ufać. Powoli wyszłam z pomieszczenia. Chodziłam z kamieniem po całym budynku, aż w końcu zaświecił się i zniknął. Poczułam ostry ból w piersi. Wygląda na to, że moje "serce" wróciło. Z jednej strony się cieszyłam, ale to naprawdę straszliwie bolało. Musiałam się podeprzeć o ścianę, aby się nie wywrócić. Po 5 minutach minęło i czułam się już w miarę normalnie. Kim oni mogli być?... Nie wiedziałam za dużo o przeszłości Lyn' a, więc nie mogłam ich skojarzyć. Największym problemem jest to, iż on nigdy nic mi nie mówił. Ja oczywiście musiałam informować go nawet z najmniejszej pierdoły "bo się martwi"... Ta... jasne. A mnie nie wolno się o niego martwić. Oczywiście. Aby się uspokoić postanowiłam skorzystać z tego, iż jesteśmy w gorących źródłach. Przebrałam się i weszłam do gorącej wody. Z zamkniętymi oczami próbowałam sobie wszystko poukładać w głowie. Nagle usłyszałam przed sobą głos dwóch mężczyzn. Otworzyłam oczy i z przerażenia wyskoczyłam z wody. Dobrze, że założyłam strój kąpielowy.
-Co wy tu robicie?! To sektor żeński!-krzyknęłam.
-Hn? Naprawdę? Widocznie pomyliliśmy łaźnie, ale chcieliśmy z tobą porozmawiać.-odparł Osamu.
-Niby o czym?...
-O twoim chłopaku, rzecz jasna. Chodzi o to, że jest synem yakuzy. Aktualnie jego ojczulek jest na najwyższym miejscu w całym kraju. Przyszliśmy do odebrać, a ty jako przyszła...-nie dałam mu skończyć.
-Nie jestem jego dziewczyną, nie będę jego narzeczoną ani żoną. Nie mam zamiaru bronić tego śmiecia za cenę swojego życia, które jest więcej warte od was wszystkich w tym gangu razem wziętych. Jakbyście się przyglądnęli, to noszę Królewską Pieczęć i jestem ponad wami. Przyglądnęłam się wam i wnioskuję, iż jesteście wilkołakami. Jak wyjaśniliśmy sobie wszystko, to zjeżdżajcie stąd zboczeńce!-wrzasnęłam.
Bez chwili wahania wyszli. Miałam już dość tego wszystkiego. Nie miałam najmniejszej ochoty kogoś widzieć, ale musiałam wyjść, ponieważ rodzice postanowili porozmawiać ze mną i Shinem. Nadal poddenerwowana weszłam do pomieszczenia i zauważyłam Lyna, przybraną matkę i jakiegoś wysokiego mężczyznę w garniturze. Czyżby to był ten "wspaniały" yakuza? Chciałam się zaśmiać, ale postanowiłam zachować się z kulturą. Brat już był w pomieszczeniu.
-Coś się stało, że tak nagle mnie wzywacie?-zapytałam obojętnie.
-Oczywiście, że tak. Ojciec Lyna dowiedział się o waszych relacjach i chciałby, abyś pojechała do nich, by odbyć szkolenie...-odparła moja i Shina matka.
-Szkolenie? Jakie szkolenie? By w razie zamachu oddać życie za tego śmiecia? Chcecie poświęcić życie własnej córki, by go chronić? Jest dla was droższy ode mnie? Relacje? Jakie relacje? Miłość? Hahahaa... pomyliliście sobie to z nienawiścią, czystą nienawiścią. Kiedyś i może go podziwiałam, ale teraz? Za co? Za co mam go podziwiać, szanować? Mam szanować przestępcę?-zakpiłam. Ojciec chłopaka wyciągnął pistolet i skierował go w moją stronę. Nikt nie drgnął, by mnie osłonić, prócz Shina.
-Nawet nie próbuj jej dotknąć...-syknął wściekły.
Położyłam dłoń na jego ramieniu.
-Spokojnie, braciszku. Niech zasmakuje na swoim ciele, jak to jest, gdy podnosi się swoje brudne łapy na następcę tronu.-odparłam i w momencie powaliłam mężczyznę na ziemię. W mojej dłoni pojawiła się włócznia.
-Jak chcesz zdechnąć? Szybko czy wolno? No? Jak?-zapytałam.
Nasi rodzice poderwali się, by go uratować. Odskoczyłam.
-Zapomnieliście o czymś. Ja jestem Bestią! Mam w sobie krew Smoczego Demona! Jakbym chciała wybiłabym was co do jednego!-krzyknęłam.
Niekontrolowanie przemieniłam się w Bestię. Całkowicie. Nie zostało we mnie nic z człowieka.
-Shayren! Uspokój się! Natychmiast!-wrzasnął nasz ojciec.
Shin przy pomocy Shiro także się przemienił. Najwidoczniej chciał mnie chronić.
-Zostaniecie uznani za zdrajców!-wrzasnął.
-Zdrajców? No błagam... Nasza matka nie jest już królową Niebios, bo ja nią zostałam, gdy zmarłam. To wy zostaniecie zdrajcami. "Władca powinien być bezlitosny. Eliminować wrogów". To wasze słowa, a ja tylko ich przestrzegam. Jako ktoś "czysty" nie zasmakowałam krwi, ale jeżeli to zrobię i tak będę "dobrą" istotą.-powiedziałam.
Wszyscy rzucili się na nas, ale Shino ich zatrzymał.
-Shay... lepiej, byśmy stąd poszli.-oznajmił.
Zgodziłam się z nim. Postanowiliśmy udać się do mojego królestwa, do którego nie mają wstępu. Przynajmniej chwila spokoju. Wróciliśmy do pierwotnych form. Z tym, co się stało nie czułam się jakoś specjalnie źle. Minęły 2 dni i w sali tronowej zjawili się nasi rodzice z przeprosinami. Ojciec Lyna także przeprosił. Zgodnie im przebaczyliśmy i wróciliśmy na ziemię.
-Czuję się cholernie źle... Nie wiem, co się ze mną stało, abym musiała tak powiedzieć...-wydukałam.
Białowłosy delikatnie mnie objął i nieco uspokoił. Wszystko mniej - więcej wróciło do normalności, ale nie odzywałam się do czarnowłosego, ani on do mnie. Może to i dobrze? Jednak trochę mi go brakowało i gdy nikt nie patrzył łzy spływały mi po policzkach strumieniem. On zranił mnie, ale ja jego bardziej. Z małą depresją postanowiłam się nieco przejść po okolicy. Minęło może 30 minut jak dotarłam na dużą polanę. Obok ścieżki, na kamieniu siedział młody mężczyzna. Speszona myślałam, jakby go tu ominąć. W pewnym momencie jednak jego wzrok skierował się na mnie. Nosił czarne okulary, miał czerwone włosy i morskie oczy, ale jedno było dużo jaśniejsze od drugiego. Uśmiechnął się.
-Hej! Jestem Kyoji!-odparł radośnie.
Czerwona jak burak opuściłam głowę.
-J - ja - ja jes -j estem - Shay - Shayren...-wydukałam.
Usłyszałam, jak wstaje i podchodzi do mnie. Nerwowo bawiłam się palcami, aż ten kucnął i patrzył mi w oczy. Cofnęłam się krok do tyłu i potknęłam, ale nie upadłam na ziemię, ponieważ ten mnie złapał.
-Powinnaś bardziej uważać, wiesz?-zapytał.
-W... wiem...
-Jesteś strasznie nieśmiała, ale dzięki temu także bardzo urocza.-powiedział z uśmiechem.
-A! Właśnie! Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia, czy mam zobaczyć cię jeszcze raz?
Nic nie odpowiedziałam, tylko zaczerwieniłam się jeszcze bardziej. Chłopak się zaśmiał.
-Shaaa - chaaan...-oznajmił.
Nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku, tylko otworzyłam lekko usta a ten to wykorzystał.
Nawet nie zaprzeczyłam. Nie próbowałam się wyrwać, gdy oddalił głowę zrozumiałam, że jego pocałunki różnią się od tych Lyna. Jego usta są ciepłe i miękkie, a do tego czułam coś, czego przy czarnowłosym nie mogłam. Kyoji zaproponował odprowadzenie, więc się zgodziłam, a przy domku letniskowym wyszła ucieszona gospodyni.
-Ah! Pewnie byłeś znów na spacerze! I dziękuję, że przyprowadziłeś tę uroczą damę, jej brat bardzo się martwił.-odparła.
-Doskonale wiesz, że lubię być sam, babciu...-odparł nieco obojętnie.
Kobieta odwróciła się w moją stronę.
-A może zjadłabyś z nami obiad?-zapytała.
-Ja-ja nie chcę robić kłopotu...-wydukałam.
-Ależ to będzie czysta przyjemność!
Zerknęłam na twarz chłopaka, która zdawała się mówić "no zgódź się!". Przytaknęłam tylko lekko i poszłam za nimi. Dom był piętrowy i przestronny, ale mimo tej przestrzeni można było wyczuć rodzinną atmosferę. Chłopak poszedł na górę, a starsza pani znów się do mnie zwróciła.
-Musisz wiedzieć, że Kyoji został sierotą... jego rodzinę zamordowano, gdy dowiedziano się, że jest pół - bestią, więc proszę, nie wspominaj o jego rodzinie, dobrze?
-Dobrze, ale ja jestem pełnokrwistą bestią...
-Co takiego?! Jesteś księżniczką?! O jejku! Przepraszam panienkę!-kobieta nieco śpiesznie próbowała klęknąć, aby się ukłonić, ale ją powstrzymałam.
-Trudno by było pani potem wstać, proszę, aby nie traktować mnie jak kogoś, kogo trzeba szanować, a normalną dziewczynę...
-Ah! No dobrze! A teraz idę jeszcze zrobić ciasto, a w międzyczasie możesz porozmawiać z Kyojim!-odparła radośnie i pognała do kuchni.
Nieco opornie weszłam po schodach i znalazłam pokój chłopaka. Widocznie musiał się przebrać, ponieważ miał na sobie jeansy i niebieską koszulę w kratę. Zerknął na mnie.
-Przepraszam, że nie zapukałam, ale...-burknęłam.
-Babcia cię tu wysłała, prawda?-zaśmiał się.
Podszedł do mnie, złapał za rękę i pociągnął za sobą na łóżko. Leżeliśmy, a ja miałam głowę opartą o jego klatkę piersiową. Chłopak delikatnie przeszywał palcami moje włosy. W pewnym momencie starsza pani mnie zawołała. Kyoji poszedł ze mną. W przedpokoju stał Shin, Lyn i Rey.
-Szukamy cię dosłownie wszędzie!-powiedział białowłosy.
Spojrzałam na czarnowłosego, który był zdenerwowany.
-Widzę, że świetnie się bawisz.-syknął.
Zacisnęłam dłonie w pięści.
-Żebyś wiedział! Nienawidzę cię! To ty i twój ojciec! Próbowaliście na siłę zrobić ze mnie "idealną żonę"! Chcieliście mnie zmusić do małżeństwa!-krzyknęłam.
Starsza pani ich wygoniła miotłą, a ja trzęsłam się z emocji. Czerwonowłosy mnie objął. Starsza pani trochę mnie uspokoiła po czym wróciła do kuchni. Z Kyojim czekałam w salonie. Ciągle mnie zaczepiał i czasem robił głupie miny. Po 15 minutach mogliśmy wejść już do jadalni. Na stole było pełno ciast, galaretek i owoców. Zadziwiające, że starsza kobieta mogła zrobić aż tyle. Uśmiechnęłam się lekko. Przebywałam w ich domu do 20, a po tym odprowadził mnie pod domek letniskowy. Na koniec jeszcze mnie pocałował. Musiało to dość długo trwać, ponieważ Shin zaczął się wydzierać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz